czwartek, 30 stycznia 2014

Rozdział 14

Pierwszą rzeczą, jaką poczułam rano, było delikatne łaskotanie. Otworzyłam swoje wciąż zaspane oczy i przetarłam je dłońmi. Obróciłam głowę i ujrzałam przed sobą uśmiechniętą twarz Harry'ego, który smyrał mnie po twarzy swoimi włosami.
- Dzień Dobry - powiedział. - Jak się spało?
- Spało by się dobrze, jak byś mnie nie obudził tymi swoimi beznadziejnymi włosami.
- Ktoś tu wstał dzisiaj lewą nogą - zauważył Harry. - Mam nadzieję, że ci to przejdzie, bo nie mam zamiaru słuchać twoich złośliwych komentarzy przez cały dzień.
- A ja nie mam ochoty patrzeć na twoją twarz.
- Widzę, że ta twoja wewnętrzna suka próbuję się wydostać. Myślałem, że ten etap mamy już za sobą i będzie już tylko lepiej.
- Odpieprz się Styles - syknęłam. - Może po prostu wywalisz mnie z domu, jak uważasz mnie za sukę?
- Nie. Zostajesz tu.
- Dlaczego? Żebyśmy się ciągle kłócili?
- Nie. Zostajesz, bo mi na tobie zależy! - krzyknął i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.
Opadłam z powrotem na jego łóżko i zostałam wciągnięta przez huragan myśli. 
"Bo mi na tobie zależy" - słowa Harry'ego odbijały się echem w mojej głowie.
To prawda? Jemu naprawdę na mnie zależy? Już go nie rozumiem. Cała nasza relacja, jest jakaś poplątana. Ciągle próbuję to zrozumieć, ale nie potrafię. Bo czy to normalne, że raz się całujemy i to nie są przyjacielskie całusy, a zaraz się kłócimy i wyzywamy. Chociaż, to w zasadzie nie jego wina, bo to ja jestem powodem naszych sprzeczek. Jestem beznadziejna. A jemu na mnie zależy. To takie słodkie. Harry jest taki uroczy, a do tego nieziemsko przystojny, wysportowany, ma te swoje cholerne dołeczki, na których widok, od razu się uśmiecham... STOP. Co się ze mną dzieję?
- Emma? Mogę wejść? - zapytał przez drzwi Harry.
- Nie musisz mnie pytać, przecież to twój pokój - powiedziałam, a on wszedł do środka i niepewnie podszedł bliżej mnie.
- Emma....ja... 
- Nie, ja przepraszam - przerwałam mu - wiem, że jestem beznadziejna. Tak bardzo chcę się zmienić, ale ja chyba nie potrafię. Ja nie daję sobie rady. To trochę jakby robiła krok w przód, a potem cofała się o dwa. Przepraszam, że marnuję twój czas i twoją pomoc. 
- Nie mów tak. Jesteś cudowna. Wiem, że dasz sobie radę, bo jesteś silna. Mi też było ciężko, ale w końcu mi się udało. Dlatego tu z tobą jestem, żeby ci pomagać i cię wspierać.
- Wiem i strasznie ci za to dziękuję, gdyby nie ty, to pewnie teraz byłabym pijana i dawałabym dupy jakiemuś obrzydliwemu fagasowi w klubie. Na prawdę, tak dużo dla mnie robisz. Tylko, że żeby coś osiągnąć trzeba współpracować, a jak widać ja nie jestem zdolna do współpracy. Jestem beznadziejna, nie dam rady.
- Przestań tak głupio gadać i mnie posłuchaj - ręką uniósł moją twarz, tak, żeby patrzyła mu w oczy. - Jesteś najbardziej niesamowitą, piękną, silną, uroczą, wytrwałą, zabawną, inteligentną i cudowną dziewczyną jaką kiedykolwiek spotkałem. Ja wierzę, że dasz radę, teraz tylko ty musisz w to uwierzyć. Jesteś już tak blisko celu. Popatrz jak się zmieniłaś. Coraz częściej się uśmiechasz, nie wyzywasz mnie tak często, a nawet  mnie przepraszasz. To jest dowód na to, że potrafisz.
Z trudem powstrzymywałam łzy wzruszenia, które za wszelką cenę chciały wypłynąć z moich oczu. Nikt nie powiedział mi nigdy, czegoś równie pięknego. Przecież w tym zdaniu było chyba więcej szczerych komplementów, niż w życiu usłyszałam.
- Boże Harry - zaczęłam, a pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. - Dziękuję. Tak strasznie ci dziękuję za wszystko.
- Nie płacz - powiedział, po czym przyciągnął mnie do siebie i przytulił.
Jeszcze chwilę staliśmy w uścisku, a Harry delikatnie głaskał moje plecy. Było tak cudownie. To niesamowite, jakie ciepło wydziela jego ciało. Uwielbiam, jak jest tak blisko.
- Harry?
- Co? - zapytał, wciąż przytulając mnie.
- Mógłbyś mi jeszcze raz to powiedzieć? No wiesz, to o tym jaka jestem.
- Lubisz tego słuchać, no nie? - zaśmiał się, a ja pokiwałam głową. - No więc jesteś najbardziej niesamowitą, piękną, silną, uroczą, wytrwałą, zabawną, inteligentną i cudowną dziewczyną jaką kiedykolwiek spotkałem.
- To  jest takie urocze - oddaliłam się od niego i wytarłam mokre od łez policzki dłonią - Od razu mi lepiej. Musisz mi to mówić częściej.
- Nie ma sprawy. A teraz idź się przebież, bo wyglądasz koszmarnie.
- Ej! - wydęłam usta. - Już wolę jak prawisz mi komplementy.
Od razu skierowałam się do swojego pokoju. Założyłam jeansy, czarny T-shirt i bluzę na zamek. Następnie skierowałam się do łazienki, żeby zrobić coś z obecnym stanem mojej twarzy. Nie chciało mi się robić pełnego makijażu, więc tylko nawilżyłam twarz kremem. Włosy ostatecznie zostawiłam rozpuszczone, bo o dziwo przez noc jakoś specjalnie się nie pokręciły. Wykonałam resztę innych porannych czynności i zeszłam na dół.
- Od razu lepiej - przyznał, lustrując mnie od góry do dołu - chociaż i tak uwielbiam, jak chodzisz w sukienkach.
- Nie myśl sobie, że będę codziennie chodzić w sukienkach, a zwłaszcza teraz, na początku zimy.
- Czyli muszę poczekać do cieplejszych dni? - zapytał z miną smutnego kotka.
- Obawiam się, że możesz się nie doczekać.
Resztę poranka, a tak właściwie południa spędziliśmy na idiotycznych rozmowach, oglądaniu durnowatych seriali i jedzeniu.
- Co ty na to, żebyśmy dzisiaj wyskoczyli do klubu? - zapytałam, przeciągając się na kanapie.
- Nie wiem, czy to najlepszy pomysł. Ciągle pamiętam twoje ostatnie samodzielne wyjście.
- Ale teraz nie pójdę sama, tylko z tobą. A właściwie to myślałam, że moglibyśmy pójść razem z Megan i chłopakami.
- W sumie - zaczął, a jego twarz przybrała wyraz myślącej - to nie jest najgorszy pomysł.
- To świetnie - podskoczyłam z radości i klasnęłam w dłonie. - Napiszę do Megan, a ty przekaż to chłopcom. Spotkamy się o dwudziestej pod klubem.
Sięgnęłam po telefon i wybrałam numer do dziewczyny, z którą ostatnimi czasy, bardzo się zaprzyjaźniłam.
- Halo?
- No hej, Meg. Słuchaj idziemy dzisiaj do klubu. Idziesz z nami?
- Kto dokładnie będzie?
- Ja, Harry no i reszta chłopców.
- Spoko. Chętnie się upije i powyrywam dupeczki - oznajmiła, na co ja zachichotałam.
- To widzimy się o dwudziestej.
- Pa.
- Cześć - pożegnałam sie i zakończyłam rozmowę.
Spojrzałam na zegarek - piętnasta dwadzieścia, co oznacza, że mam jeszcze trochę czasu.  Położyłam się na kanapie przed telewizorem i włączyłam sobie MTV. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
- Emma - szturchnął mną Harry - wstawaj. Zaraz wychodzimy.
- Jak to zaraz wychodzimy? Która jest godzina?
- Dokładnie osiemnasta czterdzieści siedem.
- O kurwa! - krzyknęłam, zrywając się z kanapy, po czym popędziłam do swojego pokoju.
Przystanek pierwszy - łazienka. Zdecydowałam się na nieco mocniejszy makijaż, niż na zazwyczaj. Oczy podkreśliłam czarnym eyelinerem, a na usta nałożyłam czerwoną szminkę, która nadała mi nieco kobiecości. Włosy wyprostowałam i spryskałam je lakierem. Następnie podbiegłam do szafy i wyciągnęłam z niej, niesamowicie krótką i obcisłą czarną sukienkę, jaką tylko posiadałam. Założyłam ją na siebie, a ponieważ było zimno, dodatkowo naciągnęłam na siebie cieliste rajstopy. Tak ubrana stanęłam przed lustrem. Nie chwaląc się, wyglądałam zajebiście. Jakbym była facetem, to sama bym się za siebie brała. Tak wiem, jestem niezwykle skromna. Po zaakceptowaniu swojego wyglądu, chwyciłam torebkę i szybko zbiegłam na dół, o ile było to możliwe w piętnasto centymetrowych szpilkach.
- No wreszcie. Ile można cze...- zaczął Harry, po czym na mnie spojrzał. - Czy ty chcesz mnie zabić?
- Nie. Dlaczego? - zapytałam z niewinnym uśmieszkiem.
- Jezu wyglądasz tak gorąco. Chyba wezmę ze sobą kij baseballowy, żeby odganiać od ciebie facetów w klubie.
- O to się nie martw. Akurat z facetami radzę sobie świetnie.
- Tak tak. A teraz wychodzimy, bo i tak już jesteśmy spóźnieni.
Na miejsce pojechaliśmy autem Harry'ego. Wszyscy czekali już tylko na nas. Przywitałam się z każdym całusem w policzek.
- Emma wyglądasz dzisiaj oszałamiająco - wyszeptał mi do ucha Zayn, podczas naszego przywitania. - Chętnie zarezerwowałbym sobie ciebie na dzisiejszy wieczór.
- Cóż - przygryzłam wargę. - Zobaczymy co się da zrobić.
W końcu wszyscy weszliśmy do klubu. Od razu podeszliśmy do baru i zamówiliśmy sobie drinki. Po trzech kolejkach wszystkim polepszył się humor, więc ruszyliśmy na parkiet. Najpierw tańczyłam z Megan, potem z Niallem, następnie z Louisem, Liamem i Harry'm. Wciąż z zielonookim szaleliśmy na parkiecie, kiedy z głośników zaczęła płynąc wolna melodia. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a on obwiną swoje wokół moich bioder. Było tak magicznie. Patrzyliśmy sobie w oczy. Czułam się tak, jakbyśmy byli sami. Tylko ja i on. Idealnie. Nie dało się, nie wyczuć napięcia panującego między nami. Nasze twarze były coraz bliżej siebie. Jego usta były tak blisko moich, że mogłam wyczuć każdy jego oddech. Tak bardzo chciałam go pocałować. Znowu poczuć te jego pełne usta na swoich. Zamknęłam oczy i postanowiłam rozkoszować się chwilą, gdy nagle ktoś postanowił nam przeszkodzić.
- Odbijany - uśmiechną się cwaniacko Zayn i pociągnął mnie na drugą stronę sali.
Zaczęliśmy tańczyć, ale jakoś nie mogłam się skupić. Wzrokiem próbowałam odszukać Harry'ego. Po chwili go znalazłam. Siedział przy barze wlewając w siebie kolejnego drinka. Zaraz obok niego pojawiła się jakaś ździrowata blondynka. To zabawne, jak ona próbowała go uwieść, a on nie wykazywał nią żadnego zainteresowania. W końcu zdeterminowana wpiła się w jego usta. Nie wiem dlaczego, ale widząc to, niesamowicie się wkurzyła. Czego ona go całuje?
- Halo Emma, żyjesz? - zapytał Zayn, który najwyraźniej zauważył, że nie jestem zainteresowana tańcem z nim.
- Tak, tak. Ja tylko... zamyśliłam się.
- Niech zgadnę. Myślałaś o Harrym i o tym pustaku, który się do niego przywala?
- Ja...nie..yy...bo
- Nie wysilaj się. Wiem, że na niego lecisz. Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałbym, żebyś patrzyła na mnie tak, jak patrzysz na niego. On chyba nie zdaję sobie sprawy z tego, jakie ma szczęście, bo widzi cię codziennie. Ale nie jestem głupi i wiem, że tobie zależy na nim, a jemu zależy na tobie - powiedział, oddalając się ode mnie. - No, na co czekasz? Oderwij od niego tą blondynę, zanim wyssie z niego całą ślinę.
- Dziękuję Zayn. Jesteś najlepszy - cmoknęłam go w policzek, po czym pewnym krokiem podeszłam do Harry'ego i tej ździry.
- Co ty wyprawiasz z moim chłopakiem? - krzyknęłam w stronę dziewczyny.
- Jak widzisz, całujemy się.
- Posłuchaj mnie suko. Znajdź sobie kogoś innego, bo ten tutaj jest już zajęty - syknęłam. - A i radziłabym ci poszukać kogoś pijanego, bo z twoim ryjem, nie masz szans u kogoś trzeźwo myślącego.
Blondyna tupnęła nogą, po czym z odeszła, a ja na pożegnanie wystawiłam jej środkowy palec.
- Więc... - zaczął, najwyraźniej rozbawiony całą sytuacją Harry - jestem twoim chłopakiem?
- Nie. To tylko gra aktorska.
- Cóż w takim razie muszę przyznać, że grałaś zazdrość tak dobrze, że mógłbym powiedzieć, że ty na prawdę jest o mnie zazdrosna.
- Taa... jasne. Chciałam cię tylko uratować przed tym pustakiem.
- A może ja nie chciałem być ratowany?
- Nie? - zapytałam smutno. - Przepraszam, że zniszczyłam ci szansę, na zarażeniem się AIDS od tej dziwki - krzyknęłam i wybiegłam przed klub.
Teraz zdecydowanie muszę ochłonąć. Sama nie wiem, o co mi chodzi. No, bo po co ta idiotyczna scena zazdrości? Mogłam go olać i zostać z Zaynem. Co się ze mną dzieję?
"Zależy ci na nim! Nie oszukuj się" - odezwał się mój wewnętrzny głos - "Jesteś za zazdrosna, bo ci się podoba".
Nie nie nie. To nie może być prawdą. Przecież, ja nie mogę czegoś do niego czuć. Wykluczone. 
"Teraz już za późno. Już coś poczułaś, przecież wiesz, że nie jest ci obojętny"
Siedziałam tak na zimnych schodkach, gdy nagle poczułam, jak ktoś siada obok mnie i mnie obejmuje.
- Pogadamy? - zapytał niepewnie Harry.
- O czym? O twoim związku z tą plastikową dziunią?
- Nie ma żadnego związku. Szczerze mówiąc, na prawdę jestem ci wdzięczny za to, że ją ode mnie odgoniłaś. I to w jaki sposób, brawo.
- Przecież mówiłeś, że chciałeś z nią być.
- Tylko się tak droczyłem - odparł, cicho wzdychając. - Myślisz, że wolałbym siedzieć z takim pustakiem, niż z tobą?
- A wolałbyś siedzieć ze mną?
- Mógłbym być z tobą cały czas - wyszeptał, obracając mnie tak, że byliśmy już twarzą w twarz. - A poza tym chyba mieliśmy coś dokończyć.
Złączył nasze usta w pocałunku. Odwzajemniłam go, na co Harry od razu poczuł się pewniej i jeszcze bardziej przyciągnął mnie do siebie. Było cudownie. Jego usta, idealnie wpasowały się w moje. Ten pocałunek, tak bardzo różnił się od tych, które miałam w klubach z jakimiś innymi frajerami. Był pełen pasji i namiętności. Czułam się tak, jakbym na prawdę coś dla niego znaczyła.

_______________________________________________________________________
Oto rozdział 14 :) Podoba wam się? Ja mam w stosunku do niego mieszane uczucia, ale myślę, że nie jest najgorzej. A wy co myślcie?
Tak wgl mam do was pytanie :) Chcecie, żeby Emma była z Harrym, czy nie? PROSZĘ odpowiedzcie, bo chcę wiedzieć, jak waszym zdaniem powinny potoczyć się ich losy?
Tak czy inaczej proszę o komentarze i udostępnianie mojego bloga. Jest mi przykro, gdy widzę, że z rozdziału na rozdział komentarzy jest coraz mniej, a powinno być odwrotnie.
PAMIĘTAJCIE ŻE KOMENTARZE MOTYWUJĄ DO DALSZEGO PISANIA, A ICH BRAK DZIAŁA ODWROTNIE!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
do następnego xx 








niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdział 13

Obudziłam się dopiero po dwunastej, co wcale mnie nie dziwi, bo poszłam spać dość późno. Otworzyłam leniwie oczy i rozejrzałam się dookoła. Byłam w pokoju Harry'ego, który wciąż smacznie spał. W sumie mu się nie dziwię, bo wczoraj nieźle się spił, więc nie będę zaskoczona kiedy obudzi się z ogromnym kacem i luką w pamięci. Chyba każdy czasami musi się upić, żeby odreagować. Tylko ciekawe od czego Harry chciał uciec?
"Pewnie od ciebie. Ciągle go denerwujesz" - odezwał się mój wewnętrzny głos.
A jeśli to prawda? Powinnam się mu odwdzięczyć za pomoc, a nie sprawiać jeszcze więcej kłopotów. Od dzisiaj będę dla niego milsza i będę go słuchać.
Po chwili zwlekłam się z łóżka, po czym przykryłam Harry'ego kołdrą, którą chłopak musiał skopać przez sen. Następnie udałam się do swojego pokoju, żeby się przebrać. Stwierdziłam, ze dzisiejszy dzień raczej spędzę w domu, więc ubrałam carne dresy, kolorowy T-shirt i ciepłą bluzę. Na stopy naciągnęłam parę grubych skarpet, a włosy związałam w luźnego koka. Gotowa zeszłam na dół. Zerknęłam na zegarek - trzynasta pięć. Głód dawał o sobie znać coraz bardziej, więc postanowiłam przygotować coś do jedzenia. Ostatecznie zdecydowałam się na naleśniki. Uwinęłam się szybko, a nawet umyłam naczynia, co do mnie nie podobne. Zjadłam swoją porcję, a posiłek dla Harry'ego położyłam na tacce wraz z aspiryną i szklanką soku, po czym skierowałam się do jego sypialni, gdzie chłopak wciąż spał.
- Wstajemy - powiedziałam radośnie, ściągając z niego kołdrę.
- Błagam nie krzycz - szepnął. - Głowa mi pęka.
- Tak myślałam. Dlatego ja, wróżka kacówka, przyniosłam ci śniadanko i tabletki.
- Dziękuję, jesteś kochana - podniósł się i dał mi buziaka w policzek. - Coraz bardziej podoba mi sie mieszkanie z tobą.
- Nie przyzwyczajaj się. Nie myśl sobie, że to się jeszcze kiedyś zdarzy - wystawiłam mu język, na co on się zaśmiał. - A teraz jedz, bo wystygnie - skarciłam go. - I szybko połykaj tą tabletkę. Nie chcę potem cały dzień słuchać twojego marudzenia.
Harry posłusznie wykonał moje polecenia. Po kilku minutach talerz, jak i szklanka były już puste.
- Dziękuję. Było pyszne.
- Nie ma za co - uśmiechnęłam się. - Jakbyś czegoś potrzebował, to będę u siebie.
- Emma? - zapytał, gdy przekraczałam próg pokoju. - Nie miałabyś ochoty wybrać się dzisiaj ze mną na kolację?
- To randka?
- Można tak powiedzieć.
- W takim razie chętnie.
- Super. Bądź gotowa na osiemnastą.
Opuściłam jego pokój i weszłam do mojego. Opadłam na łóżko i wpatrywałam się w sufit. W mojej głowie była tylko jedna myśl: IDĘ NA RANDKĘ Z HARRY'M. Za każdym razem, gdy powtarzałam sobie te słowa, mój żołądek wykonywał podwójnego fikołka w tył. Co mi się dzieję? Zorientował się, że jest już po piętnastej. Trzy godziny powinny wystarczyć mi na przygotowanie. Włączyłam sobie telewizor i zabrałam się za malowanie paznokci. Następnie ubrałam się i wyprostowałam moje brązowe włosy. Ubrałam się w tą śliczną, granatową sukienkę, którą kupiłam na zakupach z Harry'm. Do tego dobrałam szpilki i mój ulubiony komplet złotej biżuterii. Chwyciłam moją kopertówkę, zapakowałam do niej najpotrzebniejsze rzeczy, po czym gotowa zeszłam na dół, gdzie czekał na mnie Harry.

*Perspektywa Harry'ego*

Cały podenerwowany chodziłem w kółko po salonie, gdy na dół zeszła ona. Wyglądała cudownie. Emma jest perfekcyjna w każdym calu, a teraz wygląda jeszcze bardziej oszałamiająco.
- Wyglądasz... - zacząłem, ale nagle odebrało mi mowę - wyglądasz... ślicznie.
- Dziękuję. Ty też wyglądasz nieźle - powiedziała, lustrując mnie od góry do dołu.
Miałem na sobie czarne rurki, koszulę i marynarkę. Nic nadzwyczajnego.
- To co? Wychodzimy?
- Jasne.
Na miejscu byliśmy około osiemnastej. Weszliśmy do eleganckiej restauracji i zajęliśmy wcześniej zarezerwowany stolik. W sumie, gdyby nie Louis, pewnie by nas tu nie było, bo to on zarezerwował nam to miejsca. To była jedna z najbardziej prestiżowych restauracji w Londynie, więc czasami czas oczekiwania przekraczał nawet dwa miesiące. Naprawdę nie wiem, jak się mu odwdzięczę.
- Jejku tu jest cudownie - powiedziała Emma i posłała mi ten swój uroczy uśmiech.
- Cudowna dziewczyna, cudowne miejsce - odparłem, na co ona się zarumieniła.
"Nie no Styles, ty to wiesz jak podrywać laski" - rzuciła sarkastycznie moja podświadomość.
Przy naszym stoliku pojawiła się kelnerka, która przyjęła nasze zamówienie, a po chwili przyniosła nam wino. Siedziałam cały podenerwowany. Co jest nie tak? Dlaczego się tak spinam? Przecież do tylko głupie spotkanie dwójki przyjaciół. Nie. To jest randka. I to nie z byle kim. Wciąż nie mogę uwierzyć, że znam Emmę dopiero dwa tygodnie, a ona aż tak zawróciła mi w głowie. No właśnie. Dwa tygodnie. Najgorsze jest to, że nasza "umowa" obowiązuje tylko przez miesiąc. Potem ona odejdzie. Ale ja nie chcę, żeby mnie zostawiła. Za bardzo się do niej przywiązałem.
Moje coraz to bardziej dołujące myśli przerwała kelnerka, która przyniosła nam nasze zamówienie. Wszystko pachniało cudownie. Podziękowaliśmy i zaczęliśmy jeść. Już wiem, dlaczego jest to najlepsza restauracja w mieście.
- Jeszcze nigdy nie jadłam czegoś tak pysznego - powiedziała Emma, biorąc do buzi kolejny kęs.
- Jedzenie jest niesamowite - poparłem ją.
Gdy zjedliśmy atmosfera zaczęła się trochę rozluźniać i czuliśmy się coraz bardziej swobodnie. Śmialiśmy się, gadaliśmy i piliśmy wino. Idealnie. Nawet w pewnym momencie złączyłem nasze dłonie, leżące na stoliku, a ona nie zabrała ręki. To niesamowite, jak sam dotyk jej ręki na mnie działa. Zbliżała się już dwudziesta, więc postanowiliśmy się zbierać. Zapłaciłem i wyszliśmy z restauracji. 
- Co powiesz na spacer? - zaproponowałem, na co ona pokiwała głową.
Chwyciłem ją za rękę i splotłem ze sobą nasze palce, po czym ruszyliśmy na krótką przechadzkę.
- Zastanawiałam sie ostatnio skąd masz taki duży dom. No wiesz, skoro mieszkasz w nim sam - powiedziała.
- Kiedyś mieszkałem tu z siostrą, ale przeprowadziła się do swojego narzeczonego, więc zostałem sam - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. - A ty? Twój dom przypomina raczej willę. Kim byli twoi rodzice? - zobaczyłem zmieszanie na jej kruchej twarzy. - Oczywiście, jeśli nie chcesz, to nie mów. Wiem, że to drażliwy temat. 
- Nie, oczywiście, że ci powiem - odparła. - kojarzysz "Smith Corporation"?
- No jasne! Jak mógłbym nie kojarzyć? To jedna z największych firm na świecie!
- Należy do moich rodziców, to znaczy należała. A niedługo będzie mogła należeć do mnie.
- Wow. Aż trudno w to uwierzyć - westchnąłem z zachwytu. - Jak to niedługo będzie mogła należeć do ciebie? - Zapytałem wiąż dokładnie analizując wszystko. - Poza tym wypadek miał miejsce prawie 3 lata temu. Co się działo z firmą przez ten czas?
- Mój ojciec zawsze dokładnie wszystko planował. Wszystkie umowy i kontrakty były zwarte co najmniej na kolejne trzy lata, więc teraz pracownicy robią to, co ona zaplanował. A poza tym, po ukończeniu dwudziestu lat, ja będę mogła zostać właścicielką tej firmy.
- A studia? No wiesz, chyba nie studiujesz marketingu czy coś?
- Chodziłam do prywatnego liceum z wydziałem marketingu i zarządzania. Nie muszę już iść na studia.
- To dużo wyjaśnia. Zazdroszczę ci. To musi być fajne uczucie. Nie dość, ze dzięki tej firmie do końca życia będziesz milionerką, to jeszcze możesz rządzić takim "imperium".
- Ja nawet nie wiem, czy tego chcę... - odparła lekko zmieszana.
- Dlaczego?
- Chyba nie jestem jeszcze na to gotowa. Będę miała dopiero dwadzieścia lat. Chcę korzystać z życia. Imprezować, szaleć, poznawać nowych ludzi, a jako szefowa wielkiej korporacji nie będę miała na to czasu, a poza tym takie zachowanie nie byłoby odpowiednie.
- W sumie nie myślałem o tym, pod tym względem. Chciałbym ci doradzić, ale nie wiem co powinienem powiedzieć.
- Nie rozmawiajmy już o tym - powiedziała, pocierając z zimna jedną ręką o drugą.
- Chyba będziemy już wracać. Zrobiło się chłodno - odparłem, ściągając z siebie marynarkę. - Załóż to. Nie możesz mi tu zmarznąć - uśmiechnąłem się pokrzepująco.
- Dziękuję - opatuliła się w moją marynarkę i ruszyliśmy do auta.

*Perspektywa Emmy*

Gdy dotarliśmy do domy było już po dwudziestej pierwszej. Nasze dłonie wciąż był splecione, gdy wchodziliśmy do domu. To niesamowite, jak moje ręce idealnie wpasowują się w jego. Z każdym jego dotykiem czułam ciepło, które wręcz rozlewało się po moim ciele. 
Zdjęliśmy buty i udaliśmy się na górę.
- Dziękuję za dzisiaj - powiedziałam i spojrzał w jego zielone oczy. - Było naprawdę miło.
- To ja dziękuję - odparł i przybliżył się do mnie bardziej.
I bum... Stało się, pocałowałam go. To było niesamowite. Nasze języki tworzył jedną całość. Jego usta doskonale współgrały z moimi. Nigdy się tak nie całowałam. W końcu oddaliliśmy się od siebie, żeby wziąć oddech. 
- No to jeszcze raz dziękuję za cudowną randkę - powiedziałam i przygryzłam wargę. - Było świetnie.
- Nie mogę się nie zgodzić.
- To dobranoc Harry - dodałam i delikatni cmoknęłam go w usta, po czy weszłam do pokoju.
- Tak. Dobranoc Emma - usłyszałam jak wzdycha za drzwiami, po czym również znika w swojej sypialni. 
Było mi strasznie gorąco. Zdecydowałam sie na szybki prysznic, po czym przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka. Nie mogłam zasnąć. Emocje w moim ciele nie chciały się opanować, przez co cały czas byłam pobudzona. Przewracałam się z jednego boku na drugi, próbując zasnąć, ale wciąż mi się to nie udawało. Spojrzałam na zegarek - czternaście po drugiej. Świetnie. Wstałam z łóżka i wyszłam na korytarz. Nie wiem, co mną kierowało, ale po cichu weszłam do pokoju Harry'ego.
- Harry - szepnęłam na tyle głośno, żeby mógł mnie usłyszeć - śpisz?
- Nie - odpowiedział. - Nie mogę zasnąć.
- Ja też nie. Mogę spać z tobą?
- Jasne. Wskakuj - poklepał miejsce obok siebie, na którym zaraz się położyłam.
Przysunęłam się bliżej niego, a on objął mnie w talii. Ostatnią rzeczą jaką czułam przed zaśnieciem, był jego ciepły oddech na mojej szyji.

________________________________________________________________
I oto rozdział 13 :) Chyba faktycznie sprawdza się powiedzenie "pechowa trzynastka", bo miałam ogromne trudności z napisaniem go. Jeszcze nie wiem, czy jestem z niego zadowolona, czy nie. Mam nadzieję, że chociaż wam się spodoba. Powinien przypaść do gustu Hemma Shippers.
Liczę na wasze opinie w komentarzach :)

A I DZIĘKUJĘ ZA PONAD 2000 WYŚWIETLEŃ! NIE SPODZIEWAŁAM SIĘ, ŻE BĘDZIE ICH TYLE :) KOCHAM WAS <3

CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Naprawdę komentarze motywują.

Do następnego xx

piątek, 17 stycznia 2014

SPRAWY ORGANIZACYJNE

1. Na początku chciałabym was poinformować, że następny rozdział pojawi się dopiero w okolicach 26 stycznia, za co z góry przepraszam, ale jutro rano wyjeżdżam do Austrii na tydzień i nie zdążę już napisać 13 rozdziału. Jeśli pojawiłaby się możliwość skorzystania z internetu na wyjeździe, to postaram się napisać, ale nic nie obiecuję. Dla "fanów" tego fanfiction (Jeśli tacy istnieją) mam pocieszającą wiadomość. Na wyjazd zabieram laptopa, więc jeżeli tylko nie odmówi mi posłuszeństwa, to postaram się zapisać kilka rozdziałów do przodu :)
2. Przypomina, że jeśli chcecie być na bieżąco informowanie o nowych rozdziałach to zostawcie swój username w komentarzu w zakładce INFORMOWANI
3. Dziękuję za wszystkie pozytywne komentarze, bo to wiele dla mnie znaczy. Choć chciałbym, żeby ich liczna rosła z rozdziały na rozdział, a nie malała. To dla mnie bardzo ważne. 
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Jeśli chcecie mi jakoś pomóc to proszę, POLECAJCIE tego bloga innym. Pamiętajcie, że im więcej komentarzy, tym większa motywacja do pisani, co oznacza więcej rozdziałów.
4. Wow blog ma już prawie 2000 wyświetleń! Nie sądziłam, że ktoś będzie go czytał, a tu taka miła niespodzianka :) Naprawdę DZIĘKUJĘ za każdy komentarz, każdą opinię, za dodanie się do obserwujących. Może nie zdajecie sobie z tego sprawy, ale ja co 5 minut sprawdzam liczbę komentarzy, a gdy pojawi sie nowy to się szczerze jak głupia :)

To chyba tyle xx Dzięki za wszystko i proszę o wyrozumiałość, jeśli chodzi o 13 rozdział. 

wtorek, 14 stycznia 2014

Rozdział 12

- Po co przyjechaliśmy do domu dziecka? - Zapytałam, kiedy wchodziliśmy do budynku.
- To pomoże w twojej zmianie. Pobyt w tym miejscu zmienia myślenie. Też tu byłem podczas mojej "terapii" - powiedział Harry i chwycił mnie za rękę, prowadząc w stronę jednej z sal.
Weszliśmy do sali pełnej małych, kilkuletnich dzieci. Niektóre z nich bawiły się zabawkami, niektóre rysowały, a niektóre siedziały same pod ścianami. Od razu podeszła do nas starsza kobieta, najprawdopodobniej ich opiekuna. Wyglądała na panią, po pięćdziesiątce.
- Harry - powiedziała, przytulając chłopaka - Cieszę się, że cię widzę. Tęskniliśmy za tobą.
- Ja za wami też - uśmiechnął się.
- A co to za urocza dziewczyna? - zapytała.
- Oh tak. Gdzie moje maniery. Emma to Greta, dyrektora tego ośrodka. Greta, to Emma, moja... przyjaciółka.
- Miło mi cię poznać - powiedziała przytulając mnie na powitanie. - Jesteś pierwszą osobą, którą Harry tu przyprowadził.
- Mi również - odpowiedziałam. - W takim razie czuje się zaszczycona.
- To my idziemy do dzieci - powiedział Harry i pociągnął mnie w głąb sali.
- Harry! - krzyknęła mała dziewczynka, podbiegając do nas - Tęskniłam.
- Hej mała. Ja też. Jak się masz urwisie?
- Jest świetnie. A kto to? Twoja dziewczyna? - wysepleniła blondynka.
- Cześć, jestem Emma - uśmiechnęłam się do niej. - A ty słoneczko?
- Jestem Suzy. Jesteś dziewczyną Harry'ego?
- Nie - odpowiedziałam. - Harry to mój kolega.
- Szkoda. Ładna jesteś.
- Dziękuje - powiedziałam z rozbawieniem w głosie. - Może się pobawimy?
- Jasne. Chodź - złapała mnie za rączkę i pociągnęła w stronę pudełek z zabawkami.
Spędziłam dobre dwie godziny na zabawie z Suzy i innymi dziećmi. Nigdy nie sądziłam, że to może być coś fajnego. A najlepszy był uśmiech tych maluchów no i Harry'ego, który czuł się tutaj jak w niebie. Wszystkie dzieci go uwielbiały, a on uwielbiał ich. Mogłabym godzinami patrzeć na ich zabawy.
- Emma - powiedział czteroletni Max. - Masz chłopaka?
- Nie - odparłam z uśmiechem.
- A ja mogę być twoim chłopakiem?
- Jasne. Chodź tu kochanie - przytuliłam go i dałam całusa w policzek.
Pobawiliśmy się jeszcze chwilę, po czym pożegnaliśmy się z wszystkimi i wróciliśmy do auta.
- To jakie mamy plany na resztę dnia?
- Myślałem, że moglibyśmy pojechać do Louisa. Zaprosił nas, chłopaków i Megan.
- Świetny pomysł. Dawno ich nie widziałam. Stęskniłam się za nimi.
- To świetnie. Jedźmy od razu, nie opłaca nam się wracać do domu.
- Ale Harry, nie jestem ubrana odpowiednio - marudziłam.
- Wyglądasz uroczo - stwierdził. - A poza tym jak znam chłopaków, to będą wyglądali nie wyjściowo.
- No dobra, jedźmy.

*Perspektywa Harry'ego*
Louis otworzył nam drzwi i wpuścił nas do środka. Przywitał Emmę całusem w policzek, po czym uścisnął moją dłoń.
- Hej mała - zwrócił się do niej. - Dawno cię nie widziałem.
- Mała? Z tego co mi się wydaję to jesteś ode mnie starszy niecałe 2 lata.
- No i co? I tak będę tak do ciebie mówił - odparł Louis. - To co mała? Chodźmy do salonu. Wszyscy już są.
Po chwili byliśmy już na kanapach w salonie Louisa. Emma siedziała między Zaynem, a Niallem. Była zajęta rozmową z mulatem. Ciągle się śmiali, a ona kilka razy dała mu szybkiego buziaka w policzek. Co on sobie myśli? Czego oni sie tak świetnie dogadują? Zresztą co mnie to obchodzi? Przecież ja i Emma nie jesteśmy razem. Nie mógłbym być zazdrosny.
"Ale jesteś" podpowiedziała moja podświadomość. Próbuję zaprzeczyć, ale nie będę okłamywał sam siebie. Nie mogę tak patrzeć na to, jak dobrze się razem bawią. Muszę ich jakoś odciągnąć od siebie.
- Emma, może pomożesz mi w robieniu drinków? - zapytałem, wstając z kanapy.
- Jasne - odpowiedziała i skierowała sie w stronę kuchni.
- Ja też mogę wam pomóc - zaoferował Zayn.
Nie wiem dlaczego, ale w tym momencie, Mulat strasznie działa mi na nerwy.
- Nie dzięki, poradzimy sobie - powiedziałem oschle i obdarowałem go lodowatym spojrzeniem. Weszliśmy do kuchni i wyciągnęliśmy wszystkie potrzebne alkohole i soki.
"I co teraz, Styles? Zabrałeś ją od Zayna i tyle? Działaj!" - znowu odezwał się głos w mojej głowie.
- Więc Emma, widzę, że dobrze dogadujesz się z Zaynem.
- Tak. Naprawdę bardzo go lubię - odpowiedziała, a we mnie aż sie zagotowało.
- Bardziej niż mnie, czy nie? - zapytałem, wlewając do szklanki kolejne składniki.
- Wiesz, że ciebie lubię najbardziej - powiedziała szeroko się do mnie uśmiechając.
Jak ja ubóstwiam jej uśmiech. Jestem piękny, tak jak ona. Matko, co ta dziewczyna ze mną robi?
- Ale mnie nigdy nie całujesz w policzek, a jego pocałowałaś już dzisiaj sześć razy.
- Liczyłeś? Ktoś tu jest zazdrosny - zachichotała, - Nie całuję cię, bo sam stwierdziłeś, że nie powinniśmy - odpowiedziała smutno.
- Ja...no.. - jąkałem
- Nie ważne - odparła. - Nie tłumacz się. Rozumiem, że nie chcesz mnie całować. Widocznie, masz jakieś powody.
- To nie tak - zacząłem, ale ona zaraz mi przerwała.
- Daj spokój Harry. Chodźmy zanieść im te drinki, bo pewnie już się niecierpliwią.
Zabrała tacę z napojami i zostawiła mnie samego w kuchni.
"Brawo Styles. Jesteś idiotą. Ona myśli, że jej nie chcesz. Zjebałeś to."
Nie miałem już najmniejszej ochotę na zabawę z chłopakami, a tym bardziej z Zaynem. Postanowiłem posiedzieć w kuchni, bo i tak pewnie nikt nie zauważy mojej nieobecności. Siedziałem tak może z dwadzieścia minut, gdy do kuchni wparował Louis i przerwał moje rozmyślania.
- Ej stary, co jest? - zapytał, klepiąc mnie w ramię.
- Jestem beznadziejny.
- O co chodzi? A może o kogo?
- O Emmę. Stary zjebałem sprawę.
- Co zrobiłeś?
- No bo kiedyś się całowaliśmy, a ja powiedziałem, że nie powinniśmy. A teraz jestem strasznie zazdrosny, a na dodatek ona myśli, że jej nie chce.
- No to faktycznie, zjebałeś to.
- Dzięki Louis - syknąłem, sięgając po kolejnego drinka. - Na ciebie zawsze można liczyć stary.
- Wiesz co ci powiem? Weź się w garść i walcz o nią, półki masz czas. Zayn ma podobne zamiary, tylko on w porównaniu do ciebie, nie komplikuje sytuacji i zbliża sie do Emmy.
- Masz rację. Tak zrobię - wstałem z krzesła i ruszyłem w stronę salonu.
- Harry! - powiedział Louis, zatrzymując mnie przy drzwiach. - Ty coś do niej czujesz?
- Tak. Ja nie potrafię tego wyjaśnić, ale tak.
- W takim razie powodzenia - klepnął mnie w ramię, po czym obydwoje wróciliśmy do salonu.
Emma plotkowała z Megan, co chwilę się z czegoś śmiejąc, natomiast Zayn, Niall i Liam grali na konsoli. Popatrzyłem na zegarek, zbliżała się dwudziesta druga. Znowu spojrzałem na Emmę. Siedziała sama na kanapie, czekając na Megan, która najwyraźniej wyszła gdzieś na chwilę.
"Teraz masz szanse. Działaj" - ponownie podpowiadał mój wewnętrzny głos - "Chyba, że czekasz, aż Zayn do niej podejdzie."
Sam nie wiedziałem, co zrobić. Najprawdopodobniej Emma dalej jest na mnie zła. Nie chcę spieprzyć jeszcze bardziej. Z nerwów sięgnąłem po kolejnego drinka i wypiłem go w błyskawicznym tempie. I kolejny. I kolejny. Zaczęło mi szumieć w głowie. Czułem sie tak pewnie, odważnie.
- Co tam kotku? - wybełkotałem dosiadając się do Emmy.
- Harry, jesteś pijany - stwierdziła dziewczyna, wpatrując się we mnie.
- A ty jesteś piękna - powiedziałem, starając się brzmieć uwodzicielsko.
- Chyba na nas już czas. Jedziemy do domu.
- Dobrze skarbie. Ja poprowadzę - zacząłem wstawać w kanapy, ale przez alkohol w moich żyłach znów na nią opadłem.
- Nie ma mowy. Ja nas zawiozę. Wypiłam niecałego drinka trzy godziny temu. Mogę spokojnie prowadzić.
- Lubię kiedy tak się rządzisz. Strasznie mnie pociągasz - powiedziałem, oblizując usta. Co ja mówię? To przez alkohol. Następnym razem nie pije.
- Chodź! - złapała mnie pod rękę, po czym pociągnęła mnie w stronę wyjścia.
- Louis! Mógłbyś mi pomóc?
Po chwili koło nas zjawił się Lou, który pomógł jej mnie ubrać i zaprowadzić do auta.
- Dzięki, sama bym sobie nie poradziła - uśmiechnęła się do niego i pocałowała go w policzek.
- Nie ma sprawy mała.
Emma wsiadła do auta i ruszyliśmy. Gadałem przez całą drogę, a ona tylko śmiała się z barku sensu w moich wypowiedziach. Gdybym był na jej miejscu, też pewnie bym się śmiał. Dojechaliśmy na miejsce po trzydziestu minutach. Dziewczyna szybko wysiadła i podeszła do mnie, usiłując wyciągnąć mnie z samochodu.
- Chodź, idziemy - powiedziała, kiedy wreszcie udało jej się wywlec mnie z auta.
- Jasne słoneczko. Widzę, że już nie możesz się doczekać, aż pójdziemy do środka. Masz jakieś plany?
- Mhm - wymamrotała mi do ucha. - Mam taki plan. Najpierw pomogę ci się ogarnąć, a potem zaprowadzę do sypialni, gdzie się położysz i zaśniesz, kotku.
Niewiele z jej wypowiedzi do mnie dotarło, bo byłem strasznie zalany. Weszliśmy do środka, gdzie udało jej się wyswobodzić mnie z kurtki i butów, po czym zaprowadziła mnie do pokoju.
- Śpij Harry - powiedziała, przykrywając mnie kołdrą.
- Emma? Możesz spać ze mną? Boję się spać sam - wybełkotałem.
- Myślę, że jesteś już dużym chłopcem Harry i możesz zostać sam.
- Proszę. Potrzebuję cię.
- Uh dobra, zaczekaj. Zaraz przyjdę.
Po chwili wróciła ubrana w swoją piżamę. Wyglądała tak uroczo.
- Dobranoc Emma.
- Dobranoc Harry - powiedziała, delikatnie całując mnie w czoło.

____________________________________________________________________

I oto rozdział 12 :) Jak wam się podoba? Chciałam was zapoznać z myślami Harry'ego :) Myślę, że spodoba się to szczególnie Hemma shippers xD
Co o nim myślicie? Może być? Jeśli macie jakies uwagi to piszcie :) To dla mnie bardzo ważne.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Przypominam o zakładce informowani, gdzie możecie zostawić swoje username, żeby zawsze dowiadywać się o nowych rozdziałach :)
Do następnego xx









niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział 11

Rano obudziłam sie dość wcześnie jak na mnie, ale to pewnie dla tego, że poszłam spać przed dziesiątą. Czułam się świetnie. Spojrzałam na zegarek - dziesiąta trzydzieści dwie. Weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic dla odświeżenia. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i muszę przyznać, że było dość dobrze. Ubrałam się w wzorzyste rurki i białą koszulę. Zrobiłam lekki makijaż i wyprostowałam włosy. W końcu idę dzisiaj na zakupy z Megan, więc nie mogę wyglądać jak menel. Przygotowywania zakończyłam po jedenastej, więc cała ogarnięta zeszłam na dół, w celu zjedzenia śniadania. Pomyślałam, że zrobię też coś dla Harry'ego, bo w końcu muszę się mu odwdzięczyć za wczorajszą sałatkę. Postanowiłam zrobić omlety. Gotowanie poszło mi gładko, więc po dwudziestu minutach byłam gotowa.
- Harry! - krzyknęłam nakładając jedzenie na talerze. - Śniadanie!
Chwilę po tym usłyszałam kroki na schodach, a następnie w kuchni pojawił się Harry, ubrany tylko w spodenki. Pierwszy raz widzę go bez koszulki i muszę przyznać, że ten widok zalicza się do jednych z lepszych. Nie wiedziałam, że jest umięśniony. Miła niespodzianka.
- Dzień dobry Emma - powiedział siadając do stołu. - Już jesteś ubrana?
- Tak. Wychodzę dziś z Megan na zakupy, jeśli ci to nie przeszkadza.
- Jasne, możesz iść. Ale nie umawiaj się z nikim na jutro, zabieram cię w pewne miejsce.
- Okej. A teraz jedz, bo zaraz wystygnie - powiedziałam zabierając się za swojego omleta. - Smacznego.
- Pyszne - stwierdził Harry, wpychając do buzi kolejny kęs.
- Cieszę się, że ci smakuje. W ramach podziękowania umyjesz naczynia.
- No dobra - powiedział smutno. - O której wychodzisz?
- Właściwie to nie wiem. Dałbyś mi numer do Megan? Jakoś zapomniałam ostatni go o nią poprosić.
- Pewnie - powiedział chwytając telefon, po czym podyktował mi numer.
- To ty sprzątaj, a ja idę dzwonić - powiedziałam, wychodząc z kuchni.
Usiadłam na kanapie i zadzwoniłam do Megan.
- Halo - usłyszałam jej głos w słuchawce.
- Cześć. Tu Emma.
- O hej. Co tam?
- Chciałam sie zapytać, o której i gdzie się dzisiaj spotykamy.
- Jest czterdzieści po jedenastej, więc może o wpół do trzynastej? W Golden Plaza. Wyrobisz się?
- Jasne. To do zobaczenia Megan.
- Pa - powiedziała i się rozłączyła.
Dojazd chwilę mi zajmie, więc stwierdziłam, że powinnam się już zbierać. Szybko pobiegłam na górę po buty i swoją torebkę. Narzuciłam na siebie kurtkę i skierowałam sie do wyjścia.
- Wychodzę Harry! Jakby coś to dzwoń! - Krzyknęłam, wychodząc z domu.
Wsiadłam do mojego kochanego audi i pojechałam w stronę galerii. Dokładnie o umówionej godzinie dotarłam na miejsce, gdzie czekała już na mnie Megan.
- Cześć - powiedziała z podekscytowaniem i ucałowała mnie w oba policzki.
- Hej. Miło wreszcie porozmawiać z jakąś dziewczyną.
- Harry trzyma cię pod kloszem? - zaśmiała się.
- Można tak powiedzieć, ale sama sobie na to zapracowałam - westchnęłam.
- Po zakupach idziemy na kawę i wszystko mi opowiesz - powiedziała ciągnąc mnie w stronę sklepu.
Po kilku godzinach dreptania po galerii byłyśmy wykończone. Tego było mi trzeba. Poza tym muszę przyznać, że przy okazji nabyłam kilka nowych ciuchów. Kupiłam kilka koszulek, dwie pary spodni, trzy sweterki, śliczną kurtkę i dwa komplety koronkowej bielizny, bo jak stwierdziła Megan "nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać". Zmęczone udałyśmy się do kawiarni. Ja standardowo zamówiłam karmelowe latte, a Megan waniliowe.
- To opowiadaj. Ty i Harry jesteście razem?
- Co? Nie!
- To znaczy, że ci się nie podoba? - zapytała, a ja oblałam się rumieńcem.
- No, wiesz... - zaczęłam nadal zarumieniona, a po chwili dodałam - jest niezły.
- Wiedziałam! Wiedziałam, że ci się podoba - pisnęła z radości - To... do czego już doszło?
- No całowaliśmy się - wymamrotałam.
- O matko! I jak było? Podobało ci się? Harry dobrze całuje? Czujesz coś do niego? Jak on się zachował? - gadała jak najęta. Czułam się dość skrępowana, kiedy tak naskakiwała swoimi pytaniami.
- Megan! Stop. Było fajnie. No może lepiej niż fajnie, a on całuje bosko. Tylko, że powiedział, że to błąd i nie powinniśmy tak robić.
- A to dupek. Niech teraz żałuje. Dużo stracił.
Pogadałyśmy jeszcze chwilę, a potem pożegnałyśmy się i wróciłyśmy do domów. Na miejsce dojechałam przed osiemnastą.
- Jestem - krzyknęłam, wchodząc do domu z ogromną ilością siatek z zakupami.
- No wreszcie - powiedział, biorąc ode mnie siatki. - Widzę, że zakupy się udały.
- Tak! Chcesz zobaczyć, co kupiłam?
- Jasne - odpowiedział - Pokazuj.
Urządziliśmy sobie mały pokaz mody. Harry'emu spodobały się moje nowe nabytki, a zwłaszcza bielizna, której przyglądał sie od dobrych dziesięciu minut.
- Wiesz co? Tak sobie myślę, że w tym też powinnaś mi się zaprezentować. Nie mogę mieć pewności, że kupiłaś dobry rozmiar, czy coś.
- Pff. Chciałbyś - fuknęłam i w żartach uderzyłam go w tył głowy.
- Nie to nie - powiedział rozbawiony. - Co robimy?
- Ja bym coś zjadła. Umieram z głodu.
- O tak. To jest zdecydowanie dobry pomysł - poparł mnie.
- Już wiem! - wstałam i klasnęłam w dłonie - Zrobimy mac'n'cheese!*
- O matko uwielbiałem to, jak byłem dzieckiem. Jadłem to prawie codziennie.
- No to do roboty!
Ruszyliśmy do kuchni i rozpoczęliśmy gotowanie, no jeśli można tak nazwać gotowanie klusków z serem w proszku. Po dwudziestu minutach zaopatrzeni w miseczki z ciepłym daniem, usiedliśmy w salonie.
- Tak dawno tego nie jadłam. To zdecydowanie przypomina mi dzieciństwo.
- No. To takie pyszne - powiedział Harry. - Jadłem to codziennie, a mama zawsze patrzyła na to z obrzydzeniem.
- U mnie było tak samo!
Resztę wieczoru spędziliśmy na jedzeniu, oglądaniu telewizji i wspominaniu starych czasów. Myślę, że z dnia na dzień zbliżamy się do siebie. Harry jest mi naprawdę bliski. Chyba z nikim się tak dobrze nie rozumiałam. Mimo tego, że kłócimy się kilka razy na dobę, to wiele nas łączy. 
Po północy skierowaliśmy się do swoich pokoi. Wzięłam szybki prysznic, zmyłam makijaż i ubrałam się w piżamę. Potem szybko zasnęłam. Jednak zakupy z Megan, wyssały ze mnie wiele energii.
Rano zostałam obudzona przez Harry'ego, który był już wyszykowany do wyjścia. No tak. Zapomniałam o tym, że dzisiejszy dzień jest zarezerwowany dla niego, bo gdzieś mnie zabiera. Niechętnie zwlekłam się z łóżka i pokierowałam się w stronę łazienki. Zrobiłam lekki makijaż i jak zawsze, wyprostowałam włosy. Ubrałam się jeansy i t-shirt z jakimiś nadrukiem, a na koniec założyłam moją ulubioną bluzę. Wyglądałam dość dobrze, co musiało mi wystarczyć. Szybko udałam się do kuchni na śniadanie, które przygotował dla mnie Harry. On jest taki kochany, no kiedy się na mnie nie wścieka, ale mimo wszystko, jest kochany.
- Możemy wychodzić - powiedziałam narzucając na siebie kurtkę.
- To jedziemy.
Wsiedliśmy do samochodu Harry'ego i pojechaliśmy gdzieś. W sumie to nie powiedział mi, gdzie jedziemy. Po trzydziestu minutach jazdy, dotarliśmy na miejsce. Przy wejściu widniał napis "DOM DZIECKA".

_____________________________________________________________
Mac'n'cheese - makaron z sosem z sera żółtego. 

I oto mamy rozdział 11. Na początku chciałam was przeprosić, za to, że musieliście tyle czekać. Napisałam go już wcześniej, ale potem stwierdziłam, że jest do dupy i napisałam jeszcze raz. 
Kolejny rozdział postaram się dodać szybciej, ale nic nie obiecuję.
Mam nadzieję, że się wam podoba i liczę na wasze opinie. Co myślicie? Shippujecie Harry'ego i Emmę, czy może chcecie, żeby była z kimś innym? Macie jakieś pomysły na kolejne rozdziały? Jeśli tak chętnie poczytam i może skorzystam z waszych propozycji. 
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Przypomina także, że jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach to zostawcie swój username w zakładce 'Informowani'.
To do następnego xx 











poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rozdział 10

Siedziałam z Harry'm w salonie, który bezsensownie skakał po kanałach. Była piętnasta, a my nie mieliśmy co robić.
- Przestań - rzucił Harry widząc, jak obgryzam swoje paznokcie. - To okropne.
- Daj spokój. To zwykły nawyk. Ty też na pewno jakiś masz.
- Żartujesz? Ja jestem idealny,
- Pff, dobre - powiedziałam, gdy usłyszałam sygnał przychodzącego SMSa.
Ruszyłam w stronę telefonu i odczytałam wiadomość.
"Hej Emma. Masz może ochotę wyskoczyć ze mną na kawę? - Zayn xx"
To chyba nie jest taki zły pomysł. W końcu Zayn jest całkiem fajny. Tylko nie wiem, czy Harry się zgodzi, bo wciąż ma mi za złe ostatni wypad do klubu.
- Harry - powiedziałam i zrobiłam minę al'a śliczny kotek. - Mam takie małe pytanko.
- O co chodzi?
- Bo jest taka sprawa, że Zayn zaprosił mnie na kawę. Mogę iść?
- A co? Chcesz go zaciągnąć do łóżka, jak już będziesz pijana.
- No Harry - zamrugałam kilkakrotnie. - Przecież obiecałam, że to już sie nie powtórzy.
- Mam ci ufać? Ostatni bardzo mnie zawiodłaś.
- No przepraszam. Mogę iść? Przecież Zayn to twój przyjaciel, a poza tym idziemy tylko na kawę.
- Okej, zgadam się. Ale wracasz przed dwudziestą. - Powiedział stanowczo spoglądając na swój zegarek. - I masz mieć ze sobą telefon.
- Dziękuje - krzyknęłam i przytuliłam Harry'ego. - To ja odpiszę Zaynowi - powiedziałam i wysłałam wiadomość do chłopaka.
"Chętnie się z tobą wybiorę. O której i gdzie?"
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź, bo po chwili już się zjawiła.
"Przyjadę po ciebie pod dom Harry'ego o 16. Bądź gotowa"
Po przeczytaniu wiadomości szybko ruszyłam do pokoju, żeby się przygotować. Zdecydowałam się na sukienkę w czarno białe wzorki, którą kupiłam na zakupach z Harry'm. Poprawiłam makijaż, który lekko się rozmazał. Na stopy założyłam śliczne czarne szpilki, na ramiona zarzuciłam czarną kurtkę. Skończyłam sie przygotowywać, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Chwyciłam do ręki czarną torebkę i zbiegłam po schodach do salonu, gdzie już czekał na mnie Zayn.
- Hej - powiedział i przytulił mnie na przywitanie. - Ślicznie wyglądasz.
- Cześć - uśmiechnęłam się przyjaźnie. - Idziemy?
- Jasne - powiedział Zayn i pociągnął mnie w stronę drzwi. - Pa Harry!
- Cześć - powiedział Harry - Pamiętaj Emma! Dwudziesta.
- Oczywiście - krzyknęłam wychodząc. - Pa!
Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do kawiarni. Po chwili siedzieliśmy już przy stoliku, czekając na kelnerkę, żeby złożyć zamówienie.
- Dzień dobry. Czego sobie państwo życzą?
- Dla mnie karmelowe latte i szarlotka - powiedziałam i rzuciłam jej lodowate spojrzenie, bo ona śliniła się na widok mulata.
- Ja poproszę cappuccino i brownie - powiedział i się do niej uśmiechnął.
Harry zamówiłby to co ja. Dlaczego o nim myślę? Nie ważne. Wychodź z mojej głowy Harry!
- To opowiesz mi coś o sobie?
- Pewnie, ale potem ty opowiesz o sobie.
Rozmawialiśmy przez dwie godziny i lepiej się poznaliśmy. Zayn jest strasznie uroczy, ale różni się od Harry'ego. Kilkakrotnie przyłapałam się za tym, że porównywałam Zayna z Harry'm. Co się ze mną dzieje? Matko.
- Co byś powiedziała na spacer? - zapytał, przerywając moje rozmyślenia Zayn.
- Jasne, czemu nie.
Zapłaciliśmy i wyszliśmy z kawiarni. Chodziliśmy po parku, tocząc bezsensowne pogawędki. Śmialiśmy się, "sprzeczaliśmy" się i obrzucaliśmy sie jesiennymi liśćmi.
- Zayn, nogi mnie bolą od tych szpilek.
- No to zdejmuj je i wskakuj na barana.
- Oszalałeś? Przecież ja cię połamię.
- Nie marudź tylko wchodź - powiedział i posadził mnie na swoich ramionach. - Wracamy do auta. Muszę cię odwieść na czas.
- Okej. Wio koniku.
Po dwudziestu minutach wróciliśmy do auta i pojechaliśmy do domu. Zayn zatrzymał się na podjeździe, otworzył mi drzwi do auta i pomógł mi wysiąść, co było strasznie urocze.
- Dziękuję za dzisiaj - powiedział lekko cmoknął mnie w policzek. Już miał się oddalić, kiedy przyciągnęłam go do siebie i musnęłam jego usta.
- Ja dziękuję. Było miło - powiedziałam i jeszcze raz go pocałowałam. - Pa Zayn.
- Cześć - powiedział z uśmiechem, po czym wsiadł do auta i odjechał, a ja weszłam do domu.
- Jestem - krzyknęłam, gdy wchodziłam do salonu.
- Świetnie - rzucił oschło Harry. - Widzę, że dobrze się bawiłaś z Zaynem.
- Tak, było fajnie.
- Na pewno było, skoro go całowałaś!
- Podglądałeś nas? Serio Harry? O co ci chodzi?
- To nie tak! Ja tylko wyjrzałem za okno, żeby sprawdzić, czy nie wracasz, a tu proszę! Całujesz się z Zaynem!
- Mogę się całować z kim chcę i nie powinno cię to obchodzić!
- Wiesz skoro całujesz każdego napotkanego chłopaka, to czego jeszcze mnie nie pocałowałaś? Myślę, że jestem z tobą bliżej niż ty z Zaynem!
- A chcesz? To nie problem.
- Chcę!
- Dobra! - Krzyknęłam siadając mu na kolanach.
Harry chwycił moją twarz w dłonie, a ja przysunęłam się jeszcze bliżej niego. I stało się. Pocałowałam go, a on to odwzajemnił. Tylko, że to nie był taki pocałunek, jak ten z Zaynem. Nie. On był o wiele bardziej namiętny i odważniejszy, ale był niesamowity. Całowaliśmy sie tak długo, aż zabrakło mi tchu.
- Myślisz, że tak pocałowałabym się z Zaynem?
- No cóż, myślę, że wyglądało to troszkę inaczej. No wiesz, jakoś tak, mniej się w to wciągnęliście.
- No widzisz? Myślę, że teraz już wiesz, że jestem z tobą bliżej niż z Zaynem.
- Nie dało się tego nie zauważyć.
- A yyy... no... podobało ci się? - zapytałam zmieszana.
- Tak, to było fajne - rozmarzył się.
- Może byśmy to powtórzyli?
- A chcesz?
- Bardzo...
Tym razem to Harry zaczął. Znowu się całowaliśmy. Ten pocałunek był bardziej delikatny i powolny. Usta Harry'ego idealnie pasowały do moich, co wywołało przyjemne ciepło, które wypełniło mnie od środka. W końcu brunet oderwał się ode mnie, oblizując wargi.
- Emma, myślę, że to nie powinno się  zdarzyć. To nieodpowiednie. - powiedział po dłuższej chwili.
- No tak. Przepraszam, to moja wina.
- Nie, to ja chciałem, żebyś mnie pocałowała. Miałem ci pomagać, a nie całować się z tobą. Najlepiej będzie, jak o tym zapomnimy.
Naprawdę chciał o tym zapomnieć? Dlaczego? Może ja źle całuje, ale jestem brzydka. Myślałam, że mu sie podobało. Zresztą po co się tym zamartwiam? Harry to tylko mój przyjaciel, TYLKO. Faktycznie to trochę niestosowne, ale przecież i ja, i on jesteśmy dorośli i możemy robić co chcemy. Chyba, że on tego nie chciał. Nie wiem, co myśleć. Zamieszał mi w głowie.
- Chyba pójdę już do łóżka, źle się czuję.
- Jasne. Może zrobić ci herbaty?
- Chętnie. Przyniesiesz mi ją do pokoju? Będę u siebie.
- Oczywiście. Idź sie połóż. Zaraz przyjdę - powiedział, kierując się w stronę kuchni.
Po wejściu do swojego pokoju, przebrałam sie w piżamę i wskoczyłam pod kołdrę, odpalając laptopa. Weszłam na Facebooka, gdzie czekały na mnie zaproszenie do znajomych od chłopców i Megan, które od razu zaakceptowałam.  Zobaczyłam, że Megan jest online, więc postanowiłam do niej napisać. Przy da mi się jakaś babska pogawędka, po czasie spędzonym z Harry'm. Porozmawiałyśmy chwilkę, wymieniając się uwagami na temat fantastycznego tyłka Justina Biebera. Megan uznała, że koniecznie musimy się spotkać, więc umówiłam się z nią na zakupy. Po zakończeniu rozmowy, wylogowałam się i zamknęłam laptopa. Chwilę potem do moich drzwi zapukał Harry.
- Mam dla ciebie herbatę i sałatkę owocową. Stwierdziłem, że możesz być głodna.
- Dziękuję. Właściwie miałam schodzić na dół, po coś do jedzenia, więc wyręczyłeś mnie.
- Mam nadzieję, że będzie ci smakować - powiedział podając mi do ręki miseczkę. - A tak w ogóle, jak się czujesz?
- Już lepiej, ale trochę boli mnie głowa.
- Najlepiej zrobisz, jak pójdziesz spać - powiedział, wychodząc z pokoju. - Nie będę ci przeszkadzał. Gdybyś czegoś potrzebowała, będę u siebie.
- Jasne. Dziękuję - powiedziałam, a Harry wyszedł z pokoju. 
Szybko zjadłam sałatkę od Harry'ego i wypiłam herbatę. Muszę powiedzieć, że od razu poprawiło mi się samopoczucie, ale wciąż byłam zmęczona. Zgasiłam światło i momentalnie zasnęłam.

____________________________________________________________________________

Oto mamy rozdział 10 :) Jest beznadziejny, ale chciałam szybko go dodać, bo ostatnio zwlekałam z rozdziałami. W wy co o nim sądzicie? Co myślicie o zachowaniu Emmy i Harry'ego? I ten pocałunek. Przepraszam, że zawiodłam was tym rozdziałem :(
LICZĘ NA WASZE SZCZERE OPINIE
CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Do następnego xx