niedziela, 23 lutego 2014

Rozdział 18

KILKA WAŻNYCH INFORMACJI POD POSTEM!

~ Czytasz = Komentujesz ~


Trzy dni. Minęły cholerne trzy dni odkąd nie widziałam Harry'ego. Niby nic takiego się nie stało, ale mimo to jest mi jakoś ciężko. Całymi dniami leżę przed telewizorem, wchłaniając wszystko, co wpadnie mi w ręce, chociaż wybór nie jest wielki, bo nie robiłam zakupów od wieków. Zupełnie nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Już z własnej bezradności zaczęłam liczyć, co jem, a jak na razie pożarłam dwanaście zupek w proszku i dwa słoiki masła orzechowego i szczerze mówiąc zaczynam się obawiać moim okropnym stylem odżywiania. Jak tak dalej pójdzie, to za miesiąc nie zmieszczę się w żadne swoje spodnie.
Pewnie ludzie powiedzieliby, że wszystko wyolbrzymiam, ale to nie tak ja, po prostu czuję się strasznie samotna. Nie wiem, jak mogłam żyć samotnie przez kilka lat, zanim spotkałam Harry'ego. Niby miałam jakieś przelotne romanse, ale one nie dawały mi tego, co dał mi Harry. Przy tych facetach nie czułam się bezpieczna, szczęśliwa, czegoś warta. Może mówili mi, że jestem niesamowicie seksowna i piękna, ale za to oni nie potrafili obdarzyć mnie jakimkolwiek uczuciem, a Harry to zrobił, nawet jeśli to tylko przyjaźń.
Szczerze mówiąc strasznie mi go brakuję. Wiem, że spędziliśmy razem tylko miesiąc, a może aż miesiąc, ale nic nie poradzę na to, że tak bardzo się z nim zżyłam.
Siedziałam właśnie w salonie, oglądając po raz setny ten sam odcinek plotkary. Jadłam kolejną chińską zupkę, tym razem o smaku pikantnego curry, gdy ktoś zapukał do drzwi. Leniwie wstałam z kanapy i podeszłam do drzwi. Mam nadzieję, że to nikt szczególny, bo mój strój składał się z za dużej koszulki, którą "przypadkiem" zabrałam od Harry'ego i krótkie bawełniane shorty. Na szczęście moim gościem okazała się być Megan, która skrzywiła się na mój widok.
- O Boże, co ci jest? - zapytała, zdejmując kurtkę i buty.
- Ciebie też miło widzieć - fuknęłam. - Co cię tu sprowadza?
- Pomyślałam, że wpadnę sprawdzić co u ciebie i może trochę cię rozerwę - powiedziała, siadając na kanapie. - A widzę, że przyda ci się odrobina rozrywki.
- No to świetnie, ale jak widzisz nie jestem w nastroju na zabawę.
- No nie daj się prosić! Chociaż pozwól mi pomóc ci ogarnąć w domu no i może... twój strój. Nie obraź się, ale wyglądasz okropnie.
- Nie no co ty zero urazy - odparłam z sarkazmem - ale chętnie przyjmę twoją pomoc.
- Wiedziałam, że na to polecisz - zaśmiała się i ruszyła w stronę kuchni - no to do roboty.
Uwinęłyśmy się w niecałe dwie godziny. Byłam pod wrażeniem naszej pracy, bo mój dom w porównaniu z tym, co było tu przed jej przyjściem, wyglądał czysto.
- Odwaliłyśmy kawał dobrej roboty - stwierdziła, zakładając swoją kurtkę. - Na pewno nie chcesz iść do klubu?
- Nie mam na to ochoty. Może następnym razem - odparłam. - Ale dzięki za pomoc.
- Nie ma sprawy. Zawsze możesz na mnie liczyć.
- To do zobaczenia - powiedziała, po czym mnie przytuliła.
- Pa - zamknęłam drzwi i ruszyłam w stronę sypialni.
Postanowiłam wybrać się na zakupy, bo moja lodówka świeciła pustkami. Założyłam czarne rurki, bluzę, a włosy związałam w koka, po czym założyłam płaszcz i kozaki i wyszłam z domu. Do sklepu dotarłam po dwudziestu minutach. Wzięłam ze sobą wózek i weszłam do środka. W koszyku lądowały różne rzeczy. Generalnie przeważała ilość słodyczy i chipsów. Brakowało mi tylko jednej rzeczy.
- Przepraszam, gdzie mogę znaleźć masło orzechowe? - zapytałam chłopaka, stojącego przy regale z jedzeniem.
- Wiesz, może bywam tu często, ale jeszcze tu nie pracuję - zaśmiał się dźwięcznie na moją wypowiedź, a ja lekko się zarumieniłam.
- Wybacz, myślałam, że jesteś pracownikiem.
- A jeśli chodzi o masło orzechowe, to jest tu - powiedział, wskazując na najwyższą półkę, po czym sięgnął do niej, aby podać mi słoik.
- Dzięki - uśmiechnęłam się. - Tak w ogóle, jestem Emma.
- Steve.
- Miło się gadało, ale będę się zbierać. Do zobaczenia.
- Czekaj - zatrzymał mnie, chwytając mnie za ramię - mogę chociaż dostać twój numer?
- Jasne - odparłam.
- Może odprowadzę cię do domu? - zapytał. - Jest ciemno, a poza tym przydałby ci się ktoś, kto poniósłby twoje zakupy.
- Czemu nie. Pewnie sama nie dałbym sobie z tym rady.
- To chodźmy.
Zapłaciłam za zakupy i razem ze Steve'm udaliśmy się w stronę mojego mieszkania. Przez całą drogę rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Jest na prawdę uroczy. I przystojny. Wysoki, dobrze zbudowany blondyn. Komu by się nie podobał?
Tobie - podpowiedziała moja podświadomość - W ogólne nie jest podobny do Harry'ego.
I znowu zrobiło mi się jakoś smutno. Poczułam, że jak wrócę do domu znowu będę samotna i skończę na kanapie, pożerając tony jedzenia.
- To tu - powiedziałam, kiedy dotarliśmy pod mój dom.
- No cóż. Miło było cię poznać. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.
- Byłoby miło - odparłam.
- To ja idę, bo z tego co widzę, masz gościa - powiedział i wskazał na postać, siedzącą pod drzwiami.
- O boże - szepnęłam sama do siebie. - Tak do zobaczenia.
Steve poszedł, a ja udałam się w kierunku drzwi, pod którymi siedział nikt inny, jak Harry.
- Emma, kochanie tęskniłem - powiedział i przywarł swoimi ustami do moich.
Łapczywie wpijał się w moje usta, a ja próbowałam go odepchnąć. Śmierdziało od niego alkoholem.
- Jesteś pijany - stwierdziłam, odsuwając się od niego.
- Upiłem się twoim blaskiem.
- Boże - westchnęłam. - Nie wiem co jest gorsze. To, że jesteś pijany, czy twoje idiotyczne teksty na podryw.
- Chodź do środka - powiedziałam i wciągnęłam go do domu.
- Widzę, że masz na mnie ochotę - wybełkotał, kiedy ściągałam z niego kurtkę.
- Z pewnością - rzuciłam sarkastycznie i poprowadziłam go w stronę gościnnego.
- Masz, ubierz to - podałam mu jego koszulkę, którą sobie przywłaszczyłam.
- Dzięki.
- Idę się przebrać do siebie, mam nadzieję, że jak wrócę, będziesz już spał.
Zostawiłam go samego i poszłam do siebie. Założyłam piżamę, umyłam zęby i wróciłam do niego. Tak jak myślałam, leżał już w łóżku z przymkniętymi oczami. Podeszłam do niego, żeby przykryć go kołdrą i dałam mu całusa w czoło.
- Co ja z tobą mam Harry? - wyszeptałam i wyszłam z pokoju.

***

Obudziłam się dość wcześnie. Od razu przypomniały mi się wydarzenia z ostatniego wieczoru. Harry. Powoli zwlekłam się z łóżka i powędrowałam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i wykonałam wszystkie inne "łazienkowe czynności", po czym poszłam sie przebrać. Założyłam szare dresy i bluzę od Harry'ego. 
Na początku skierowałam się do pokoju gościnnego, ale jego tam nie było. Dziwne. Potem poszłam do kuchnie, gdzie czekał na mnie talerz kanapek i liścik.

"Przepraszam za wczoraj. Nawet nie wiesz, jak mi wstyd.
W ramach rekompensaty zrobiłem ci śniadanko.
Mam nadzieję, że będzie smaczne.
Dzięki, że mnie przenocowałaś.
                                               Twój Harry xx"

Uśmiechnęłam się sama do siebie i przeczytałam tekst jeszcze raz.
Twój Harry. Twój Harry. Twój Harry - te słowa cały czas krążyły w mojej głowie.
Szczerze mówiąc trochę się zawiodłam, bo myślałam, że dzisiejszy dzień spędzimy razem, ale widocznie miał coś lepszego do roboty.

__________________________________________________________________________

I oto rozdział 18. Co myślicie? Mam nadzieję, że się wam podoba, chociaż jest dość nudy - moim zdaniem.
A teraz do rzeczy.
PO PIERWSZE: Zaktualizowałam listę informowanych, więc jeśli ktoś również chciałby być informowany, a nie jest, to wystarczy, że zostawi swój username w komentarzu w zakładce INFORMOWANI lub pod rozdziałem.
PO DRUGIE: Pewnie się domyślacie, że chodzi mi o komentarze. Myślałam, że z rozdziału na rozdział będzie się ich pojawiało coraz więcej. Jest mi na prawdę przykro, gdy widzę po dwa komentarze pod rozdziałem, podczas, gdy informuję sześć osób. Także proszę was SKOMENTUJCIE! Nawet, jeśli mają to być negatywne opinie, nie obrażę się. 
Jeśli liczba komentarzy bloga nie wzrośnie, na prawdę zawieszę bloga.
PO TRZECIE: Niedługo blog osiągnie liczbę trzech tysięcy wyświetleń, za co jestem wam niezmiernie wdzięczna. Kocham was wszystkich i doceniam to, że czytacie moje wypociny, które bądź co bądź, są bezsensowne.
PO CZWARTE: Przepraszam, że rozdziały pojawiają się raz na tydzień, ale obecnie na wszystko brakuje mi czasu. Nie mogę wam nic obiecać, ale postaram się dodawać je częściej.

To chyba tyle. Pamiętajcie, że jestem otwarta na wasze sugestie i pomysły.
Do następnego.







sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 17

~ Czytasz = komentujesz ~

Siedemnasty grudzień. Dokładnie jutro kończy się moja umowa z Harry'm.  Nie mogę uwierzyć, że to tak szybko minęło. Już na samą myśl o tym, że od jutra znów zamieszkam sama w tym wielkim, pustym domu, robię się zła i smutna. Wydaje mi się, że obydwoje nie jesteśmy zbyt zadowoleni z naszego rozstania, ale żadne z nas się do tego nie przyzna. Cholera. Im więcej o tym myślę, tym bardziej jestem przybita.
- O czy myślisz? - z rozmyślania wyrwał mnie głos Harry'ego.
- O wszystkim i o niczym - odparłam, wymigując się od prawidłowej odpowiedzi. - A ty?
- O tym, że jestem z ciebie na prawdę dumny.
- Powtarzasz mi to, odkąd dowiedziałeś się o moim pomyśle - zaśmiałam się i oparłam głowę o szybę w aucie.
- Bo uważam, że to na prawdę coś wspaniałego. No wiesz, niewiele osób postanawia podzielić się swoimi pieniędzmi i zafundować wszystkim dzieciom z sierocińca nowe sprzęty i zabawki.
- Daj spokój, jak mam taką możliwość, to pomagam - powiedziałam. - Z resztą, gdyby nie ty, nie zmieniłabym się i nie zrobiłabym tego.
No właśnie. Zdecydowałam się wesprzeć dom dziecka finansowo i zakupiłam zabawki dla młodszych dzieci, a dla tych starszych - nowe sprzęty elektroniczne. Właśnie jechaliśmy do sierocińca, żeby załatwić wszystkie formalności i wreszcie wręczyć im prezenty.
Pod budynkiem znaleźliśmy się dość szybko. Od razu weszliśmy do środka, gdzie czekała już na nas Greta.
- Tak się cieszę, że was widzę - krzyknęła i wyściskała nas oboje.
- Ciebie też miło widzieć.
- Emma, wszyscy jesteśmy ci niezmiernie wdzięczni za to, co dla nas robisz.
- Już mówiłam, że to dla mnie czysta przyjemność - uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie. - Możemy już iść do dzieci?
- Tak, jasne. Kartony z zabawkami są już w środku, nie pozwoliłam im ich rozpakować, więc wszyscy są bardzo podekscytowani - opowiedziała, prowadząc nas do sali.
- Emma! Harry! - krzyknęła mała Suzy i podbiegła w naszym kierunku, podobnie jak większość dzieci.
- Cześć słoneczko - chłopak wziął ją na ręce i dał jej całusa.
Boże. Jak oni cudownie wyglądają razem. Mogę tak patrzeć godzinami, na Harry'ego zajmującymi się maluchami.
Gdy skończyliśmy się już ściskać, postanowiliśmy wreszcie odpakować zabawki. Wszystkie dzieciaki były prze szczęśliwe. Skakały, piszczały i od razu pobiegły się bawić. Posiedzieliśmy jeszcze chwilkę, a potem zostawiłam chłopaka z najmłodszymi, a sama udałam się do tych starszych, którzy jeszcze bardziej ucieszyli się ze swoich prezentów. Zaczęli mi dziękować, wszyscy, oprócz jednej osoby.
- Co jest? - zapytałam, siadając obok dziewczyny.
- Po co to robisz?
- Robię co?
- Dlaczego dajesz nam prezenty? Chcesz się popisać swoją fortuną? Myślisz, że jesteś lepsza, bo masz bogatych rodziców? - zapytała z wyrzutem w głosie.
- To, że chce wam pomóc nie znaczy, że się przechwalam pieniędzmi, a jeśli chodzi o rodziców - powiedziałam, a łzy napłynęły mi do oczu - to oni nie żyją.
Nie miałam ochotę na dłuższą rozmowę, po prostu odeszłam. Od razu odnalazłam Harry'ego, który widząc smutek na mojej twarzy, przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.
- Jedźmy już do domu - poprosiłam, po czym pożegnaliśmy sie ze wszystkimi i wróciliśmy do mieszkania.
Było już po osiemnastej. Siedzieliśmy w salonie, oglądając jakąś durną komedie. Film się skończył, a my dalej wylegiwaliśmy się w salonie, nie mając żadnych ambitniejszych planów.
- Chyba powinnam zacząć się pakować. Znając życie, jutro nie będzie mi się chciało tego robić - westchnęłam, podnosząc się z kanapy.
- Przecież wiesz, że nie musisz już jutro wracać, możesz zostać dłużej.
- I tak mieszkałam u ciebie miesiąc, nie mogę dłużej ci przeszkadzać.
- Skoro tak uważasz - powiedział smutno.
Skierowałam się do pokoju. Zdjęłam ogromną walizkę z szafy i zaczęłam wkładać do niej rzeczy. Oczywiście wszystko się nie zmieściło, bo podczas pobytu u Harry'ego kilka razy wybrałam się na zakupy, które wzbogaciły moją szafę. Upchnęłam do środka, tyle, ile tylko się dało, a kilka rzeczy postanowiłam zostawić, żeby Harry miał jakiś pretekst, żeby mnie odwiedzić. Po godzinie byłam już mniej więcej spakowana. Postanowiłam wziąć prysznic i przebrać się w piżamę. Następnie zeszłam na dół, gdzie siedział Harry.
- Głodna? - zapytał, podsuwając mi pod nos miskę z Mac'n'cheese.
- Strasznie - odparłam, wsuwając do buzi pierwszą łyżkę. - Skąd widziałeś, że ma na to ochotę?
- Telepatia - powiedział dumnie - a tak na prawdę to nie chciało mi się robić nic innego, a poza tym to zawsze jak to jemy, to jest miło.
Jedliśmy, co chwilę śmiejąc się i rozmawiając. I to właśnie uwielbiam w Harry'm. Mimo tego, że się kłócimy, to zawsze mogę z nim pogadać, spędzić czas.
- Co robisz w święta? - zapytał nagle Harry.
- To co zwykle. Siedzę całymi dniami w piżamę, oglądając po raz setny "Kevin sam w domu".
- Żartujesz?
- Chciałabym - westchnęłam - ale niestety to prawda.
- Wiesz, co roku z chłopakami urządzamy sobie taką 'przyjacielską wigilię', kupujemy sobie prezenty i spędzamy czas razem, zanim pojedziemy do swoich rodzin. Może chciałabyś do nas dołączyć?
- Nie chciałabym niszczyć waszego wspólnego wieczoru.
- Nic nie będziesz niszczyć! Gadałem już o tym z chłopakami i chcą, żebyś przyszła.
- W takim razie przyjdę - uśmiechnęłam się - co mogę im kupić?
- Hmm, oni będą się cieszyć ze wszystkiego - odpowiedział. - Ja nie wiem, co kupić tobie.
- Ty już dałeś mi prezent - pomachałam mu przed oczami bransoletką, z którą się nie rozstawałam.
- I tak kupię ci coś jeszcze - posłał mi cwany uśmiech.
Nagle przyszedł mi do głowy pewien pomysł, na prezent dla Harry'ego.
- Jeździsz na nartach?
- Nie, na snowboardzie, a co?
- Nic nic, tak tylko pytam - odparłam, odwracając wzrok.
- Dlaczego ci nie wierzę?
- Nie wiem - zaśmiałam się, po czym zaczęłam skakać po kanałach, szukając jakiegoś fajnego filmu.
W końcu udało mi się znaleźć coś fajnego. Nawet się nie zorientowaliśmy, kiedy zasnęliśmy na kanapie prze telewizorem.
Rano obudziłam się po dziesiątej. Obok mnie leżał, wciąż śpiący, Harry. Powoli podniosłam się z sofy, prostując plecy, które rano nieco mnie bolały, no bo czego można się spodziewać po spaniu na kanapie i to jeszcze w dwie osoby. Skierowałam się do swojego pokoju i ubrałam sie w jasne jeansy i bluzę, którą dostałam od Harry'ego. Wyprostowałam włosy, umyła zęby i ponownie zeszłam na dół. W mojej głowie miała tylko jedną myśl: "To koniec, ostatni dzień tutaj, ostatni dzień z Harry'm".
Zeszłam do kuchni, żeby zrobić coś do jedzenia. Postanowiłam przygotować jajecznice. Nie zajęło mi to dużo czasu, bo po dwudziestu minutach byłam gotowa. Cicho podeszłam do chłopaka i delikatnie zaczęłam go wybudzać.
- Wstawaj - powiedziałam szeptem, na co on nie zareagował - wstawaj - dalej nic... - WSTAWAJ! - krzyknęłam, na co on sturlał się z kanapy. 
- Kto cię będzie budził, jak mnie nie będzie - zaśmiałam się, a Harry zrobił się smutny. - Chodź, zrobiłam śniadanie. 
Zjedliśmy wszyscy, posprzątaliśmy i po jedenastej byliśmy już ogarnięci.
- To ja będę już jechać - powiedziałam ze smutkiem.
- Na pewno? - zapytał z nadzieją w głosie.
- Tak - odparłam. - Zniesiesz moją walizkę do auta?
- Jasne - powiedział, po czym pobiegł na górę. Założyłam na siebie płaszcz i buty, po czym wyszłam na zewnątrz, do auta. Po chwili zjawił się Harry i przyniósł mój bagaż.
- Harry... - zaczęłam niepewnie, nie wiedząc dokładnie co powiedzieć. - Dziękuję. Za to wszystko, co dla mnie zrobiłeś, że chociaż w pewnym stopniu udało ci się mnie zmienić. Będę ci za to wdzięczna do końca życia. Dziękuję - powiedziałam, a samotna łza spłynęła po moim policzku.
- Nie musisz dziękować. Ta zmiana zależała od ciebie, nie ode mnie i ci się udało. Jesteś cudowna - przyciągnął mnie mocno do siebie i zamknął w uścisku. 
- To do zobaczenia Harry - powiedziałam, wsiadając do samochodzu.
- Do zobaczenia, Emma.

______________________________________________________________________________

I oto rozdział 17 :) Miał być dla was prezentem walentynkowym, ale oczywiście nie wyrobiłam, więc to prezent po walentynkowy, chociaż jest mało romantyczny. Mam nadzieję, że się wam spodoba.

Jak myślicie, co będzie dalej z Emmą i Harrym? Jakieś pomysły?
Liczę na wasze opinie w komentarzach :)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ


do następnego xx


sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 16


~Jeśli czytasz zostaw po sobie komentarz ~

- EMMA WSTAAAAWAJ! - usłyszałam damski głos, a po chwili poduszka z całej siły uderzyła w moją głowę.
Powoli otworzyłam oczy i przetarłam je dłońmi. Moim oczom ukazała się Megan, siedząca na mnie okrakiem, oraz Harry stojący w drzwiach.
- TY! - wskazałam palcem na chłopaka - WPUŚCIŁEŚ JĄ TU? DLACZEGO?
- Na mnie nie patrz. Ledwo otworzyłem drzwi, a ona wbiegła do ciebie na górę. Podejrzewam, że jest chora psychicznie, ale można by to skonsultować ze specjalistą - powiedział, a ona rzuciła w niego poduszką.
- To po co tu przyszłaś? Nie żebym cię wyganiała, ale jest dopiero jedenasta! - spytałam, wciąż będąc przygniatana przez Megan.
- Mamy dzisiaj babski dzień - oświadczyła, wstając ze mnie - zakupy, plotki, jedzenie, kosmetyczka.
- Fajnie, tylko szkoda, że dowiaduję się o tym teraz.
- Nie marudź, tylko się zbieraj! O dwunastej trzydzieści mamy wizytę w salonie kosmetycznym.
Wygramoliłam się spod kołdry i skierowałam się w stronę łazienki, zabierając ze sobą ciuchy, które mam zamiar ubrać. Wzięłam szybko, odświeżający prysznic po czym owinęłam swoje ciało miękkim ręcznikiem. Gdy byłam już całkowicie sucha, założyłam na siebie bieliznę, czarne rurki i aksamitną białą koszulę z czarnym kołnierzykiem. Potem zabrałam się za prostowanie włosów i robienie makijażu. Po trzydziestu minutach w łazience byłam całkowicie gotowa do wyjścia. Wyszłam z łazienki i ruszyłam w stronę salonu, po drodze wstępując do swojej sypialni po kilka bransoletek i torebkę.
- No nareszcie - westchnęła Megan. - Ile można się szykować?
- Chyba sama wiesz, ile to trwa - odparłam, na co ona teatralnie przewróciła oczami.
- Idziemy?
- A śniadanie? - zapytałam. - Umieram z głodu.
- Harry zrobił ci kanapkę. Zjesz w aucie. Nie mamy czasu - powiedziała, wymachując mi przed twarzą torbą z jedzeniem
Rzuciłam Harry'emu nieme 'dziękuję' i poszłam za Megan. Po chwili znajdowałam się w jej aucie, na siedzeniu pasażera, jedząc kanapkę przygotowaną przez Harry'ego. Gdyby nie on, prawdopodobnie umierałabym z głodu.
- Jesteśmy - oznajmiła Megan, parkując pod salonem.
Weszłyśmy do środka, gdzie powitała nas zadbana blondynka po czterdziestce. Usiadłyśmy na fotelach, a kosmetyczki wykonywały serie zabiegów. Nie obyło się oczywiście bez głupich docinków, żartów i rozmów o życiu celebrytów.
- To teraz na zakupy! - powiedziała zadowolona, ruszając autem w stronę centrum handlowego.
- Nareszcie! Muszę kupić sobie ciuchy zimowe i kozaki, bo z dnia na dzień robi się coraz chłodniej.
- Mi też przydałby się jakiś płaszczyk.
Po dwudziestu minutach dotarłyśmy do galerii. Rozpoczęłyśmy nasze zakupowe szaleństwo. Obie byłyśmy w swoim żywiole. Przeszukiwałyśmy dokładnie wszystkie rzeczy, żeby wreszcie znaleźć ten idealny ciuch. Ostatecznie udało mi się kupić dwie pary kozaków, czarny płaszcz, kurtkę, czapkę i rękawiczki.
- Trzeba przyznać, że mamy talent do robienia zakupów - stwierdziła Megan, siadając przy stoliku w restauracji. 
- No wiadomo - zachichotałam - z tym się trzeba urodzić.
Naszą rozmowę przerwał kelner, przystojny blondy, który dostarczył, zamówione przez nas dania i napoje.
- No to opowiadaj - powiedziała podekscytowana Meg, wkładając do buzi kawałek kurczaka.
- O czym?
- Nie udawaj, że nie wiesz o co mi chodzi. Opowiadaj o tobie i Harry'm.
- Nie ma co opowiadać, przyjaźnimy się - stwierdziłam, biorąc łyka ciepłej herbaty.
- Jeśli przyjaźnią nazywasz całowanie się i obściskiwanie cały czas, to ja bym chciała się tak "przyjaźnić" z tym kelnerem - dłońmi wykonała cudzysłów i posłała mi niecierpliwe spojrzenie.
- Po prostu ja nie wiem, jak to z nami jest. Całujemy się, przytulamy, a potem zachowujemy się normalnie. Trudno określić naszą relację.
- Faktycznie. Nie rozumiem was - westchnęła, przeżuwając kolejny kęs. - A często się całujecie?
- A co cię to obchodzi? - zaśmiałam się z jej pytania, na co ona wystawiła mi język.
- No weź powiedz. Ładnie proszę.
- Właściwie to całujemy się prawie codziennie.
- O MATKO! - pisnęła - a Harry dobrze całuje?
- To akurat możesz sprawdzić sama. 
- Nie zrobiłabym ci tego, a poza tym pewnie z zazdrości wydrapałabyś mi oczy.
- Żartujesz? Z zazdrości? 
- Nie udawaj, że jest ci obojętny, bo w to nie uwierzę. Obydwoje możecie sobie wmawiać, że nic was nie łączy, ale ja dobrze wiem, że jest inaczej.
- To nie jest tak, że on nie jest dla mnie ważny, bo jest. Zależy mi na nim, ale ja nie potrafię powiedzieć co do niego czuję.
- Dobra zostawmy ten temat w spokoju, ale jak będzie między wami coś więcej, to mam się dowiedzieć pierwsza.
- Jasne, obiecuję, że będziesz informowana na bieżąco.
W  końcu zdecydowałyśmy się wrócić do domu. Megan odwiozła mnie, pożegnałyśmy się, po czym weszłam do środka. 
- Jestem! 
- No wreszcie! Już myślałam, że ona cię porwała, po niej można się spodziewać wszystkiego - powiedział, na co ja wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem. 
- A ty co dzisiaj robiłeś?
- Siedziałem tu, wpadł do mnie Louis, opowiadał mi o swojej nowej lasce, a potem poszliśmy na zakupy.
- Na zakupy? Czy to nie jest czasem zajęcie dla dziewczyn?
- No przecież ja też muszę się jakoś ubrać! A poza tym kupiłem ci coś.
- Na prawdę? Co? Pokaż pokaż pokaż - zaczęłam skakać i piszczeć.
- Proszę - podał mi torbę z niespodzianką.
Wyjęłam z niej cudowną, fioletową bluzę z napisem 'I love curly hairs'. Była śliczna i taka cieplutka. To taki uroczy prezent.
- Dziękuję. Jest śliczna - powiedziałam i mocno go przytuliłam.
- Od razu jak ją zobaczyłem, pomyślałem o tobie.
- To urocze.
- Ale mam coś jeszcze - powiedział i sięgnął do tylnej kieszeni swoich spodni, po czym wyjął z nich małe pudełeczko - mam nadzieję, że ci się spodoba.
Powoli je otworzyłam. W środku znajdowała się śliczna, srebrna bransoletka z charmsami: literką "H" i literką "E", gwiazdką, znakiem nieskończoności i serduszkiem.
- Jejku Harry jest piękna - w oczach miałam już łzy wzruszenia - nie musiałeś mi jej kupować, bluza by wystarczyła.
- Chciałem, żebyś miała coś, co będzie ci przypominało mnie. Nie chciałbym, żebyś po zakończeniu umowy o mnie zapomniała. 
- Nie mogłabym o tobie zapomnieć, jesteś dla mnie zbyt ważny - teraz już rozpłakałam się na dobre, bo to, co powiedział, było takie piękne.
Wtuliłam się w Harry'ego a on objął mnie swoimi ramionami. 
- Ja też o tobie nie zapomnę - wyszeptał w moje włosy i pocałował mnie w głowę.

___________________________________________________________________________
I jest rozdział 16. Wiem, jest krótki, za co przepraszam, ale nie chciałam zwlekać z dodaniem go. Mam nadzieję, że mimo to się wam podoba. Liczę na wasze komentarze z szczerą opinią. 
Szczerze mówiąc, jest mi przykro z tego powodu, że pod rozdziałem 15 pojawiły się tylko 2 komentarze, jeśli będzie tak dalej będę musiała zawiesić bloga. Także do roboty :)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

do następnego xx

poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdział 15

Obudziłam się po trzynastej z ogromnym kacem. Rozejrzałam się dookoła. Byłam w swoim pokoju, a obok mnie leżał Harry. Dlaczego on tu jest? Boże, nic nie pamiętam. Na szczęście okazało się, że w nocy do niczego nie doszło, bo Harry był ubrany, tak, jak wczoraj wieczorem, a ja miałam na sobie bieliznę i jego koszulkę, w którą najwidoczniej mnie przebrał. Powoli zwlekłam się z łóżka i weszłam do łazienki. Wyglądam tak, jak się czuję, czyli okropnie, ale nie miałam siły nic z tym robić. Spojrzałam na telefon - pięć nieodebranych wiadomości.

Jezu dziewczyno jesteś szalona. Już nie mogę doczekać się kolejnej imprezy z tobą - Niall

Wow nieźle wczoraj zabalowałaś. Nie wiedziałem, że tak dobrze tańczysz - Liam xx

Jak się czujesz? Sądząc po tym, ile wczoraj wypiłaś, myślę, że nie najlepiej. Martwię się o ciebie - Zayn

CO JEST MIĘDZY TOBĄ, A HARRYM? WCZORAJ NIE ODERWAŁAŚ SIĘ OD NIEGO NAWET NA CHWILĘ. SPOTKAMY SIĘ I WSZYSTKO MI OPOWIESZ - Megan

Jak tam maleńka? Nieźle wczoraj wywijałaś na parkiecie. Jesteś najlepszą imprezowiczką ever - Louis

Matko, co ja wczoraj zrobiłam? Nic nie pamiętam. Sądząc po treści smsów, zaszalałam.
Ponieważ ból głowy dawał o sobie coraz bardziej znać, postanowiłam zejść do kuchni, gdzie siedział już Harry, który najwyraźniej obudził się, kiedy byłam w łazience.
- Dzień dobry - uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek.
- Cii - szepnęłam, przykładając palec do ust - nie krzycz. Głowa mi pęka.
- Dlaczego mnie to nie dziwi? - zaśmiał się, podsuwając mi pod nos kubek z ciepłą herbatą.
- Dziękuję - powiedziałam, popijając ciepły napój. - Opowiesz mi, o tym, co wczoraj robiłam? Pamiętam tylko, jak całowaliśmy się przed klubem, a potem weszliśmy do środka i zaczęliśmy pić. Tutaj film się urywa.
- No więc tak. Po tym, jak wróciliśmy do środka, wypiłaś chyba z cztery drinki i zaciągnęłaś wszystkich na parkiet. Najczęściej tańczyłaś ze mną i przez większość czasu my się yy.... - zaczął się jąkać, na co ja parsknęłam śmiechem - no my się ...wiesz.... całowaliśmy. Potem, kiedy nikt oprócz ciebie nie miał siły tańczyć, wskoczyłaś na ladę baru i zaczęłaś tańczyć. Boże dałaś taki pokaz, że wszyscy faceci patrzyli na ciebie, jak na kawał mięsa. No i zaczęły się sypać niestosowne propozycje względem ciebie, więc razem z Zaynem odeskortowaliśmy cię na zewnątrz, a potem zabrałem cię do domu, ale ty nie miałaś zamiaru spać, więc zaczęłaś się rozbierać, ale ostatecznie udało mi się przebrać się w moją koszulkę i położyłem cię do łóżka, ale musiałem położyć się z tobą, bo inaczej nie dałabyś mi spokoju. To chyba tyle.
- O MÓJ BOŻE! Powinni mi zabronić wchodzenia do klubów - schowałam twarz w dłonie i głośno westchnęłam.
- W sumie nie było tak źle. No wiesz, twój taniec był niesamowity. Jeśli o mnie chodzi to mógłbym jeszcze raz go zobaczyć - powiedział i zaczął głupio poruszać brwiami.
- Oh, zamknij się - wypiłam ostatni łyk herbaty, po czym rzuciłam się na kanapę w salonie.
Harry ruszył w moje ślady i obydwoje wylegiwaliśmy się przed telewizorem, oglądając jakieś głupkowate talk show w telewizji. Jednak, jak widać, nie dane było mi odpoczywać, bo po niecałych trzydziestu minutach, mój telefon zaczął dzwonić. Chcąc, nie chcąc, poszłam go odebrać. Jak się okazało, człowiekiem, który mi przeszkodził był Zayn.
- Halo? - powiedziałam, ziewając ze zmęczenia.
- Jezu Emma, nareszcie.
- Ja też się cieszę, że cię słyszę Zayn.
- Jak się czujesz? Głowa cię boli? Może do ciebie przyjechać? - zaczął trajkotać, jak jakaś nakręcona blondyna.
- Jest okej. Jestem strasznie zmęczona, ale jakoś daje radę. Głowa już mnie nie boli, bo wzięłam tabletki.
- To dobrze, nawet nie wiesz, jak się martwiłem - westchnął kiedy tylko otrzymał odpowiedź.
- Spokojnie, to tylko kac.
- No niby tak, ale jesteś dla mnie ważna i wolałem się upewnić, czy wszystko okej.
- Oh, w takim razie, dzięki za troskę - odparłam, wysilając się na słodki ton. - To ja kończę.
- No to na razie.
- Pa - rozłączyłam się i opadłam na łóżko.
Postanowiłam jeszcze odpisać chłopakom na SMS-y, no i oczywiście Megan, która łącznie wysłała mi już trzynaście wiadomości, w tym dwanaście dotyczyły mnie i Harry'ego. Zaśmiałam się, czytając jej wywody, na temat naszego "związku".
W końcu postanowiłam się ogarnąć, bo wciąż chodziłam w koszulce Harry'ego. Najpierw szybki prysznic. To zdecydowanie to, czego potrzebowałam.  Następnie wysuszyłam włosy i 'zajęłam się' swoją twarzą. Zrobiłam delikatny makijaż, po czym wyszłam z łazienki. Założyłam na siebie zwykłe dżinsy i mój ulubiony t-shirt. Na to zarzuciłam jeszcze bluzę i byłam gotowa. Zeszłam na dół, gdzie Harry ciągle wylegiwał się przed telewizorem.
- Wychodzisz? - zapytał, odrywając wzrok od ekranu.
- Tak. Pomyślałam, że świeże powietrze dobrze mi zrobi.
- Pójść z tobą?
- Nie, nie musisz. Poradzę sobie. Jestem dużą dziewczynką.
- Skoro tak uważasz - westchnął, przewracając oczami. - Tylko ubierz się ciepło.
- Tak jest tato - wystawiłam mu język, po czym się ubrałam i wyszłam.
Dobrze, że posłuchałam Harry'ego i ubrałam najcieplejszą kurtkę. Na zewnątrz było na prawdę zimno, no ale czego ja się spodziewałam na początku grudnia? No właśnie! Grudzień! Już nie długo święta, które znowu spędzę samotnie w wielkim domu. Dlatego nienawidzę Bożego Narodzenia. Od śmierci rodziców nie obchodzę gwiazdki. To strasznie smutne. Chciałabym pokupować prezenty, ubrać choinkę i zjeść kolację wigilijną z kimś ważnym dla mnie. A tymczasem posiedzę cały dzień w piżamie, pijąc herbatę i oglądając po raz setny, te wszystkie świąteczne filmy.
Po trzydziestu minutach spacerowanie i intensywnego rozmyślania nad moim beznadziejnym życiem, postanowiłam wstąpić do kawiarni. Zamówiłam gorącą czekoladę i usiadłam przy stoliku, rozkoszując się moim gorącym napojem, który ogrzewał moje zmarznięte ciało od środka.
- Emma? - odwróciłam się i zobaczyłam za sobą uśmiechniętego Louisa.
- Hej Louis - uśmiechnęłam się, dając mu znak, żeby usiadł koło mnie.
- Co tu robisz mała?
- Byłam na spacerze i postanowiłam wstąpić tu na gorącą czekoladę, a ty?
- Ja..em ...no ..yy.. - zaczął się jąkać, a jego policzki momentalnie się zaczerwieniły. - No, bo podoba mi się tak jedna kelnerka.
- Która? - zapytałam, a on wskazał na blondynkę, która przygotowywała właśnie kawę dla klientów.
- No no no Louis. Muszę przyznać, że masz gust.
- Wiem, jest śliczna - westchnął, obserwując każdy ruch dziewczyny.
- No to na co czekasz? Idź do niej zagadaj!
- No, ale ja nie wiem jak... Może byś mi troszkę pomogła?
- A co będę z tego miała?
- No wiesz, ja też ci kiedyś pomogę.
- To tyle, co nic - wystawiłam mu język, po czym wstałam ze swojego miejsca. - Ale ci pomogę. Tylko się nie przyzwyczajaj. Pomaganie nie jest w moim stylu.
Podeszłam do lady, przy której stała dziewczyna.
- Co podać? - zapytała, sięgając po notesik do spisywania zamówień.
- Nic. Mam do ciebie sprawę.
- Do mnie? Czy ty przypadkiem nie mylisz mnie z kimś innym?
- Nie. Chodzi mi o ciebie... - powiedziałam, zerkając na plakietkę z jej imieniem  na koszuli - ...Alison. Wpadłaś w oko mojemu przyjacielowi, ale biedak się speszył, więc dlatego to ja przyszłam do ciebie.
- Który to? - zapytała, rozglądając się po sali, na co ja wskazałam palcem na Louisa, który pomachał do nas.
- Niezły. Tu jest mój numer, mogłabyś mu go przekazać... - popatrzyła na mnie, oczekując aż podam jej swoje imię.
 - Emma - uścisnęłam jej dłoń i wzięłam karteczkę z numerem - na pewno mu przekażę.
- Świetnie. To do zobaczenia Emma!
- Pa Ally.
Wróciłam z powrotem do stolika i usiadłam na sowim miejscu.
- I jak? - zapytał zniecierpliwiony chłopak.
- Przykro mi, ale nie jesteś w jej typie - skłamałam, starając się wyglądać jak najbardziej wiarygodnie.
- Serio? - wyglądał na zmartwionego, więc postanowiłam powiedzieć mu prawdę.
- Nie! Powiedziała, że jesteś niezły i dała ci swój numer. Tak w ogóle to ma na imię Alison.
- Jezu Emma, jesteś cudowna. Dziękuję.
- Nie dziękuj, tylko odwieź mnie do domu, bo nie chce mi się wracać na nogach.
- Nie ma sprawy.
Dopiliśmy swoje napoje i wyszliśmy. Wsiedliśmy do auta Louisa i pojechaliśmy do domu Harry'ego. Po drodze zasypywaliśmy się sucharami i śpiewaliśmy piosenki na głos.
- Dzięki za podwiezienie - powiedziałam, wychodząc z samochodu.
- To ja dziękuję, za załatwienie sprawy z Alison.
- Drobiazg. Teraz wszystko w twoich rękach. Mam nadzieję, że nie będę musiała jej potem namawiać, żeby się z tobą przespała, bo wiesz, to byłoby już trochę chore.
- O takie sprawy potrafię zadbać sam - zaśmiał się. - To ja już spadam.
- Pa! - pomachałam mu, gdy odjeżdżał, a potem weszłam do domu.
- Jestem! - krzyknęłam, zdejmując z siebie kurtkę i buty - Harry! Gdzie jesteś?
Weszłam do salonu, ale jego tam nie było. Dziwne. Na pewno jest w kuchni. Weszłam do pomieszczenia, gdzie zastałam gotującego Harry'ego z słuchawkami na uszach. Podeszłam do niego od tyłu i zakryłam mu oczy.
- Emma, wiem, że to ty - powiedział, wyciągając słuchawki.
- Ej, zepsułeś zabawę, mogłeś chociaż udawać, że nie wiesz kto to - zrobiłam smutną minkę, a ona mnie przytulił.
- Następnym razem się poprawię - powiedział, wracając do gotowania.
- Co tam pichcisz kucharzyno?
- Robię nam kolację. Mam nadzieję, że lubisz kurczaka z ryżem i warzywami.
- Uwielbiam - oblizałam usta, podkradając mu kawałek mięsa.
- Ej, poczekaj, aż będzie gotowe - machnął łyżką, a cały sos wylądował na mojej twarzy i ciuchach.
- O nie! Zaczynasz wojnę? - zamoczyłam palce w sosie i przejechałam po jego twarzy.
I zaczęła się zabawa. Ganialiśmy się po całej kuchni, rozlewając sos wszędzie. Bawiliśmy się jak małe dzieci. Dawno się tak nie śmiałam. Niestety w naszej wojnie przeszkodził nam zamach spalenizny.
- KURCZAK! - krzyknęliśmy równocześnie, biegnąc w stronę piekarnika. 
- No świetnie, spalony - westchnął Harry, wyjmując całego czarnego kurczaka z piekarnika.
- W takim razie musimy zadowolić się sosem - mruknęłam, przybliżając się do niego, a następnie pocałowałam go w kącik ust, na którym znajdował się sos.
- Skoro musimy - powiedział, całując mnie w policzek - jest naprawdę dobry.
Nie wiem co się z nami działo. Nie wiem, co spowodowało, że go pocałowałam, ale wiem, że mi się to podoba. 
Staliśmy tak, blisko siebie, co chwilę obdarowując się drobnymi pocałunkami. Po chwili przybliżyliśmy się do siebie jeszcze bardziej i złączyliśmy usta w namiętnym pocałunku. Jego język, szybko połączył się z moim. Współpracowały idealnie. Wsunęłam rękę we włosy Harry'ego i pogłębiłam pocałunek. W końcu oddaliliśmy się od siebie, żeby zaczerpnąć powietrza.
- Na prawdę smaczny sos. Musisz częściej go przyrządzać - powiedziałam, po czym znowu zatraciliśmy się w pocałunku.

________________________________________________________________________

Oto rozdział 15. Wiem, jest BEZNADZIEJNY i krótki, za co was przepraszam, ale nie miałam na niego pomysłu. Czekam na wasze opinie w komentarzach, nawet jeśli są negatywne.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ
CHCĘ WIEDZIEĆ, CO O TY MYŚLICIE

do następnego xx