niedziela, 16 marca 2014

Rozdział 20

Od rana biegałam po mieszkaniu cała podenerwowana. W sumie, nie wiem dlaczego, ale bałam się, że czegoś zapomnę lub nie będę wyglądała wystarczająco dobrze. Dzisiaj jest ta wigilia, na którą idę do chłopaków. Szczerze mówiąc, jeszcze nigdy, aż tak bardzo nie cieszyłam się na święta. Nawet postarałam się o choinkę, w prawdzie taką, która sięga mi do kolana, ale to jednak choinka. Pierwszy raz od śmierci rodziców obchodzę święta. Jeśli mogę to tak nazwać. Bo tak na prawdę jest dwudziesty drugi grudnia, więc jeszcze nie ma świąt, a kiedy już się zaczną znowu zostanę sama w tym domu, pożerając niezliczoną ilość czipsów.
Szczerze mówiąc, pierwszy raz jest mi tak smutno na święta. Przez ostatnie dwa lata uważałam je za zwykłe dni w roku, po których jest sylwester i można się upić, ale teraz jest inaczej. To chyba przez to, że mam kogoś, kto jest mi bliski. Chciałabym spędzić święta z Harry'm, Megan, Zaynem lub resztą chłopaków. Dają mi pewnego rodzaju ciepło w sercu i sprawiają, że czuję się potrzebna, i ważna dla kogoś.
Już od godziny stałam przed lustrem, myśląc o fryzurze na dzisiejszy wieczór. Zastanawiałam się, czy lepiej będzie jak je wyprostuję, jak zazwyczaj, czy może powinnam postawić na naturalnie podkręcone włosy. Ostatecznie zdecydowałam się zostawić lekkie loki, bo chłopcy jeszcze mnie w nich nie widzieli. Gdy skończyłam robić włosy, skierowałam się do łazienki w celu zrobienia makijażu. Pomalowałam się nieco mocniej, niż codziennie. Zerknęłam na zegarek - siedemnasta pięć. W domu u Nialla, gdzie odbywa się wigilia, mam być o osiemnastej.
- Cholera! Spóźnię się - powiedziałam sama do siebie i pobiegłam w stronę szafy.
Szybko zaczęłam wciągać na siebie czerwoną sukienkę, którą przygotowałam wcześniej. Do tego czarna marynarka, szpilki i duża kopertówka. Stanęłam przed lustrem, sprawdzając jak wyglądam. Muszę przyznać, że wyglądam bardzo dobrze. W skali od jeden do dziesięciu – przypada mi mocne osiem.
Ostatni raz sprawdziłam, czy wszystko ze sobą zabrałam, po czym zamknęłam dom i wsiadłam do auta. Droga nie zajęła mi dużo czasu, bo już po dwudziestu minutach byłam pod domem blondyna. Oczywiście odpowiednio spóźniona, ale cóż, królowa nigdy się nie spóźnia, wszyscy pozostali są po prostu za wcześnie. Wyjęłam z bagażnika siatki z prezentami i podeszłam do drzwi wejściowych. Zadzwoniłam dzwonkiem, a po chwili ujrzałam przed sobą uśmiechniętą twarz Nialla.
- No nareszcie, wszyscy już są - powiedział i przytulił mnie mocno.
- Spóźniłam się tylko piętnaście minut.
- Co oznacza, że piętnaście minut późnij otworzymy prezenty - stwierdził, na co ja się zaśmiałam.
Zanieśliśmy prezenty, które przyniosłam, pod choinkę, po czym poszliśmy do jadalni, gdzie wszyscy pozostali już siedzieli. Przywitałam się ze wszystkimi, a następnie zajęliśmy miejsce przy stole. Podczas kolacji cały czas śmialiśmy się, wymienialiśmy się żartami i historiami z naszego życia, jedząc pyszne potrawy, które przygotowała mama Irlandczyka.
- Chyba o czymś zapomnieliśmy - powiedział Liam, gdy skończyliśmy jeść ostatnią potrawę.
- O czym? - zapytałam.
- O życzeniach!
No i zaczęliśmy składać sobie życzenia. Louis życzył mi dużo seksu, dobrej zabawy i pieniędzy. Niall cudownych przyjaciół i życia w miłości. Liam zdrowia, szczęścia i spełnienia marzeń. Nadeszła kolej Meg.
- Emma, życzę ci szalonych imprez, nieprzespanych nocy, najlepiej z Harry'm - dodała poruszając znacząco brwiami - no i żebyś miała więcej takich przyjaciół jak ja, bo ja jestem taka cudowna, że sama bym się chciała z sobą przyjaźnić.
Zaśmiałam się, a następnie sama złożyłam jej życzenia. Potem podeszłam do Zayna.
- Więc tak - zaczął - życzę ci wszystkiego, co najlepsze. Przede wszystkim zdrowia, szczęści i życia w miłości, nawet jeśli on - wskazał palcem na Harry'ego - jest tym, którego pokochasz. Mam nadzieję, że nigdy o mnie nie zapomnisz. Pamiętaj, że zawsze możesz do mnie przyjść, bo ja jestem dla ciebie.
Gdy skończył mówić, przytuliłam się do niego mocno, a on oplótł mnie swoimi ramionami.
- Dziękuję - wyszeptałam i przyciągnęłam go jeszcze bliżej do siebie.
Chwilę później ktoś postanowił przerwać nam tą cudowną chwilę, wydając z siebie udawany kaszel. Odwróciłam się i zobaczyłam Harry'ego, który stoi tuż za nami.
- Chciałem złożyć ci życzenia - oznajmił, na co ja odsunęłam się od Zayna i zwróciłam w stronę bruneta.
- Słucham.
Chłopak już miał zacząć mówić, gdy nagle przerwał mu Niall, który oznajmił, że nadszedł już czas na otwieranie prezentów. Harry popatrzył na mnie ze zrezygnowaniem, po czym poszliśmy do reszty. Wszyscy siedzieli już koło choinki i czekali na to, co dostaną. Więc zabraliśmy sie za rozpakowywanie prezentów. 
Od Liama dostałam zestaw ciepłych, zimowych swetrów i maszynę do robienia najlepszej gorącej czekolady, jak stwierdził. Louis kupił mi cudowne, czerwone szpilki i paczkę prezerwatyw na "upojne noce z kochankami". Niall podarował mi śliczną, czarną torebkę, wypełnioną kuponami na uściski, które mogę wykorzystać tylko z blondynem. Od Megan dostałam turkusową sukienkę, na grubych ramiączkach, a od Zayna dostałam całą kolekcje moich ulubionych filmów na DVD. Harry szepnął mi tylko na ucho, że prezent od niego dostanę później, więc ja również postanowiłam dać mu prezent później.
- To teraz czas na prezenty ode mnie - powiedziałam i rozdałam wszystkim to, co im kupiłam.
Ich miny po rozpakowaniu prezentów były bezcenne. Radość, zaskoczenie, szok.
- Dziewczyno, czy ty napadłaś na jakiś sklep?
- Nie - zaśmiałam się - podobają się wam prezenty?
- Żartujesz sobie? Są świetne. Wydałaś na nas fortunę - krzyknęłam Megan, przytulając do siebie nowego iPada. 
- To dla mnie drobiazg - stwierdziłam.
- Dziękujemy - powiedział Liam i mnie przytulił.
- Teraz nasze prezenty wymiękają przy tych, które nam dałaś - powiedział Niall.
- Nie przesadzajcie. Na prawdę podobają mi się rzeczy, które od was dostałam. W sumie to najlepsze prezenty, bo wiem, że dały mi je osoby, którym na mnie zależy. 
- Jejku to takie wzruszające, chodź tutaj - Zayn rozłożył ramiona i mnie przytulił, a po chwili dołączyli do nas pozostali. 
Jeszcze chwilę trwaliśmy w uścisku, a potem wszyscy wygodnie rozsiedliśmy sie na kanapach, oglądając "Kevin sam w domu".
- Możemy chwilę porozmawiać? - zapytał Harry, odwracając moją uwagę od filmu.
- Jasne.
Wyszliśmy z salonu i usiedliśmy przy kuchennym blacie. 
- Więc?
- Jeszcze nie złożyłem ci życzeń - wyjaśnił chłopak.
- Rzeczywiście. To zaczynaj.
- Emma jest tyle rzeczy, które chciałbym ci powiedzieć. Życzę ci, żebyś zawsze była sobą – bo jesteś cudowną dziewczyną. Masz w sobie tyle siły, jesteś odważna i zawsze walczysz o to, na czym ci zależy. Uśmiechaj się, bo kiedy to robisz, świat jest piękniejszy. Uwielbiam kiedy jesteś wesoła, wtedy w twoich oczach pojawiają się iskierki szczęścia, które wywołują uśmiech na mojej twarzy. Jesteś tak piękna, każda część ciebie jest idealna. Zawsze wyglądasz cudownie. Nie ważne, czy masz na sobie sukienkę, czy dresy i moją koszulkę. Uwielbiam to, jak codziennie rano wstajesz i ocierasz dłońmi zaspane oczy. Uwielbiam nawet to, jak się ze mną kłócisz, pokazujesz mi wtedy drugą stronę siebie. Uwielbiam cię całą i na zewnątrz i w środku.
- Zaczynam podejrzewać, że to nie były życzenia - zaśmiałam się, kiedy Harry skończył. Z trudem powstrzymywałam łzy wzruszenia, które chciały wypłynąć z moich oczu.
- Zepsułaś całą romantyczność tej chwili.
- Romantyczność?
- Próbuję ci właśnie powiedzieć, że coś do ciebie czuję, a ty tak po prostu się śmiejesz.
- Ty coś do mnie czujesz?
- Tak.
- Na prawdę? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Tak.
- I co zamierzasz z tym zrobić?
- To zależy od tego, czy ty też coś do mnie czujesz - odparł. No właśnie. To jest dobre pytanie. Czy ja coś do niego czuję? Zawsze kiedy jest blisko, czuję pewnego rodzaju ciepło. Gdy go nie ma, czuję się samotna i smutna. Potrafi mnie rozśmieszyć, pocieszyć, chociaż doskonale wie też, jak działać mi na nerwy. Zawsze, gdy mówi mi coś miłego, cała w środku trzęsę się ze szczęścia.
Czy to znaczy, że coś do niego czuję?
- Ja... ja chyba coś do ciebie czuję - powiedziałam cicho.
- Serio? - zapytał, jakby to co powiedziałam go zaskoczyło.
- Chyba tak, nie jestem dobra w okazywaniu uczuć i ich rozpoznawaniu - zaśmiałam się nerwowo.
- To może powinniśmy spróbować? - zapytał z nadzieją.
- Chcesz spróbować? Ze mną? Nie zrozum mnie źle, ja po prostu nie wiem, czy jestem w stanie być w związku. Przez dwa lata uprawiałam seks z przypadkowymi osobami. Ja chyba nie umiem być w związku, a nie chciałabym cię zranić.
- Ja nie jestem lepszy, ale to nie znaczy, że nie warto próbować. To będzie wyzwanie dla nas obojga, ale nigdy się nie dowiemy, co z tego wyniknie, jeśli nie damy sobie szansy. Wierzę w nas.
- Masz rację. Możemy spróbować. Jeśli nam nie wyjdzie to będziemy się nienawidzić do końca życia.
- Czyli jesteś teraz moją dziewczyną?
- Nie.
- Nie? 
- Harry trochę uczucia. Pasowałoby, żebyś zaprosił mnie na kolację lub coś w tym stylu.
- W takim razie, Emma, czy uczyniłabyś mi ten zaszczyt i wybrałabyś się jutro ze mną na randkę?
- Z przyjemnością - odpowiedziałam, a chłopak odetchnął z ulgą. 
Zamilkliśmy na chwilę, a chłopak po chwili przerwał ciszę.
- Mam dla ciebie prezent.
- Ja też coś dla ciebie mam, tylko nie wiem, czy to dobry wybór.
- To może ja pierwszy - powiedział i wręczył mi małe pudełeczko, w którym znajdował  się śliczny srebrny naszyjnik z serduszkiem, takim samym jak na bransoletce, którą mi podarował, a na drugiej stronie serca były wygrawerowane litery E i H. 
- Jest śliczny, dziękuję - powiedziałam i mocno przytuliłam chłopaka.
- Mogę ci go założyć?
- Jasne - odwróciłam sie tyłem do chłopaka, a on zapiął łańcuszek na mojej szyi. Wzdrygnęłam się na kontakt jego ciepłych dłoni z moją zimnej skórze. Jego dotyk przyprawiał mnie o ciarki. 
- Tak dobrze? - wyszeptał tuż przy moim uchu.
- Idealnie - powiedziałam, rozpływając się pod dotykiem jego ust na moim uchu.
Chłopak delikatnie pocałował moją szyję, potem ramię, a następnie powrócił  znów powrócił do szyi.
- Harry - z trudem udało mi się cokolwiek powiedzieć - teraz pora na mój prezent. 
Odwróciłam się przodem do chłopaka i podałam mu kopertę. Delikatnie ją otworzył i wyją ze środka bilety na samolot i rezerwację hotelu we Włoszech.
- O matko! Opłaciłaś mi tydzień pobytu w Alpach? Dlaczego sądziłaś, że ten prezent mi się nie spodoba?
- No, bo ja jadę tam z tobą, a myślałam, że może chciałbyś je...
- Chyba żartujesz - przerwał mi Harry - jesteś jedyną osobą, z którą chciałbym tam polecieć.
- Na prawdę?
- Tak - powiedział, po czym przyciągnął mnie do siebie i pocałował.

___________________________________________________________________________

Tak oto mamy rozdział 20!
Na początek: PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM i jeszcze raz PRZEPRASZAM  za to, że tak długo zwlekałam z tym rozdziałem, ale ostatnie dwa tygodnie były dla mnie wyjątkowo ciężkie, jeśli chodzi o szkołę, więc nie miałam czasu, żeby chociaż na pięć minut usiąść przed komputerem.
Co do rozdziału: Mam nadzieję, że wam się podoba. Rozdział jest trochę dłuższy niż zazwyczaj, przynajmniej starałam się, żeby był. Harry i Emma wreszcie zbliżają się do siebie, z czego niektórzy w was pewnie się cieszą. Wiem, że zjebałam końcówkę tego rozdziału, za co również PRZEPRASZAM.

Liczę na wasze opinie w komentarzach
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
















poniedziałek, 3 marca 2014

Rozdział 19

Już od dwóch godzin chodziłam po sklepach poszukując odpowiednich prezentów na święta. Niestety nic nie przychodzi mi do głowy. Spacerowałam między regałami tam i z powrotem, a mimo to dalej nic nie kupiłam. W zasadzie mam już prezent dla Harry'ego, ale nie mam pojęcia co dać pozostałym. Powolnym krokiem weszłam do kolejnego sklepu. Na szczęści wreszcie udało mi się coś znaleźć. Wybrałam dla Louis'a najnowsze Playstation i kilka gier, bo jego stara konsola do niczego się już nie nadawała. Megan kupiłam IPada. Ostatnio jak byłam z nią na zakupach marudziła, że jej własny się zepsuł. Następnie kupiłam Zayn'owi kino domowe i kilka najnowszych filmów, bo wiem, że uwielbiam wieczorami przesiadywać przed telewizorem. Liam'owi  sprezentuję nową wieżę stereo i cały zestaw płyt jego ulubionych wykonawców, a Niall'owi także kupiłam konsolę i gry karaoke. Udało mi się kupić coś wszystkim. Podeszłam do kasy z wielkim wózkiem wypełnionym drogimi prezentami. Sprzedawca posłał mi zdziwione spojrzenie, kiedy zobaczył to co kupiłam, a za wszystko zapłaciłam trzy tysiące funtów. Szczerze mówiąc trochę mnie to zdenerwowało, no bo to nie jego sprawa na co mnie stać, a na co nie. Mam pieniądze, więc dlaczego z nich nie skorzystać?
Lekko podenerwowana wyszłam ze sklepu i zawiozłam zakupy do auta. Teraz muszę tylko pojechać załatwić formalności związane z prezentem dla Harry'ego. Odpaliłam silnik i ruszyłam w stronę biura podróży. Po chwili byłam już na miejscu.
- Dzień dobry - powiedziała kobieta i wskazała miejsce, na którym mam usiąść.
- Dzień dobry - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się przyjaźnie - Mam nadzieję, że wszystko jest już zarezerwowane i dopięte na ostatni guzik.
- Ależ naturalnie panno Smith. Tutaj są bilety na samolot, a w kopercie znajdzie pani wszystkie szczegóły dotyczące rezerwacji. Pozostaje mi tylko życzyć państwu miłej i bezpiecznej podróży.
- Dziękuję bardzo. Mam nadzieję, że będziemy się dobrze bawić. Mam zapłacić teraz, czy mogę przesłać pieniądze na konto.
- Może pani zrobić przelew.
- W takim razie to wszystko. Pieniądze powinny jeszcze dziś być na koncie. - uśmiechnęłam się do kobiety i wstałam z krzesła - Do widzenia.
- Do widzenia.
Wróciłam z powrotem do samochodu i odetchnęłam z ulgą. Strasznie się cieszę, że udało mi się dzisiaj załatwić sprawę prezentów. Najbardziej boję się reakcji Harry'ego na prezent ode mnie. A co jeśli nie będzie chciał jechać ze mną na tydzień do Włoch? Niby mówił, że jeździ na snowboardzie, ale może wolałby pojechać z kimś innym? Mogłam pomyśleć o tym wcześniej i zarezerwować mu bilet dla dwóch osób, żeby wybrał sobie z kim chce jechać, ale cóż, nie mogłam odmówić sobie spędzenia tygodnia z Harry'm. Nie wiem dlaczego się tak denerwuję. Wydaje mi się, że on mnie lubi, więc może nie będzie zawiedziony.
- Dziewczyno, ogarnij się - powiedziałam sama do siebie.
Spojrzałam na zegarek - osiemnasta trzydzieści cztery. Czas najwyższy, żeby wracać do domu. Ruszyłam w stronę swojego mieszkania i po dwudziestu minutach byłam na miejscu. Zaniosłam wszystkie zakupy do środka i pobiegłam do pokoju przebrać się w coś wygodniejszego. Zarzuciłam na sobie dresy i T-shirt, a następnie zeszłam na dół. Od razu powędrowałam do kuchni, bo byłam niesamowicie głodna. Niestety nie miałam ani pomysłu, ani chęci, żeby coś ugotować, więc ostatecznie zdecydowałam się na pizze. Chwyciłam telefon i wybrałam numer.
- Tak słucham - rozbrzmiał głos w słuchawce
Nie mów słucham bo cię wyrucham - powiedziałam sobie w myślach.
- Dzień dobry. Chciałabym zamówić dużą pizzę z salami, kukurydzą, pieczarkami. papryką i oczywiście serem, albo zaszalejmy, z podwójnym serem na grubym cieście. Do tego oczywiście sosy.
- Dobrze. Czas oczekiwania: czterdzieści minut.
Usłyszałam cichy chichot po drugiej stronie słuchawki, albo tylko mi się tak wydawało. Nie wiem.
- Dziękuję, do widzenia - powiedziałam, po czym nacisnęłam czerwoną słuchawkę.
Wróciłam do salonu i położyłam się na kanapie, włączając telewizor. Trafiłam akurat na  kolejną edycję "Xfactor". Wsłuchiwałam się w wykonania piosenek, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Pewnie gość od pizzy - powiedziałam sama do siebie.
Skierowałam się w kierunku drzwi. Otworzyłam je, a przed sobą zobaczyłam Zayn'a z pizzą i butelką wina.
- Chyba zamawiałaś pizzę - uśmiechnął sie i wszedł do mieszkania.
- No tak, ale dlaczego przywozisz mi ją ty?
- Powiem tyle, następnym razem patrz na jaki numer dzwonisz - zaśmiał się i podał mi karton.
Spojrzałam na spis ostatnich połączeń i faktycznie ostatnim numerem na jaki zadzwoniłam był numer Zayn'a.
- No tak, przepraszam. Mogłeś powiedzieć, że się pomyliłam.
- Ale po co? Przynajmniej spędzimy sobie miło wieczór.
- Więc masz zamiar tu zostać?
- Tak, przyniosłem nawet wino - pomachał mi butelką przed nosem.
- No dobra, możesz zostać.
Zayn zostawił kurtkę w przedpokoju, po czym ruszyliśmy do salonu. Usiedliśmy na podłodze i zaczęliśmy jeść. Muszę przyznać, że pizza była na prawdę dobra i niestety także niezbyt zdrowa.
- Czuję się teraz dwa razy grubsza - powiedziałam, pociągając łyk wina z kieliszka.
- Nie przesadzaj. Wyglądasz cudownie.
- Tak, ale jeszcze dwie twoje wizyty z pizzą i nie wcisnę się w spodnie.
- Gruba czy chuda i tak będę cie uwielbiał. 
- To słodkie - podsumowałam, podnosząc sie z dywanu.
- W końcu ja cały jestem słodki i uroczy - powiedział i posłał mi uśmiech.
- I skromny - dodałam, rzucając w niego poduszką. 
- Wojna? - uniósł brew
- Wojna - oznajmilam.
Chłopak wziął do ręki poduszkę i wycelował we mnie, ale ja zaczęłam uciekać, więc nie trafił. Ganialiśmy sie tak po całym domu, a pierze latały dosłownie wszędzie. Po jego wizycie na pewno bede zmuszona do zakupu nowego kompletu poduszek. 
- Rezejm? - zaproponowałam, kiedy Zayn siedział na mnie okrakiem.
- Czy ja wiem? Dlaczego miałbym ci odpuścić?
- Bo cię tak ładnie proszę?
- Dobra, ale musisz przyznać, że jestem slodki, uroczy, zabawny i wygladam jak Bóg seksu.
- Nie mogę się z tym nie zgodzić.
- Powiedz to.
- Jesteś słodki, uroczy, zabawny i wyglądasz jak bóg seksu.
- Wiedziałem, że na mnie lecisz - zachichotał.
- Pff nie schlebiaj sobie. Są lepsi.
- Na przykład Harry?
- Nie twoja sprawa - odwrocilam głowę, żeby uniknąć jego wzroku - Myślę, że powinieneś już iść.
- Tak, będę się już zbierał.
Odprowadziłam go do drzwi. Ubrał kurtkę i buty, po czym odwrócił się w moją stronę i delikatnie pogładził dłonią mój policzek. 
- Tak bardzo chciałbym cię teraz pocałować - westchnął, przybliżające swoją twarz do mojej.
- Więc czego tego nie zrobisz?
- Bo to by było nie fair - złożył delikatny pocałunek na moim policzku, po czym wyszedł.
Nie ukrywam, że byłam trochę zawiedziona. Nie fair? Ale wobec kogo?
Nic już z tego nie rozumiem.

___________________________________

I mamy rozdział 19 :) Szczerze mowić miałam go dodać wcześniej, ale mi się nie udało, więc dodaję go w moje urodziny :)
Mam nadzieje ze sie wam podoba i cóż liczę na wasze komentarze, jako prezent urodzinowy dla mnie :)

Czytasz = komentujesz 

PS: wstawiam na szybko bez poprawy wiec wybaczcie błędy, zwłaszcza dlatego, ze pisałam rozdział na telefonie.

Do następnego xx