wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 22

Święta, święta, święta. Dzisiaj dwudziesty czwarty grudnia, a ja siedzę sama w domu. Ubrana w piżamę od rana krzątałam się po domu. Wstałam dzisiaj zadziwiająco wcześnie, co mnie nie zadowoliło, bo miałam zamiar przespać cały dzień. Mój humor nie był dzisiaj rewelacyjny. No bo kto by się cieszył z samotnych świąt?
Wyjęłam z szafki słoik masła orzechowego i krakersy, po czym chwytając po drodze łyżkę, weszłam do salonu i owinęłam się kocem. Siedziałam na kanapie, jedząc to jakże niezdrowe jedzenie i oglądałam powtórki "seks w wielkim mieście". W zasadzie, tak spędzałam każde święta. Jednak w tym roku oprócz oglądania, dużo rozmyślałam, co było do mnie niepodobne. Głównie moje myśli zaprzątał Harry. Ciągle nasz związek wydaje mi się trochę nierealny. Jeszcze nie przyzwyczaiłam się do myślenia o nim, jak o moim chłopaku. To dziwne, że jednego dnia byliśmy przyjaciółmi, a następnego parą.
Najbardziej martwię się o to, że coś mi nie wyjdzie. Wiem, że mogę łatwo wszystko zepsuć. Dawno nie byłam w związku, więc nie wiem, jak to jest. Mam tylko na dzieję, że Harry mnie nie zostawi. Nasze zerwanie oznaczałoby też koniec naszej przyjaźni. Zresztą dlaczego ciągle myślę o złych stronach tego związku? Teraz Harry jest cały mój. Możemy się całować, przytulać, trzymać za ręce kiedy tylko chcemy.
Moje przemyślenia przerwał mi dzwonek do drzwi. Leniwie wstałam z kanapy i poprawiając swoje spodenki od piżamy, podeszłam do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam swojego chłopaka.
- Cześć kochanie - powiedział i cmoknął mnie w usta.
- Co ty tu robisz? - zapytałam zdezorientowana. - Przecież miałeś jechać do rodziców.
- No i jadę, ale postanowiłem zabrać cię ze sobą.
- Powiedziałam ci, że nigdzie nie idę.
- Szkoda, że nie masz nic do powiedzenia,
- Co? - zapytałam, gdy chłopak narzucił na mnie kurtkę.
Harry przerzucił mnie przez ramię, po czym wyszedł z domu i podszedł do samochodu. Całą drogę kopałam go, a z moich ust wychodziły niezliczone przekleństwa. Jednak on, wcale się tym nie przejmował. Wsadził mnie do auta, które następnie zamknął, ustawiając blokadę tak, że nie mogłam z niego wyjść. Harry zostawił mnie w aucie i poszedł do domu, a ja na niego czekałam. Po dwudziestu minutach wrócił z powrotem z tym swoim idiotycznym uśmieszkiem na twarzy. Odpalił auto i wyjechaliśmy.
- Co się tak szczerzysz baranie? - zapytałam zdenerwowana.
- Jesteś śliczna, kiedy się denerwujesz.
- Przestań! Myślisz sobie, że możesz mnie wynieść z domu, wpakować do samochodu, a potem po prostu mnie komplementować.
- Nie bądź zła kochanie.
- Zła? Myślisz, że jestem zła? Jestem wściekła! Widziałeś chociaż co ja mam na sobie? PIŻAMĘ! Tak chcesz mnie przedstawić swojej mamie? Co ty w ogóle myślałeś? Mam spędzić w tej piżamie całe święta?
- Spakowałem ci ciuchy, buty i kilka kosmetyków kiedy siedziałaś w samochodzie, a jeśli czegoś ci braknie, to pożyczysz to od mojej siostry, bo też przyjeżdża na święta.
- To nie zmienia faktu, że jestem na ciebie śmiertelnie obrażona - powiedziałam już nieco spokojniej.
On nic nie odpowiedział i uśmiechnął się sam do siebie. Następną część drogi przebyliśmy w milczeniu. Tak bardzo jak chciałam z nim rozmawiać, żartować, to nie mogłam tego zrobić, bo byłam zbyt zdenerwowana.
- Wysiadaj - powiedział chłopak otwierając mi drzwi. - Muszę zatankować, więc jeśli chcesz, idź sobie coś kupić w sklepie.
- Mam iść do sklepu w piżamie? Jest środek zimy, a ja mam na sobie krótkie spodenki, które ledwo zakrywają mi tyłek, cienki T-shirt i kurtkę.
- Oh no tak - westchnął - zaraz podam ci torbę z bagażnika, to przebierzesz się w samochodzie, wdaje mi się, że wziąłem jakieś spodnie.
Zaraz pojawił się koło mnie i podał mi parę moich ciemnych rurek i swoją szarą bluzę. Udało mi się przebrać w miarę szybko, po czym założyłam na siebie moje emu, które chłopak także mi zapakował. Wyszłam z auta, szczelnie opatulając się kurtką i weszłam do środka sklepu. Chwyciłam koszyk i ruszyłam w głąb sklepu. Ostatecznie kupiłam paczkę m&m'sów z orzeszkami, chipsy, żelki i małą butelkę pepsi. Zapłaciłam za zakupy i wróciłam do auta, gdzie czekał już na mnie Harry.
- Kupiłem ci kawę i hot-dog'a kochanie.
Na samo słowo "kochanie" mój żołądek wykonał fikołka, ale musiałam pamiętać o tym, że jestem na niego zła.
- Dzięki - odpowiedziałam cicho, pociągając łyk kawy.
Kupił mi moje ulubione karmelowe latte, pamięta, że je uwielbiam.
- Będziesz na mnie zła do końca dnia?
- Myślisz, że przejdzie mi to dzisiaj? Obstawiałabym raczej koniec świąt, może sylwester.
- Przepraszam, okej? Nie wiedziałem, że zabranie swojej dziewczyny na święta jest takie złe. Nie chciałem, żebyś siedziała sama w domu, a poza tym, nie wytrzymałbym bez ciebie przez tyle czasu.
Moje serce miękło z minuty na minutę, a ja, już widziałam, że nie potrafię się na niego gniewać. Dlaczego on musi być aż tak perfekcyjny?
- Ja też przepraszam, trochę przesadziłam. Muszę przestać być taką zołzą, żebyś ze mną nie zerwał.
- Nie ma takiej opcji, mam zamiar się z tobą męczyć jeszcze długo - powiedział odkładając do samochodu nasze kawy, po czy, objął mnie w talii i przyciągnął do siebie.
Złączył nasze usta i czule mnie pocałował. Wszystko w środku mnie aż szalało, na kontakt z jego cudownymi ustami. Niby całowałam się z nim już wiele razy, ale za każdym razem czuję się coraz lepiej. Po chwili oderwaliśmy się od siebie.
- Harry, zimno mi - zadrżałam, pocierając dłonią o dłoń.
- Wsiadaj do samochodu, jedziemy.
Z powrotem zapakowaliśmy się do samochodu i wyruszyliśmy w dalszą drogę. Czekała nas jeszcze godzina jazdy, która minęła nam zdecydowanie szybciej niż poprzednia. Wypiliśmy kawę, zjedliśmy hot-dogi i resztę naszego jedzenia. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaparkowaliśmy pod domem rodzinnym Harry'ego.
- Denerwuję się - wyznałam. - Jak twoja mam mnie zobaczy, pomyśli, że przyprowadziłeś bezdomnego.
- Jak dla mnie wyglądasz cudownie, a moja mama jest wspaniała i, na pewno cię pokocha - powiedział i chwycił moją dłoń, aby dodać mi otuchy.
Zabraliśmy nasze bagaże z samochodu i podeszliśmy pod drzwi wejściowe, które po chwili otworzyła nam kobieta, mniej więcej po czterdziestce.
- Synku! - przyciągnęła Harry'ego do siebie i zamknęła go w uścisku. - Tęskniłam za tobą.
- Tak, ja za tobą też mamo - przyznał, odsuwając się od niej.
- A ty musisz być Emma! - ku mojemu zdziwieniu, mnie także przytuliła - jestem Anne, mama Harry'ego.
- Miło mi panią poznać.
- Jaka pani? Nie musisz mnie aż tak postarzać, mów mi Anne - powiedziała, na co się uśmiechnęłam.
- Harry, kochanie, zaprowadź Emmę do waszego pokoju, a ja zajmę się przygotowywaniem kolacji wigilijnej.
Harry chwycił mnie za rękę i poszliśmy na górę, gdzie znajdował się jego stary pokój. Usiadłam na łóżku i wysypałam całą zawartość torby z moimi ciuchami, którą zapakował chłopak. Zabrał mi dwie sukienki: granatową na ramiączkach i czarną, która ledwo zakrywa mi tyłek.
- Chcesz, żebym pokazała się w tym twoim rodzicom? - uniosłam brew, przykładając do siebie czarny materiał.
- Wiesz, na pewno wyglądasz w tym zabójczo.
- Oh tak? W takim razie może wybierzemy się do jakiegoś klubu, a ja poobcieram się w tej sukience o jakiś przystojnych kolesi?
- Wiesz co? Masz racje, nie powinienem brać tej sukienki. Dzisiaj ubierz tą granatową, a jutro wybierzemy się na zakupy i kupimy ci jakąś nową, albo dwie - powiedział, zabierając mi z rąk sukienkę i chowając ją do szafy, na co ja tylko sie zaśmiałam.
Harry zaprowadził mnie do łazienki, gdzie zaczęłam przygotowywać się na wigilię.
- Kochanie, na którą mam być gotowa? - zawołałam do Harry'ego, który siedział u siebie w pokoju.
- Mama powiedziała, że zaczynamy o siedemnastej - odparł - czy ty powiedziałaś do mnie kochanie?
- Tak, nie podoba ci się?
- To słodkie, kochanie - przyszedł do mnie i lekko musnął moje usta.
- Dobra, dobra, a teraz idź, bo muszę się ubrać - wygoniłam go z łazienki i zamknęłam drzwi.
Założyłam na siebie granatową sukienkę i skorzystałam z kosmetyków, które spakował mi Harry. W prawdzie, nie było ich zbyt wiele, ale cieszyłam się, że Harry zapakował mi chociaż szczoteczkę i dezodorant. Przygotowałam się najlepiej jak tylko mogłam, ale wciąż nie wiedziałam co zrobić moimi włosami, które wciąż były związane w niechlujnego kucyka.
- Emma! Wychodzisz już? - zawołał Harry, dobijając się do łazienki - Też muszę się ogarnąć.
Pozbierałam swoje rzeczy, po czym wyszłam z łazienki, mijając przy tym Harry'ego, który obdarował mnie lekkim całusem w policzek.
Stałam przed lustrem, zastanawiając się co zrobić z włosami, kiedy nagle do pokoju weszła dziewczyna, mniej więcej w moim wieku, może ciut starsza.
- Oh przepraszam, nie chciałam przeszkadzać - powiedziała, kiedy tylko mnie zobaczyła. - Chciałam tylko przywitać się z Harry'm.
- Nic się nie stało, Harry jest w łazience, ale powinien zaraz wyjść.
- A ty jesteś..?
- Emma - odpowiedziałam - dziewczyna Harry'ego, a ty?
- Gemma, jego siostra - uścisnęła moją dłoń w powitalnym geście. - Mogłam się zorientować, że to ty jesteś tą Emmą, o której Harry opowiadał mi godzinami przez telefon.
- Opowiadał ci o mnie?
- Żartujesz sobie? Odkąd cię poznał, jesteś jedynym tematem naszych rozmów. Zresztą wcale się nie dziwie, jesteś na prawdę śliczna.
Moje policzki nabrały czerwonego odcienia, nie tylko z powodu komplementu od Gemmy, ale także z powodu ich rozmów o mnie.
- Dziękuję - odpowiedziałam, rozpuszczając moje włosy - a tak przy okazji, masz może prostownicę? Nie wiedziałam, że tu przyjadę, więc nie jestem kompletnie przygotowana na ten wyjazd.
- Jasne. Chodź do mnie do pokoju, to wszystkiego ci pożyczę.
Ruszyłam za Gemmą do jej pokoju, gdzie pomogła mi zrobić makijaż i przygotować fryzurę. Wyglądałam o niebo lepiej. Dochodziła już siedemnasta, więc wróciłam z powrotem do Harry'ego, który również był już gotowy.
- Wyglądasz cudownie - powiedział, całując mnie w usta.
- Dziękuję, a teraz chodź, bo czekają już tylko na nas.

***

Dzisiejszy wieczór był cudowny. Dawno się tak dobrze nie bawiłam. Od śmierci rodziców brakowało mi takiej rodzinnej atmosfery, a w domu Harry'ego ją znalazłam. Anne jest świetną kobietą, Robin, ojczym Harry'ego, traktuje mnie jak córkę, a z Gemmą, dogaduję się, jakbyśmy się znały od urodzenia. Mam nadzieję, że Harry będzie zabierał mnie tu częściej, bo czuję się tu naprawdę dobrze i swobodnie.
Leżeliśmy właśnie w łóżku. Chłopak kurczowo obejmował mnie swoim ramieniem. Było mi tak dobrze.
- Dobranoc kochanie - powiedział, składając pocałunek na mojej głowie.
- Dobranoc.

_______________________________________________________________________

No i mamy WRESZCIE rozdział 22. Mam nadzieję, że się wam spodoba i oczywiście LICZĘ NA WASZE KOMENTARZE: POZYTYWNE LUB NIE.
No i dodatkowo chciałabym przeprosić, że tak długo nie dodawałam. Nie mam dla siebie żadnego usprawiedliwienia, więc po prostu przepraszam.

NO I STRASZNIE STRASZNIE STRASZNIE WAM DZIĘKUJĘ ZA PONAD CZTERY TYSIĄCE WYŚWIETLEŃ NA BLOGU! Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że ktokolwiek będzie to czytał, a tu taka niespodzianka. W prawdzie liczba wyświetleń niestety nie pokrywa się z liczbą komentarzy, których jest bardzo bardzo mało, ale mam nadzieję że z rozdziału na rozdział będzie ich coraz więcej.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

do następnego xx











sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 21

Stukot moich szpilek odbijał się echem gdy biegałam po schodach w tą i z powrotem, bo ciągle czegoś zapominałam. Miałam na sobie nową, turkusową sukienkę, czarne szpilki i żakiet. Czekałam na Harry'ego, który miał zjawić się u mnie o osiemnastej i zabrać mnie na randkę. Szczerzę mówiąc, strasznie się denerwuję. Całą noc myślałam o sobie i, o Harry'm, jako parze. Boję się, że nam nie wyjdzie i znienawidzimy się na zawsze, a tego nie chce. Zależy mi na nim i nie chce go tracić. Zdałam sobie sprawę, że na prawdę coś do niego czuję. Nie wiem dokładnie, co to jest, ale coś czuję. Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi, oznajmiający przybycie Harry'ego.
- Hej - przywitał się, całując mnie w policzek. - Wyglądasz cudownie.
- Dziękuje - odpowiedziałam, uśmiechając się do niego.
- Jesteś już gotowa?
- Tak, jasne.
- W takim razie możemy iść.
Założyłam czarny płaszcz na ramiona, a następnie wyszliśmy z mojego domu. Wsiedliśmy do auta Harry'ego i ruszyliśmy w drogę.
- Gdzie tak w ogólnie mnie zabierasz? - zapytałam, kiedy zmierzaliśmy w nieznanym mi kierunku.
- Niespodzianka.
- Uwielbiam niespodzianki - stwierdziłam. - Tylko zawsze jak ktoś mi obieca niespodziankę, to wyobrażam sobie zbyt wiele, a potem jestem zawiedziona. Więc pamiętaj, ma być super.
- Obiecuję - zaśmiał się i zaparkował auto pod restauracją.
- Kolacja? - zapytałam, unosząc brew.
- Na razie - uśmiechnął sie do mnie tajemniczo, po czym chwycił mnie za rękę i weszliśmy do środka.
Kelner zaprowadził nas do stolika przy oknie i odebrał nasze płaszcze. 
- Co zamawiamy? - zapytałam zaciekawiona, zaciągając dół sukienki w dół uda.
- Wszystko jest już zamówione.
- Widzę, że się przygotowałeś - zaśmiałam się. - Jakbym była co najmniej królową.
- Muszę się starać, żeby podbić twoje serce.
- Podbić moje serce? Widzę, że masz konkretne plany.
Naszą rozmowę przerwał kelner, który przyniósł nam jedzenie. Jak się okazało dostaliśmy pieczoną pierś kaczki, marynowaną w miodzie i sałatkę z granatem.
- Mam nadzieję, że będzie ci smakowało - powiedział, biorąc pierwszy kawałek do ust - to moje ulubione danie.
- Jest przepyszne. Obawiam się, że będziesz musiał mnie tu zabierać częściej.
- Będziesz chciała jeszcze gdzieś ze mną pójść? - zapytał, upijając łyk wina.
- Może tak, może nie - puściłam mu oczko - wszystko zależy od ciebie.
Dokończyliśmy jedzenie, po czym Harry opuścił mnie, by iść do toalety. Siedziałam przy stoliku, nerwowo stukając palcami w jego blat. Nie było go już od piętnastu minut, a ja coraz bardziej się niepokoiłam. Rozglądałam się dookoła, ale nigdzie nie zauważyłam chłopaka.
- Przepraszam bardzo - koło mnie pojawił się kelner. - Pani towarzysz prosi, żeby podeszła pani do sali głównej.
- Jasne - odpowiedziałam i poszłam za kelnerem.
Podeszliśmy pod scenę, gdzie jakiś zespól przygrywał "do kotleta". Po Harry'm nie było ani śladu, więc wsłuchiwałam się w piosenkę, przytupując stopą w jej rytm. Zamyśliłam się, wpatrując się w jeden punkt na ścianie, kiedy usłyszałam głos Harry'ego.
- Jest na tej sali pewna dziewczyna - zaczął - która jest dla mnie bardzo ważna. Jest piękna, inteligentna, zabawna, urocza, pewna siebie, seksowna, po prostu niesamowita. Mógłbym wymieniać jej zalety godzinami. Czasami potrafi zaleźć mi za skórę, ale mimo tego i tak ją uwielbiam. Jednak teraz odkryłem, że moje uczucia wobec niej się zmieniły. Myślę, że to nie jest już tylko przyjaźń, to coś więcej. Dlatego właśnie tu stoję i majaczę jak jakiś kretyn. Emma, czy zostaniesz moją dziewczyną?
Poczułam na sobie wzrok wszystkich gości restauracji, kiedy on szedł z bukietem róż w moim kierunku. Stanął przede mną, oczekując na odpowiedź, której ja nie dałam rady z siebie wydusić. W mojej głowie wojnę toczyły myśli.
- Taki chłopak to skarb - powiedziała do mnie staruszka, siedząca przy stoliku koło mnie. - Jeśli ty się nie zgodzisz, ja to zrobię - oznajmiła, po czym puściła oczko Harry'emu.
- Tak - odpowiedziałam w końcu - Zostanę twoją dziewczyną.
Patrzył mi prosto w oczy, a z jego twarzy można było wyczytać zaskoczenie i przede wszystkim szczęście. Cała sytuacja była nieco krępująca, zważywszy na to, że staliśmy na środku sali jak idioci, między stolikami innych ludzi. Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało, na co on podszedł do mnie bliżej i złapał moje dłonie.
- No pocałujesz ja wreszcie? - odezwała się po raz kolejny staruszka.
Harry zaśmiał się, po czym twierdząco pokiwał głową i złączył nasze usta. Wydawało mi się, jakby to był nasz pierwszy prawdziwy pocałunek. Pełen pasji, uczucia, emocji. Jego język idealny współgrał z moim, a nasze wargi poruszały się w jednakowym tempie. Moje ręce owinęły się dookoła jego szyi, a jego wędrowały po moich plecach. Wszystko  było dla mnie takie magiczne. Całowaliśmy się coraz energiczniej i namiętniej, przez co ostatecznie zabrakło nam tchu. Odsunęliśmy się od siebie, by zaczerpnąć powietrza, wszyscy goście zaczęli klaskać. Uśmiechnęliśmy się do nich, po czym postanowiliśmy się zbierać.

*perspektywa Harry'ego*

Wyszliśmy z restauracji, trzymając się za ręce. Byłem taki szczęśliwy, uśmiech nie schodził mi  twarzy. Emma jest MOJĄ DZIEWCZYNĄ. Tak bardzo się cieszę. Nie mogę uwierzyć, że jesteśmy razem. Jest tylko moja i jak na razie, nie zamierzam jej nikomu oddawać.
- Więc jesteśmy parą? - zapytała dziewczyna, kiedy szliśmy w stronę samochodu.
- Zgodziłaś się, więc tak - odpowiedziałem, przyciągając ją do siebie.
- Wiesz, to dla mnie trochę nietypowe, więc jeśli będę robić coś źle, to przepraszam.
- Też nie jestem najlepszy w tych miłosnych sprawach, ale damy radę kochanie.
- Jak do mnie powiedziałeś? - zapytała z uśmiechem.
- Kochanie - odparłem - nie podoba się się? Nie będę już tak mówił.
- Wręcz przeciwne. Jeszcze żaden chłopak tak do mnie nie mówił, to urocze. Możesz mnie tak nazywać, kiedy tylko będziesz chciał.
W odpowiedzi posłałem jej szczery uśmiech i pocałowałem ją w czoło. Wybraliśmy się jeszcze na krótki spacer, przed powrotem do auta.
- Czujesz to? - zapytała dziewczyna, spoglądając w niebo.
- Co?
- Śnieg!
Rzeczywiście. Pierwsze płatki śniegu zaczęły opadać na ziemię. Emma uśmiechnęła się i wystawiła język, żeby złapać na niego niewielką śnieżynkę, zupełnie jak małe dziecko. 
- Uwielbiam śnieg - stwierdziła, siadajac na ławce, na której uzbierało się już sporo białego puchu.
- Zaraz będziesz chora. Nie siadaj na tym, nie uśmiecha mi się podawanie chusteczek i harbaty przez kolejne dni.
Kiedy tylko wspomniałem o przyszłych dniach, z jej twarzy zniknął uśmiech.
- Co jest kochanie?
- Nic, na prawdę nic - próbowała wymusić sztuczny uśmiech, ale jej się nie udało.
- Mnie nie oszukasz - usiadłem obok niej i objąłem ją ramieniem - Co się dzieję?
- Po prostu myślę o świętach. Kiedyś mnie nie obchodziły, ale teraz kiedy mam przyjaciół, chłopaka, nie chce zostawać sama. Ale wy jedziecie do swoich rodzin i zobaczymy się dopiero przed sylwestrem, lub po. 
- Jedź ze mną!
- Co?
- Zabiorę cię na święta do mojej mamy. Nikt nie może być w tym czasie sam.
- Wykluczone. Po pierwsze jesteśmy parą od pół godziny, a ty już chcesz mnie przedstawić mamie, a po drugie nie jestem przygotowana. Nie mam prezentów, ani odpowiedniego stroju. 
- Nie przesadzaj. Nie mogę pozwolić na to, żeby moja dziewczyna była sama w święta, tylko dlatego, że nie kupiła głupich prezentów.
- Nigdzie nie jadę, nie będę psuć ci świąt.
- Jedyne co możesz zrobić, to polepszyć mi święta.
- Nie. Zostaje w domu - odpowiedziała - wystarczy, że zadzwonisz do mnie z życzeniami.
- Jesteś pewna?
- Tak - wstała z ławki, otrzepując się ze śniegu.
Widocznie zmarzła, bo pocierała dłońmi o swoje dygoczące ramiona, tupiąc w miejscu. Spojrzałem na jej nogi i zrozumiałem, dlaczego jest jej zimno. Kto w grudniu nosi szpilki i cienkie rajtuzy?
- Chodź, wracamy - powiedziałem i chwyciłem jej dłoń. - Matko, ale zmarzłaś...
Ściągnąłem z siebie mój szalik i owinąłem nim dziewczynę tak, że zakrywał ją od szyi po czubek nosa.
- Następnym razem będę sprawdzał, w co jesteś ubrana, zanim gdziekolwiek wyjdziemy. Z tobą to gorzej niż z dzieckiem - stwierdziłem, na co ona uderzyła mnie ręką w ramię.
Powolnym krokiem doszliśmy do samochodu i udaliśmy się pod dom Emmy. Na miejscu byliśmy już po dwudziestu minutach. Wyszliśmy z auta i odprowadziłem ją po same drzwi.
- Wejdziesz? - Zapytała z nadzieją w głosie.
- Chciałbym, ale nie mogę. Muszę się spakować na świąteczny wyjazd.
- Kiedy wrócisz?
- Myślę, że trzydziestego grudnia, może trochę wcześniej.
- No to do zobaczenia - powiedziała i złożyła delikatny pocałunek na moich ustach. - Wracaj szybko i nie zapomnij o swojej dziewczynie.
- Na pewno nie zapomnę. Ale pamiętaj, że gdybyś jednak chciała ze mną jechać to daj znać, wyjeżdżam jutro o dwunastej.
- Raczej nie ma takiej opcji.
- Szkoda, że nie spędzimy tych świąt razem - stwierdziłem, gładząc ją dłonią po policzku.
- Widzimy się za sześć dni, to nie tak dużo - posłała mi pokrzepiający uśmiech.
- To do zobaczenia niedługo kochanie. 
- Pa Harry.
Przybliżyłem się do niej i jeszcze raz ją pocałowałem. 

__________________________________

Tak więc mamy rozdział 21! No więc .... Harry i Emma są razem, czyli coś dla Hemma shippers xD
Tak wgl to PRZEPRASZAM , że tak zwlekałam, ale mam teraz bardzo dużo nauki, a dodatkowo mój komputer nie działa najlepiej -.-

Mam nadzieję, że rozdział się podoba. Wiem, że nie jestem dobra w pisaniu takich uczuciowych rzeczy  :/
CHCIAŁABYM COŚ SPRAWDZIĆ! MIANOWICIE TO, ILE OSÓB CZYTA TO FF. JEŚLI PRZECZYTAŁEŚ ROZDZIAŁ, ZOSTAW PO SOBIE KRÓTKI KOMENTARZ. MOŻE BYĆ NAWET 'przeczytałem' lub 'beznadziejny/fajny rozdział' itp. 
PROSZĘ, CHCE TYLKO WIEDZIEĆ, CZY WARTO PISAĆ JESZCZE TEGO BLOGA.


Do następnego xx