Przez pierwsze minuty po usłyszeniu wyznania Harry'ego byłam w szoku. Kolejne minęły na powolnym porządkowaniu sobie tej informacji w głowie, a na samym końcu dopadł mnie strach i niepokój, bo nie wiedziałam co mu powiedzieć.
- Ja... yyy... bo ty - po kilku minutach, kiedy wciąż staliśmy w przedpokoju, próbowałam sklecić jakieś sensowne zdanie, ale nie mogłam.
- Nie musisz nic mówić - powiedział powoli, uspokajająco głaskając mnie po plecach - wiem, że nie jesteś gotowa. I wiem, że teraz jesteś przerażona, sam godzinę temu byłem, ale chciałem ci tylko powiedzieć, co do ciebie czuję.
Cholera. Czy on siedzi w mojej głowie? Bo odnoszę wrażenie, że potrafi czytać mi w myślach.
Tak bardzo, jak chciałam mu coś odpowiedzieć, to nie mogłam, bo czułam jakąś wewnętrzną blokadę. Może to przez to, że ostatni raz usłyszałam to od moich rodziców, jak miałam piętnaście lat.
Spojrzałam na niego, a on wydawał się być coraz bardziej zdenerwowany.
- Proszę, powiedz mi, że mam rację. Że po prostu cię zaszokowałem. Błagam. Mam nadzieję, że nie odejdziesz ode mnie, bo nie odejdziesz? Prawda? - Harry ciągle mówił i wyglądał, jakby miał zamiar się rozpłakać.
Musiałam jakoś go uciszyć, więc zarzuciłam ręce na jego szyje i naparłam na niego ustami. Poczułam jak chłopak uśmiecha się w trakcie pocałunku. Złapał mnie za pośladki, a ja podskoczyłam i zaplotłam nogi wokół jego bioder. Całowaliśmy się coraz namiętniej. Harry skierował na w stronę salonu, aż w końcu upadliśmy na kanapę, wciąż się całując. Moje dłonie wędrowały pomiędzy włosami chłopaka, co chwilę za nie pociągając. Na chwilę oderwaliśmy się od siebie, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza.
- Kto był u ciebie? - zapytał, rozglądając się po pomieszczeniu.
Cholera.
Zapomniałam posprzątać rzeczy, po wizycie Zayna. Na stole stały kubki i miska z popcornem, a na fotelu leżały koce.
Tylko co mam mu powiedzieć? "Był u mnie twój przyjaciel i się całowaliśmy."? Matko co za beznadziejna sytuacja, z której nie mogę wybrnąć.
- Tak. Był u mnie Zayn.
- Po co? - zapytał wyraźnie wkurzony.
- Martwił się o mnie. Nie odbierałam telefonów.
- To nie on jest tym, który powinien się o ciebie troszczyć.
- Daj spokój. To mój przyjaciel.
- Co nie zmienia faktu, że nie musi tu przychodzić.
- Zazdrosny?
- O ciebie? Zawsze.
- Nie masz powodu.
Mhm, jasne - podpowiedziała złośliwie moja podświadomość.
- Wiem, ale mimo wszystko wkurza mnie fakt, że jesteście tak blisko. Ja jestem twoim chłopakiem, nie on - powiedział Harry, siadając na kanapie.
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi - powiedziałam, mając coraz większe wyrzuty sumienia.
Chłopak nic nie mówił, a jego wyraz twarzy świadczył o ty, że Harry był zdenerwowany i zamyślony równocześnie. Przybliżyłam się do niego i oparłam głowę o jego ramię.
- A teraz chodź zazdrośniku. Pojedziesz ze mną po zakupy.
- A będę coś z tego miał?
- Zobaczymy. Jak będziesz grzeczny, to może pozwolę ci u mnie zanocować.
- Kusząca propozycja - powiedział, wstając z sofy. - To idziemy?
- Jasne. Daj mi się tylko przebrać.
Pobiegłam na górę i weszłam do swojej sypialni. Naciągnęłam na siebie dopasowany jeansy i koszulkę z długim rękawem, a na to moją ulubioną bluzę z gapa. Rozpuściłam włosy i wróciłam do przedpokoju, gdzie czekał już na mnie Harry. Na nogi założyłam wysokie kozaki, a następnie narzuciłam na siebie kurtkę i szczelnie owinęłam się szalikiem. Ten dzień był wyjątkowy mroźny i śnieżny.
- A ty co? Zdajesz sobie sprawę z tego, że jedziemy do sklepu, a nie na Antarktydę?
- Ha ha ha, bardzo śmieszne. Zobaczymy, czy ty nie zmarzniesz w tej cieniutkiej kurteczce.
- Ja nigdy nie marznę. Przecież jestem gorący.
- Jesteś idiotą - zaśmiałam się, kiedy wsiadaliśmy do samochodu.
- Ale twoim - dodał i wyszczerzył się do mnie.
Odpalił samochód i pojechaliśmy do pobliskiego supermarketu. Po piętnastu minutach dotarliśmy na miejsce. Wysiedliśmy z auta i trzymając się za ręce, weszliśmy do środka. Harry zabrał koszyk i jeździliśmy między półkami, wrzucając do koszyka masę produktów. Kupowałam rzeczy, które wystarczy wsadzić do mikrofali lub piekarnika i po trzech minutach są już gotowe. Na prawdę nie wiem, jak to się dzieję, że jem tyle "śmieciowego żarcia", a wciąż mam dobrą figurę.
Harry prowadził wózek, a ja w nim siedziałam i wyglądaliśmy, jak dwójka niedorozwiniętych idiotów. Wszyscy patrzyli na nas z politowaniem, kiedy on się rozpędzał i puszczał wózek, a ja piszczałam ze strachu przed zderzeniem z jakąś półką.
- To już prawie koniec - powiedziałam, kiedy podjechaliśmy do półki z czipsami.
Chwyciłam trzy paczki do ręki i położyłam je obok reszty naszych zakupów. Harry zasugerował mi wyjście z wózka, bo nie mieściły się już do niego żadne produkty. Tak więc pomógł mi się jakoś wydostać z mojego "pojazdu" i skierowaliśmy się w kierunku kas. Po drodze zobaczyłam wysokiego blondyna, który strasznie mi kogoś przypominał, ale nie wiem kogo.
- Emma? - Blondyn zwrócił się do mnie, a ja popatrzyłam na niego ze zdziwieniem na twarzy - Pamiętasz mnie? To ja Steve, chłopak od masła orzechowego.
- No tak, jak mogłam zapomnieć. Cześć.
- Miałem do ciebie zadzwonić, ale zgubiłem karteczkę z twoim numerem, którą mi dałaś - uśmiechnął się, pokazując rząd zębów.
- Jeśli chcesz, to podam ci go teraz - powiedziałam, na co momentalnie poczułam rękę mojego zazdrosnego chłopaka, na mojej tali.
- Myślę, że to nie będzie konieczne - przerwał na Harry - Przepraszam, że przerywam ci flirt z MOJĄ DZIEWCZYNĄ, ale musimy się już zbierać. Miło było.
Chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę wyjścia, zostawiając zdezorientowanego Steve'a samego po środku alejki.
- A to co miało być? - zapytałam lekko wkurzona.
W końcu Steve wydaję się być fajny.
- Interwencja - odparł, pomagając mi pakować zakupy, które zostały już skasowane,
- Interwencja? W jakim celu?
- Błagam cię! Widziałaś jak on się na ciebie patrzył? Jeszcze chwilkę i pociekłaby mu ślina z ust na twój widok.
- I co w tym złego, że podobam się facetom?
- To, że mnie to wkurza.
- A myślisz, że mnie nie wkurza, jak każda kobieta na ulicy lustruje cię wzrokiem i puszcza ci oczko? - zapytałam, kiedy skończyłam płacić i odeszliśmy od kasy.
- Serio? Nie zauważyłem.
- Ślepy by zauważył - skomentowałam z sarkazmem.
- No widzisz? Ja widzę tylko ciebie.
- Oszczędź tych kiczowatych tekstów i wsiadaj do samochodu - zaśmiałam się pobłażliwie i zajęłam miejsce pasażera.
Harry usiadł za kierownicą i odpalił samochód, po czym skierowaliśmy się z w stronę mojego domu. Było już po dziewiętnastej, a my utknęliśmy w korku.
- Jakie mamy plany na sylwestra? - zapytałam, przerywając ciszę, panującą w samochodzie.
- Myśleliśmy z chłopakami, żeby iść do klubu. Co ty na to?
- Dobry pomysł. Dawno nigdzie nie byłam.
- Ciekawe dlaczego... - westchnął. - Za pierwszym razem, przyprowadziłaś mi do domu kompletnie obcego faceta, a za drugim - tak się zalałaś, że tańczyłaś na ladzie baru.
- Nawet mi nie przypominaj, do tej pory się tego wstydzę.
- Dlaczego? Przynajmniej masz w tamtym klubie darmowe drinki do końca życia - zadrwił ze mnie, za co dostał w głowę.
Siedzieliśmy w aucie już ponad czterdzieści minut, podczas gdy trasa zazwyczaj zajmowała maksymalnie piętnaście minut. Na zewnątrz panowała wichura i śnieżyca. Nawet sygnał radia nie był dobry, bo co chwilę coś przerywało.
Po chwili zobaczyliśmy światło latarki i ktoś zapukał w szybę. Harry odsunął automatyczną szybę i ujrzeliśmy policjanta.
- Dobry wieczór - zaczął powoli. - Z przykrością informuję, iż z powodu śnieżycy ta droga została zamknięta i zostanie otwarta najwcześniej po północy. Niestety nie ma możliwości zawrócenia, gdyż za państwem ciągnie się ponad dwu kilometrowy korek. Do pół godziny zostaniecie państwo wyposażeni w koce i termosy z ciepła herbatą. Przepraszamy za utrudnienia - dodał i odszedł, a Harry zamknął szybę.
- No to utknęliśmy.
___________________________________________________________________
Hej kochani! I oto 25 rozdział, jak zwykle z opóźnieniem, ale jest. Co myślicie?
Według mnie to jeden z gorszych rozdziałów :(
W kolejnym rozdziale pojawi sie drama, z której Hemma shippers nie będę zadowolone (Ale wam dałam spoilera)
A tak przy okazji się wam pochwalę, że skończylam już poprawiać oceny i na koniec mam średnią 4,86 czyli MAM PASEK! Tak się ciesze advydavycbuyayta *________________*
Jeśli szanujesz moją pracę i czas włożony w pisanie to skomentuj i napisz, co sądzisz.
DO NASTĘPNEGO X