środa, 25 czerwca 2014

Rozdział 25

Przez pierwsze minuty po usłyszeniu wyznania Harry'ego byłam w szoku. Kolejne minęły na powolnym porządkowaniu sobie tej informacji w głowie, a na samym końcu dopadł mnie strach i niepokój, bo nie wiedziałam co mu powiedzieć.
- Ja... yyy... bo ty - po kilku minutach, kiedy wciąż staliśmy w przedpokoju, próbowałam sklecić jakieś sensowne zdanie, ale nie mogłam.
- Nie musisz nic mówić - powiedział powoli, uspokajająco głaskając mnie po plecach - wiem, że nie jesteś gotowa. I wiem, że teraz jesteś przerażona, sam godzinę temu byłem, ale chciałem ci tylko powiedzieć, co do ciebie czuję.
Cholera. Czy on siedzi w mojej głowie? Bo odnoszę wrażenie, że potrafi czytać mi w myślach.
Tak bardzo, jak chciałam mu coś odpowiedzieć, to nie mogłam, bo czułam jakąś wewnętrzną blokadę. Może to przez to, że ostatni raz usłyszałam to od moich rodziców, jak miałam piętnaście lat. 
Spojrzałam na niego, a on wydawał się być coraz bardziej zdenerwowany.
- Proszę, powiedz mi, że mam rację. Że po prostu cię zaszokowałem. Błagam. Mam nadzieję, że nie odejdziesz ode mnie, bo nie odejdziesz? Prawda? - Harry ciągle mówił i wyglądał, jakby miał zamiar się rozpłakać.
Musiałam jakoś go uciszyć, więc zarzuciłam ręce na jego szyje i naparłam na niego ustami. Poczułam jak chłopak uśmiecha się w trakcie pocałunku. Złapał mnie za pośladki, a ja podskoczyłam i zaplotłam nogi wokół jego bioder. Całowaliśmy się coraz namiętniej. Harry skierował na w stronę salonu, aż w końcu upadliśmy na kanapę, wciąż się całując. Moje dłonie wędrowały pomiędzy włosami chłopaka, co chwilę za nie pociągając. Na chwilę oderwaliśmy się od siebie, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza.
- Kto był u ciebie? - zapytał, rozglądając się po pomieszczeniu.
Cholera.
Zapomniałam posprzątać rzeczy, po wizycie Zayna. Na stole stały kubki i miska z popcornem, a na fotelu leżały koce.
Tylko co mam mu powiedzieć? "Był u mnie twój przyjaciel i się całowaliśmy."? Matko co za beznadziejna sytuacja, z której nie mogę wybrnąć. 
- Tak. Był u mnie Zayn.
- Po co? - zapytał wyraźnie wkurzony.
- Martwił się o mnie. Nie odbierałam telefonów.
- To nie on jest tym, który powinien się o ciebie troszczyć.
- Daj spokój. To mój przyjaciel.
- Co nie zmienia faktu, że nie musi tu przychodzić.
- Zazdrosny?
- O ciebie? Zawsze.
- Nie masz powodu. 
Mhm, jasne -  podpowiedziała złośliwie moja podświadomość.
- Wiem, ale mimo wszystko wkurza mnie fakt, że jesteście tak blisko. Ja jestem twoim chłopakiem, nie on - powiedział Harry, siadając na kanapie.
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi - powiedziałam, mając coraz większe wyrzuty sumienia.
Chłopak nic nie mówił, a jego wyraz twarzy świadczył o ty, że Harry był zdenerwowany i zamyślony równocześnie. Przybliżyłam się do niego i oparłam głowę o jego ramię.
- A teraz chodź zazdrośniku. Pojedziesz ze mną po zakupy.
- A będę coś z tego miał?
- Zobaczymy. Jak będziesz grzeczny, to może pozwolę ci u mnie zanocować.
- Kusząca propozycja - powiedział, wstając z sofy. - To idziemy?
- Jasne. Daj mi się tylko przebrać.
Pobiegłam na górę i weszłam do swojej sypialni. Naciągnęłam na siebie dopasowany jeansy i koszulkę z długim rękawem, a na to moją ulubioną bluzę z gapa. Rozpuściłam włosy i wróciłam do przedpokoju, gdzie czekał już na mnie Harry. Na nogi założyłam wysokie kozaki, a następnie narzuciłam na siebie kurtkę i szczelnie owinęłam się szalikiem. Ten dzień był wyjątkowy mroźny i śnieżny.
- A ty co? Zdajesz sobie sprawę z tego, że jedziemy do sklepu, a nie na Antarktydę?
- Ha ha ha, bardzo śmieszne. Zobaczymy, czy ty nie zmarzniesz w tej cieniutkiej kurteczce.
- Ja nigdy nie marznę. Przecież jestem gorący.
- Jesteś idiotą - zaśmiałam się, kiedy wsiadaliśmy do samochodu.
- Ale twoim - dodał i wyszczerzył się do mnie.
Odpalił samochód i pojechaliśmy do pobliskiego supermarketu. Po piętnastu minutach dotarliśmy na miejsce. Wysiedliśmy z auta i trzymając się za ręce, weszliśmy do środka. Harry zabrał koszyk i jeździliśmy między półkami, wrzucając do koszyka masę produktów. Kupowałam rzeczy, które wystarczy wsadzić do mikrofali lub piekarnika i po trzech minutach są już gotowe. Na prawdę nie wiem, jak to się dzieję, że jem tyle "śmieciowego żarcia", a wciąż mam dobrą figurę. 
Harry prowadził wózek, a ja w nim siedziałam i wyglądaliśmy, jak dwójka niedorozwiniętych idiotów. Wszyscy patrzyli na nas z politowaniem, kiedy on się rozpędzał i puszczał wózek, a ja piszczałam ze strachu przed zderzeniem z jakąś półką.
- To już prawie koniec - powiedziałam, kiedy podjechaliśmy do półki z czipsami. 
Chwyciłam trzy paczki do ręki i położyłam je obok reszty naszych zakupów. Harry zasugerował mi wyjście z wózka, bo nie mieściły się już do niego żadne produkty. Tak więc pomógł mi się jakoś wydostać z mojego "pojazdu" i skierowaliśmy się w kierunku kas. Po drodze zobaczyłam wysokiego blondyna, który strasznie mi kogoś przypominał, ale nie wiem kogo.
- Emma? - Blondyn zwrócił się do mnie, a ja popatrzyłam na niego ze zdziwieniem na twarzy - Pamiętasz mnie? To ja Steve, chłopak od masła orzechowego.
- No tak, jak mogłam zapomnieć. Cześć.
- Miałem do ciebie zadzwonić, ale zgubiłem karteczkę z twoim numerem, którą mi dałaś - uśmiechnął się, pokazując rząd zębów.
- Jeśli chcesz, to podam ci go teraz - powiedziałam, na co momentalnie poczułam rękę mojego zazdrosnego chłopaka, na mojej tali.
- Myślę, że to nie będzie konieczne - przerwał na Harry - Przepraszam, że przerywam ci flirt z MOJĄ DZIEWCZYNĄ, ale musimy się już zbierać. Miło było.
Chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę wyjścia, zostawiając zdezorientowanego Steve'a samego po środku alejki.
- A to co miało być? - zapytałam lekko wkurzona.
W końcu Steve wydaję się być fajny.
- Interwencja - odparł, pomagając mi pakować zakupy, które zostały już skasowane,
- Interwencja? W jakim celu?
- Błagam cię! Widziałaś jak on się na ciebie patrzył? Jeszcze chwilkę i pociekłaby mu ślina z ust na twój widok.
- I co w tym złego, że podobam się facetom?
- To, że mnie to wkurza. 
- A myślisz, że mnie nie wkurza, jak każda kobieta na ulicy lustruje cię wzrokiem i puszcza ci oczko? - zapytałam, kiedy skończyłam płacić i odeszliśmy od kasy.
- Serio? Nie zauważyłem.
- Ślepy by zauważył - skomentowałam z sarkazmem.
- No widzisz? Ja widzę tylko ciebie.
- Oszczędź tych kiczowatych tekstów i wsiadaj do samochodu - zaśmiałam się pobłażliwie i zajęłam miejsce pasażera.
Harry usiadł za kierownicą i odpalił samochód, po czym skierowaliśmy się z w stronę mojego domu. Było już po dziewiętnastej, a my utknęliśmy w korku.
- Jakie mamy plany na sylwestra? - zapytałam, przerywając ciszę, panującą w samochodzie.
- Myśleliśmy z chłopakami, żeby iść do klubu. Co ty na to?
- Dobry pomysł. Dawno nigdzie nie byłam.
- Ciekawe dlaczego... - westchnął. - Za pierwszym razem, przyprowadziłaś mi do domu kompletnie obcego faceta, a za drugim - tak się zalałaś, że tańczyłaś na ladzie baru.
- Nawet mi nie przypominaj, do tej pory się tego wstydzę.
- Dlaczego? Przynajmniej masz w tamtym klubie darmowe drinki do końca życia - zadrwił ze mnie, za co dostał w głowę.
Siedzieliśmy w aucie już ponad czterdzieści minut, podczas gdy trasa zazwyczaj zajmowała maksymalnie piętnaście minut. Na zewnątrz panowała wichura i śnieżyca. Nawet sygnał radia nie był dobry, bo co chwilę coś przerywało.
Po chwili zobaczyliśmy światło latarki i ktoś zapukał w szybę. Harry odsunął automatyczną szybę i ujrzeliśmy policjanta.
- Dobry wieczór - zaczął powoli. - Z przykrością informuję, iż z powodu śnieżycy ta droga została zamknięta i zostanie otwarta najwcześniej po północy. Niestety nie ma możliwości zawrócenia, gdyż za państwem ciągnie się ponad dwu kilometrowy korek. Do pół godziny zostaniecie państwo wyposażeni w koce i termosy z ciepła herbatą. Przepraszamy za utrudnienia - dodał i odszedł, a Harry zamknął szybę.
- No to utknęliśmy. 

___________________________________________________________________



Hej kochani! I oto 25 rozdział, jak zwykle z opóźnieniem, ale jest. Co myślicie? 
Według mnie to jeden z gorszych rozdziałów :(
W kolejnym rozdziale pojawi sie drama, z której Hemma shippers nie będę zadowolone (Ale wam dałam spoilera)
A tak przy okazji się wam pochwalę, że skończylam już poprawiać oceny i na koniec mam średnią 4,86 czyli MAM PASEK! Tak się ciesze advydavycbuyayta *________________*

Jeśli szanujesz moją pracę i czas włożony w pisanie to skomentuj i napisz, co sądzisz.


DO NASTĘPNEGO X


piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział 24

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

- Było mi niezmiernie miło cię poznać, Emma - powiedziała Anne, odprowadzając nas do drzwi.
- Ciebie także - odparłam z uśmiechem.
- Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Myślę, że powinnyśmy wybrać się na zakupy, gdy będę w Londynie.
- Z przyjemnością. Przyda mi się damskie towarzystwo. Harry nie jest typem chłopaka, który lubi chodzić po sklepach - stwierdziłam, na co obie zachichotałyśmy.
- Oh wiem o tym. Kiedy Harry był mały...
- Mamo, myślę, że na nas już czas - przerwał jej Harry - dobrze było cię znów zobaczyć.
- Ciebie też synku. Tak się cieszę, że przyjechałeś i to jeszcze nie sam - dodała i poruszyła zabawnie brwiami - dbaj o nią.
- Będę - powiedział, chwytając moją dłoń. - Ale teraz na prawdę musimy już jechać.
Anne cmoknęła go w policzek, po czym przytuliła nas na pożegnanie i poszliśmy do samochodu. W środku było strasznie zimno, więc Harry podkręcił ogrzewanie.
- I jak było? - zapytał Harry, ściszając muzykę z radia.
- U twoich rodziców? - upewniłam się, a on kiwnął głową. - Było świetnie. Twoja mama jest niesamowita, tak samo Robin, a Gemma... Zazdroszczę ci takiej siostry. 
- Czyli ci się podobało.
- Jasne. Chociaż żałuję, że nie zostaliśmy dłużej - dodałam, a Harry się zaśmiał.
- No i po co była ta awantura przed wyjazdem? Następnym razem, kiedy będę chciał wynieść cię z domu, po prostu daj mi to zrobić.
- Zapamiętam to sobie - powiedziałam i nachyliłam się, żeby dać mu buziaka w policzek.
Reszta drogi minęła nam dość szybko. Nie musieliśmy zatrzymywać się na stacji benzynowej, więc już po czterdziestu minutach byliśmy w Londynie. Harry zawiózł mnie pod mój dom i pomógł mi zanieść bagaże do środka.
- Na pewno nie chcesz jechać do mnie? - zapytał, opierając się o framugę drzwi.
- Nie. Myślę, że zostanę w domu. Muszę się rozpakować, iść na jakieś zakupy.
- Zawsze moglibyśmy to zrobić razem, a potem pojedziemy do mnie.
- Nie możemy spędzać razem każdej chwili, bo się sobą znudzimy - powiedziałam, na co on posmutniał - oh, no chodź tutaj - przyciągnęłam go do siebie i czule pocałowałam.
- Więc?
- Zadzwoń do mnie, to się umówimy, jasne?
- Tak - odparł zawiedziony.
- A teraz wyjdź i idź spotkaj się z chłopakami, bo robisz się jeszcze większym mięczakiem niż byłeś.
- Nie jestem mięczakiem!
- Tak tak, a teraz spadaj, zanim cię stąd wykopie.
- Pa kochanie - powiedział i jeszcze raz mnie pocałował.
- Cześć - odpowiedziałam, a chłopak wyszedł.
Chwyciłam swoje bagaże i ruszyłam w stronę sypialni. Dobre trzydzieści minut zajęło mi rozpakowanie ciuchów i nowych rzeczy, które sobie kupiłam. Potem podłączyłam telefon do ładowania, bo podczas wyjazdu nie miałam przy sobie ładowarki. Gdy tylko udało mi się go włączyć, zobaczyłam dość sporą listę nieodebranych połączeń. Siedem od Megan, dwa od Louisa i dwadzieścia trzy od Zayna. Postanowiłam oddzwonić do Malika, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi.
Pewnie Harry czegoś zapomniał.
Zbiegłam po schodach i poszłam otworzyć drzwi, przed którymi zobaczyłam mulata.
- Cześć, co ty tu robisz? - zapytałam, ale chłopak nie zdążył odpowiedzieć, bo rozpoczął swój wykład.
- Boże Emma, co ty sobie myślisz? Próbowałem się z tobą skontaktować, od trzech cholernych dni! Nie wiedziałem co się z tobą dzieje! Dlaczego nie odbierałaś telefonu? Przez całe święta odchodziłem od zmysłów.
- Przepraszam?
- Możesz mi chociaż powiedzieć, co się z tobą działo w tym czasie?
- Byłam na świętach u rodziny Harry'ego.
- Razem? No w sensie... Jako para?
- Tak, my jesteśmy razem.
- No to gratuluje - powiedział smutno - szczęścia.
- A twoje święta? Jak ci minęły?
- Byłem u rodziny, spotkałem się ze starymi znajomymi i odpoczywałem.
- Brzmi dobrze - uśmiechnęłam się do niego - chcesz coś do picia?
- Może herbatę.
Zostawiłam Malika w salonie, a sama udałam się do kuchni, żeby przygotować herbatę. Nastawiłam wodę w czajniku i włożyłam saszetki do kubków.
- A tak z ciekawości - usłyszałam głos Zayna z salonu - dlaczego nie spędziłaś świąt ze swoją rodziną? - zapytał, kiedy zalewałam herbatę.
- Moi rodzice... - zaczęłam smutno i przez przypadek oparzyłam się wrzątkiem - kurwa - syknęłam z bólu.
- Nic ci nie jest? - zapytał chłopak, który zdążył już przybiec do kuchni.
- Tylko się oparzyłam.
- Daj, trzeba to włożyć pod zimną - chwycił moją dłoń, delikatnie wkładając ją pod zimną wodę.
Jego dłoń ciągle trzymała moją, przez co czułam się dziwnie. Przyjemnie, ale dziwnie. Kiedy Zayn zauważył, że zaczynam marznąć, od nadmiaru zimnej wody, wytarł moją rękę w ręcznik kuchenny. Staliśmy blisko siebie, zbyt blisko. Czułam, że jego twarz coraz bardziej przybliża się do mojej.
O boże on chce mnie pocałować. Co robić? 
Stałam przed nim i nie wiedziałam co mam zrobić. Czułam się, jakbym była sparaliżowana. Zamknęłam oczy i postanowiłam przygotować się na najgorsze. Tymczasem ku mojemu zdziwieniu jego usta wylądowały na miejscu poparzenia.
- Co to było? - zapytałam rozbawiona, kiedy nieco się rozluźniłam.
- Moja mama zawsze całowała mnie w bolące miejsce, kiedy byłem mały i przestawało boleć. Mam nadzieję, że tobie też pomoże.
- Myślę, że wszystkie mamy tak robiły, moja też.
- Oh właśnie, dlaczego nie spędziłaś świąt z rodzicami?
- Moi rodzice... oni... nie żyją.
- Przepraszam, nie powinienem był pytać.
- Nic nie szkodzi, po prostu nie lubię o tym rozmawiać.
- Może obejrzymy jakiś film? - zapytał, przerywając niezręczną ciszę, która powstała.
- Jasne, ale tylko komedie. Mam ochotę się pośmiać, bo zrobiło się trochę ponuro.
Zayn wybrał film i włączył go, po czym usiadł na kanapie. Ja zaraz usadowiłam się obok niego, przykrywając się kocem. Praktycznie cały czas, wybuchaliśmy śmiechem, spowodowanym filmem lub naszymi głupkowatymi komentarzami. Gdy film się skończyłam spojrzałam na zegarek - siedemnasta dwadzieścia dwa. Wstałam z kanapy, a zaraz za mną zrobił to Zayn, który zaczął kierować się w stronę wyjścia.
- Będę się już zbierał. Muszę jeszcze podjechać do pralni.
- Jasne. I tak zaraz muszę iść na zakupy.
- To do zobaczenia. - powiedział, po czym przytulił mnie na pożegnanie i wyszedł.
Ledwo zamknęłam drzwi, a ktoś ponownie je otworzył. Był to Zayn, który nic nie powiedział, tylko wpił się w moje usta. Zaczął mnie całować, a ja próbowałam przestać. Ostatecznie udało mi się go od siebie odepchnąć.
- Zawsze marzyłem o tym, żeby to zrobić - powiedział cicho, po czym szybko wyszedł.
Co to miało być? Przyjaciel mojego chłopaka przychodzi do mnie do domu i tak po prostu mnie całuje. To chore. Powinnam powiedzieć o tym Harry'emu? Czy lepiej nie mówić i po prostu zapomnieć? Mam mętlik w głowie.

*Perspektywa Harry'ego*

- Mówię ci, stary, Emma jest po prostu cudowna. Moi rodzice ją pokochali, a na wigili wyglądała tak piękne - powiedziałem do Louisa, kiedy siedzieliśmy u niego w salonie.
- Powiedz o niej jeszcze raz, to chyba zwymiotuję.
- O co ci chodzi? Nie lubisz jej?
- Wprost przeciwnie, uwielbiam ją, ale odkąd tu przyszedłeś, gadasz tylko o niej.
- Nie zrozumiesz tego. Po prostu nie mogę przestać o niej myśleć. Uwielbiam w niej dosłownie wszystko. Od sposobu w jaki wiąże swoje włosy, kiedy chodzi sama po domu, do tego, jak się ze mną droczy. Jak jestem przy niej, to od razu czuję się szczęśliwy. 
- Zachowujesz się jak zakochany mięczak. 
- Ja po prostu...
- Ale myślę, że to dlatego, że ją kochasz - przerwał mi Louis.
- Sam nie wiem. Myślisz, że mógłbym? No w sensie... nie jest za wcześnie?
- Przecież widzę, jak się zachowujesz. Miłość aż od ciebie bije - powiedział i klepął mnie przyjacielsko w ramię. 
- A jeśli ona mnie nie kocha? 
- Myślę, że ona potrzebuję więcej czasu, żeby zrozumieć, co do ciebie czuje. Ale widzę, jak na ciebie patrzy. 
- Powinienem jej to powiedzieć? No wiesz... że ją kocham?
- Tak - odparł, biorąc łyka herbaty.
- Ale nie chce jej wystraszyć. No wiesz, może pomyśleć, że się narzucam. A jak mnie rzuci?
- Przede wszystkim się uspokój. Faktycznie zrobił się z ciebie mięczak - powiedział, za co walnąłem go w ramię - i przestań panikować. Kochasz ją?
- Kocham - odparłem zdecydowanie.
- To nie chcę cię tu więcej widzieć dopóki jej tego nie powiesz.
- To idę. Powiem jej - wstałem i wybiegłem z jego domu, zabierając po drodzę kurtkę.
Odpaliłem samochód i odjechałem w kierunku domu Emmy.

*perspektywa Emmy*

Minęła już godzina od wyjścia Zayna, a ja nadal siedziałam na kanapie i myślałam nad tym, czy powinnam powiedzieć o tym pocałunku Harry'emu. Wiem, że będzie zły i może nawet ze mną zerwie, ale z drugiej strony nie chcę go oszukiwać. To nie byłoby fair.
Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Wstałam z kanapy, żeby otworzyć mojemu gościowi. Przez chwilę przez myśl przeszło mi, że to znowu Zayn, ale okazało się, że to Harry.
- Co ty tu robisz? - zapytałam, kiedy tylko przekroczył próg domu.
- Kocham cię.
- Co? - nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam.
- Kocham cię Emma.


___________________________________

NA POCZĄTEK WIELKIE PRZEPRASZAM. NIE DODAWAŁAM NIC PRZEZ MIESIĄC, ZA CO MI STRASZNIE PRZYKRO I GŁUPIO. OD POCZATKU MAJA MAM TYLE NAUKI, ŻE NIE MAM NAWET CZASU NA WŁĄCZENIE KOMPUTERA. WIĘC ROZDZIAŁY POWSTAJĄ NA MOIM TELEFONIE.  NA PRAWDE BARDZO BARDZO MI PRZYKRO I OBIECUJĘ, ŻE JAK TYLKO SKOŃCZĘ POPRAWIAĆ OCENY, TO ROZDZIAŁY BĘDĄ TAK CZĘSTO JAK KIEDYS. 
Mam nadzieje ze mi wybaczycie.

A co do rozdziału. Sama nie wiem, czy mi sie podoba. Po tak długim czasie oczekiwania powinnam wam napisać cis o wiele lepszego :( ten rozdział jest nudny

A wy, co o tym myślicie? Prosze o komentarze z opiniami, bo to bardzo motywuje. Gdyby nie 8 komentarzy pod ostatnim rozdzialem, pewnie dalej byście na niego czekali.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ


Do następnego x