niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział 27

Można powiedzieć, że od tygodnia przechodzę małe załamanie. Jem mało, nie dbam o siebie i przepłakałam więcej godzin, niż niejedna bohaterka melodramatów. I niestety coraz więcej palę. Nigdy nie byłam jakoś specjalnie uzależniona, paliłam tylko, gdy się denerwowałam. Ale teraz potrafię wypalić dwie paczki dziennie. To w jakimś stopniu mnie uspokaja.
Od sylwestra, moja dzienna rutyna wygląda następująco. Wstaję około godziny dziewiątej, po czym narzucam na siebie ciepły koc i idę do kuchni zrobić płatki, których i tak nie jem. Zostawiam pełną miskę na blacie i wychodzę na balkon zapalić. Potem wracam do salonu i zalegam na kanapie przez kolejne pięć godzin, które wzbogacone są o co najmniej siedem wyjść na papierosa. O siedemnastej puszczają w telewizji "przyjaciół", czyli serial, który zawsze oglądałam z Harry'm, więc wyłączam odbiornik i idę do sypialni, gdzie do wieczora oglądam nasze wspólne zdjęcia i czytam nasze rozmowy w SMS-ach. W okolicach dwudziestej drugiej jestem już na tyle zdołowana, że zaczynam płakać, więc kładę się do łóżka lub siadam na poduszkach wyłożonych na moim szerokim parapecie i zasypiam. Dzień w dzień to samo.
Pewnie większość osób powiedziałaby, że przesadzam, bo zapewne tak jest. Ale dla mnie, to coś wielkiego. Po stracie rodziców czułam się samotna. Nie miałam w życiu dosłownie nikogo, z kim mogłabym pogadać. To było cholernie trudne, ale do tego przywykłam. Przez dwa lata oswoiłam się z samotnością i nauczyłam się dawać sobie radę sama. Tak było do czasu, kiedy poznałam Harry'ego. On tak na prawdę zmienił wszystko w moim życiu. Czasami porównuję siebie z przed dwóch miesięcy ze mną teraz i wydaje mi się, że to dwie kompletnie inne osoby. To niesamowite, jak ten chłopak w loczkach mnie zmienił i to jeszcze na lepsze. Dzięki niemu czuję, jakbym pozbyła się czegoś w stylu "pancerza", którym odgradzałam się od ludzi. On sprawił, że stałam sie słaba. To dlatego, że Harry stał się moją słabością. Nie potrafię wytrzymać bez niego nawet tygodnia, a świadomość, że więcej mogę go nie zobaczyć, doprowadza mnie do łez. Oprócz bycia chłopakiem, był też dla mnie przyjacielem. Szkoda, że teraz już nie będzie nikim.

*Perspektywa Harry'ego*
Niektórzy uważają, że tak, jak się czujesz w sylwestrową noc, tak będziesz się czuć przez cały rok. I zaczynam dostrzegać to w moim przypadku. Minął już tydzień od mojego rozstania z Emmą, a ja z dnia na dzień czuję się coraz gorzej.  Ciągle chodzę wkurwiony. Przez pierwsze dwa dni cała moja złość skupiła się na Emmie. Nie mogłem uwierzyć, że całowała się z Zaynem, bo kurwa, jak mogła mi to zrobić? Najbardziej chyba bolało mnie to, że wiedziała, że ją kocham, a mimo to się z nim całowała. Przez kolejne dwa dni byłem wkurzony na Zayna. Podejrzewałem, że na nią leci. Ale do cholery! On jest moim przyjacielem, a takich rzeczy się nie robi przyjaciołom. Po tych czterech dniach zrozumiałem, że przesadziłem. Nie powinienem tak przesadnie reagować. W sumie nawet nie wiem, co dokładnie tam zaszło, bo nie dałem jej dojść do słowa. Mogłem chociaż dać jej szansę to wytłumaczyć, ale już jest za późno.
Jest mi bez niej ciężko. Wkurzam się na siebie, bo tak pochopnie postąpiłem, ale z drugiej strony wiem, że jeśli kiedyś jeszcze mamy być razem, to to rozstanie dobrze nam zrobi. Chcę, żeby w końcu spojrzała na ten związek na poważnie, żeby jej zależało.
Wstałem dzisiaj po jedenastej. Za oknem padał śnieg z deszczem, więc stwierdziłem, że nie ma po co dzisiaj wychodzić. Ubrałem szare dresy i czarną koszulkę i udałem się do łazienki, żeby się odświeżyć. Po wykonaniu wszystkich porannych czynności, ruszyłem do kuchni. Upiekłem trzy tosty z serem i zrobiłem sobie herbatę, a następnie usiadłem przy kuchennym blacie. Powoli zjadłem swoje śniadanie, chociaż nie miałem na niego ochoty. Podszedłem do zlewu, żeby umyć po sobie naczynia, kiedy moja pamięć dała o sobie znać.
- Jestem! - usłyszałem jej głos i zatrzaskiwanie się drzwi wejściowych - Harry! Gdzie jesteś?
Mimo, że miałem słuchawki w uszach, mogłem ją usłyszeć. Po chwili poczułem, że ktoś podchodzi do mnie od tyłu i zakrywa moje oczy,
- Emma, wiem, że to ty - oznajmiłem, wyciągając sprzęt z uszu.
- Ej, zepsułeś zabawę! Mogłeś chociaż udawać, że nie wiesz kto to - zrobiła smutną minę, więc ją przytuliłem.
- Następnym razem się poprawie - obiecałem i wróciłem do gotowania.
- Co tam pichcisz?
- Przygotowuję kolację. Mam nadzieję, że lubisz kurczaka z warzywami i sosem.
- Uwielbiam - oblizała usta i podkradła mi kawałek mięsa.
- Ej, poczekaj aż będzie gotowe - oburzony machnąłem łyżką tak, że cały sos wylądował na jej twarzy i ciuchach.
- O nie! Zaczynasz wojnę? 
Emma zamoczyła palce w sosie i zaznaczyła nim kilka punktów na mojej twarzy. I wtedy zaczęła się zabawa. Ganialiśmy po całej kuchni, rozlewając sos wszędzie. Zachowywaliśmy sie jak małe dzieci. Dawno się tak nie śmiałem. Niestety naszą wojnę przerwał nam zapach spalenizny,
- KURCZAK! - krzyknęliśmy niemal równocześnie, biegnąc w stronę piekarnika.
- No świetnie, spalony - westchnąłem i wyjąłem czarnego już kurczaka z piekarnika.
- W takim razie musimy zadowolić się sosem - mruknęła i pocałowała mnie w kącik ust gdzie znajdował się sos i nie ukrywam, podobało mi się to.
- Skoro musimy - powiedziałem teatralnie i pocałowałem ją w ubrudzony policzek - Naprawdę dobry.
Nie wiedziałem do końca, co się działo, ale na pewno było to przyjemne. Staliśmy blisko siebie, co chwilę obdarowując się wzajemnie drobnymi pocałunkami. Po chwili przybliżyliśmy się jeszcze bardziej i złączyliśmy usta w namiętnym pocałunku. Jego język szybko połączył się z moim. Współpracowały idealnie. Wsunęła rękę w moje włosy i pogłębiła pocałunek. W końcu oddaliliśmy się od siebie, żeby zaczerpnąć powietrza.
- Na prawdę smaczny sos. Musisz go częściej przyrządzać - powiedziała, po czym znowu zatraciliśmy się w pocałunku.
 Nie mogę tak dłużej, bez niej, ale z drugiej strony wiem, że tym razem to ona musi wykonać pierwszy krok, nie ja.

*Perspektywa Emmy*
Siedzę w sali szpitalnej przy łóżku mojej mamy. Jej twarz jest blada i pełna zadrapań. Siniaki pod okiem stanowią przerażający wygląd. Ma zamknięte oczy, chociaż wiem, że nie śpi. Po prostu nie ma już siły ich otworzyć. Swoją dłonią przecieram pojedyncze łzy, które spływają po mojej twarzy. Niepokój wzrasta we mnie z każdą minutą, kiedy patrzę na ekran monitora, stojącego przy jej łóżku, mimo tego, że i tak nic z tego nie rozumiem.
- Kochanie - słyszę jej słaby, zachrypnięty głos.
- Mamo - mówię cicho, a w oczach zbierają mi się kolejne łzy.
- Skarbie, nie płacz.
- Mamusiu, nie odchodź. Zostań ze mną - mój głos się łamię i jestem już na skraju rozpaczy.
- Musisz pamiętać, że zawsze będę przy tobie - jej wychudzona dłoń głaszcze moją - Nawet, jeśli nie będzie mnie tu na ziemi, będą nieustannie się tobą opiekować tam z góry.
- Nie zostawiaj mnie, nie chcę być sama.
- Nie zostaniesz sama. Masz tu kogoś, kto strasznie cię kocha.
- O kim ty mówisz? - pytam zdezorientowana, a ona posyła mi słaby uśmiech.
- Harry.
- Ale...
- To dobry chłopak skarbie. Nie skrzywdzi cię, zaufaj mi. Wiem, że przy nim zawsze będziesz bezpieczna.
- Ale ja się boję. Boję się zaangażować.
- Przy nim nie musisz się bać, on zawsze będzie z tobą. Jest w topie zakochany na zabój.
- Mamo..
- Po prostu pozwól sobie kochać córeczko - mówi, a jej oczy, które przed chwilą były jeszcze otwarte, zamykają się.
Słyszę pisk, który wydaje aparatura. Po chwili do sali wbiegają lekarze i próbują wszystkiego, żeby ją uratować, ale nie mogą. 
Obudziłam się w środku nocy ze łzami w oczach. Trzęsącymi się rękami wytarłam kropelki potu, znajdujące się na moim czole. Nigdy wcześniej nie miałam podobnego snu, co wydaję mi się dziwne, zwłaszcza dlatego, że zarówno moja mama, jak i tata, zginęli na miejscu wypadku. Uspokoiłam się trochę, chociaż mój oddech wciąż był nierównomierny i przyśpieszony. 
Spojrzałam na zegarek w komórce - trzecia dwadzieścia dwa. Zdecydowałam, ze spróbuję jeszcze zasnąć, więc położyłam się na boku i zamknęłam oczy, jednak nie mogłam zasnąć. Cały czas po głowie chodziły mi słowa mojej mamy: "Po prostu pozwól sobie kochać córeczko".

________________________________________________________________________
I mamy rozdział 27. Jak wam się podoba? Według mnie jest beznadziejny i nudny. Miałam problemy z jego napisaniem, bo nie ma tu prawie wgl dialogów, tylko opisy, których nie lubię pisać.
Mam chociaż nadzieję, że komuś z was przypadł do gustu.
Przy okazji chciałam wam podziękować za ponad 6000 WYŚWIETLEŃ. Nawet nie macie pojęcia, jak bardzo mnie to cieszy. Wiem, że w porównaniu z innymi blogami to mało, ale dla mnie to więcej, niż oczekiwałam.
PRZEPRASZAM też, że musieliście czekać na ten rozdział ponad dwa tygodnie, ale nie miałam jak go napisać, bo byłam w Londynie, gdzie nie miałam dostępu do internetu.

Liczę bardzo na waszą opinię w komentarzach :) One tylko dają mi motywację do dalszego pisania i są dla mnie nagrodą, za moją pracę włożoną w pisanie tego fanfiction.

7 komentarzy = next
Dacie radę?

liczę na was i do następnego x

środa, 9 lipca 2014

Rozdział 26

UWAGA! CHCIAŁAM TYLKO POWIEDZIEĆ, ŻE ABY ZAKTUALIZOWAĆ LISTĘ OSÓB INFORMOWANYCH OD NASTĘPNEGO ROZDZIAŁU INFORMUJĘ TYLKO TE OSOBY, KTÓRE ZOSTAWIŁY SWÓJ USERNAME POD TYM ROZDZIAŁEM. CHODZI O TO, ŻE CHCĘ ZAOSZCZĘDZIĆ SOBIE INFORMOWANIA OSÓB, KTÓRE NAWET NIE CZYTAJĄ TEGO FANFICTION.  
To tyle :) Teraz zapraszam na rozdział.
__________________________________________________
Dni do sylwestra minęły szybko i spędziłam je głównie z Harry. Można by śmiało powiedzieć, że przez ostatnie trzy doby zamieszkiwał u mnie w domu, co generalnie mi nie przeszkadzało. Jakieś większe kłótnie nie miały miejsca, więc po prosto cieszyliśmy się sobą nawzajem.
W sylwestrowy poranek obudziłam się o dwunastej dwadzieścia, z czego się cieszyłam, bo oznaczało to, że w klubie będę miała siłę, żeby zabalować do samego rana. Zanim jeszcze otworzyłam oczy, sięgnęłam rękę na drugą stronę łóżka, żeby sprawdzić, czy Harry już się obudził, ale zastałam tylko puste miejsce. Przetarłam dłonią zaspane oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu i nigdzie nie widziałam chłopaka. Powoli zwlekłam się z łóżka i po nałożeniu na stopy ciepłych kapci zeszłam na dół. Od razu poczułam słodki zapach, pochodzący z kuchni, gdzie zaraz się skierowałam. Moim oczom ukazał się Harry w samych bokserkach i fartuszku, który coś przygotowywał. Podeszłam do niego od tyłu i owinęłam ręce wokół jego bioder, wtulając się w niego.
- Dzień dobry mój kucharzu, co tam przygotowujesz?
- Dzień dobry kochanie - powiedział i odwrócił się na chwilę, żeby cmoknąć mnie w czoło - Własnie przygotowuję omlety dla mojej księżniczki.
- Jesteś najlepszy, wiesz?
- Cóż, często to słyszę - odparł, na co się zaśmiałam.
Harry kazał mi usiąść przy kuchennym blacie i postawił przede mną talerz z omletem z nutellą i masłem orzechowym, czyli dokładnie taki, jaki uwielbiam. To niesamowite, jak dobrze ten chłopak mnie zna. Po chwili dosiadł się do mnie i wspólnie jedliśmy śniadanie.
- Kto nauczył się gotować? - zapytałam, przeżuwając kolejny kęs.
- Zawsze lubiłem gotować, więc od małego pomagałem mamie w kuchni, a od szesnastego roku życia pracowałem w piekarni.
- Już wiadomo, kto będzie gotował w naszym związku.
- Ej to nie ładnie tak wykorzystywać swojego chłopaka - powiedział z udawanym oburzeniem.
- Ale skarbie, wykorzystuję twoje umiejętności kulinarne, nie ciebie.
Po śniadaniu zapakowałam brudne naczynia do zmywarki o ruszyliśmy na górę się przebrać i umyć zęby. Założyłam szare dresy i czarny T-shirt, a włosy związałam w kucyka. Nie zamierzałam się na razie stroić, ponieważ i tak wieczorem będę musiała się odstawić na imprezę. Odświeżona i przebrana zeszłam na dół, a po chwili dołączył do mnie Harry.
- Powinieneś już iść. Musisz się przygotować na wieczór.
- Skoro mnie wyganiasz...
- Nie wyganiam, ale po prostu potrzebuję trochę czasu na przygotowanie się.
- No dobra - odparł zrezygnowany - W takim razie będę po ciebie o dwudziestej.
Podszedł do mnie i złożył na moich ustach namiętny pocałunek.
- Kocham cię - powiedział, a ja nie mogłam znieść smutku na jego twarzy, kiedy nie odpowiedziałam mu tym samym.
- Pa skarbie - pocałowałam go w policzek i wyszedł z domu.
Do wyjścia miałam jeszcze siedem godzin, więc nie musiałam się śpieszyć. Zdecydowałam się na długą, odprężającą kąpiel, która jeszcze bardziej zregenerowała moje siły. Wyszłam z wanny owinięta ręcznikiem, nałożyłam na twarz maseczkę nawilżającą i skierowałam się na dół, chwytając przy okazji mój zestaw do paznokci. Włączyłam telewizor i kontynuowałam malowanie paznokci na czarno. Zanim się zorientowałam była już osiemnasta, a maseczka zdążyła wsiąknąć w moją skórę.
Ruszyłam po schodach do sypialni, żeby rozpocząć przygotowania. Uczesałam i wyprostowałam moje włosy, po czym pokryłam je warstwą utrwalającego lakieru. Następnie pokryłam twarz makijażem i umyłam zęby. Potem założyłam przygotowaną wcześniej turkusową sukienkę. Góra doskonale mnie opinała, natomiast rozkloszowany tiulowy dół uwydatniał moje nogi. Do tego założyłam cieliste rajstopy, czarne szpilki oraz wisiorek i bransoletkę od Harry'ego. Takim oto sposobem o dziewiętnastej czterdzieści dwa byłam gotowa. Kilka minut później usłyszałam dzwonek do drzwi, więc chwyciłam swoja kopertówkę i zeszłam na dół, żeby je otworzyć. Przed sobą zobaczyłam uśmiechniętego Harry'ego, który wyglądał super gorąco. Miał na sobie czarne spodnie, biała koszulę we wzorki i czarną marynarkę. Niby nic szczególnego, ale cholernie mi sie podobał. 
- Wow - zaczął - Wyglądasz fantastycznie, cudownie, niesamowicie, zachwycająco. Wow.
- Dziękuję. Ty też wyglądasz dobrze.
- Dzięki - odparł - To idziemy?
- Jasne. 
Harry jako dżentelmen pomógł mi założyć płaszcz i wyszliśmy. Droga do klubu zajęła nam niecałe piętnaście minut, więc po chwili byliśmy już na miejscu. Chłopak wysiadł z auta, a następnie pomógł wysiąść mi.  Weszliśmy do środka, gdzie zaprowadzono nas do naszej wynajętej loży. Wszyscy byli już na miejscu.
- Matko Emma ale się odwaliłaś - powiedziała Megan i mnie przytuliła
- Ty też wyglądasz cudownie.
- A tak w ogóle, chyba miałaś mi o czymś powiedzieć - wskazała na Harry'ego i poruszyła brwiami.
- Ah no tak. Jesteśmy razem.
- Wiem, Zayna mi powiedział. Tak się cieszę! 
Po krótkiej wymianie zdań z Megan przywitałam się z pozostałymi chłopcami. Najdziwniejsza była rozmowa z Zaynem. Nie widziałam się z nim od czasu naszego pocałunku, więc atmosfera była napięta, ale z czasem się rozluźniła.
Wypiliśmy po dwa drinki i ruszyliśmy na parkiet. Oczywiście najwięcej tańczyłam z Harry'm, ale także z innymi facetami. Zdecydowanie najbardziej podobała mi się mina mojego chłopaka, kiedy zobaczył, że tańczę z Zaynem. On dosłownie zabijał go wzrokiem. Po kilku kawałkach zmęczeni wróciliśmy do loży. Wypiliśmy kilka kolejek i chwilę pogadaliśmy w naszym gronie. Dołączyła do nas także Alison, dziewczyna Louisa. Ta, którą poderwałam dla niego w kawiarni. Okazało się, że jest strasznie pozytywną osobą i doskonale wpasowała się w nasze towarzystwo. Nim się zorientowaliśmy, była dwudziesta trzecia. DJ puścił wolną piosenkę i Zayn poprosił mnie do tańca. Chwyciłam jego dłoń i weszliśmy na środek parkietu, między inne tańczące pary. Jego ręce były na mojej talii, a moje owinięte wokół jego szyi. Tańczyliśmy tak może przez minutę, kiedy przerwał na Harry.
- Odbijany - powiedział zdenerwowany.
- Nie - odparł zdecydowanie Zayn - Ja teraz tańczę z Emmą.
- Nie? Wydaję mi się, że to moja dziewczyna.
- Wiesz, nie wydaje mi się, że jej to przeszkadzało, jak mnie całowała.
Kurwa.
- Słucham? Emma, to prawda?
- Harry, to nie tak, ja ci wszystko wytłumaczę - powiedziałam płaczliwym głosem, ale chłopak już wyszedł z klubu. Zostawiłam Zayna samego i wybiegłam za Harry'm. Po chwili zobaczyłam go, siedzącego na betonowych schodach przed budynkiem.
- Porozmawiamy? - zapytałam cicho, przysiadając się do niego.
- Nie mam ochoty.
- Błagam, wysłuchaj mnie.
- Nie chce słuchać twojej historii o tym, jak całowałaś mojego kumpla!
- Ale to nie tak! To on mnie pocałował!
- Cóż, w jego ustach zabrzmiało to inaczej!
- To nie prawda! On mnie pocałował, a ja go odepchnęłam.
- Jakoś nie chce mi się w to wierzyć! - krzyknął zdenerwowany.
- Harry... - zaczęłam, ale chłopak mi przewał.
- Wiesz co? Ja już mam dość. Nawet nie wiesz jak mnie to boli, że nie angażujesz sie w ten związek tak ja ja. Dlaczego mi zależy, a tobie nie? Nie jestem w stanie tego zrozumieć. A wiesz co jest najgorsze? Że ja cie cholernie kocham! I nie wiem jak bardzo bym chciał, to nie mogę przestać!
- To nie tak.
- A jak? To mnie już męczy. Koniec. To po prostu koniec. Wróć, jak będzie ci zależeć - powiedział i wrócił do środka.
A ja zostałam sama. Rozpłakałam się na dobre. W tej chwili nie przejmowałam się ty, że łzy zmywały mój makijaż i prawdopodobnie wyglądałam jak klaun. Nie, teraz to nie było ważne. Najgorsze było to, że znowu zostałam sama. Znowu nikogo nie mam. 
Płacz przerwały mi sztuczne ognie, oznajmiając, że wybiła północ i rozpoczynamy nowy rok.
Tak bardzo chciałam teraz pocałować Harry'ego, ale nie mogłam. I pewnie już nigdy nie będę mogła. 


____________________________________________________________________________
I rozdział 26 :) Powiem wam szczerze, że uważam, ze to najlepszy rozdział jaki do tej pory napisałam (skromnie mówiąc). Nie wiem dlaczego. Po prostu mi się podoba.
Obiecałam dramę i drama jest :) Wiem, że teraz Hemma shippers mnie zabiją, a zaraz potem Zayna, bo się wygadał Harry'emu, ale trudno.
A wam jak się podobał? Piszcie co sądzicie, bo to dla mnie bardzo ważne
Poza ty jest mi BARDZO PRZYKRO, bo pod ostatnim rozdziałem były tylko trzy komentarze, czyli bardzo mało. Szczerze mówiąc jestem zawiedziona i zastanawiam się nad zawieszeniem bloga lub ustaleniem wymaganej liczby komentarzy (np. 10 kom = next).
a także przypominam,  ŻE ABY ZAKTUALIZOWAĆ LISTĘ OSÓB INFORMOWANYCH OD NASTĘPNEGO ROZDZIAŁU INFORMUJĘ TYLKO TE OSOBY, KTÓRE ZOSTAWIŁY SWÓJ USERNAME POD TYM ROZDZIAŁEM. 

Do następnego x

PS: Rozdział nie jest poprawiony, bo zgubiłam username dziewczyny, która betuje mogeo bloga :( Wybaczcie za błedy