czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 29


Czerwona czcionka, czyli rozdział zawiera treści erotyczne.

8 komentarzy = next
__________________________________________________________________________

- Więc mnie kochasz? - zapytał Harry chyba po raz setny tego wieczora.
- Zadaj to pytanie jeszcze raz, to się rozmyślę - odparłam poirytowana.
- Przepraszam, po prostu lubię, kiedy to mówisz.
- Kocham cię - powiedziałam i uśmiechnęłam sie do chłopaka, leżącego obok mnie. 
- Też cię kocham - zapewnił i złożył czuły pocałunek na moich spierzchniętych wargach. 
Leżeliśmy i się całowaliśmy. Pocałunki stawały się coraz namiętniejsze. Chłopak oderwał się od moich ust i zaczął obdarowywać pocałunkami moja szyje i ramiona. Ręką zsunął rękawy mojej koszulki tak, że miał dostęp do mojego dekoltu, gdzie po chwili poczułam jego usta. Jego dłonie błądziły po moim ciele tak, jakby nie chciał ominąć ani jednego kawałka. Chwilę później poczułam, że rozpina moje spodnie i powoli je zsuwa.
Popatrzył na mnie, jakby szukając pozwolenia na to, co właśnie robi.
- Nie krępuj się. Obydwoje dobrze wiemy, że to nie jest mój pierwszy raz - powiedziałam, na co on zachichotał i kontynuował rozbieranie mnie.
Leżałam już tylko w bieliźnie, a Harry dosłownie obcałowywał cały mój brzuch. Moje oczy były szeroko otwarte, więc mogłam przyglądać się każdej czynności, jaką wykonywał, co jeszcze bardziej mnie podniecało. Złapałam rękami za jego włosy i pociągnęłam go tak, żebyśmy ponownie mogli się całować, po czym przekręciłam nas tak, że to ja znajdowałam się nad nim.
Powolnym ruchem zaczęłam rozpinać jego koszulę i w końcu zdjęłam ją z niego. Palcami zaczęłam gładzić jego idealnie wyrzeźbiony tors, obrysowując kontury jego tatuaże, na których punkcie już dawno oszalałam. Potem zabrałam się za zdejmowanie spodni, a gdy się ich już pozbyłam, zobaczyłam erekcję Harry'ego, przebijająca przez bokserki.
- Widzę, że nie tylko ja jestem gotowa - zaśmiałam się, mając na myśli to, jak wilotna tam jestem.
Chłopak w reakcji na moje słowa oblizał usta, a następnie znów ustawił nas tak, że to ja leżałam pod nim. Harry przez chwilę siłował się z zapięciem mojego stanika. Ale ostatecznie udało mu się go ze mnie ściągnąć. Pochylił się nad moim biustem, żeby zassać jeden z moich sutków, a w tym samym czasie pozbywał się moich majtek.
- Jesteś tak mokra, kochanie - mruknął, przesuwając rękę wzdłuż mojej kobiecości.
- Harry - wydyszałam podniecona - po prostu we mnie wejdź.
Niemal natychmiastowo zdjął z siebie bokserki, ukazując mi swojego słusznych rozmiarów penisa. Chwycił go w dłoń, po czym nałożył prezerwatywę i zaczął drażnić moje wejście.
- Błagam, potrzebuje cie tam - prosiłam, a moja prośba momentalnie zostałam spełniona, bo już po chwili poczułam jego wielkiego kutasa w sobie. Na początku jego ruchy były powolne, ale z czasem stawały się coraz szybsze, co dawało mi jeszcze więcej przyjemności.
- Kurwa, Harry! - mój krzyk był spowodowany podnieceniem i rozkoszą, którą właśnie odczuwałam - O Boże!
To wszystko było niesamowite. Chłopak z niesamowitą mocą wpychał swojego penisa coraz głębiej, pozwalając mi na niesamowite przeżycia. Czułam, że jestem już blisko, kiedy poczułam go dokładnie przy moim punkcie G. Jęknęłam kilkakrotnie, a moje plecy wygięły się w łuk z przyjemności. Harry wykonał jeszcze jedno pchnięcie, po czym sam doszedł. Obydwoje opadliśmy zmęczeni na łóżko.
- To było kurewsko niesamowite - przyznałam, próbując opanować nierównomierny oddech.
- Nie mogę się nie zgodzić - zaśmiał się i odwrócił się w moją stronę - Kocham cię.
- Też cię kocham - powiedziałam i wtuliłam się w jego tors.
Leżałam z głową na jego klatce piersiowej, analizując rzeczy, których dokonałam w życiu. Myślałam nad tym, jak moje życie nie miało sensu. Byłam samotna, nikt się o mnie nie troszczył. Z upływem czasu zrozumiałam, że niektórych rzeczy spróbowałam za szybko.
- Co jest kochanie? - zapytał zmartwiony Harry, widząc smutek na mojej twarzy.
- Po prostu pomyślałam, że byłam strasznie głupia. Przeżyłam już wiele sytuacji, których powinnam doświadczyć teraz.
- Na przykład?
- Pierwszy raz. Nawet nie wiesz, jak mi teraz źle z tym, że nie nie przeżyłam tego z osobą, którą kocham.
- To nie jest ważne. A wiesz dlaczego? Bo z innymi tylko się pieprzyłaś, a ze mną się kochałaś. Uprawialiśmy miłość. Piękną, bezinteresowną, prawdziwą.
- Jesteś najlepszym chłopakiem, jakiego mogłam sobie wymarzyć. Nie zasługuję na ciebie - przyznałam wzruszona jego słowami i jeszcze bardziej przybliżyłam się do chłopaka.

*Perspektywa Harry'ego*
Leżeliśmy tak jeszcze chwilę, wtuleni w siebie. Głowa Emmy spoczywała na mojej klatce piersiowej tak, że mogłem oprzeć na niej swoją brodę. Myślałem o ty, co przed chwilą robiliśmy. To było niesamowite. Jeszcze nigdy nie uprawiałem seksu z takim uczuciem. Czułem, jakbyśmy byli jednością.
Moment, w którym Emma powiedziała, że mnie kocha, był jedną z najlepszych chwil w moim życiu. Tak dobrze było usłyszeć to od niej. To trochę tak, jakby w jednym momencie uzupełniła pustkę, znajdującą się we mnie. Tak bardzo ją kocham.
- Kochanie?
- Tak?
- Poszłabyś ze mną na randkę? - zapytałem, nawet nie myśląc o tym.
- To zaproszenie?
- Tak. Bo wiesz, w zasadzie byliśmy tylko na jednej randce.
- W sumie masz rację - przyznała.
- To się zgadzasz?
- Skoro nalegasz - powiedziała.
- Bądź gotowa na dziewiętnastą. I ubierz się ciepło.

***
- Możemy wychodzić - powiedziała Emma, zakładając na nogi czarne buty emu.
Wyglądała tak dobrze. Miała na sobie sweter w paski i  ciemne opinające spodnie, które doskonale uwydatniały jej zgrabny tyłek, zwłaszcza wtedy, kiedy schylała się po buta. Włosy miała rozpuszczone, a na nie założyła czarną czapkę z pomponem. Zdjąłem jej kurtkę z wieszaka i pomogłem jej ją założyć.
- Już idziemy - odparłem, kiedy wyszedłem z domu, poprzednio upewniając się, że zamknąłem drzwi - A tak w ogóle, wyglądasz świetnie.
- Wyglądam tak jak codziennie - zaśmiała się i wsiadła do auta.
- Zawsze wyglądasz idealnie - dodałem i odpaliłem silnik.
Odjechaliśmy z pod mojego mieszkania i skierowaliśmy się w stronę miejsca naszej randki. Po trzydziestu minutach znaleźliśmy się pod wejściem na lodowisko.
- A więc łyżwy? - zapytała, unosząc brew.
- Łyżwy - odpowiedziałem, po czym chwyciłem ją za dłoń i poszliśmy wypożyczyć dwie pary łyżw.
Kiedy ubraliśmy je już na siebie ostrożnie weszliśmy na tafle lodu.
- Dawno nie jeździłam - przyznała i kurczowo złapała się barierki, próbując utrzymać równowagę.
- Nie martw się, zaraz sobie przypomnisz. A jeśli chcesz to zrobić, to musisz przestać trzymać się bandy.
Dziewczyna oddaliła się od barierki i splotła nasze place razem. Powoli ruszyłem do przodu, ciągnąc ją za sobą, aż w końcu przypomniała sobie, jak się jeździ. Po chwili śmigała już dookoła całego lodowiska.
- Myślisz, że jesteś taka szybka? - zapytałem. - Mnie nie prześcigniesz.
- Jeżeli to wyzwanie to już możesz zacząć płakać z powodu swojej porażki - powiedziała pewnie i wytknęła mi język.
- W takim razie wyścigi. Dwa pełne okrążenia, ale bez oszustw. Nie ma skracania i robienia mniejszych kółek.
- Zgoda. Trzy, dwa, jeden ... START! - krzyknęła i popędziła prosto przed siebie.
Ruszyłem zaraz za nią i starałem się ją dogonić, co wcale ni było takie łatwe. Byłem niecały metr za nią, ale ona nie zwalniała. Niestety nie udało mi się jej wyprzedzić i przegrałem. Nie byłaby sobą, gdy nie powiedziała czegoś złośliwego i nie zaśmiałaby się ze mnie.
Pojeździliśmy jeszcze pół godziny, po czym Emma zmarzła więc zeszliśmy z lodowiska.

*Perspektywa Emmy*
- Przysięgam, że jeśli zaraz czegoś nie zjem, to umrę - marudziłam, kiedy skończyliśmy jazdę.
- Za rogiem jest chyba jakaś restauracja. Możemy tam pójść - zaproponował,  a ja kiwnęłam głową na znak zgody.
Trafiliśmy do małej włoskiej restauracji, w której panował wspaniały klimat. Zapach sosów do makaronu i pizzy sprawiał, że robiłam się jeszcze bardziej głodna.
- Tu jest pięknie - przyznałam, kiedy siadaliśmy do stolika.
- Mam nadzieję, że jedzenie jest smaczne.
Po chwili przyszedł do nas kelner, więc zamówiłam  lasagne, a Harry makaron ze szpinakiem. Poprosiłam też o kieliszek wina, a Harry o herbatę, ponieważ to on jest kierowcą. Jedzenie zostało podane dość szybko i było wyśmienite. Chyba w życiu nie jadła lepszego włoskiego jedzenia.
- Musimy tu przychodzić zdecydowanie wcześniej.
Jedliśmy w ciszy, rozkoszując się smakiem potraw, kiedy coś mi się przypomniało.
- Kochanie?
- Hmm?
- Pamiętasz, co dostałeś ode mnie na święta?
- Tak - odpowiedział. - Wykupiłaś nam tygodniowy pobyt we Włoszech na nartach.
- No właśnie. A wiesz, kiedy mamy jechać?
- Nie bardzo, a ty?
- We wtorek, czyli dokładnie za PIĘĆ DNI.
- O matko - powiedział zdenerwowany. - Muszę jeszcze jechać na zakupy. Nie mam kombinezonu i potrzebuję nową deskę.
- Spokojnie - zaśmiałam się z niego - Wszystko już kupione.
- Co? - zapytał z niedowierzaniem.
- To tak jakby kolejna część prezentu. Kupiłam ci nowe ciuchy narciarskie, deskę i kask.
- Nie lubię, jak za mnie płacisz - powiedział z grymasem na twarzy.
- Ale mnie to nie obchodzi - posłałam mu całusa w powietrzu w wzięłam kolejny łyk wina 
______________________________________________________________________
I bum! Jest 29 :)
Co myślicie? Proszę o szczere opinie. Nie wiem, czy jestem dobra w pisaniu zbocznych scen, więc wybaczcie, jeśli wyszło beznadziejnie :( Postaram sie poprawić.
A wy co myślicie? Cieszycie się z tego, ze Harry jest z Emmą, czy raczej wolicie ją z inną postacią?
Proszę o opinie w komentarzach, to dla mnie na prawdę motywujące.

8 komentarzy = next
Do następnego x

wtorek, 12 sierpnia 2014

Rozdział 28

Siedziałam przy kuchennym blacie, powoli przeżuwając rozmoknięte już płatki. Miałam stąd dobry widok na chodzący w salonie telewizor. Wciąż nie miałam ochoty jeść, jednak wiedziałam, że dla własnego zdrowia muszę. Minęło już dziesięć dni, dziewięć godzin i trzydzieści dwie minuty odkąd ostatni raz widziałam Harry'ego. Myślałam, że z każdym kolejnym dniem jest coraz lepiej, ale nie jest. Zmienia się tylko to, że mniej jem, a więcej pale. Przez ten czas schudłam cztery kilogramy.
Odstawiłam niezjedzone śniadanie i wyszłam z kuchni. Powolnym krokiem skierowałam się na kanapę w salonie. Byłam w trakcie oglądania "To tylko sex", kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Podbiegłam otworzyć drzwi i zobaczyłam osobę, której bym się nie spodziewała.
- Niall? Co ty tu robisz?
- O matko wyglądasz okropnie!
- Oh dzięki, wcale mnie nie uraziłeś - powiedziałam sarkastycznie, prowadząc chłopaka do salonu.
- Na serio. Wyglądasz koszmarnie.
- Od kilku dni odpuszczam sobie dbanie o wygląd. Jest aż tak źle?
- Źle? Jest fatalnie. Kiedy ostatni raz przeglądałaś się w lustrze? Tylko popatrz. Wory pod oczami, blada cera, tłuste włosy. I strasznie wychudłaś. Założę się, że prześwitują ci żebra - dotknął pacem mojego przuch przez koszulkę. - Co się dzieje Emma?
- Harry ci nie powiedział?
- Wiem tylko tyle, że to sprawa pomięty tobą, nim i Zaynem. Opowiadaj.
No i powiedziałam mu wszystko. O naszym związku, o tym, że Harry mnie kocha, o pocałunku Zayna, o tym, że nie powiedziałam Harry'emu prawdy. O wszystkim.
- To trochę się pokomplikowało - stwierdził po wysłuchaniu mojej historii. - Ale myślałem, że będzie gorzej. Muszę przyznać, że Harry trochę przesadził, chociaż na jego miejscu też bym się wkurzył.
- Ale to nie moja wina! To Zayn mnie pocałował, a ja próbowałam go odepchnąć! - powiedziałam w swojej obronie.
- Wierzę ci. Uważam tylko, że powinnaś mu o tym powiedzieć. Zwłaszcza dlatego, że wiesz, że cie kocha i ten związek jest dla niego ważny.
- Dla mnie jest równie ważny.
- Podejrzewam. I wiem, że pewnego dnia ty pokochasz go równie mocno, co on ciebie. Musisz sobie tylko na to pozwolić.
Po usłyszeniu tych słów od razu przypomniałam sobie mój sen, który powtarza się od czterech nocy. 
"Po prostu pozwól sobie kochać córeczko"
- Emma! Słuchasz mnie? - zapytał Niall, przerywając moje rozmyślenia. 
- Co? Tak, tak słucham.
- W takim razie co powiedziałem?
- Yyy ... Dobra nie wiem, poddaje się.
- Mówiłem, że masz sie iść umyć i przygotować do wyjścia. Zabieram cię na zakupy, podobno dziewczynom poprawia to humor.

***
- Następnym razem, kiedy będę chciał cię pocieszyć, po prostu kupie ci lody - jęczał, kiedy chodziliśmy po sklepach - O Boże, nigdy więcej nie idę z tobą na zakupy.
- Przynajmniej poprawiłeś mi humor.
- Ale za jaką cenę - westchnął, kiedy wchodziliśmy do kolejnego sklepu.
- Kupię tylko te buty i wracamy - obiecałam.
- Czy nie powiedziałaś tego godzinę temu? - zapytał, na co zdzieliłam go po głowie.
Zapłaciłam za zakupy i udaliśmy się na obiad do McDonalds.
- Co dla was? - zapytała szatynka przy kasie.
- Dwa duże zestawy z nuggetsami i colą.
- Jasne - wklepała w dotykowy przyżąd kilka razy - razem dwanaście trzydzieści dziewięć.
Niall już wyciągnął rękę z dwudziestofuntowym banknotem, ale udało mi się go wyprzedzić i podałam dziewczynie pieniądze.
- Ja stawiam. Ty i tak dzisiaj dużo dla mnie zrobiłeś.
- Dobra - powiedział zrezygnowany - ale następnym razem ja płacę.
- Oczywiście.
Odebraliśmy jedzenie i usiadliśmy przy stoliku w kącie i powoli jedliśmy swoje jedzenie. Trochę żartowaliśmy, plotkowaliśmy i śmialiśmy się. Wielokrotnie przyłapałam sie na tym, że porównuje Nialla do Harry'ego. Właściwie porównywałam do niego każdego przechodzącego obok nas faceta. Trochę tak, jakbym ciągle miała go w głowie, a najgorsze jest to, że nie mogę sie go pozbyć.
- Emma, mam pytanie. Oczywiście jeśli nie chcesz, to nie odpowiadaj. 
- Wal śmiało - powiedziałam, dodając mu tym otuchy.
- No bo zauważyłem, że jesteś dość bogata, a nie pracujesz, więc skąd masz tyle pieniędzy? Przepraszam jeśli to zbyt osobiste.
- To nic osobistego - zapewniłam go. - Więc może po prostu się przedstawię. Emma Smith.
Chłopak zamyślił się na chwilę, po czym zobaczyłam błysk w jego oku i nutkę niedowierzania.
- Smith? Jak Smith Corporation?
- Dokładnie.
- Na prawdę? - zapytał, nie mogąc mi uwierzyć.
- Tak. Jak nie wierzysz pokażę ci drzewo genealogiczne.
- Nie ma takiej potrzeby - zaśmiał się - wierzę.
Siedzieliśmy tak jeszcze godzinę jedząc i rozmawiając. Właściwie jestem niesamowicie wdzięczna Niallowi za to, że mnie wyciągnął z domu. Poczułam się o wiele lepiej, co nie znaczy, że dalej nie jest mi smutno.
Wstałam od stolika i założyłam na siebie płaszcz, po czym zwróciłam się do chłopaka.
- Będę się już zbierać. Nie będę cię zadręczać cały dzień.
- Odwiozę cię - zaoferował.
- Nie trzeba poradzę sobie.
- Na pewno? A co z twoimi zakupami?
- Nie są ciężkie, poradzę sobie.
- To do zobaczenia - powiedział i przytulił mnie, a ja dałam mu całusa w policzek.
- Cześć.

***

Po dwudziestominutowym spacerze byłam już blisko mieszkania. Wiatr owiewał moje włosy, a na twarzy pojawiły się już zaczerwienienia z zimna. Moje nogi dygotały, a palce skostniały z powodu braku rękawiczek. Na szczęście po chwili zobaczyłam kogoś. Kiedy podeszłam bliżej, zobaczyłam Zayna pod moimi drzwiami.
- Co ty tu robisz? - zapytałam oschle.
- Chciałem przeprosić - powiedział smutno.
- Nie sądzisz, że jest już trochę za późno?
- Emma, na prawdę mi przykro.
- Błagam cię odpuść sobie. I tak już za dużo zepsułeś. Najpierw mnie pocałowałeś, potem powiedziałeś o tym Harry'emu, przy czym zwaliłeś całą winę na mnie, i ogólnie rzecz biorąc, rozwaliłeś mi związek! I myślisz, że teraz po prostu przeprosisz i będzie okej?
- Dasz mi coś powiedzieć - zapytał podniesionym głosem.
- Masz pięć minut - oznajmiłam, nawet na niego nie patrząc.
- Nie zaprosisz mnie do środka?
- Nie. Mów co masz mówić i idź.
- Przepraszam. Tak, zachowałem się jak dupek i zdaję sobie z tego sprawę. To było nie fair, ale nie żałuję. Nawet nie wiesz, jak  źle się czuję, widząc ciebie w jego ramionach. Czuję się, jak małe dziecko, któremu ktoś zabrał lizaka. Dlatego cię pocałowałem. Chciałem chociaż raz poczuć to, co on może czuć codziennie. A dlaczego mu powiedziałem? Nie wiem. Chyba chciałem, żeby czuł się źle. Jakby ktoś mu coś zabrał. Przepraszam, jeśli przesadziłem, ale to tylko dlatego, że jesteś dla mnie strasznie ważna.
- Zayn... posłuchaj. Rozumiem wszystko, ale nie chcę robić ci nadziei. Ja i Harry to coś wielkiego i nie chcę tego zepsuć. Nie mogę zaoferować ci niczego poza przyjaźnią - powiedziałam, a on wyraźnie posmutniał.
- Jeśli to jedyna opcja, żeby mieć cię przy sobie... zgadzam się.
- Więc przyjaciele?
- Przyjaciele - uśmiechnął się słabo i rozłożył ręce - ale przytulić mnie chyba możesz.
- Mogę - odpowiedziałam i wtuliłam się w niego.
- Emma?
- Tak?
- Kochasz go? - zapytał, a ja od razu się zdenerwowałam.
- Ja... chyba. tak.
- Szczęściarz z niego - przyznał.
Kiedy tylko ja zorientowałam się, co właśnie powiedziałam, rzuciłam zakupy pod nogi Zayna i korzystając z tego, że miałam przy sobie kluczyki, wpadłam do samochodu i odjechałam z piskiem opon, zostawiając zdezorientowanego Zayna koło mojego domu.
Droga zajęła mi niecałe dziesięć minut i już po chwili byłam pod domem mojego byłego chłopaka. Nie tracąc czasu podbiegłam pod drzwi i energicznie wciskałam palcem dzwonek. Po chwili otworzył mi zdezorientowany Harry.
- Cześć. co tu robisz? - zapytał.
- Chyba cię kocham. 
- Co? - zapytał zszokowany.
- Chyba cię kocham.
- Chyba?
- Jeśli dokładnie wiem co to znaczy.
- A jak uważasz?
- To jest takie niesamowite uczucie. Kiedy jesteśmy razem, mam motylki w brzuchu. Każdy drobny gest z twojej strony przyprawia mnie o ciarki. Twoje pocałunki, uściski, czy nawet sposób, w który głaszczesz moje włosy, gdy leżymy razem, sprawiają, ze jestem szczęśliwa. Twój głos jest moim ulubionym dźwiękiem. Uwielbiam to, jak się na mnie patrzysz i to, jak się ze mną kłócisz. Uwielbiam w tobie wszystko.
- Więc, wygląda na to, że na prawdę mnie kochasz. A to dobrze, bo ja kocham ciebie - powiedział zadowolony.
- Harry?
- Co?
- Przepraszam. Wcale nie chciałam go całować.
- Wiem. Ale zapomnijmy już o tym. Liczy się to, że kochamy siebie nawzajem - pocałował mnie namiętnie i weszliśmy do domu.

______________________________________________________________________
Jest 28. Od razu przepraszam was, że tak długo czekaliście, ale byłam na Węgrzech i nie miałam nawet minuty na pisanie. Co myślicie o rozdziale? Podoba sie wam? Liczę na wasze opinie (najlepiej dłuższe niż jedno słowo) w komentarzach.
Pod ostatnim rozdziałem oczekiwałam siedmiu komentarzy, ale zdaję sobie sprawę, ze był tak beznadziejny, że nie chcieliście mnie ranić komentarzami. Jednak wiem, że ten jest znacznie lepszy, więc na prawdę na was liczę.
Tak przy okazji mam do was prośbę. Chciałabym, żeby to ff było bardziej popularne, więc jeśli możecie, to udostępniajcie to ff swoim znajomy, na Twitterze i komu tylko chcecie. Z góry wam dziękuję.


CZYTASZ = KOMENTUJESZ
7 KOMENTARZY = NEXT

Do następnego x