sobota, 18 października 2014

Rozdział 32

PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM
Wiem, że zwlekałam z tym rozdziałem bardzo długo, bo prawie miesiąc, za co jest mi wstyd i naprawę przepraszam. Zdaję sobie sprawę z tego, że zaniedbuję tego bloga i rozdziały powinny pojawiać się znacznie częściej. Nie chodzi tu o moje lenistwo, bo gdybym miała czas, to rozdziały pojawiały by się tutaj raz na kilka dni. Ale niestety czasu mam bardzo mało. Kończę w tym roku gimnazjum, więc moim priorytetem jest nauka. Prawie codziennie po szkole mam korepetycje, a kiedy wracam do domu spędzam po cztery godziny na naukę. I uwierzcie mi, że potem nie mam już siły na nic. Dlatego czas mam tylko w weekendy, ale czasami nawet wtedy nie mogę zabrać się za pisanie, więc rozdziały są pisane zazwyczaj na komórce podczas przerw, jazdy autobusem lub na luźniejszych lekcjach.
Dlatego zastanawiam się, czy nie warto by było ZAWIESIĆ bloga na jakiś czas, bo:
a) nie dodaję rozdziałów za często (zazwyczaj raz na dwa tygodnie) i czuję, że was zawodzę
b) pod rozdziałami jest bardzo mało komentarzy i jest mi przykro, że mało osób docenia moją "twórczość"
Nie wiem jeszcze, czy zawieszę bloga czy nie. A wy co o tym myślicie?
Dajcie mi znać, a teraz zapraszam na rozdział i mam nadzieję, że się wam podoba xx
__________________________________________________________________________

- Za godzinę masz być w firmie, więc musimy się pośpieszyć. Lepiej żebyś się na spóźniła - powiedział Harry, kiedy wychodziliśmy z lotniska, ciągnąc za sobą.
- Kochanie, jestem ich szefową. Nigdy nie jestem spóźniona, po prostu oni są za wcześnie - odparłam, na co on się zaśmiał.
Wyszliśmy z budynku i skierowaliśmy się na parking, a następnie wsiedliśmy do BMW Harry'ego i odjechaliśmy.
- Więc - zaczęłam - Podobał ci się wyjazd?
- Było świetnie. Wszystko było takie luksusowe, jeździłem na snowboardzie w pieprzonych Alpach. No i oczywiście byłem tam z tobą, najlepszą dziewczyną na świecie, więc było idealnie
- Jesteś uroczy - uśmiechnęłam się - A teraz dodaj gazu, bo jeśli mam zdążyć to musimy być pod moim domem za dziesięć minut.
Przyspieszyliśmy i po piętnastu minutach wbiegłam do domu i ruszyłam do sypialni, żeby się przebrać. Rzuciłam swoje obecne ubranie w kąt i wciągnęłam na siebie rajstopy i czarną rozkloszowaną spódnicę, sięgającą przed kolano, a w nią włożyłam czerwoną koszulę w kratę. Sprawnie związałam włosy w wysokiego kucyka, zostawiając kilka wolno opadających kosmyków. Pomalowałam usta krwistą czerwoną szminką i zbiegłam na dół, żeby założyć wysokie czarne kozaki i czarny płaszcz.
- Czy ta spódnica nie jest aby za krótka do pracy? - zapytał Harry, kiedy mijałam go w drzwiach.
- Jest wystarczająco długa - powiedziałam i cmoknęłam go w usta. - Dobra, lecę do pracy. Jak będziesz wychodził, zamknij dom. Klucze są w górnej szufladzie komody. Zadzwonię, jak skończę. Kocham cię - pocałowałam go jeszcze raz, zostawiając na jego ustach ślad czerwonej szminki.
- Też cię kocham - krzyknął, kiedy wsiadałam do samochodu.

***
- Dzień dobry proszę pani - powiedziała dziewczyna, siedząca w recepcji w recepcji.
Siknęłam do niej głową i pognałam w stronę windy. Wcisnęłam guzik z numerem siedem i jazdę spędziłam na poprawianiu swojej fryzury. Gdy tylko usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi, wyszłam i udałam się do mojego biura, na którego drzwiach widniała tabliczka 'Emma Smith - prezes Smith Corporation'.
- Dzień dobry - powiedziała zdenerwowana dziewczyna - Nazywam się Kimberly Perkins i jestem pani asystentką. Jeśli będzie pani czegoś potrzebowała, proszę mnie wołać. Jestem za drzwiami pani gabinetu.
- Nie denerwuj się tak - posłałam jej pocieszający uśmiech - Nie mam zamiaru być tym typem szefa, który wyrzuca ludzi z pracy za najdrobniejszy błąd, no chyba że mnie zdenerwujesz.
Weszłam do mojego biura i usiadłam na wielkim, skórzanym fotelu, uprzednio wieszając płaszcz na wieszaku w rogu pomieszczenia.
- Kimberly! - zawołałam dziewczynę.
- Tak?
- Powiedz Gregowi, że ma się u mnie zjawić w ciągu pięciu minut i proszą o kawę. Duże karmelowe latte z łyżką cukru i do tego muffinkę z borówkami. Dzięki.
Nie musiałam długo czekać, bo po chwili na moim stoliku pojawiła się parująca kawa i ciastko, a w drzwiach stał uśmiechnięty Greg.
- Panienko Smith - uśmiechnął się i uścisnął moją dłoń.
- Greg. Miło cię widzieć.
- Zdaje się, że nie widzieliśmy się przez ponad dwa lata.
- Tak - przytaknęłam - a teraz siadaj i powiedz mi, o co chodzi. Co ta za pilne sprawy w firmie?
- Musisz podjąć decyzję w sprawie kilku kontraktów i szefowie Apple'a oczekują, że zjawisz się na spotkaniu z nimi w piątek.
- Potwierdź moją obecność. A kontrakty dostarcz mi jak najszybciej, razem z wszystkimi rachunkami z ostatnich sześciu miesięcy.
- Wszystko będzie gotowe do pięciu minut. Jeśli będzie mnie panienka potrzebować, jestem na każde wezwanie - oznajmił Greg i wyszedł.
Sięgnęłam po swoją komórkę, żeby sprawdzić, czy ktoś czasem nie dzwonił na mój prywatny numer. Na wyświetlaczu pojawiła się wiadomość od Megan, w której prosiła o szybki kontakt. Od razu wybrałam jej numer. Odebrała po trzech sygnałach.
- No witam wielką panią prezes - powiedziała na przywitanie, na co zachichotałam.
- Cześć Meg. Co tam?
- U mnie wszystko w porządku. Lepiej opowiadaj co u ciebie. Nie widziałam cię od sylwestra.
- W takim razie musimy to nadrobić. Może umówimy się na kawę lub lunch?
- Brzmi świetnie. Piątek? - zaproponowała.
- Uh w piątek nie mogę, ma spotkanie. A co powiesz na jutro?
- Widzę, że masz zajęty kalendarz. Niedługo będę musiała dzwonić miesiąc przed, żeby się umówić - zażartowała - Więc jutro? Pasuje mi. Gdzie?
- Co powiesz na tą małą kawiarnię na Trafalgar Square?
- Świetnie. Jest akurat blisko księgarni, w której pracuję. Mam przerwę na lunch o 13.
- W takim razie o 13:10 widzimy się na miejscu - oznajmiłam, nie mogąc doczekać się spotkania z przyjaciółką.
- Zgoda.
- A teraz przepraszam, ale muszę kończyć. Mam mnóstwo pracy - powiedziałam, obserwując Kimberly, która właśnie wniosła dwie sterty dokumentów do mojego biura.
- Na razie - Megan pożegnała się i rozłączyła.
Spojrzałam na teczki pełne papierów. Już na sam widok robiłam się zmęczona, a czekały mnie jeszcze długie godziny pracy. Sięgnęłam po kubek z kawą, wypijając całą jego zawartość i wzięłam się do pracy.

*Perspektywa Harry'ego*
Spojrzałem na zegarek - dwudziesta druga trzydzieści. Przetarłem dłońmi zmęczone oczy i po raz kolejny przełączyłem kanał w telewizorze. Emmy nie było już od ponad pięciu godzin, a ja zaczynałem się martwić. Bo kto normalny siedzi tyle w pracy? Zerknąłem na stół, na którym leżała przygotowana prze ze mnie kolacja, która prawdopodobnie była już zimna. Sięgnąłem po telefon i z pamięci wystukałem na klawiaturze numer mojej dziewczyny.
- Halo? - usłyszałem jej zmęczony głos w słuchawce.
- Cześć skarbie.
- Hej Harry. Coś nie tak? - zapytała, ziewając.
- Kiedy wracasz? Jest już prawie jedenasta.
- Kochanie, mam dużo pracy. Postaram się być jak najwcześniej.
- Emma, przecież słyszę, że jesteś zmęczona. Poza tym dzisiaj wróciliśmy z wyjazdu, nawet nie zdążyłaś odpocząć po podróży.
- Uwierz, chciałabym być już w domu. Jedyne o czym marze to ciepłe łóżko i ty przytulający mnie - przyznała, a ja uśmiechnąłem sie sam do siebie.
- To zostaw resztę pracy i wracaj. Już szykuję ramiona, żeby cię objąć - powiedziałem, a ona zachichotała.
- W takim razie będę w domu za około godzinę.
- Czekam na ciebie. I jedź ostrożnie.
- Oczywiście. Zawsze jeżdżę ostrożnie - przywróciłem oczami. - Widzimy się w domu.
- Pa. Kocham cię.
- Ja też cię kocham - powiedziała i sie rozłączyła.
Westchnąłem cicho i odłożyłem komórkę. Postanowiłem wrócić do oglądania telewizji. Położyłem się na sofie i przykryty kocem obserwowałem akcję, toczącą się na ekranie, aż w końcu odpłynąłem.

***
Obudziłem się, słysząc otwieranie drzwi i stuk obcasów. Światło w salonie się zaświeciło i do środek weszła Emma z podkrążonymi, zamykającymi sie oczami.
- Jestem - oznajmiła. - Przepraszam, wiem, że mówiłam, że będę za godzinę, ale musiałam załatwić jeszcze dwie ważne sprawy przed wyjściem i nim się zorientowałam była druga dwadzieścia.
Podszedłem do niej i delikatnie ją pocałowałem na powitanie.
- Nic się nie stało i tak zasnąłem. Jesteś głodna? Zrobiłem kolację, więc jeśli chcesz to ci ją przygrzeję.
- Nie dzięki. Nie mam nawet siły na jedzenie - powiedziała i opadła na kanapę, rzucając w kąt swoje kozaki.
- Poczekaj tu, przyniosę ci coś do spania.  
Poszedłem do jej sypialni i chwyciłem koszulkę, leżącą na poduszce, która okazała się być moja. Spała w mojej koszulce. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Zabrałem bluzkę na dół i wróciłem do Emmy, która zdążyła już zasnąć na kanapie. Pokręciłem głową z niezadowolenia, myśląc o tym, jak długo była w pracy, po czym wziąłem ją na ręce i zaniosłem ją do łóżka. Zdjąłem z niej spódnicę, koszulę i rajstopy, a zamiast tego założyłem jej piżamę, żeby było jej wygodniej. Ucałowałem czubek jej głowy i przykryłem nas kołdrą, po czym umieściłem Emmą w moim uścisku i oboje zasnęliśmy.

Obudziłem się przed dziesiątą, a Emma wciąż spała. Nie chciałem jej budzić, bo wiedziałem, jak bardzo jest zmęczona. Założyłem na siebie dresy, żeby nie paradować w samych bokserkach i zszedłem na dół. Nie byłem zaskoczony tym, że nie znalazłem w lodówce nic poza mlekiem. Na szczęście znałem moją dziewczynę na tyle, że wiedziałem, gdzie chowa nutellę, dżem i masło orzechowe, bez którego prawdopodobnie nie mogłaby żyć i paczkę pieczywa tostowego, które było "wiecznie świeże". Włączyłem więc toster i wrzuciłem do niego kromki. Gdy się upiekły posmarowałem je dżemem usiadłem z talerzem przed telewizorem. Gdy skończyłem przygotowałem dla Emmy dwa tosty z nutellą i masłem orzechowym oraz kubek kawy i poszedłem ją obudzić, ponieważ nie wiedziałem, czy idzie dzisiaj do pracy czy nie.
- Wstawaj - lekko nią potrząsnąłem - kochanie, jest dziesiąta trzydzieści.
- Jeszcze chwilkę - mruknęła cicho, przecierając oczy - zaraz! Która godzina?
- Dziesiąta trzydzieści - oznajmiłem jeszcze raz.
- O cholera! - krzyknęła - Miałam być w biurze o dziewiątej!
Szybko zerwała się na nogi i popędziła do łazienki, krzycząc po drodze, żebym wybrał jej elegancki, ale wygodny strój do pracy. Po chwili zastanowienia przygotowałem dla niej czarne spodnie, jasną kwiecistą koszulę i marynarkę. Przynajmniej nie założy znów tej za krótkiej spódnicy. 
Po dwudziestu minutach wyszła z łazienki w wilgotnych po myciu włosach i w gotowym makijażu, którego według mnie nie potrzebuje, ale nie miałem zamiaru się z nią o to sprzeczać, bo i tak postawiłaby na swoim. Włożyła na siebie ciuchy, które dla niej przygotowałem i cmoknęła mnie w usta.
- No no no. Muszę przyznać, że ubrałeś mnie całkiem nieźle. Pomyślę nad zatrudnieniem cię, jako mojego stylisty. 
- Nie przyzwyczajaj się. Po prostu wiedziałem, że będziesz wyglądała w tym dobrze.
- Dziękuje. Jesteś najlepszy - pocałowała mi, a mokre kosmyki jej włosów opadły na moją twarz.
Spojrzała na złoty zegarek na jej nadgarstku i zrezygnowana pokręciła głową.
- Muszę już jechać. Ale dzisiaj wrócę wcześniej, obiecuję.
- Musisz iść? Zostań ze mną, pooglądamy filmy, poprzytulamy się - włożyłem ręce pod jej marynarkę, żeby całkowicie ją objąć i przyciągnąć do siebie.
- Chciałabym, ale nie mogę. Ale może wrócisz do siebie, a ja po pracy do ciebie przyjadę? Zjemy coś dobrego.
- No dobra.
- Będę o osiemnastej - oznajmiła - A teraz na prawdę muszę wychodzić. Jestem spóźniona ponad dwie godziny.
- Wysusz włosy przed wyjściem. Nie chcę, żebyś zachorowała - upomniałem ją.
- Nie ma na to czasu, Harry. Nic mi nie będzie, przecież i tak będę siedziała w budynku.
- Niech ci będzie, ale ubierz chociaż czapkę - krzyknąłem, kiedy wychodziła z mieszkania.
- Też cie kocham - puściła mi całusa i odjechała.

***
*Perspektywa Emmy*
Jak zwykle spóźniona jechałam na umówiony lunch z Megan. W końcu udało mi się dotrzeć do małej kawiarenki, gdzie dziewczyna już na mnie czekała. Z zaczerwienionymi od mrozu policzkami weszłam do środka i przytuliłam przyjaciółkę.
- Wreszcie jesteś. Już myślałam, że nie przyjdziesz.
- Przepraszam, ale mam teraz strasznie dużo na głowię i ledwo nadążam na tym, co się dzieję - zaśmiałam się - Zamówiłaś już coś?
- Tak. Kawę i sałatkę z kurczakiem, dla ciebie też.
- Dzięki, jesteś wielka.
- Nie dziękuj, tylko opowiadaj, jak tam z Harry'm? - zapytała.
- Jest naprawdę świetnie. Spędziliśmy razem uroczy tydzień we Włoszech. Jesteśmy ze sobą bardzo blisko i on chce, żebym się do niego wprowadziła. 
- To wielka decyzja, nie sądzisz? 
- Wiem, sama się jeszcze waham. Ale Harry'emu bardzo na tym zależy - odpowiedziałam, przeżuwając moją sałatkę - W zasadzie mieszkaliśmy już razem, więc wiemy, jak to wygląda. A gdyby przestało nam się układać mam na oku nowoczesny apartament w centrum.
- W takim razie życzę wam szczęścia. 
- A twoje życie miłosne?
- Cóż... poznałam kogoś.
- Mów dalej - zachęciłam ją, na co obie zachichotałyśmy.
- Cóż on jest wspaniały. Wysoki, muskularny blondyn, a do tego uroczy i zabawny. Ma na imię Jake i jest Amerykaninem. Zawsze wiedziałam, że amerykańscy chłopcy są gorący.
- To coś poważnego?
- Byliśmy na kilku randkach i wydaje mi się, że iskrzy między nami.
- Gratuluję - powiedziałam i poczułam wibrację w kieszeni, co oznaczało, że muszę już wracać do firmy.
Pożegnałam się z Megan, która zaprosiła mnie i Harry'ego na małą imprezę, którą urządza razem z chłopakami w sobotę. Obiecałam, że się zjawimy, po czym opuściłam kawiarnię i wróciłam do firmy, gdzie popadłam w wir pracy. 

______________________________________________________________________

I mamy spóźniony 32 rozdział. Co myślicie? Jest nieco dłuższy niż zazwyczaj i mam nadzieję, że was nie zanudziłam. Naprawdę zależy mi na waszej opinii, więc zostawicie ją w komentarzu lub napiszcie do mnie na twitterze, co sądzicie :)
PRZY OKAZJI ZMIENIŁAM USER NA @niallsabae !!

Jeszcze raz przepraszam za zwłokę i jeśli mozecie dajcie znać w komentarzach, czy zawieszać bloga czy nie :)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Kocham was i do następnego xx