czwartek, 30 stycznia 2014

Rozdział 14

Pierwszą rzeczą, jaką poczułam rano, było delikatne łaskotanie. Otworzyłam swoje wciąż zaspane oczy i przetarłam je dłońmi. Obróciłam głowę i ujrzałam przed sobą uśmiechniętą twarz Harry'ego, który smyrał mnie po twarzy swoimi włosami.
- Dzień Dobry - powiedział. - Jak się spało?
- Spało by się dobrze, jak byś mnie nie obudził tymi swoimi beznadziejnymi włosami.
- Ktoś tu wstał dzisiaj lewą nogą - zauważył Harry. - Mam nadzieję, że ci to przejdzie, bo nie mam zamiaru słuchać twoich złośliwych komentarzy przez cały dzień.
- A ja nie mam ochoty patrzeć na twoją twarz.
- Widzę, że ta twoja wewnętrzna suka próbuję się wydostać. Myślałem, że ten etap mamy już za sobą i będzie już tylko lepiej.
- Odpieprz się Styles - syknęłam. - Może po prostu wywalisz mnie z domu, jak uważasz mnie za sukę?
- Nie. Zostajesz tu.
- Dlaczego? Żebyśmy się ciągle kłócili?
- Nie. Zostajesz, bo mi na tobie zależy! - krzyknął i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.
Opadłam z powrotem na jego łóżko i zostałam wciągnięta przez huragan myśli. 
"Bo mi na tobie zależy" - słowa Harry'ego odbijały się echem w mojej głowie.
To prawda? Jemu naprawdę na mnie zależy? Już go nie rozumiem. Cała nasza relacja, jest jakaś poplątana. Ciągle próbuję to zrozumieć, ale nie potrafię. Bo czy to normalne, że raz się całujemy i to nie są przyjacielskie całusy, a zaraz się kłócimy i wyzywamy. Chociaż, to w zasadzie nie jego wina, bo to ja jestem powodem naszych sprzeczek. Jestem beznadziejna. A jemu na mnie zależy. To takie słodkie. Harry jest taki uroczy, a do tego nieziemsko przystojny, wysportowany, ma te swoje cholerne dołeczki, na których widok, od razu się uśmiecham... STOP. Co się ze mną dzieję?
- Emma? Mogę wejść? - zapytał przez drzwi Harry.
- Nie musisz mnie pytać, przecież to twój pokój - powiedziałam, a on wszedł do środka i niepewnie podszedł bliżej mnie.
- Emma....ja... 
- Nie, ja przepraszam - przerwałam mu - wiem, że jestem beznadziejna. Tak bardzo chcę się zmienić, ale ja chyba nie potrafię. Ja nie daję sobie rady. To trochę jakby robiła krok w przód, a potem cofała się o dwa. Przepraszam, że marnuję twój czas i twoją pomoc. 
- Nie mów tak. Jesteś cudowna. Wiem, że dasz sobie radę, bo jesteś silna. Mi też było ciężko, ale w końcu mi się udało. Dlatego tu z tobą jestem, żeby ci pomagać i cię wspierać.
- Wiem i strasznie ci za to dziękuję, gdyby nie ty, to pewnie teraz byłabym pijana i dawałabym dupy jakiemuś obrzydliwemu fagasowi w klubie. Na prawdę, tak dużo dla mnie robisz. Tylko, że żeby coś osiągnąć trzeba współpracować, a jak widać ja nie jestem zdolna do współpracy. Jestem beznadziejna, nie dam rady.
- Przestań tak głupio gadać i mnie posłuchaj - ręką uniósł moją twarz, tak, żeby patrzyła mu w oczy. - Jesteś najbardziej niesamowitą, piękną, silną, uroczą, wytrwałą, zabawną, inteligentną i cudowną dziewczyną jaką kiedykolwiek spotkałem. Ja wierzę, że dasz radę, teraz tylko ty musisz w to uwierzyć. Jesteś już tak blisko celu. Popatrz jak się zmieniłaś. Coraz częściej się uśmiechasz, nie wyzywasz mnie tak często, a nawet  mnie przepraszasz. To jest dowód na to, że potrafisz.
Z trudem powstrzymywałam łzy wzruszenia, które za wszelką cenę chciały wypłynąć z moich oczu. Nikt nie powiedział mi nigdy, czegoś równie pięknego. Przecież w tym zdaniu było chyba więcej szczerych komplementów, niż w życiu usłyszałam.
- Boże Harry - zaczęłam, a pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. - Dziękuję. Tak strasznie ci dziękuję za wszystko.
- Nie płacz - powiedział, po czym przyciągnął mnie do siebie i przytulił.
Jeszcze chwilę staliśmy w uścisku, a Harry delikatnie głaskał moje plecy. Było tak cudownie. To niesamowite, jakie ciepło wydziela jego ciało. Uwielbiam, jak jest tak blisko.
- Harry?
- Co? - zapytał, wciąż przytulając mnie.
- Mógłbyś mi jeszcze raz to powiedzieć? No wiesz, to o tym jaka jestem.
- Lubisz tego słuchać, no nie? - zaśmiał się, a ja pokiwałam głową. - No więc jesteś najbardziej niesamowitą, piękną, silną, uroczą, wytrwałą, zabawną, inteligentną i cudowną dziewczyną jaką kiedykolwiek spotkałem.
- To  jest takie urocze - oddaliłam się od niego i wytarłam mokre od łez policzki dłonią - Od razu mi lepiej. Musisz mi to mówić częściej.
- Nie ma sprawy. A teraz idź się przebież, bo wyglądasz koszmarnie.
- Ej! - wydęłam usta. - Już wolę jak prawisz mi komplementy.
Od razu skierowałam się do swojego pokoju. Założyłam jeansy, czarny T-shirt i bluzę na zamek. Następnie skierowałam się do łazienki, żeby zrobić coś z obecnym stanem mojej twarzy. Nie chciało mi się robić pełnego makijażu, więc tylko nawilżyłam twarz kremem. Włosy ostatecznie zostawiłam rozpuszczone, bo o dziwo przez noc jakoś specjalnie się nie pokręciły. Wykonałam resztę innych porannych czynności i zeszłam na dół.
- Od razu lepiej - przyznał, lustrując mnie od góry do dołu - chociaż i tak uwielbiam, jak chodzisz w sukienkach.
- Nie myśl sobie, że będę codziennie chodzić w sukienkach, a zwłaszcza teraz, na początku zimy.
- Czyli muszę poczekać do cieplejszych dni? - zapytał z miną smutnego kotka.
- Obawiam się, że możesz się nie doczekać.
Resztę poranka, a tak właściwie południa spędziliśmy na idiotycznych rozmowach, oglądaniu durnowatych seriali i jedzeniu.
- Co ty na to, żebyśmy dzisiaj wyskoczyli do klubu? - zapytałam, przeciągając się na kanapie.
- Nie wiem, czy to najlepszy pomysł. Ciągle pamiętam twoje ostatnie samodzielne wyjście.
- Ale teraz nie pójdę sama, tylko z tobą. A właściwie to myślałam, że moglibyśmy pójść razem z Megan i chłopakami.
- W sumie - zaczął, a jego twarz przybrała wyraz myślącej - to nie jest najgorszy pomysł.
- To świetnie - podskoczyłam z radości i klasnęłam w dłonie. - Napiszę do Megan, a ty przekaż to chłopcom. Spotkamy się o dwudziestej pod klubem.
Sięgnęłam po telefon i wybrałam numer do dziewczyny, z którą ostatnimi czasy, bardzo się zaprzyjaźniłam.
- Halo?
- No hej, Meg. Słuchaj idziemy dzisiaj do klubu. Idziesz z nami?
- Kto dokładnie będzie?
- Ja, Harry no i reszta chłopców.
- Spoko. Chętnie się upije i powyrywam dupeczki - oznajmiła, na co ja zachichotałam.
- To widzimy się o dwudziestej.
- Pa.
- Cześć - pożegnałam sie i zakończyłam rozmowę.
Spojrzałam na zegarek - piętnasta dwadzieścia, co oznacza, że mam jeszcze trochę czasu.  Położyłam się na kanapie przed telewizorem i włączyłam sobie MTV. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
- Emma - szturchnął mną Harry - wstawaj. Zaraz wychodzimy.
- Jak to zaraz wychodzimy? Która jest godzina?
- Dokładnie osiemnasta czterdzieści siedem.
- O kurwa! - krzyknęłam, zrywając się z kanapy, po czym popędziłam do swojego pokoju.
Przystanek pierwszy - łazienka. Zdecydowałam się na nieco mocniejszy makijaż, niż na zazwyczaj. Oczy podkreśliłam czarnym eyelinerem, a na usta nałożyłam czerwoną szminkę, która nadała mi nieco kobiecości. Włosy wyprostowałam i spryskałam je lakierem. Następnie podbiegłam do szafy i wyciągnęłam z niej, niesamowicie krótką i obcisłą czarną sukienkę, jaką tylko posiadałam. Założyłam ją na siebie, a ponieważ było zimno, dodatkowo naciągnęłam na siebie cieliste rajstopy. Tak ubrana stanęłam przed lustrem. Nie chwaląc się, wyglądałam zajebiście. Jakbym była facetem, to sama bym się za siebie brała. Tak wiem, jestem niezwykle skromna. Po zaakceptowaniu swojego wyglądu, chwyciłam torebkę i szybko zbiegłam na dół, o ile było to możliwe w piętnasto centymetrowych szpilkach.
- No wreszcie. Ile można cze...- zaczął Harry, po czym na mnie spojrzał. - Czy ty chcesz mnie zabić?
- Nie. Dlaczego? - zapytałam z niewinnym uśmieszkiem.
- Jezu wyglądasz tak gorąco. Chyba wezmę ze sobą kij baseballowy, żeby odganiać od ciebie facetów w klubie.
- O to się nie martw. Akurat z facetami radzę sobie świetnie.
- Tak tak. A teraz wychodzimy, bo i tak już jesteśmy spóźnieni.
Na miejsce pojechaliśmy autem Harry'ego. Wszyscy czekali już tylko na nas. Przywitałam się z każdym całusem w policzek.
- Emma wyglądasz dzisiaj oszałamiająco - wyszeptał mi do ucha Zayn, podczas naszego przywitania. - Chętnie zarezerwowałbym sobie ciebie na dzisiejszy wieczór.
- Cóż - przygryzłam wargę. - Zobaczymy co się da zrobić.
W końcu wszyscy weszliśmy do klubu. Od razu podeszliśmy do baru i zamówiliśmy sobie drinki. Po trzech kolejkach wszystkim polepszył się humor, więc ruszyliśmy na parkiet. Najpierw tańczyłam z Megan, potem z Niallem, następnie z Louisem, Liamem i Harry'm. Wciąż z zielonookim szaleliśmy na parkiecie, kiedy z głośników zaczęła płynąc wolna melodia. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a on obwiną swoje wokół moich bioder. Było tak magicznie. Patrzyliśmy sobie w oczy. Czułam się tak, jakbyśmy byli sami. Tylko ja i on. Idealnie. Nie dało się, nie wyczuć napięcia panującego między nami. Nasze twarze były coraz bliżej siebie. Jego usta były tak blisko moich, że mogłam wyczuć każdy jego oddech. Tak bardzo chciałam go pocałować. Znowu poczuć te jego pełne usta na swoich. Zamknęłam oczy i postanowiłam rozkoszować się chwilą, gdy nagle ktoś postanowił nam przeszkodzić.
- Odbijany - uśmiechną się cwaniacko Zayn i pociągnął mnie na drugą stronę sali.
Zaczęliśmy tańczyć, ale jakoś nie mogłam się skupić. Wzrokiem próbowałam odszukać Harry'ego. Po chwili go znalazłam. Siedział przy barze wlewając w siebie kolejnego drinka. Zaraz obok niego pojawiła się jakaś ździrowata blondynka. To zabawne, jak ona próbowała go uwieść, a on nie wykazywał nią żadnego zainteresowania. W końcu zdeterminowana wpiła się w jego usta. Nie wiem dlaczego, ale widząc to, niesamowicie się wkurzyła. Czego ona go całuje?
- Halo Emma, żyjesz? - zapytał Zayn, który najwyraźniej zauważył, że nie jestem zainteresowana tańcem z nim.
- Tak, tak. Ja tylko... zamyśliłam się.
- Niech zgadnę. Myślałaś o Harrym i o tym pustaku, który się do niego przywala?
- Ja...nie..yy...bo
- Nie wysilaj się. Wiem, że na niego lecisz. Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałbym, żebyś patrzyła na mnie tak, jak patrzysz na niego. On chyba nie zdaję sobie sprawy z tego, jakie ma szczęście, bo widzi cię codziennie. Ale nie jestem głupi i wiem, że tobie zależy na nim, a jemu zależy na tobie - powiedział, oddalając się ode mnie. - No, na co czekasz? Oderwij od niego tą blondynę, zanim wyssie z niego całą ślinę.
- Dziękuję Zayn. Jesteś najlepszy - cmoknęłam go w policzek, po czym pewnym krokiem podeszłam do Harry'ego i tej ździry.
- Co ty wyprawiasz z moim chłopakiem? - krzyknęłam w stronę dziewczyny.
- Jak widzisz, całujemy się.
- Posłuchaj mnie suko. Znajdź sobie kogoś innego, bo ten tutaj jest już zajęty - syknęłam. - A i radziłabym ci poszukać kogoś pijanego, bo z twoim ryjem, nie masz szans u kogoś trzeźwo myślącego.
Blondyna tupnęła nogą, po czym z odeszła, a ja na pożegnanie wystawiłam jej środkowy palec.
- Więc... - zaczął, najwyraźniej rozbawiony całą sytuacją Harry - jestem twoim chłopakiem?
- Nie. To tylko gra aktorska.
- Cóż w takim razie muszę przyznać, że grałaś zazdrość tak dobrze, że mógłbym powiedzieć, że ty na prawdę jest o mnie zazdrosna.
- Taa... jasne. Chciałam cię tylko uratować przed tym pustakiem.
- A może ja nie chciałem być ratowany?
- Nie? - zapytałam smutno. - Przepraszam, że zniszczyłam ci szansę, na zarażeniem się AIDS od tej dziwki - krzyknęłam i wybiegłam przed klub.
Teraz zdecydowanie muszę ochłonąć. Sama nie wiem, o co mi chodzi. No, bo po co ta idiotyczna scena zazdrości? Mogłam go olać i zostać z Zaynem. Co się ze mną dzieję?
"Zależy ci na nim! Nie oszukuj się" - odezwał się mój wewnętrzny głos - "Jesteś za zazdrosna, bo ci się podoba".
Nie nie nie. To nie może być prawdą. Przecież, ja nie mogę czegoś do niego czuć. Wykluczone. 
"Teraz już za późno. Już coś poczułaś, przecież wiesz, że nie jest ci obojętny"
Siedziałam tak na zimnych schodkach, gdy nagle poczułam, jak ktoś siada obok mnie i mnie obejmuje.
- Pogadamy? - zapytał niepewnie Harry.
- O czym? O twoim związku z tą plastikową dziunią?
- Nie ma żadnego związku. Szczerze mówiąc, na prawdę jestem ci wdzięczny za to, że ją ode mnie odgoniłaś. I to w jaki sposób, brawo.
- Przecież mówiłeś, że chciałeś z nią być.
- Tylko się tak droczyłem - odparł, cicho wzdychając. - Myślisz, że wolałbym siedzieć z takim pustakiem, niż z tobą?
- A wolałbyś siedzieć ze mną?
- Mógłbym być z tobą cały czas - wyszeptał, obracając mnie tak, że byliśmy już twarzą w twarz. - A poza tym chyba mieliśmy coś dokończyć.
Złączył nasze usta w pocałunku. Odwzajemniłam go, na co Harry od razu poczuł się pewniej i jeszcze bardziej przyciągnął mnie do siebie. Było cudownie. Jego usta, idealnie wpasowały się w moje. Ten pocałunek, tak bardzo różnił się od tych, które miałam w klubach z jakimiś innymi frajerami. Był pełen pasji i namiętności. Czułam się tak, jakbym na prawdę coś dla niego znaczyła.

_______________________________________________________________________
Oto rozdział 14 :) Podoba wam się? Ja mam w stosunku do niego mieszane uczucia, ale myślę, że nie jest najgorzej. A wy co myślcie?
Tak wgl mam do was pytanie :) Chcecie, żeby Emma była z Harrym, czy nie? PROSZĘ odpowiedzcie, bo chcę wiedzieć, jak waszym zdaniem powinny potoczyć się ich losy?
Tak czy inaczej proszę o komentarze i udostępnianie mojego bloga. Jest mi przykro, gdy widzę, że z rozdziału na rozdział komentarzy jest coraz mniej, a powinno być odwrotnie.
PAMIĘTAJCIE ŻE KOMENTARZE MOTYWUJĄ DO DALSZEGO PISANIA, A ICH BRAK DZIAŁA ODWROTNIE!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
do następnego xx 








5 komentarzy:

  1. kocham tego bloga kadsjigdaiuf ja chcę już kolejny rozdział♥

    OdpowiedzUsuń
  2. dhfsagvbghedf kocham to awwwwww tylko mam prośbę żebyś zaczęła bardziej zwracała bardziej uwagę na interpunkcję. Blog jest świetny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Harry jest taki słodki <33

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny :D Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwościa :) @niallerxhomie

    OdpowiedzUsuń
  5. według mnie powinni być razem:) kocham tego bloga. Czekam na kolejne rozdziały:D

    OdpowiedzUsuń