Stukot moich szpilek odbijał się echem gdy biegałam po schodach w tą i z powrotem, bo ciągle czegoś zapominałam. Miałam na sobie nową, turkusową sukienkę, czarne szpilki i żakiet. Czekałam na Harry'ego, który miał zjawić się u mnie o osiemnastej i zabrać mnie na randkę. Szczerzę mówiąc, strasznie się denerwuję. Całą noc myślałam o sobie i, o Harry'm, jako parze. Boję się, że nam nie wyjdzie i znienawidzimy się na zawsze, a tego nie chce. Zależy mi na nim i nie chce go tracić. Zdałam sobie sprawę, że na prawdę coś do niego czuję. Nie wiem dokładnie, co to jest, ale coś czuję. Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi, oznajmiający przybycie Harry'ego.
- Hej - przywitał się, całując mnie w policzek. - Wyglądasz cudownie.
- Dziękuje - odpowiedziałam, uśmiechając się do niego.
- Jesteś już gotowa?
- Tak, jasne.
- W takim razie możemy iść.
Założyłam czarny płaszcz na ramiona, a następnie wyszliśmy z mojego domu. Wsiedliśmy do auta Harry'ego i ruszyliśmy w drogę.
- Gdzie tak w ogólnie mnie zabierasz? - zapytałam, kiedy zmierzaliśmy w nieznanym mi kierunku.
- Niespodzianka.
- Uwielbiam niespodzianki - stwierdziłam. - Tylko zawsze jak ktoś mi obieca niespodziankę, to wyobrażam sobie zbyt wiele, a potem jestem zawiedziona. Więc pamiętaj, ma być super.
- Obiecuję - zaśmiał się i zaparkował auto pod restauracją.
- Kolacja? - zapytałam, unosząc brew.
- Na razie - uśmiechnął sie do mnie tajemniczo, po czym chwycił mnie za rękę i weszliśmy do środka.
Kelner zaprowadził nas do stolika przy oknie i odebrał nasze płaszcze.
- Co zamawiamy? - zapytałam zaciekawiona, zaciągając dół sukienki w dół uda.
- Wszystko jest już zamówione.
- Widzę, że się przygotowałeś - zaśmiałam się. - Jakbym była co najmniej królową.
- Muszę się starać, żeby podbić twoje serce.
- Podbić moje serce? Widzę, że masz konkretne plany.
Naszą rozmowę przerwał kelner, który przyniósł nam jedzenie. Jak się okazało dostaliśmy pieczoną pierś kaczki, marynowaną w miodzie i sałatkę z granatem.
- Mam nadzieję, że będzie ci smakowało - powiedział, biorąc pierwszy kawałek do ust - to moje ulubione danie.
- Jest przepyszne. Obawiam się, że będziesz musiał mnie tu zabierać częściej.
- Będziesz chciała jeszcze gdzieś ze mną pójść? - zapytał, upijając łyk wina.
- Może tak, może nie - puściłam mu oczko - wszystko zależy od ciebie.
Dokończyliśmy jedzenie, po czym Harry opuścił mnie, by iść do toalety. Siedziałam przy stoliku, nerwowo stukając palcami w jego blat. Nie było go już od piętnastu minut, a ja coraz bardziej się niepokoiłam. Rozglądałam się dookoła, ale nigdzie nie zauważyłam chłopaka.
- Przepraszam bardzo - koło mnie pojawił się kelner. - Pani towarzysz prosi, żeby podeszła pani do sali głównej.
- Jasne - odpowiedziałam i poszłam za kelnerem.
Podeszliśmy pod scenę, gdzie jakiś zespól przygrywał "do kotleta". Po Harry'm nie było ani śladu, więc wsłuchiwałam się w piosenkę, przytupując stopą w jej rytm. Zamyśliłam się, wpatrując się w jeden punkt na ścianie, kiedy usłyszałam głos Harry'ego.
- Jest na tej sali pewna dziewczyna - zaczął - która jest dla mnie bardzo ważna. Jest piękna, inteligentna, zabawna, urocza, pewna siebie, seksowna, po prostu niesamowita. Mógłbym wymieniać jej zalety godzinami. Czasami potrafi zaleźć mi za skórę, ale mimo tego i tak ją uwielbiam. Jednak teraz odkryłem, że moje uczucia wobec niej się zmieniły. Myślę, że to nie jest już tylko przyjaźń, to coś więcej. Dlatego właśnie tu stoję i majaczę jak jakiś kretyn. Emma, czy zostaniesz moją dziewczyną?
Poczułam na sobie wzrok wszystkich gości restauracji, kiedy on szedł z bukietem róż w moim kierunku. Stanął przede mną, oczekując na odpowiedź, której ja nie dałam rady z siebie wydusić. W mojej głowie wojnę toczyły myśli.
- Taki chłopak to skarb - powiedziała do mnie staruszka, siedząca przy stoliku koło mnie. - Jeśli ty się nie zgodzisz, ja to zrobię - oznajmiła, po czym puściła oczko Harry'emu.
- Tak - odpowiedziałam w końcu - Zostanę twoją dziewczyną.
- Mam nadzieję, że będzie ci smakowało - powiedział, biorąc pierwszy kawałek do ust - to moje ulubione danie.
- Jest przepyszne. Obawiam się, że będziesz musiał mnie tu zabierać częściej.
- Będziesz chciała jeszcze gdzieś ze mną pójść? - zapytał, upijając łyk wina.
- Może tak, może nie - puściłam mu oczko - wszystko zależy od ciebie.
Dokończyliśmy jedzenie, po czym Harry opuścił mnie, by iść do toalety. Siedziałam przy stoliku, nerwowo stukając palcami w jego blat. Nie było go już od piętnastu minut, a ja coraz bardziej się niepokoiłam. Rozglądałam się dookoła, ale nigdzie nie zauważyłam chłopaka.
- Przepraszam bardzo - koło mnie pojawił się kelner. - Pani towarzysz prosi, żeby podeszła pani do sali głównej.
- Jasne - odpowiedziałam i poszłam za kelnerem.
Podeszliśmy pod scenę, gdzie jakiś zespól przygrywał "do kotleta". Po Harry'm nie było ani śladu, więc wsłuchiwałam się w piosenkę, przytupując stopą w jej rytm. Zamyśliłam się, wpatrując się w jeden punkt na ścianie, kiedy usłyszałam głos Harry'ego.
- Jest na tej sali pewna dziewczyna - zaczął - która jest dla mnie bardzo ważna. Jest piękna, inteligentna, zabawna, urocza, pewna siebie, seksowna, po prostu niesamowita. Mógłbym wymieniać jej zalety godzinami. Czasami potrafi zaleźć mi za skórę, ale mimo tego i tak ją uwielbiam. Jednak teraz odkryłem, że moje uczucia wobec niej się zmieniły. Myślę, że to nie jest już tylko przyjaźń, to coś więcej. Dlatego właśnie tu stoję i majaczę jak jakiś kretyn. Emma, czy zostaniesz moją dziewczyną?
Poczułam na sobie wzrok wszystkich gości restauracji, kiedy on szedł z bukietem róż w moim kierunku. Stanął przede mną, oczekując na odpowiedź, której ja nie dałam rady z siebie wydusić. W mojej głowie wojnę toczyły myśli.
- Taki chłopak to skarb - powiedziała do mnie staruszka, siedząca przy stoliku koło mnie. - Jeśli ty się nie zgodzisz, ja to zrobię - oznajmiła, po czym puściła oczko Harry'emu.
- Tak - odpowiedziałam w końcu - Zostanę twoją dziewczyną.
Patrzył mi prosto w oczy, a z jego twarzy można było wyczytać zaskoczenie i przede wszystkim szczęście. Cała sytuacja była nieco krępująca, zważywszy na to, że staliśmy na środku sali jak idioci, między stolikami innych ludzi. Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało, na co on podszedł do mnie bliżej i złapał moje dłonie.
- No pocałujesz ja wreszcie? - odezwała się po raz kolejny staruszka.
Harry zaśmiał się, po czym twierdząco pokiwał głową i złączył nasze usta. Wydawało mi się, jakby to był nasz pierwszy prawdziwy pocałunek. Pełen pasji, uczucia, emocji. Jego język idealny współgrał z moim, a nasze wargi poruszały się w jednakowym tempie. Moje ręce owinęły się dookoła jego szyi, a jego wędrowały po moich plecach. Wszystko było dla mnie takie magiczne. Całowaliśmy się coraz energiczniej i namiętniej, przez co ostatecznie zabrakło nam tchu. Odsunęliśmy się od siebie, by zaczerpnąć powietrza, wszyscy goście zaczęli klaskać. Uśmiechnęliśmy się do nich, po czym postanowiliśmy się zbierać.
*perspektywa Harry'ego*
Harry zaśmiał się, po czym twierdząco pokiwał głową i złączył nasze usta. Wydawało mi się, jakby to był nasz pierwszy prawdziwy pocałunek. Pełen pasji, uczucia, emocji. Jego język idealny współgrał z moim, a nasze wargi poruszały się w jednakowym tempie. Moje ręce owinęły się dookoła jego szyi, a jego wędrowały po moich plecach. Wszystko było dla mnie takie magiczne. Całowaliśmy się coraz energiczniej i namiętniej, przez co ostatecznie zabrakło nam tchu. Odsunęliśmy się od siebie, by zaczerpnąć powietrza, wszyscy goście zaczęli klaskać. Uśmiechnęliśmy się do nich, po czym postanowiliśmy się zbierać.
*perspektywa Harry'ego*
Wyszliśmy z restauracji, trzymając się za ręce. Byłem taki szczęśliwy, uśmiech nie schodził mi twarzy. Emma jest MOJĄ DZIEWCZYNĄ. Tak bardzo się cieszę. Nie mogę uwierzyć, że jesteśmy razem. Jest tylko moja i jak na razie, nie zamierzam jej nikomu oddawać.
- Więc jesteśmy parą? - zapytała dziewczyna, kiedy szliśmy w stronę samochodu.
- Zgodziłaś się, więc tak - odpowiedziałem, przyciągając ją do siebie.
- Wiesz, to dla mnie trochę nietypowe, więc jeśli będę robić coś źle, to przepraszam.
- Też nie jestem najlepszy w tych miłosnych sprawach, ale damy radę kochanie.
- Jak do mnie powiedziałeś? - zapytała z uśmiechem.
- Kochanie - odparłem - nie podoba się się? Nie będę już tak mówił.
- Wręcz przeciwne. Jeszcze żaden chłopak tak do mnie nie mówił, to urocze. Możesz mnie tak nazywać, kiedy tylko będziesz chciał.
W odpowiedzi posłałem jej szczery uśmiech i pocałowałem ją w czoło. Wybraliśmy się jeszcze na krótki spacer, przed powrotem do auta.
- Czujesz to? - zapytała dziewczyna, spoglądając w niebo.
- Co?
- Śnieg!
Rzeczywiście. Pierwsze płatki śniegu zaczęły opadać na ziemię. Emma uśmiechnęła się i wystawiła język, żeby złapać na niego niewielką śnieżynkę, zupełnie jak małe dziecko.
- Uwielbiam śnieg - stwierdziła, siadajac na ławce, na której uzbierało się już sporo białego puchu.
- Zaraz będziesz chora. Nie siadaj na tym, nie uśmiecha mi się podawanie chusteczek i harbaty przez kolejne dni.
Kiedy tylko wspomniałem o przyszłych dniach, z jej twarzy zniknął uśmiech.
- Co jest kochanie?
- Nic, na prawdę nic - próbowała wymusić sztuczny uśmiech, ale jej się nie udało.
- Mnie nie oszukasz - usiadłem obok niej i objąłem ją ramieniem - Co się dzieję?
- Mnie nie oszukasz - usiadłem obok niej i objąłem ją ramieniem - Co się dzieję?
- Po prostu myślę o świętach. Kiedyś mnie nie obchodziły, ale teraz kiedy mam przyjaciół, chłopaka, nie chce zostawać sama. Ale wy jedziecie do swoich rodzin i zobaczymy się dopiero przed sylwestrem, lub po.
- Jedź ze mną!
- Co?
- Zabiorę cię na święta do mojej mamy. Nikt nie może być w tym czasie sam.
- Wykluczone. Po pierwsze jesteśmy parą od pół godziny, a ty już chcesz mnie przedstawić mamie, a po drugie nie jestem przygotowana. Nie mam prezentów, ani odpowiedniego stroju.
- Nie przesadzaj. Nie mogę pozwolić na to, żeby moja dziewczyna była sama w święta, tylko dlatego, że nie kupiła głupich prezentów.
- Nigdzie nie jadę, nie będę psuć ci świąt.
- Jedyne co możesz zrobić, to polepszyć mi święta.
- Nie. Zostaje w domu - odpowiedziała - wystarczy, że zadzwonisz do mnie z życzeniami.
- Nie. Zostaje w domu - odpowiedziała - wystarczy, że zadzwonisz do mnie z życzeniami.
- Jesteś pewna?
- Tak - wstała z ławki, otrzepując się ze śniegu.
Widocznie zmarzła, bo pocierała dłońmi o swoje dygoczące ramiona, tupiąc w miejscu. Spojrzałem na jej nogi i zrozumiałem, dlaczego jest jej zimno. Kto w grudniu nosi szpilki i cienkie rajtuzy?
- Chodź, wracamy - powiedziałem i chwyciłem jej dłoń. - Matko, ale zmarzłaś...
Ściągnąłem z siebie mój szalik i owinąłem nim dziewczynę tak, że zakrywał ją od szyi po czubek nosa.
- Następnym razem będę sprawdzał, w co jesteś ubrana, zanim gdziekolwiek wyjdziemy. Z tobą to gorzej niż z dzieckiem - stwierdziłem, na co ona uderzyła mnie ręką w ramię.
Powolnym krokiem doszliśmy do samochodu i udaliśmy się pod dom Emmy. Na miejscu byliśmy już po dwudziestu minutach. Wyszliśmy z auta i odprowadziłem ją po same drzwi.
- Wejdziesz? - Zapytała z nadzieją w głosie.
- Chciałbym, ale nie mogę. Muszę się spakować na świąteczny wyjazd.
- Kiedy wrócisz?
- Myślę, że trzydziestego grudnia, może trochę wcześniej.
- No to do zobaczenia - powiedziała i złożyła delikatny pocałunek na moich ustach. - Wracaj szybko i nie zapomnij o swojej dziewczynie.
Widocznie zmarzła, bo pocierała dłońmi o swoje dygoczące ramiona, tupiąc w miejscu. Spojrzałem na jej nogi i zrozumiałem, dlaczego jest jej zimno. Kto w grudniu nosi szpilki i cienkie rajtuzy?
- Chodź, wracamy - powiedziałem i chwyciłem jej dłoń. - Matko, ale zmarzłaś...
Ściągnąłem z siebie mój szalik i owinąłem nim dziewczynę tak, że zakrywał ją od szyi po czubek nosa.
- Następnym razem będę sprawdzał, w co jesteś ubrana, zanim gdziekolwiek wyjdziemy. Z tobą to gorzej niż z dzieckiem - stwierdziłem, na co ona uderzyła mnie ręką w ramię.
Powolnym krokiem doszliśmy do samochodu i udaliśmy się pod dom Emmy. Na miejscu byliśmy już po dwudziestu minutach. Wyszliśmy z auta i odprowadziłem ją po same drzwi.
- Wejdziesz? - Zapytała z nadzieją w głosie.
- Chciałbym, ale nie mogę. Muszę się spakować na świąteczny wyjazd.
- Kiedy wrócisz?
- Myślę, że trzydziestego grudnia, może trochę wcześniej.
- No to do zobaczenia - powiedziała i złożyła delikatny pocałunek na moich ustach. - Wracaj szybko i nie zapomnij o swojej dziewczynie.
- Na pewno nie zapomnę. Ale pamiętaj, że gdybyś jednak chciała ze mną jechać to daj znać, wyjeżdżam jutro o dwunastej.
- Raczej nie ma takiej opcji.
- Szkoda, że nie spędzimy tych świąt razem - stwierdziłem, gładząc ją dłonią po policzku.
- Widzimy się za sześć dni, to nie tak dużo - posłała mi pokrzepiający uśmiech.
- To do zobaczenia niedługo kochanie.
- Pa Harry.
Przybliżyłem się do niej i jeszcze raz ją pocałowałem.
__________________________________
Tak więc mamy rozdział 21! No więc .... Harry i Emma są razem, czyli coś dla Hemma shippers xD
Tak wgl to PRZEPRASZAM , że tak zwlekałam, ale mam teraz bardzo dużo nauki, a dodatkowo mój komputer nie działa najlepiej -.-
Mam nadzieję, że rozdział się podoba. Wiem, że nie jestem dobra w pisaniu takich uczuciowych rzeczy :/
CHCIAŁABYM COŚ SPRAWDZIĆ! MIANOWICIE TO, ILE OSÓB CZYTA TO FF. JEŚLI PRZECZYTAŁEŚ ROZDZIAŁ, ZOSTAW PO SOBIE KRÓTKI KOMENTARZ. MOŻE BYĆ NAWET 'przeczytałem' lub 'beznadziejny/fajny rozdział' itp.
PROSZĘ, CHCE TYLKO WIEDZIEĆ, CZY WARTO PISAĆ JESZCZE TEGO BLOGA.
Do następnego xx
świetny -H_Z_N_L_L_
OdpowiedzUsuńnareszcie razem! Chyba jestem Hemma shipper:) już się nie mogę doczekać następnego rozdziału. Już czas założyć fan club Twojego ff. Jesteś geNIALLna, kocham to czytać. To jest takie jdcghfhchsdgfdshgdcxhcjzkjgcxzjcgsah <3
OdpowiedzUsuńFajnie, ze juz sa razem :) twojego bloga czyta wiele osob, i wszystkim sie podoba, moje kolezanki to wariuja normalnie. Tylko szkoda ze masz tak malo komentarzy, ale nie przejmuj sie i pisz dalej ;* twoja fanka
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńNie moge sie doczekac kolejnego rozdzialu i licze na jakiegos spojlera ( nwm jak to sie pisze) w szkole :D
OdpowiedzUsuń