Święta, święta, święta. Dzisiaj dwudziesty czwarty grudnia, a ja siedzę sama w domu. Ubrana w piżamę od rana krzątałam się po domu. Wstałam dzisiaj zadziwiająco wcześnie, co mnie nie zadowoliło, bo miałam zamiar przespać cały dzień. Mój humor nie był dzisiaj rewelacyjny. No bo kto by się cieszył z samotnych świąt?
Wyjęłam z szafki słoik masła orzechowego i krakersy, po czym chwytając po drodze łyżkę, weszłam do salonu i owinęłam się kocem. Siedziałam na kanapie, jedząc to jakże niezdrowe jedzenie i oglądałam powtórki "seks w wielkim mieście". W zasadzie, tak spędzałam każde święta. Jednak w tym roku oprócz oglądania, dużo rozmyślałam, co było do mnie niepodobne. Głównie moje myśli zaprzątał Harry. Ciągle nasz związek wydaje mi się trochę nierealny. Jeszcze nie przyzwyczaiłam się do myślenia o nim, jak o moim chłopaku. To dziwne, że jednego dnia byliśmy przyjaciółmi, a następnego parą.
Najbardziej martwię się o to, że coś mi nie wyjdzie. Wiem, że mogę łatwo wszystko zepsuć. Dawno nie byłam w związku, więc nie wiem, jak to jest. Mam tylko na dzieję, że Harry mnie nie zostawi. Nasze zerwanie oznaczałoby też koniec naszej przyjaźni. Zresztą dlaczego ciągle myślę o złych stronach tego związku? Teraz Harry jest cały mój. Możemy się całować, przytulać, trzymać za ręce kiedy tylko chcemy.
Moje przemyślenia przerwał mi dzwonek do drzwi. Leniwie wstałam z kanapy i poprawiając swoje spodenki od piżamy, podeszłam do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam swojego chłopaka.
- Cześć kochanie - powiedział i cmoknął mnie w usta.
- Co ty tu robisz? - zapytałam zdezorientowana. - Przecież miałeś jechać do rodziców.
- No i jadę, ale postanowiłem zabrać cię ze sobą.
- Powiedziałam ci, że nigdzie nie idę.
- Szkoda, że nie masz nic do powiedzenia,
- Co? - zapytałam, gdy chłopak narzucił na mnie kurtkę.
Harry przerzucił mnie przez ramię, po czym wyszedł z domu i podszedł do samochodu. Całą drogę kopałam go, a z moich ust wychodziły niezliczone przekleństwa. Jednak on, wcale się tym nie przejmował. Wsadził mnie do auta, które następnie zamknął, ustawiając blokadę tak, że nie mogłam z niego wyjść. Harry zostawił mnie w aucie i poszedł do domu, a ja na niego czekałam. Po dwudziestu minutach wrócił z powrotem z tym swoim idiotycznym uśmieszkiem na twarzy. Odpalił auto i wyjechaliśmy.
- Co się tak szczerzysz baranie? - zapytałam zdenerwowana.
- Jesteś śliczna, kiedy się denerwujesz.
- Przestań! Myślisz sobie, że możesz mnie wynieść z domu, wpakować do samochodu, a potem po prostu mnie komplementować.
- Nie bądź zła kochanie.
- Zła? Myślisz, że jestem zła? Jestem wściekła! Widziałeś chociaż co ja mam na sobie? PIŻAMĘ! Tak chcesz mnie przedstawić swojej mamie? Co ty w ogóle myślałeś? Mam spędzić w tej piżamie całe święta?
- Spakowałem ci ciuchy, buty i kilka kosmetyków kiedy siedziałaś w samochodzie, a jeśli czegoś ci braknie, to pożyczysz to od mojej siostry, bo też przyjeżdża na święta.
- To nie zmienia faktu, że jestem na ciebie śmiertelnie obrażona - powiedziałam już nieco spokojniej.
On nic nie odpowiedział i uśmiechnął się sam do siebie. Następną część drogi przebyliśmy w milczeniu. Tak bardzo jak chciałam z nim rozmawiać, żartować, to nie mogłam tego zrobić, bo byłam zbyt zdenerwowana.
- Wysiadaj - powiedział chłopak otwierając mi drzwi. - Muszę zatankować, więc jeśli chcesz, idź sobie coś kupić w sklepie.
- Mam iść do sklepu w piżamie? Jest środek zimy, a ja mam na sobie krótkie spodenki, które ledwo zakrywają mi tyłek, cienki T-shirt i kurtkę.
- Oh no tak - westchnął - zaraz podam ci torbę z bagażnika, to przebierzesz się w samochodzie, wdaje mi się, że wziąłem jakieś spodnie.
Zaraz pojawił się koło mnie i podał mi parę moich ciemnych rurek i swoją szarą bluzę. Udało mi się przebrać w miarę szybko, po czym założyłam na siebie moje emu, które chłopak także mi zapakował. Wyszłam z auta, szczelnie opatulając się kurtką i weszłam do środka sklepu. Chwyciłam koszyk i ruszyłam w głąb sklepu. Ostatecznie kupiłam paczkę m&m'sów z orzeszkami, chipsy, żelki i małą butelkę pepsi. Zapłaciłam za zakupy i wróciłam do auta, gdzie czekał już na mnie Harry.
- Kupiłem ci kawę i hot-dog'a kochanie.
Na samo słowo "kochanie" mój żołądek wykonał fikołka, ale musiałam pamiętać o tym, że jestem na niego zła.
- Dzięki - odpowiedziałam cicho, pociągając łyk kawy.
Kupił mi moje ulubione karmelowe latte, pamięta, że je uwielbiam.
- Będziesz na mnie zła do końca dnia?
- Myślisz, że przejdzie mi to dzisiaj? Obstawiałabym raczej koniec świąt, może sylwester.
- Przepraszam, okej? Nie wiedziałem, że zabranie swojej dziewczyny na święta jest takie złe. Nie chciałem, żebyś siedziała sama w domu, a poza tym, nie wytrzymałbym bez ciebie przez tyle czasu.
Moje serce miękło z minuty na minutę, a ja, już widziałam, że nie potrafię się na niego gniewać. Dlaczego on musi być aż tak perfekcyjny?
- Ja też przepraszam, trochę przesadziłam. Muszę przestać być taką zołzą, żebyś ze mną nie zerwał.
- Nie ma takiej opcji, mam zamiar się z tobą męczyć jeszcze długo - powiedział odkładając do samochodu nasze kawy, po czy, objął mnie w talii i przyciągnął do siebie.
Złączył nasze usta i czule mnie pocałował. Wszystko w środku mnie aż szalało, na kontakt z jego cudownymi ustami. Niby całowałam się z nim już wiele razy, ale za każdym razem czuję się coraz lepiej. Po chwili oderwaliśmy się od siebie.
- Harry, zimno mi - zadrżałam, pocierając dłonią o dłoń.
- Wsiadaj do samochodu, jedziemy.
Z powrotem zapakowaliśmy się do samochodu i wyruszyliśmy w dalszą drogę. Czekała nas jeszcze godzina jazdy, która minęła nam zdecydowanie szybciej niż poprzednia. Wypiliśmy kawę, zjedliśmy hot-dogi i resztę naszego jedzenia. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaparkowaliśmy pod domem rodzinnym Harry'ego.
- Denerwuję się - wyznałam. - Jak twoja mam mnie zobaczy, pomyśli, że przyprowadziłeś bezdomnego.
- Jak dla mnie wyglądasz cudownie, a moja mama jest wspaniała i, na pewno cię pokocha - powiedział i chwycił moją dłoń, aby dodać mi otuchy.
Zabraliśmy nasze bagaże z samochodu i podeszliśmy pod drzwi wejściowe, które po chwili otworzyła nam kobieta, mniej więcej po czterdziestce.
- Synku! - przyciągnęła Harry'ego do siebie i zamknęła go w uścisku. - Tęskniłam za tobą.
- Tak, ja za tobą też mamo - przyznał, odsuwając się od niej.
- A ty musisz być Emma! - ku mojemu zdziwieniu, mnie także przytuliła - jestem Anne, mama Harry'ego.
- Miło mi panią poznać.
- Jaka pani? Nie musisz mnie aż tak postarzać, mów mi Anne - powiedziała, na co się uśmiechnęłam.
- Harry, kochanie, zaprowadź Emmę do waszego pokoju, a ja zajmę się przygotowywaniem kolacji wigilijnej.
Harry chwycił mnie za rękę i poszliśmy na górę, gdzie znajdował się jego stary pokój. Usiadłam na łóżku i wysypałam całą zawartość torby z moimi ciuchami, którą zapakował chłopak. Zabrał mi dwie sukienki: granatową na ramiączkach i czarną, która ledwo zakrywa mi tyłek.
- Chcesz, żebym pokazała się w tym twoim rodzicom? - uniosłam brew, przykładając do siebie czarny materiał.
- Wiesz, na pewno wyglądasz w tym zabójczo.
- Oh tak? W takim razie może wybierzemy się do jakiegoś klubu, a ja poobcieram się w tej sukience o jakiś przystojnych kolesi?
- Wiesz co? Masz racje, nie powinienem brać tej sukienki. Dzisiaj ubierz tą granatową, a jutro wybierzemy się na zakupy i kupimy ci jakąś nową, albo dwie - powiedział, zabierając mi z rąk sukienkę i chowając ją do szafy, na co ja tylko sie zaśmiałam.
Harry zaprowadził mnie do łazienki, gdzie zaczęłam przygotowywać się na wigilię.
- Kochanie, na którą mam być gotowa? - zawołałam do Harry'ego, który siedział u siebie w pokoju.
- Mama powiedziała, że zaczynamy o siedemnastej - odparł - czy ty powiedziałaś do mnie kochanie?
- Tak, nie podoba ci się?
- To słodkie, kochanie - przyszedł do mnie i lekko musnął moje usta.
- Dobra, dobra, a teraz idź, bo muszę się ubrać - wygoniłam go z łazienki i zamknęłam drzwi.
Założyłam na siebie granatową sukienkę i skorzystałam z kosmetyków, które spakował mi Harry. W prawdzie, nie było ich zbyt wiele, ale cieszyłam się, że Harry zapakował mi chociaż szczoteczkę i dezodorant. Przygotowałam się najlepiej jak tylko mogłam, ale wciąż nie wiedziałam co zrobić moimi włosami, które wciąż były związane w niechlujnego kucyka.
- Emma! Wychodzisz już? - zawołał Harry, dobijając się do łazienki - Też muszę się ogarnąć.
Pozbierałam swoje rzeczy, po czym wyszłam z łazienki, mijając przy tym Harry'ego, który obdarował mnie lekkim całusem w policzek.
Stałam przed lustrem, zastanawiając się co zrobić z włosami, kiedy nagle do pokoju weszła dziewczyna, mniej więcej w moim wieku, może ciut starsza.
- Oh przepraszam, nie chciałam przeszkadzać - powiedziała, kiedy tylko mnie zobaczyła. - Chciałam tylko przywitać się z Harry'm.
- Nic się nie stało, Harry jest w łazience, ale powinien zaraz wyjść.
- A ty jesteś..?
- Emma - odpowiedziałam - dziewczyna Harry'ego, a ty?
- Gemma, jego siostra - uścisnęła moją dłoń w powitalnym geście. - Mogłam się zorientować, że to ty jesteś tą Emmą, o której Harry opowiadał mi godzinami przez telefon.
- Opowiadał ci o mnie?
- Żartujesz sobie? Odkąd cię poznał, jesteś jedynym tematem naszych rozmów. Zresztą wcale się nie dziwie, jesteś na prawdę śliczna.
Moje policzki nabrały czerwonego odcienia, nie tylko z powodu komplementu od Gemmy, ale także z powodu ich rozmów o mnie.
- Dziękuję - odpowiedziałam, rozpuszczając moje włosy - a tak przy okazji, masz może prostownicę? Nie wiedziałam, że tu przyjadę, więc nie jestem kompletnie przygotowana na ten wyjazd.
- Jasne. Chodź do mnie do pokoju, to wszystkiego ci pożyczę.
Ruszyłam za Gemmą do jej pokoju, gdzie pomogła mi zrobić makijaż i przygotować fryzurę. Wyglądałam o niebo lepiej. Dochodziła już siedemnasta, więc wróciłam z powrotem do Harry'ego, który również był już gotowy.
- Wyglądasz cudownie - powiedział, całując mnie w usta.
- Dziękuję, a teraz chodź, bo czekają już tylko na nas.
***
Dzisiejszy wieczór był cudowny. Dawno się tak dobrze nie bawiłam. Od śmierci rodziców brakowało mi takiej rodzinnej atmosfery, a w domu Harry'ego ją znalazłam. Anne jest świetną kobietą, Robin, ojczym Harry'ego, traktuje mnie jak córkę, a z Gemmą, dogaduję się, jakbyśmy się znały od urodzenia. Mam nadzieję, że Harry będzie zabierał mnie tu częściej, bo czuję się tu naprawdę dobrze i swobodnie.
Leżeliśmy właśnie w łóżku. Chłopak kurczowo obejmował mnie swoim ramieniem. Było mi tak dobrze.
- Dobranoc kochanie - powiedział, składając pocałunek na mojej głowie.
- Dobranoc.
_______________________________________________________________________
No i mamy WRESZCIE rozdział 22. Mam nadzieję, że się wam spodoba i oczywiście LICZĘ NA WASZE KOMENTARZE: POZYTYWNE LUB NIE.
No i dodatkowo chciałabym przeprosić, że tak długo nie dodawałam. Nie mam dla siebie żadnego usprawiedliwienia, więc po prostu przepraszam.
NO I STRASZNIE STRASZNIE STRASZNIE WAM DZIĘKUJĘ ZA PONAD CZTERY TYSIĄCE WYŚWIETLEŃ NA BLOGU! Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że ktokolwiek będzie to czytał, a tu taka niespodzianka. W prawdzie liczba wyświetleń niestety nie pokrywa się z liczbą komentarzy, których jest bardzo bardzo mało, ale mam nadzieję że z rozdziału na rozdział będzie ich coraz więcej.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
do następnego xx
nie to żeby coś ale kiedy będą się ruchać?
OdpowiedzUsuńHahaha spokojnie spokojnie, na wszystko przyjdzie czas
UsuńSa razem od dwóch dni
Słodzikutki rozdział. Czekam nn! <3 @Storyof1dlifexx
OdpowiedzUsuńsuuuuuuuuper:D czekam na następny rozdział. KOCHAM TEGO BLOGA<3
OdpowiedzUsuńSłooooodko x.
OdpowiedzUsuńPierwszy komentarz mnie rozwalił haha
Czekam na next :).
Ps. Moglabym być informowana?
@zelkowymisiu