Można powiedzieć, że od tygodnia przechodzę małe załamanie. Jem mało, nie dbam o siebie i przepłakałam więcej godzin, niż niejedna bohaterka melodramatów. I niestety coraz więcej palę. Nigdy nie byłam jakoś specjalnie uzależniona, paliłam tylko, gdy się denerwowałam. Ale teraz potrafię wypalić dwie paczki dziennie. To w jakimś stopniu mnie uspokaja.
Od sylwestra, moja dzienna rutyna wygląda następująco. Wstaję około godziny dziewiątej, po czym narzucam na siebie ciepły koc i idę do kuchni zrobić płatki, których i tak nie jem. Zostawiam pełną miskę na blacie i wychodzę na balkon zapalić. Potem wracam do salonu i zalegam na kanapie przez kolejne pięć godzin, które wzbogacone są o co najmniej siedem wyjść na papierosa. O siedemnastej puszczają w telewizji "przyjaciół", czyli serial, który zawsze oglądałam z Harry'm, więc wyłączam odbiornik i idę do sypialni, gdzie do wieczora oglądam nasze wspólne zdjęcia i czytam nasze rozmowy w SMS-ach. W okolicach dwudziestej drugiej jestem już na tyle zdołowana, że zaczynam płakać, więc kładę się do łóżka lub siadam na poduszkach wyłożonych na moim szerokim parapecie i zasypiam. Dzień w dzień to samo.
Pewnie większość osób powiedziałaby, że przesadzam, bo zapewne tak jest. Ale dla mnie, to coś wielkiego. Po stracie rodziców czułam się samotna. Nie miałam w życiu dosłownie nikogo, z kim mogłabym pogadać. To było cholernie trudne, ale do tego przywykłam. Przez dwa lata oswoiłam się z samotnością i nauczyłam się dawać sobie radę sama. Tak było do czasu, kiedy poznałam Harry'ego. On tak na prawdę zmienił wszystko w moim życiu. Czasami porównuję siebie z przed dwóch miesięcy ze mną teraz i wydaje mi się, że to dwie kompletnie inne osoby. To niesamowite, jak ten chłopak w loczkach mnie zmienił i to jeszcze na lepsze. Dzięki niemu czuję, jakbym pozbyła się czegoś w stylu "pancerza", którym odgradzałam się od ludzi. On sprawił, że stałam sie słaba. To dlatego, że Harry stał się moją słabością. Nie potrafię wytrzymać bez niego nawet tygodnia, a świadomość, że więcej mogę go nie zobaczyć, doprowadza mnie do łez. Oprócz bycia chłopakiem, był też dla mnie przyjacielem. Szkoda, że teraz już nie będzie nikim.
*Perspektywa Harry'ego*
Niektórzy uważają, że tak, jak się czujesz w sylwestrową noc, tak będziesz się czuć przez cały rok. I zaczynam dostrzegać to w moim przypadku. Minął już tydzień od mojego rozstania z Emmą, a ja z dnia na dzień czuję się coraz gorzej. Ciągle chodzę wkurwiony. Przez pierwsze dwa dni cała moja złość skupiła się na Emmie. Nie mogłem uwierzyć, że całowała się z Zaynem, bo kurwa, jak mogła mi to zrobić? Najbardziej chyba bolało mnie to, że wiedziała, że ją kocham, a mimo to się z nim całowała. Przez kolejne dwa dni byłem wkurzony na Zayna. Podejrzewałem, że na nią leci. Ale do cholery! On jest moim przyjacielem, a takich rzeczy się nie robi przyjaciołom. Po tych czterech dniach zrozumiałem, że przesadziłem. Nie powinienem tak przesadnie reagować. W sumie nawet nie wiem, co dokładnie tam zaszło, bo nie dałem jej dojść do słowa. Mogłem chociaż dać jej szansę to wytłumaczyć, ale już jest za późno.
Jest mi bez niej ciężko. Wkurzam się na siebie, bo tak pochopnie postąpiłem, ale z drugiej strony wiem, że jeśli kiedyś jeszcze mamy być razem, to to rozstanie dobrze nam zrobi. Chcę, żeby w końcu spojrzała na ten związek na poważnie, żeby jej zależało.
Wstałem dzisiaj po jedenastej. Za oknem padał śnieg z deszczem, więc stwierdziłem, że nie ma po co dzisiaj wychodzić. Ubrałem szare dresy i czarną koszulkę i udałem się do łazienki, żeby się odświeżyć. Po wykonaniu wszystkich porannych czynności, ruszyłem do kuchni. Upiekłem trzy tosty z serem i zrobiłem sobie herbatę, a następnie usiadłem przy kuchennym blacie. Powoli zjadłem swoje śniadanie, chociaż nie miałem na niego ochoty. Podszedłem do zlewu, żeby umyć po sobie naczynia, kiedy moja pamięć dała o sobie znać.
- Jestem! - usłyszałem jej głos i zatrzaskiwanie się drzwi wejściowych - Harry! Gdzie jesteś?
Mimo, że miałem słuchawki w uszach, mogłem ją usłyszeć. Po chwili poczułem, że ktoś podchodzi do mnie od tyłu i zakrywa moje oczy,
- Emma, wiem, że to ty - oznajmiłem, wyciągając sprzęt z uszu.
- Ej, zepsułeś zabawę! Mogłeś chociaż udawać, że nie wiesz kto to - zrobiła smutną minę, więc ją przytuliłem.
- Następnym razem się poprawie - obiecałem i wróciłem do gotowania.
- Co tam pichcisz?
- Przygotowuję kolację. Mam nadzieję, że lubisz kurczaka z warzywami i sosem.
- Uwielbiam - oblizała usta i podkradła mi kawałek mięsa.
- Ej, poczekaj aż będzie gotowe - oburzony machnąłem łyżką tak, że cały sos wylądował na jej twarzy i ciuchach.
- O nie! Zaczynasz wojnę?
Emma zamoczyła palce w sosie i zaznaczyła nim kilka punktów na mojej twarzy. I wtedy zaczęła się zabawa. Ganialiśmy po całej kuchni, rozlewając sos wszędzie. Zachowywaliśmy sie jak małe dzieci. Dawno się tak nie śmiałem. Niestety naszą wojnę przerwał nam zapach spalenizny,
- KURCZAK! - krzyknęliśmy niemal równocześnie, biegnąc w stronę piekarnika.
- No świetnie, spalony - westchnąłem i wyjąłem czarnego już kurczaka z piekarnika.
- W takim razie musimy zadowolić się sosem - mruknęła i pocałowała mnie w kącik ust gdzie znajdował się sos i nie ukrywam, podobało mi się to.
- Skoro musimy - powiedziałem teatralnie i pocałowałem ją w ubrudzony policzek - Naprawdę dobry.
Nie wiedziałem do końca, co się działo, ale na pewno było to przyjemne. Staliśmy blisko siebie, co chwilę obdarowując się wzajemnie drobnymi pocałunkami. Po chwili przybliżyliśmy się jeszcze bardziej i złączyliśmy usta w namiętnym pocałunku. Jego język szybko połączył się z moim. Współpracowały idealnie. Wsunęła rękę w moje włosy i pogłębiła pocałunek. W końcu oddaliliśmy się od siebie, żeby zaczerpnąć powietrza.
- Na prawdę smaczny sos. Musisz go częściej przyrządzać - powiedziała, po czym znowu zatraciliśmy się w pocałunku.
Nie mogę tak dłużej, bez niej, ale z drugiej strony wiem, że tym razem to ona musi wykonać pierwszy krok, nie ja.
*Perspektywa Emmy*
Siedzę w sali szpitalnej przy łóżku mojej mamy. Jej twarz jest blada i pełna zadrapań. Siniaki pod okiem stanowią przerażający wygląd. Ma zamknięte oczy, chociaż wiem, że nie śpi. Po prostu nie ma już siły ich otworzyć. Swoją dłonią przecieram pojedyncze łzy, które spływają po mojej twarzy. Niepokój wzrasta we mnie z każdą minutą, kiedy patrzę na ekran monitora, stojącego przy jej łóżku, mimo tego, że i tak nic z tego nie rozumiem.
- Kochanie - słyszę jej słaby, zachrypnięty głos.
- Mamo - mówię cicho, a w oczach zbierają mi się kolejne łzy.
- Skarbie, nie płacz.
- Mamusiu, nie odchodź. Zostań ze mną - mój głos się łamię i jestem już na skraju rozpaczy.
- Musisz pamiętać, że zawsze będę przy tobie - jej wychudzona dłoń głaszcze moją - Nawet, jeśli nie będzie mnie tu na ziemi, będą nieustannie się tobą opiekować tam z góry.
- Nie zostawiaj mnie, nie chcę być sama.
- Nie zostaniesz sama. Masz tu kogoś, kto strasznie cię kocha.
- O kim ty mówisz? - pytam zdezorientowana, a ona posyła mi słaby uśmiech.
- Harry.
- Ale...
- To dobry chłopak skarbie. Nie skrzywdzi cię, zaufaj mi. Wiem, że przy nim zawsze będziesz bezpieczna.
- Ale ja się boję. Boję się zaangażować.
- Przy nim nie musisz się bać, on zawsze będzie z tobą. Jest w topie zakochany na zabój.
- Mamo..
- Po prostu pozwól sobie kochać córeczko - mówi, a jej oczy, które przed chwilą były jeszcze otwarte, zamykają się.
Słyszę pisk, który wydaje aparatura. Po chwili do sali wbiegają lekarze i próbują wszystkiego, żeby ją uratować, ale nie mogą.
Obudziłam się w środku nocy ze łzami w oczach. Trzęsącymi się rękami wytarłam kropelki potu, znajdujące się na moim czole. Nigdy wcześniej nie miałam podobnego snu, co wydaję mi się dziwne, zwłaszcza dlatego, że zarówno moja mama, jak i tata, zginęli na miejscu wypadku. Uspokoiłam się trochę, chociaż mój oddech wciąż był nierównomierny i przyśpieszony.
Spojrzałam na zegarek w komórce - trzecia dwadzieścia dwa. Zdecydowałam, ze spróbuję jeszcze zasnąć, więc położyłam się na boku i zamknęłam oczy, jednak nie mogłam zasnąć. Cały czas po głowie chodziły mi słowa mojej mamy: "Po prostu pozwól sobie kochać córeczko".
________________________________________________________________________
I mamy rozdział 27. Jak wam się podoba? Według mnie jest beznadziejny i nudny. Miałam problemy z jego napisaniem, bo nie ma tu prawie wgl dialogów, tylko opisy, których nie lubię pisać.
Mam chociaż nadzieję, że komuś z was przypadł do gustu.
Przy okazji chciałam wam podziękować za ponad 6000 WYŚWIETLEŃ. Nawet nie macie pojęcia, jak bardzo mnie to cieszy. Wiem, że w porównaniu z innymi blogami to mało, ale dla mnie to więcej, niż oczekiwałam.
PRZEPRASZAM też, że musieliście czekać na ten rozdział ponad dwa tygodnie, ale nie miałam jak go napisać, bo byłam w Londynie, gdzie nie miałam dostępu do internetu.
Liczę bardzo na waszą opinię w komentarzach :) One tylko dają mi motywację do dalszego pisania i są dla mnie nagrodą, za moją pracę włożoną w pisanie tego fanfiction.
7 komentarzy = next
Dacie radę?
liczę na was i do następnego x
Czekam na next ;)
OdpowiedzUsuńŚwietny xx
OdpowiedzUsuńWspanialy czekam na nastepny. Poplakalam sie czytajac to:')
OdpowiedzUsuńRozdzial swietny x prawie sie poplakalam na koncu :'( czekam na nastepny x
OdpowiedzUsuńgenialny <3
OdpowiedzUsuń