Wbiegłam na oddział, starając się wymijać wszystkie pielęgniarki chodzące po korytarzu. Stukot moich obcasów odbijał się echem po całym piętrze. Uwaga ludzi skupiła się na mnie, ale się tym nie przejmowałam i po prostu chciałam wiedzieć, co z moim Harry'm. Wreszcie zobaczyłam dwóch rozmawiających lekarzy.
- Harry Styles - wydyszałam, starając się unormować oddech. - W której sali leży Harry Styles?
- Proszę się uspokoić - powiedział jeden z nich, a we mnie zawrzało.
- Mam się uspokoić? Żartuje pan? Mój chłopak miał wypadek i leży w tym cholernym szpitalu, a pan karze mi się uspokoić? - wykrzyknęłam, a on nic nie odpowiedział. - Gdzie do cholery jest Harry?
- Proszę pani - położył rękę na moim ramieniu, którą natychmiast strąciłam. - Pan Styles został zoperowany. Odniósł dość duże obrażenia, jednak jego stan jest stabilny. Chłopak został wprowadzony w stan śpiączki. Czekamy aż sie obudzi.
- Jak długo może potrwać ta śpiączka?
- Nie wiemy. Wszystko zależy od odporności jego organizmu.
- Jesteście pieprzonymi lekarzami, powinniście to wiedzieć!
- Robimy co w naszej mocy - odpowiedział spokojnie.
- Czy mogę go zobaczyć?
- Cóż, nie powinienem pani tam wpuszczać.
- Błagam, tylko kilka minut, muszę go zobaczyć.
- Dobrze, proszę za mną.
Ruszyłam za doktorem wzdłuż korytarza. Sala Harry'ego znajdowała się na jego końcu. Mężczyzna otworzył drzwi i gestem pokazał, że mogę wejść do środka. Było tam tylko jedno łóżko, na którym leżał mój Harry. Podeszłam bliżej, żeby zobaczyć jak wygląda. Jego brązowe loki były niedbale ułożone na poduszce. Na twarzy miał mnóstwo zadrapań i siniaków, przez co z trudem go rozpoznałam. Na nodze miał założony gips, a na rękach widoczne były szwy, zapewne od szycia ran. Wyglądał okropnie.
Powoli wyciągnęłam z kieszeni płaszcza drżącą dłoń i tak delikatnie jak tylko umiałam, odgarnęłam włosy z jego twarzy, starając się go nie zranić. Opuszkami palców dotknęłam jego dłoni i potarłam ją kciukiem.
- Przepraszam - wyszeptałam, czując jak gula staje mi w gardle. - Przepraszam. Tak strasznie przepraszam. Nie zasługujesz na to cierpienie, kochanie.
Spojrzałam na niego ostatni raz i bez słowa opuściłam salę. Został sam, a towarzyszyły mu tylko odgłosy szpitalnej aparatury. Wychodząc ze szpitala wręczyłam lekarzowi spory plik pieniędzy, aby zadbał o jak najlepszą opiekę dla Harry'ego, po czym opuściłam budynek.
Harry cierpi, a to tylko i wyłącznie moja wina. Boże, nie zasługuję na niego.
Po raz kolejny obudziłam się w nocy przez ten sen. Od wypadku Harry'ego śniło mi się dokładnie to samo. Co noc. Nie płakałam. Nie miałam na to siły. Mimo tego, że na samą myśl o złym stanie chłopaka łzy zbierały mi się w oczach, nie potrafiłam uronić ani jednej z nich. Nie chciałam o tym myśleć. To bolało za bardzo.
W szpitalu byłam tylko raz. W dzień wypadku. Nie odwiedziłam go ani razu od tamtego czasu. Nie byłam w stanie patrzeć na jego cierpienie. Na cierpienie, które ja spowodowałam. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że patrzenie na cierpienie najbliższych osób, sprawia nam więcej bólu niż im. Nie wiem, kto wymyślił to zdanie, ale miał stuprocentową rację. Ilekroć chciałam go odwiedzić, przed oczami pojawiała mi się jego posiniaczona twarz i wiedziałam, że nie dam rady. To było coś w rodzaju wewnętrznej blokady.
Podobno stan Harry'ego się nie zmienił. Lekarz dzwonił do mnie dwa razy, żeby poinformować mnie o zdrowiu chłopaka i o tym, że zapewnił mu specjalną opiekę. Po drugim telefonie powiedziałam, żeby już nie dzwonił. Nawet słuchanie o bólu Harry'ego było dla mnie męką. Od tamtej pory nie wiedziałam nic. Odizolowałam się od niego. Ale może to dobrze? Może gdy wreszcie wybudzi się ze śpiączki będzie szczęśliwy? Ja nie będę już jego utrapieniem. Więcej go nie zawiodę.
Musiałam znaleźć coś, co pozwoliłoby mi chociaż na chwile zapomnieć o tej mojej osobistej tragedii. Dlatego rzuciłam się w wir pracy. W prawdzie nie siedziałam w firmie, ale Kimberly codziennie dostarczała mi dokumenty do domu, żebym mogła pracować w spokoju. W zasadzie moją asystentka była jedyną osobą, z którą się kontaktowałam. Nie miałam ochoty na spotkania z innymi ludźmi. Nie teraz. Praca w domu również posiadała swoje minusy, a w zasadzie jeden, ale ogromny minus. Mieszkałam w domu Harry'ego. I to było najgorsze. Nawet gdy próbowałam zapomnieć, dookoła otaczały mnie jego rodzinne zdjęcia lub nasze wspólne fotografie. Z jednej strony chciałam się stąd jak najszybciej wynieść, ale z drugiej strony czułam, że nie mogę tego zrobić. Nie byłam gotowa na opuszczenie tego mieszkania. Głównie dlatego, że wiedziałam, że opuszczenie tego domu oznaczać będzie zostawienie Harry'ego. A tego po prostu nie mogłam zrobić.
Zalałam kubek z kawą gorącą wodą i zamieszałam swój napój. Miałam na sobie getry i oversize'ową bluzę, a moje włosy były związane w wysokiego kucyka. Nie dbałam o to, jak wyglądam, bo i tak jedyną osobą, z którą się widywałam była Kimberly, która chyba zdążyła się przyzwyczaić do mojego aktualnego 'stylu'.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek - jedenasta dwadzieścia. Cóż, Kimberly powinna przyjść dopiero za godzinę, ale widocznie przyszła wcześniej. Ruszyłam w stronę przedpokoju, żeby otworzyć drzwi. Uchyliłam je i zobaczyłam przed sobą matkę Harry'ego.
- Anne? Cześć. Co tutaj robisz? - przywitałam ją zdziwiona.
- Emma, kochanie - powiedziała, szlochając i zamknęłam mnie w szczelnym uścisku. - Byłam u Harry'ego i postanowiłam sprawdzić, jak się trzymasz - wychlipała.
- Jest dobrze - skłamała, ale widząc jej minę stwierdziłam, że to nie miało najmniejszego sensu - Kogo ja oszukuję? Jest ciężko. Nie radzę sobie, Anne.
Kobieta jeszcze raz mnie przytuliła, głaskając mnie uspokajająco po plecach. Czułam wsparcie, które dawała mi w tym uścisku.
- Odwiedzasz go? - zapytała, patrząc na mnie z troską.
- Nie, nie jestem w stanie.
- Myślę, że powinnaś to zrobić.
- Wiem, ale po prostu nie mogę. Nie po tym, co mu zrobiłam. To wszystko moja wina. Tak bardzo go zraniłam - wybuchnęłam niekontrolowanym płaczem, który zbierał się we mnie od chwili wypadku.
Odczułam pewnego rodzaju ulgę. Wszystkie emocje, które tłamsiłam w sobie, uwolniły się. Po prostu stałam, wtulając się w matkę Harry'ego i płakałam.
- Emma, kochanie, nie płacz. Harry jest silny i na pewno z tego wyjdzie. A ty musisz być silna dla niego.
- Boję się. Tak bardzo się boję, że on nie będzie chciał mnie już znać.
- On kocha cię za bardzo, żeby dać ci odejść. Poza tym wychowałam go dobrze i na pewno ci wybaczy, cokolwiek zrobiłaś.
- Obyś miała rację - westchnęłam, wycierając ostatnią łzę z policzka.
- Zawsze ją mam. A teraz weź sie w garść i jedź do niego. Harry cię potrzebuję. On walczy tylko dla ciebie.
***
Opatulona grubym szalem szłam korytarzem, prowadzącym do sali Harry'ego. Dotarłam do pomieszczenia, gdzie właśnie znajdował się lekarz. Weszłam do środka i odwiesiłam swój płaszcz na wieszak, stojący w kącie. Podeszłam do łóżka, na którym leżał Harry. Doktor spisywał coś z monitora dziwnego sprzętu, do którego podłączony był chłopak.
- Widzę, że postanowiła pani jednak przyjść - zwrócił się do mnie lekarz, przerywając swoje zajęcie.
- Tak. Co z nim?
- Stan pana Stylesa nie uległ zmianie. Wciąż jest w śpiączce, ale jego organizm walczy.
- Jest jakaś szansa, że wybudzi się w najbliższym czasie? - zapytałam z nadzieją.
- Szanse są zawsze, ale w tej sytuacji nie mogę pani nic obiecać.
- Dziękuje, doktorze.
- Gdyby miała pani jeszcze jakieś pytania, zapraszam do mojego gabinetu. A tymczasem zostawię was samych - powiedział i wyszedł.
Usiadłam na małym krześle koło szpitalnego łóżka i złapałam Harry'ego za dłoń. Niektóre rany i siniaki zdążyły się już zagoić od dnia wypadku, ale jego ciało wciąż było poranione.
- Bądź silny Harry - powiedziałam, kiedy łzy zaczęły spływać mi po policzkach - Jestem tu, kochanie. Obiecaj mi, że z tego wyjdziesz. Błagam, nie zostawiaj mnie.
______________________________________________
No i mamy rozdział 35. Nieskromnie mówiąc, strasznie mi się podoba i jestem z niego zadowolona. No może końcówka nie jest najlepsza, ale uważam, że to jeden z lepszy rozdziałów, które napisałam. Przepraszam, że jest taki krótki, ale starałam się go dodać teraz, żeby znowu nie zwlekać. Mam nadzieję, że wam również się spodobał ten rozdział i liczę na wasze komentarze.
Pisałam rozdział, zamiast przygotowywać się do próbnych, więc jak zawalę, to będzie wasza wina.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Do następnego xx
Pierwsza! Świetny, bardzo mi się podoba :) PS. Mam nadzieję, że tobie próbne pójdą lepiej niż mi ♥ @SillyDreamer_Me
OdpowiedzUsuńCudowny rozdział !! Kiedy dodasz next kochana ?
OdpowiedzUsuń