wtorek, 17 lutego 2015

Rozdział 39

- Proszę mi wybaczyć na minutkę - powiedziałam, szybkim krokiem kierując się w stronę drzwi - Wracam za dziesięć minut.
Wyszłam z sali konferencyjnej, mijając po drodze zdezorientowaną Kimberly i weszłam do łazienki. Uklęknęłam, nachylając się nad muszlą i zwymiotowałam. Czułam się naprawdę źle. Kiedy zwróciłam już wszystko, wstałam i kilkukrotnie opłukałam usta wodę, po czym władowałam do buzi trzy gumy do żucia. Opuściłam łazienkę i ruszyłam z powrotem na spotkanie biznesowe. 
- Wszystko w porządku? - zapytałam moja asystentka, kiedy tylko wyszłam w łazienki.
- Tak, to zwykła niestrawność. Musiałam zjeść coś nieświeżego.
- Jest pani pewna? To już drugi raz dzisiaj. Może umówić panią na wizytę z lekarzem?
- Nie ma takiej potrzeby, Kimberly - odparłam szybko - wracaj do pracy i zajmij się swoimi obowiązkami.
Ominęłam ją zdenerwowana i wróciłam na konferencję. Przeczesałam nerwowo włosy dłonią i zwróciłam się do wszystkich obecnych.
- Bardzo przepraszam za moje nagłe wyjście. Możemy już kontynuować.

Godzinę później spotkanie dobiegło końca, wszyscy wyszli, a ja wreszcie mogła wrócić do swojego biura i chwilę odpocząć. Gdy tylko weszłam do gabinetu, rozłożyłam sie na małej, dwuosobowej sofie stojącej w rogu pomieszczenia. Szybkim ruchem ściągnęłam szpilki z moich stóp. Nie wiem dlaczego, ale moje plecy bolały, a stopy były nadzwyczaj opuchnięte. Spojrzałam na zegarek - jedenasta trzydzieści, co oznaczało, że zostało mi trzydzieści minut do przerwy na lunch, na który wychodzę z Megan. Pozwalając sobie na chwilę relaksu, położyłam się na boku i przymknęłam oczy. Potrzebowałam chociaż kilku minut odprężenia. 
Leżałam tak przez chwilę, dopółki nie usłyszałam pukania do drzwi. Zerwałam się na równe nogi i szybko usiadłam przy swoim biurku, starając się wyglądać na zajętą.
- Proszę! - krzyknęłam przekładając na pokaz sterty papierów.
- Pan Styles chciałby sie z panią widzieć, może wyjść? - zapytała Kimberly. wychylając swoją głowę zza drzwi.
- Jasne, wpuść go.
Nie minęła chwila, a w pomieszczeniu pojawił się Harry, zamykając za sobą drzwi. Podszedł do mnie, obejmując mnie w pasie i chciał mnie pocałować, jednak ja odwróciłam głowę, więc jego usta musnęły mój policzek.
- Hej, kochanie - powiedział, odsuwając się, aby dać mi trochę przestrzeni osobistej.
- Hej. Jak tak twój powrót do pracy? Noga cię nie boli?
- Nie, jest naprawdę w porządku. Miałem już dość siedzenia w domu.
- Cóż, cieszę się - uśmiechnęłam się w jego stronę, a on odwzajemnił uśmiech.
Harry skierował się w stronę kanapy, po czym na niej usiadł i poklepał swoje kolana, pokazując, abym na nich usiadła, co z chęcią zrobiłam. Wtuliłam się w niego, przymykając oczy.
- Więc dlaczego nie dałaś mi się pocałować? - zapytał po chwili.
- Wymiotowałam i uważam, że w tej sytuacji pocałunek jest dość higieniczny. Nawet jeśli umyłam zęby i zjadłam pół paczki gum do żucia.
- Oh rozumiem. Coś ci jest? - wyraźnie się zmartwił.
- Nie, wydaje mi sie, że na śniadanie musiałam zjeść coś nieświeżego.
- Dziwne, przecież jedliśmy to samo, a nie mam takich problemów.
- No, dziwne - powiedziałam, ziewając przy tym.
- Ktoś tu jest zmęczony - zauważył chłopak, pozwalając mi na wygodniejsze ułożenie się w jego ramionach.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. Tak bardzo chce mi się spać, a na dodatek fatalnie się czuję. Jestem taka obolała. Nie mogę ustać na nogach.
- Może wrócisz do domu? Albo zadzwonię po lekarza?
- Naprawdę nie ma takiej potrzeby. Zażyłam tabletki, więc powinnam poczuć się lepiej.
- Skoro tak uważasz - mruknął niezadowolony, całując mnie w skroń - Może zostaniemy na podczas przerwy na lunch? Poproszę Kimberly, żeby załatwiła nam coś do jedzenia.
- Właściwie jestem już umówiona z Meg - powiedziałam, zerkając na zegarek - O matko! I jestem już spóźniona! Muszę lecieć. Pa kochanie.
Szybko założyłam buty, narzuciła na siebie płaszcz, przelotnie cmoknęłam Harry'ego w policzek i wyszłam z biura, zostawiając tam chłopaka. Zjechałam windą na dół, po czym opuściłam budynek i szybko wsiadłam do samochodu, kierując się do knajpki, w której umówiłam się z Megan. Na miejsce dotarłam spóźniona o dziesięć minut. Przyjaciółka już na mnie czekała,, a gdy mnie zobaczyła, pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Proszę, proszę - zaśmiała się, przyciągając mnie do uścisku - Wielka pani prezes raczyła się zjawić.
- Ej, nie marudź. Coś mnie zatrzymało. Poza tym spóźniłam się tylko dziesięć minut.
- Tak tak, pewni zatrzymał cię jakiś seksowny, młody stażysta. Nie martw się, nie powiem Harry'emu - puściła mi oczko, na co ja się zaśmiałam.
- Jesteś niemożliwa.
- Komplementy zostaw na później. Nie wiem jak ty, ale ja umieram z głodu.
Sięgnęłyśmy po menu. Obydwie zamówiłyśmy herbatę. Meg zdecydowała się na sałatkę, natomiast ja wybrałam kurczaka z frytkami, a na deser kawałek tortu czekoladowego. Dziewczyna patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem, kiedy składałam zamówienie, ale co poradzę na to, że byłam okropnie głodna. Kelner przyniósł nasze zamówienie piętnaście minut później. Jadłyśmy, plotkując, żartując i rozmawiając. Spędzanie czasu z Megan zawsze przynosi mi dużo przyjemności. 
Kiedy skończyłyśmy jedzenie, siedziałyśmy przy stoliku, pijąc herbatę. Nagle poczułam, że znów muszę zwymiotować. Podbiegłam do kelnera, pytając go, gdzie jest łazienka, po czym weszłam do pierwszej wolnej kabiny i po raz kolejny tego dnia zwróciłam całe swoje jedzenie. Wzięłam kilka głębokich wdechów, po czym powoli stanęłam na nogach, po czym podeszłam do umywalki, wyciągnęłam z torebki szczoteczkę, którą noszę przy sobie od rana i wyszczotkowałam zęby, po czym tradycyjnie zaczęłam żuć gumę. Wróciłam do stolika, gdzie czekała na mnie zaniepokojona Megan.
- Co się dzieję? - zapytała
- Dokucza mi niestrawność.
- Jesteś pewna, że to niestrawność? No wiesz, wymioty, wzmożony apetyt, a może jesteś w ciąży - powiedziała, na co ja o mały włos nie zadławiłam się gumą. 
- Ty wykluczone - odparłam szybko - Zażywam tabletki antykoncepcyjne.
- Cóż, one nie są skuteczne w 100%.
- Jeszcze raz ci mówię, że to niemożliwe - zaczęłam się denerwować - Nie ma żadnej pieprzonej możliwości, że by była w ciąży.
- Jak chcesz. Koniec tematu. Ale lepiej żebyś to sprawdziła. 
- Nie będę niczego sprawdzała - powiedziałam, wstając - Muszę już iść, tu są pieniądze za moje zamówienie.
- No jasne! Uciekaj od problemów! - krzyknęła jeszcze, kiedy już opuszczałam restauracje.
Zdecydowanie musiałam ochłonąć.

Przez resztę dnia nie mogłam się na niczym skupić. Nie ważne jak bardzo się starałam, nie dałam rady skoncentrować się na pracy. Moją głowę zaprzątały słowa Megan. "Może jesteś w ciąży". Kilka razy przyłapałam się na patrzeniu na swój brzuch, ale nie wydawał sie być większy, przynajmniej tak mi się zdawało. Mimo to wciąż byłam roztargniona. Wszystko wypadało mi z rąk, a w moim mózgu ciągle rozważałam , czy to w ogóle możliwe, abym była w ciąży. Wmawiałam sobie, że nie ma takich opcji, jednak mimo to, wciąż czułam odrobinę niepewności. W końcu nie wytrzymałam i postanowiłam sprawdzić w internecie objawy ciąży. Wystukałam wyszukiwane hasło na klawiaturze, a gdy tylko wyszukiwarka pokazała mi wyniki, kliknęłam w jeden z linków i zaczęłam czytać.
"Objawy pojawiające się we wczesnym okresie ciąży:
- zatrzymanie miesiączki
- wymioty
- zmiany w piersiach
- nadwrażliwość i huśtawka emocjonalna
- złe samopoczucie"
- Cholera - wymamrotałam sama do siebie - To nie może być prawda. Nie. Nie. Nie.
Ze stresu zaczęłam przeglądać inne fora internetowe, jednak na wszystkich objawy było takie same. Próbowałam się uspokoić, wmawiając sobie, że przecież to nie jest jeszcze pewne, ale w gdzieś tam w środku przeczuwałam, że to może być prawda. Musiałam to sprawdzić. 
Spakowałam swoje rzeczy do torbę, po czym pożegnałam się z pracownikami i wyszłam z budynku. Od razu pojechałam do apteki po testy ciążowe. Na wszelki wypadek kupiłam ich cztery, każdy z innej firmy, aby mieć pewność, że nie zajdzie żadna pomyłka. 
Kiedy dotarłam do domu była już dziewiętnasta. Harry siedział w salonie, oglądając telewizję. Wyminęłam go, dyskretnie kierując się do łazienki. Zrobiłam pierwszy test - pozytywny. Drugie - pozytywny. Trzeci - pozytywny. Czwarty - pozytywny.
Cholera. Jestem w pieprzonej ciąży. 
Kilka pojedynczych łez spłynęło po moich policzkach, ale natychmiastowo je starłam. 
Boże, przecież ja nie nadaję się na matkę. Nie dam sobie rady. To za dużo.
Doprowadziłam się do porządku, tak aby Harry niczego po mnie nie zauważył. Testy wyrzuciłam do kosza, po czym opuściłam łazienkę. Skierowałam się prosto do sypialni. Krzyknęłam do bruneta, że idę spać, na co on życzył mi dobrej nocy. Szybko przebrałam się w piżamę i weszłam pod kołdrę. Postanowiłam się położyć. Musiałam przespać się z tym problemem. 

W nocy obudził mnie płacz dziecka. Zdezorientowana przetarłam oczy i rozglądnęłam się dookoła. Harry spał po mojej prawej stronie, cicho pochrapując. A ja ciągle słyszałam ten płacz. Wstałam w łóżka i skierowałam się do przedpokoju, żeby zobaczy, skąd pochodzą te dźwięki. Uchyliłam drzwi sąsiedniego pokoju, skąd dochodził płacz. Wszędzie było pełno dziecięcych zabawek, a w rogu stało łóżeczko. Podeszłam do niego, a w środku znajdowało się niemowlę. Dziecko było czerwone od płaczu i ciągle krzyczało. Wzięłam malucha na ręce i zaczęłam go kołysać uspokajająco, jednak to nie dawało efektu. Od tego ciągłego płaczu bolała mnie głowa, a w uszach mi dudniło. Ono po prostu nie chciało przestać płakać. Nie wiedziałam, jak temu zaradzić. Zaczęłam wołać Harry'ego, ale oni nie przychodził. Krzyknął tylko, że dzisiaj moja kolej na opiekę na dzieckiem. Trzymając je w objęciach osunęłam się w na podłogę i sama zaczęłam płakać. Nie dawałam sobie rady, miałam dość.

Obudziłam się cała zlana potem. Szybko pobiegłam do pokoju obok, ale stał po prostu pusty, jak zawsze. Czyli to był tylko sen. Na szczęście. Ale wreszcie zrozumiałam co musiałam to zrobić. Nie dam sobie rady z dzieckiem. Muszę usunąć ciąże.

________________________________________________
Oto rozdział 39. W końcu po ostatnich beznadziejnych rozdziałach udało mi się napisać taki, z którego jestem zadowolona. Mam nadzieję, że wam też się spodoba.
Dochodzimy właśnie do głównego wydarzenia tego ff. Akcja będzie się rozkręcała i mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu. 
Sama jestem w szoku, że dodaję rozdział, a nie minęły nawet dwa tygodnie. Brawa dla mnie. Oby wam się spodobał i liczę na wasze opinie.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 38

Obydwoje z Harrym leżeliśmy na łóżku, związani plątaniną rąk i nóg, próbując unormować oddech. Jego ręką obejmowała mnie w tali, a ja rysowałam palcem wzorki na jego nagiej klatce piersiowej.
- Mówiłem, że moja noga jest już sprawna.
- Nie wydaje mi się, że to noga była ci potrzebna do seksu.
- Cóż, cokolwiek, ważne, że było niesamowicie - pocałował mnie w czubek głowy, na co ja mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Wzięłaś tabletkę rano. prawda?
- Tak, biorę je codziennie. Uwierz, nie marzy mi się rozdarty dzieciak biegający po domu.
- Ja tam nie mam nic przeciwko dzieciom, zwłaszcza naszym - powiedział, a moje ciało zesztywniało.
- Nie wydaję mi się, żeby to kiedykolwiek nastąpiło - powiedziałam cicho.
- Nie chcesz mieć dzieci?
- To nie tak. Po prostu nie uważam, że byłabym dobrą matką.
- Nie przesadzaj, na pewno nie byłoby tak źle.
- Możemy o tym nie rozmawiać? Błagam.
- Jak chcesz. Ale wiesz, mamy już po dwadzieścia cztery lata, niedługo będziemy sie musieli nad tym zastanowić.
- Wiem - odparłam - I ej! Mam dwadzieścia trzy lata, nie postarzaj mnie! - udawałam oburzoną.
- Przypominam, że masz urodziny za miesiąc.
- A to znaczy, że jeszcze przez miesiąc mam dwadzieścia trzy lata, a ty nie masz prawa mnie postarzać.
- Jak tam chcesz.
Leżeliśmy tak jeszcze chwilę, nic nie mówiąc. Było już po północy, więc byłam zmęczona. Jeszcze mocniej wtuliłam się w Harry'ego i zamknęłam oczy. Poczułam jeszcze jak chłopak całuje mnie w czoło i zasnęłam.

Rano zostałam obudzona przez Harry'ego, który przyniósł mi śniadanie do łóżka. Położył mi tace na kolanach i nachylił się, żeby złożyć pocałunek na moich ustach.
- Szczęśliwych walentynek, skarbie, kocham cię - powiedział, wręczając mi prezent.
Szybko otworzyłam pudełko, w którym znajdował się polaroid.
- Pomyślałem, że mamy razem za mało zdjęć, mam nadzieję, że ci się spodoba.
- Jest świetny, dziękuję. Teraz każda ściana w tym domu będzie obwieszona zdjęciami.
- Mogłem bardziej przemyśleć ten prezent - zaśmiał się, na co ja rzuciłam w niego poduszką.
Ostrożnie, aby nie przewrócić tacy, wyjęłam z szafki prezent dla mojego chłopaka. Wyciągnęłam pudełko i podałam Harry'emu.
- Twoja kolej, otwieraj.
Brunet powoli podniósł pokrywkę, a gdy tylko zobaczył prezent, popatrzył na mnie wielkimi oczami.
- Rolex? Żartujesz sobie?
- Nie, dlaczego? Nie podoba ci się?
- Nie oto chodzi. Jest świetny, ale musiał kosztować majątek.
- No i co?  Przecież wiesz, że ... - zaczęłam, ale on mi przerwał.
- Że cię na to stać - dokończył za mnie.
- Wciąż nie rozumiem. Mogę kupić ci coś innego, jeśli nie chcesz tego zegarka - powiedziałam zmieszana.
- To jest właśnie to! Twoje pieniądze mnie przytłaczają. Czuję się jak idiota, kiedy ty kupujesz mi te wszystkie drogie prezenty, a ja nie mogę kupić ci niczego fajnego. To chłopak powinien rozpieszczać swoją dziewczynę, a nie na odwrót.
- Nie.
- Co 'nie'?
- Uważam, że nie masz racji. Przecież rozpieszczasz mnie cały czas.
- Jak? - zapytał zdziwiony - Przecież nie kupuję ci wielu prezentów.
- Ale to nie znaczy, że mnie nie rozpieszczasz. Ja kupuję ci prezenty, bo nie jestem najlepsza w okazywaniu emocji, a chcę, żebyś czuł, że mi na tobie zależy. Za to ty ciągle o mnie dbasz. Przytulasz mnie, całujesz, zabierasz mnie na randki. Wszystkie te małe rzeczy sprawiają, że czuję się przez ciebie kochana i chyba o to chodzi, prawda?
- No chyba masz rację - przyznał - W takim razie chodź tu do mnie - rozłożył ramiona, a ja odłożyłam tacę z jedzeniem na bok, żeby się do niego przytulić.

***
- Harry! Widziałeś moje czarne botki? - krzyknęłam przewalając wszystko w poszukiwaniu butów.
- Chodzi ci o te krótkie kozaki?
- Tak, właśnie o nie.
- Leża rzucone w kącie w przedpokoju - oznajmił, wskazując na leżące w rogu buty - Jesteś gotowa?
- Tak, możemy już jechać. Dzwoniłeś do Grety? - zapytałam, obwiązując się szalikiem.
- Tak, spakowała Suzy wszystkie rzeczy. Mała jest już gotowa. Ale musimy ją odstawić do ośrodka jutro przed trzecią, ma przyjechać jakaś rodzina, która chcę ją adoptować.
- Wygląda na to, że wreszcie dostanie to, na co zasługuje - szczęśliwą rodzinę - uśmiechnęłam się na myśl o Suzy, która ma spędzić u nas noc.

Po godzinie jazdy dotarliśmy do domu dziecka, gdzie przed wejściem czekała na nas Greta z Suzy, która trzymała w ręce różowy plecak, który był dwa razy większy od niej. Harry chwycił mnie za rękę i podeszliśmy do dziewczynki, która od razu wpadła w ramiona mojego chłopaka.
- Harry! - pisnęła z radości, niewyraźnie wymawiając jego imię.
Brunet podniósł ją i okręcił ich wokół własnej osi. Ta dwójka razem to zdecydowanie jedna z najsłodszych rzeczy, jakie miałam okazję widzieć.
- Ej, bo robię się zazdrosna. Nie zapominaj, że to mój chłopak, księżniczko - zaśmiałam się, na co ona wyswobodziła się z jego uścisku i przylgnęła do mnie.
- Tęskniła za tobą, Emma - powiedziała mała, wtulając się we mnie.
- Ja za tobą też, mała.
Wzięłam ją na ręce, a Harry zabrał jej plecak, po czym pożegnaliśmy Gretę, ustalając z nią wszytsko i odjechaliśmy.
- Kto ma ochotę na McDonalds? - zapytał Harry.
- Ja! - krzyknęła mała - Pojedziemy? Proszę, proszę, proszę.
- Jasne.
Po piętnastu minutach dotarliśmy do lokalu. Zamówiliśmy trzy happy meal'e, żeby Suzy mogła dostać nasze zabawki. Dziewczynka wpychała do buzi po trzy frytki. Jadła tak szybko, że baliśmy się, że się zadławi.
- Ej spokojnie, kochanie, to nie tak, że ktoś ci to zje - zaśmiał się Harry.
- Ale Harry - dziewczynka wskazała na mnie, kiedy podkradałam jej frytkę.
- Naprawdę Emma? Zabierasz jedzenie małemu, bezbronnemu dziecku?
- No co? Chyba nie sądziłeś, że najem się malutkim zestawem dziecięcym.
- Może po prostu coś ci jeszcze zamówię? - zaproponował.
- Mógłbyś? Chcę duże frytki, cheeseburgera i ciastko, albo nie, dwa ciastka.
Chłopak popatrzył na mnie zdziwiony, na co ja wzruszyłam tylko ramionami, więc on poszedł po moje jedzenie.

- Emma - Suzy zwróciła się do mnie, kiedy oglądaliśmy wszyscy "Krainę lodu" w salonie - Mogę dzisiaj spać z tobą? 
- Jasne, Harry może spać na kanapie, a ty położysz się ze mną.
- Ale ja chcę, żeby Harry też z nami spał.
- W takim razie będziemy spali we trójkę - oznajmiłam, na co ona klasnęła w dłonie.

- Umyłaś zęby? - zapytałam, kiedy Suzy leżała już w łóżku.
- Tak.
- Wysikałaś się przed snem?
- Tak - mała znowu pokiwała głową.
- A masz .. - już miałam zadać kolejne pytanie, ale Harry oczywiście musiał mi przerwać.
- Daj jej spokój i chodź się z nami połóż.
Położyłam się na swojej stronie łóżka, uważając, żeby nie zgnieść przy tym Suzy. Dziewczynka przysunęła się blisko mnie i oparła główkę o moje ramię.
- Wiesz co powiedziała mi pani Greta? - zapytała, a jej oczy już zamykały się ze zmęczenia.
- Co?
- Powiedziała, że przyjedzie do mnie rodzina, która będzie chciała, żebym z nimi mieszkała.

- To chyba fajnie, prawda?
- Nie - powiedziała cicho - Ja się nie cieszę.

- Dlaczego?
- Bo nie chcę mieszkać z jakimiś dziwnymi ludźmi.
- Na pewno będą super. Od razu ich polubisz.
- Ale ja bym chciała, żebyście wy byli moimi rodzicami - powiedziała, ziewając i zamknęła oczy, zasypiając.

_____________________________________________
Jest i rozdział 38. Kolejny rozdział tak właściwie o niczym. Mimo to mam nadzieję, że wam się spodoba, Liczę na waszą opinie w komentarzach, których jest niestety coraz mniej. 
Zabierałam się za ten rozdział strasznie długo. Ostatnio coraz gorzej mi się pisze i mam coraz mniej weny. Dlatego postanowiłam trochę zmienić moje plany, co do tego ff i skończę go wcześniej, niż podejrzewałam. Główna akcja będzie odbywać się w kolejnych rozdziałach i myślę, że opowiadanie skończy się w granicach 45 - 50 rozdziału. Przepraszam, że ciągle zawodzę, ale nie chcę, żeby rozdziały traciły na jakości.

Mimo wszystko mam nadzieję, że rozdział chociaż trochę się wam spodobał i naprawdę liczę na komentarze. Wasze opinie są dla mnie bardzo bardzo ważne.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ