sobota, 29 listopada 2014

CHANGED NA WATTPADZIE

Z tego względu, że wiem, że dużo osób lubi czytać ff na wattpadzie, postanowiłam opublikować moje opowiadanie również tam.

Tu macie link: Changed na wattpadzie

Rozdziały dodaje stopniowo, więc niedługo powinny pojawić się tam już wszystkie i będziecie tam na bieżąco.

Pamiętajcie, żeby tam też zostawiać komentarze :)


Rozdział 34

*Perspektywa Harry'ego*
Pewnym krokiem przekroczyłem próg budynku Smith Corporation. Zostałem przywitany przez blondynkę w recepcji, która wydawała się być nad wyraz miła, po czy ruszyłem w stronę windy. Korzystając z wskazówek recepcjonistki, wcisnąłem numer szesnaście i czekałem, aż dojadę na górę. Usłyszałem charakterystyczny dla windy dźwięk, oznaczający osiągniecie wybranego przeze mnie piętra, więc wyszedłem, poprawiając przy tym swoją marynarkę. Zobaczyłem przy biurku młodą dziewczynę, więc postanowiłem zapytać, gdzie dokładnie jest biuro Emmy.
- Dzień dobry - powiedziała, uśmiechając się. - W czym mogę pomóc?
- Cóż, szukam biura Emmy... to znaczy pani Emmy Smith. Byłem umówiony.
- Mogę prosić pańskie nazwisko? - zapytała z uprzejmością w głosie.
- Styles.
- Oh, faktycznie. Dam znać szefowej, że już pan jest. Niech pan usiądzie i czeka.
Zająłem miejsce na jednym z foteli na korytarzu i nerwowo wystukiwałem butem rytm o podłogę. Po chwili dosiadł się do mnie jakiś chłopak. Mniej więcej w moim wieku.
- Czekasz na spotkanie z panią prezes? - zaczął ze mną rozmowę.
- Tak - odparłem szybko.
- Niezła z niej sztuka. Zadziorna i dość sukowata - powiedział, a we mnie aż zawrzało z emocji.
- Wygląda na miłą. Nie będę oceniał jej pochopnie - oznajmiłem przez zaciśnięte zęby.
- Przekonasz się. Tak w ogóle jestem Luke, a ty?
- Harry - przedstawiłem się, jednak nie uścisnąłem jego wyciągniętej do mnie dłoni.
- Więc Harry, gwarantuję ci, że spodoba ci się nasza szefowa.
- Cóż, nie wątpię w to.
- Na samą myśl o jej zgrabnym tyłku i tych pełnych ustach robię się napalony - powiedział, obleśnie oblizują wargi.
Kurwa, jesteś takim chujem Luke.
- Lepiej pilnuj swojego kutasa, bo moja dziewczyna z pewnością nie jest nim zainteresowana - powiedziałem, a jego twarz zbladła.
- Twoja KTO? Próbujesz mi powiedzieć, że Emma jest twoją pieprzoną dziewczyną?
- Tak i uwierz mi, że mój kutas jest jedynym, którym się interesuję - dodałem, a on już więcej się nie odezwał.
Kilka minut później ta sama dziewczyna, z którą wcześniej rozmawiałem, oznajmiła, że Emma czeka już na mnie w biurze, więc zabrałem swój płaszcz i wszedłem do środka. Dziewczyna stała przy oknie, rozmawiając przez telefon. Miała na sobie granatową spódniczkę, w którą włożyła białą koszulę z kołnierzykiem. Boże, wyglądała tak dobrze. Odniosłem wrażenie, że jest zdenerwowana, bo oczy zmrużyły się w charakterystyczny sposób. Najwidoczniej jeszcze mnie nie zauważyła, bo wciąż kontynuowała rozmowę. Podszedłem do niej od tyłu i objąłem ją w tali. Zacząłem składać delikatne pocałunki na jej szyi, na co dziewczyna odchyliła głowę z przyjemności.
- Muszę kończyć, panie Mitchel, proszę oddzwonić, jeśli zdecyduje się pan na naszą propozycję - powiedziała udawanym miłym głosem i skończyła rozmowę.
- Cześć kochanie - mruknąłem i  ją pocałowałem.
- Hej.
- Mam te dokumenty, o które prosiłaś, więc możesz je przejrzeć i mnie przyjąć - wyszczerzyłem się do niej głupio i podałem jej plik kartek.
- Skąd ta pewność że cię przyjmę? - uśmiechnęła się do mnie zadziornie.
- Kochasz mnie, to oczywiste.
- Nie schlebiaj sobie. Poza tym w pracy jestem przede wszystkim profesjonalistą - cmoknęła ustami w powietrzu i kontynuowała sprawdzanie dokumentów.
- Cóż, jest wielu kandydatów na to miejsce, a ty nie masz dużego doświadczenia w pracy - powiedziała kilka minut później. - Ale obydwoje wiemy, że przy tobie wymiękam i tak cię przyjmę.
- Dziękuję.
- Mam nadzieję, że będziesz profesjonalnie podchodził do tej pracy.
- To zależy - mrugnąłem do niej porozumiewawczo.
- Od czego?
- Od tego, jak bardzo nieprofesjonalne będzie pieprzenie cię na tym biurku - powiedziałem i przyciągnąłem ją da siebie.
- Myślę, że to bardzo nieprzyzwoite - wymruczała do mojego ucha i ponowiła pocałunek, wplątując ręce w moje włosy.
Wciąż się całowaliśmy, a ja powoli zacząłem rozpinać guziki od jej koszuli. Gdy tylko udało mi się rozpiąć je wszystkie, włożyłem rękę pod miseczkę jej stanika i delikatnie ścisnąłem jej pierś, drażniąc kciukiem sutek. Emma cicho jęknęła w moje usta, a ja wciąż robiłem to samo.
Nagle usłyszeliśmy, że ktoś otworzył drzwi, więc odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni. Dziewczyna odruchowo zaczęła zapinać koszulę, a ja odwróciłem się, żeby zobaczyć, kto wszedł do środka. Ujrzałem przed sobą tego irytującego bruneta.
Wspominałem już, jak bardzo nienawidzę tego frajera Luke'a?
- Ja.. uh przepraszam - zaczął się jąkać - przyjdę później. Chłopak szybko wyszedł w pomieszczenia, a my odetchnęliśmy z ulgą.
- O Boże - zaczęła lamentować - t o nie powinno się wydarzyć. On nie powinien tego zobaczyć.
- Ej kochanie, nie przejmuj sie typ dupkiem.
- A co jeśli wszystkim rozpowie? Wiadomości szybko się rozchodzą. Wszyscy będą o tym mówić.
- Uspokój się. Po pierwsze powiemy mu, żeby nikomu o tym nie wspominał, a pod drugie, nawet jeśli ktoś się o tym dowie, to co z tego? Gwarantuję ci, że większość twoich pracowników również uprawia seks, więc to nie jest nic wstydliwego.
- Masz rację, porozmawiam z Lukiem.
- A własnie! A propos Luke'a. Mogłabyś zakładać spodnie do pracy? Albo chociaż spódniczki za kolano.
- A jak to się ma do Luke'a? - zaśmiała się.
- On jest na ciebie cholernie napalony. A ty kusisz, kochanie.
- Cóż, on i tak nie ma u mnie szans.
- Mam nadzieję - powiedziałem i jeszcze raz złączyłem nasze usta.
- Koniec tych czułości. Mam pracę. A ty zaczynasz od jutra, więc dzisiaj możesz już wracać do domu.
- O której wrócisz? - zapytałem, odsuwając się od niej.
- Po siedemnastej. Możesz ugotować mi obiad, kochanie.
- Jasne.
- Więc do zobaczenia w domu - powiedziała i cmoknęła mnie w policzek.
- Do zobaczenia - ruszyłem w stronę wyjścia. - A i Emma?
- Co?
- Dzwoniłaś do tej firmy przeprowadzkowej?
- Tak.
- I jak się umówiliście?
- Mam spakować prywatne dokumenty i najważniejsze rzeczy, a oni zabiorą pozostałe rzeczy i przewiozą jutro pod twój adres.
- Świetnie. W takim razie wieczorem pojedziemy do ciebie, żebyś się spakowała.

***
*Perspektywa Emmy*
- Masz już wszystko? - zapytał Harry, siedząc na fotelu, podczas kiedy ja pakowałam rzeczy.
- Prawie. Zabiorę jeszcze zdjęcia z salonu i to wszystko - odparłam i chwyciłam kilka ramek. Wepchnęłam je do mojej małej walizki i szybko ją zasunęłam. Rozejrzałam się dookoła i sprawdziłam, czy zapakowałam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. W mieszkaniu niby były wciąż te same meble i sprzęty, ale wydawało mi się jakieś puste. Czułam się z tym trochę dziwnie. To było coś jak wewnętrzny niepokój. Zupełnie nie wiem, dlaczego go odczuwałam.
- Harry?
- Tak, kochanie?
- Myślisz, że to nie za szybko?
- Nie, myślę, że to dobry czas na wspólnie mieszkanie.
- A co jeśli to się nie uda? Wiesz jacy jesteśmy, kłócimy się prawie cały czas i czasami nie możemy ze sobą wytrzymać. Co zrobię jak się pokłócimy i wyrzucisz mnie z mieszkania? Gdzie wtedy pójdę?
- Popatrz na mnie - poprosił i usadowił mnie na swoich kolanach. - Kocham cię, tak cholernie cię kocham. Uda nam się. Ja w to wierzę i ty też powinnaś. Będziemy mieli siebie na co dzień i to tylko wzmocni nasz związek. Damy radę - powiedział i cmoknął mnie w usta.
- Damy radę, wierzę w to - powtórzyłam cicho bardziej do siebie niż do niego.
Pół godziny później zamknęłam drzwi na klucz i pojechaliśmy do domu chłopaka. Zostawiłam dom, w którym spędziłam swoje całe dzieciństwo, aby zamieszkać i żyć razem z Harry'm.

*2 tygodnie później*
- Cześć Emma - powiedział wesoło Luke, kiedy wszedł do mojego biura.
- Hej.
- Gdzie Harry?
- Ma dzisiaj wolne. Musiał zostać w domu, żeby dopilnować ostatnich spraw związanych z przewożeniem moich rzeczy.
- Oh, więc wychodzi na to, że dzisiejszy lunch jemy wspólnie - uśmiechnął się do mnie, puszczając oczko, a ja po prostu zignorowałam tą próbę podrywu.
- Cóż, skoro musimy, ale stawiasz.
- Ej! Nie płacisz mi tak dużo, żeby było mnie wstać na dwa posiłki - zaśmiał się, a ja wytknęłam mu język.
- Zawsze możesz się zwolnić - powiedziałam, starając się brzmieć poważnie.
- To gdzie jemy?
- Myślę, że subway to dobra opcja.
- W takim razie o dwunastej idziemy jeść - oznajmił zadowolony,
- Tak, a teraz wracaj do pracy, bo faktycznie będę musiała pomyśleć nad zwolnieniem cię.
- Tak jest, szefie.
Nie wiem, jak można nazwać moją relację z tym chłopakiem. Odkąd pracuje u mnie w firmie, zaprzyjaźniliśmy się i zaczęliśmy sie dogadywać naprawdę dobrze. Chociaż odnoszę wrażenie, jakby Luke chciał mnie poderwać. "Przypadkowe" dotyki, puszczanie oczka, komplementy, to co ciągle robi, a zwłaszcza gdy nie ma Harry'ego. To nie tak, że go nie lubię. Broń Boże, uwielbiam tego chłopaka, ale nie jestem w stanie zaoferować mu czegoś innego niż przyjaźni.
Czas do południa minął mi bardzo szybko. Pojawiłam się na dwóch spotkaniach, podpisałam masę dokumentów i odbierałam telefony od Harry'ego, który nie wiedział, gdzie poukładać moje rzeczy. Dokładnie minutę przed dwunastą do gabinetu wszedł Luke.
- Gotowa?
- Jasne - założyłam swój płacz i razem wyszliśmy z biura.
Subway znajdował się jakieś dziesięć minut drogi piechotą od budynku, więc poszliśmy na nogach. Po krótkim spacerze, podczas którego okropnie zmarzliśmy, dotarliśmy na miejsce. Zamówiliśmy trzydziestocentymetrowe kanapki i usiedliśmy przy stoliku w rogu sali. Jedliśmy, pijąc ciepłą herbatę i rozmawiając. Było naprawdę przyjemnie. Lubie spędzać czas z Luke'iem. Po czterdziestu minutach musieliśmy się zbierać, żeby na trzynastą być z powrotem w firmie.
Szliśmy ramie w ramie, śmiejąc się z naszych mało śmiesznych żartów i popychając się nawzajem. Kiedy dotarliśmy pod Smith Corporation przystanęliśmy na chwilę.
- Dziękuję za lunch, było naprawdę miło - powiedziałam.
- Musimy to powtórzyć. Jadę teraz do Grega, podwieźć mu te dokumenty, które mi dałaś.
- Dobra. Postaraj się wyrobić przed szesnastą, bo mamy spotkanie, na którym musisz być.
- Oczywiście.
- To do zobaczenie. Nie spóźnij się.
Chłopak pomachał mi i ruszył w stronę samochodu, ale po chwili się zatrzymał i wrócił do mnie, mówiąc pod nosem "dłużej już tak nie mogę" i wpił się w moje usta. Usiłowałam go odepchnąć, a gdy w końcu mi się to udało, Luke odbiegł, a ja usłyszałam za sobą dźwięk czegoś spadającego na ziemię. Odwróciłam się i zobaczyłam kwiaty i rozlaną kawę na chodniku oraz odbiegającego Harry'ego.
- Harry! - krzyknęłam - Harry! Poczekaj! Wszytko ci wytłumaczę!
Krzyczałam tak, dopółki nie zobaczyłam go odjeżdżającego z piskiem opon. 
- Cholera - przeklęłam pod nosem, udając się do budynku firmy - Dlaczego coś zawsze musi się spieprzyć.

***
- Panno Smith - powiedziała Kimberly, wchodząc do mojego gabinetu.
- Kimberly, mówiłam ci, żebyś odwołała wszystkie spotkania i zostawiła mnie w spokoju.
- Tu chodzi o coś ważnego.
- No dobrze - westchnęłam - mów, tylko szybko.
- Dzwonili ze szpitala, pan Styles miał wypadek.
I nawet nie wiem kiedy, moje oczy wypełniły się łzami.

_______________________________
I BUM JEST DRAMA.
Jak myślicie, z Harrym to coś poważnego? Sama się o niego martwię. 
Co myślicie o rozdziale? Podoba wam się? Według mnie jest taki sobie, ale musiałam jakoś dojść do tej dramy.
LICZĘ NA WASZ KOMENTARZE I SZCZERZE OPINIE.
Tak przy okazji to PRZEPRASZAM za zwłokę z rozdziałem, ale naprawdę mam mało czasu, a przede mną w grudniu próbne, więc muszę się przygotowywać. Postaram się dodać rozdział do dwóch tygodni, ale nie mogę tego zagwarantować. Obiecuję, że podczas przerwy świątecznej wszystko nadrobię.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Do następnego xx

piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 33

Nauczyłam się ostatnio jednej ważnej rzeczy. Jeśli twój chłopak mówi, żebyś nie wychodziła na zewnątrz z mokrymi włosami, bo się rozchorujesz, to musisz go posłuchać. Ja tego nie zrobiłam i teraz żałuję. Od wczoraj nie robiłam nic innego poza leżeniem w łóżku i smarkaniem nosa. Czułam się fatalnie. Przez katar i kaszel trudno mi się oddychało, a moje oczy były podpuchnięte.
- Potrzebujesz czegoś, kochanie?  - zapytał Harry, siadając na łóżku obok mnie.
- Mógłbyś podać mi laptopa? Muszę trochę popracować.
- Nie ma mowy. Jesteś wykończona, nie będziesz pracować.
- Ale Harry - zajęczałam. - Muszę przeanalizować przychody i wydatki do poniedziałku.
- W takim razie zrobię to za ciebie - zaproponował, a ja popatrzyłam na niego zdziwiona - No co? Przez dwa lata studiowałem ekonomię i marketing.
- Ty studiowałeś? - zapytałam zaskoczona.
- Ej! Nie jestem taki głupi, jak ci się wydaję - powiedział, a ja wybuchnęłam śmiechem.
- W takim razie chodź tu i pokaż czego się nauczyłeś na tych studiach - poklepałam miejsce obok siebie, które zaraz zajął chłopak.
Wziął komputer na kolana i zaczął pracować, dostosowując się do moich wskazówek. Harry wciągnął się w wir rachunkowości, a ja czułam się naprawdę źle, więc postanowiłam się przespać, żeby się zregenerować.

***
- No no no, nieźle sobie poradziłeś - stwierdziłam, przyglądając się temu co robił Harry - Nie szukasz może pracy?
 - Pytasz serio?
- Sto procent powagi - oznajmiłam szczerze. - Nie chciałbyś u mnie pracować?
- Sam nie wiem. To dobra propozycja, ale nie chcę żeby wszyscy mówili, że mam pracę, bo jestem w związku z szefową.
- Dostajesz tą pracę ze względu na to, że jesteś dobry. A poza tym jeśli ktoś będzie mówił takie rzeczy, zostanie zwolniony.
- Więc jesteś typem ostrej szefowej? Szczerze mówiąc, podnieca mnie to - powiedział, patrząc na mnie sugestywnie, za co oberwał poduszką.
- Ale teraz na poważnie, Harry. Szukam kogoś do działu rachunkowości. Mogłabym spróbować cię przyjąć i zobaczymy, jak ci pójdzie. Jeśli będziesz sobie radził, to przyjmę cię na stałe.
- Czy ja wiem. Będę się czuł, jakbyś mnie utrzymywała.
- Przecież nie będę ci dawać pieniędzy od tak. Sam na nie zapracujesz.
- Cóż, muszę to przemyśleć. Daj mi czas.

***
Obudziłam się w środku nocy cała mokra od potu. Miałam dreszcze i gęsią skórkę. Dotknęłam dłonią czoła i tak ja myślałam, było gorące
- Harry , Harry - potrząsnęłam chłopakiem, próbując go obudzić.
- Co się dzieje? - zapytał zdezorientowany - kochanie, co się dzieję?
- Ja... nie wiem. Cała się trzęsę i chyba mam gorączkę.
Chłopak zerwał się z łóżka i pobiegł na dół, po chwili wracając w termometrem. Przyłożył go do mojego czoła i przytrzymał chwilkę, po czym popatrzył na liczby i zmarszczył czoło.
- Czterdzieści i pół - powiedział zmartwiony i złapał moją dłoń - musimy jechać do szpitala.
- Ale Harry, może po prostu...
- Nie ma innej opcji - przerwał mi chłopak. - Chodzi o twoje zdrowie.
Za poleceniem mojego chłopaka wygramoliłam sie z łóżka, a on pomógł mi się ubrać w getry i ciepłą bluzę, po czym opatulił mnie w kurtkę i czapkę i zaniósł do samochodu. Dojechaliśmy do szpitala po dziesięciu minutach. Pielęgniarka pokierowała nas do izby przyjęć, gdzie po trzydziestu minutach czekania, wypełnionymi kłótniami Harry'ego z personelem, zostaliśmy przyjęcie przez lekarza.
- Więc co z nią? - zapytał mój chłopak.
- Niech się pan uspokoi - powiedział doktor i wskazał na krzesło - proszę usiąść. Pańskie chodzenie w kółko doprowadza mnie do szału.
Brunet wykonał jego polecenie, a lekarz zaczął mówić.
- Ma pani grypę - oznajmił - musiała się pani wyziębić na zewnątrz, a poza tym pani organizm potrzebuje odpoczynku. Wypiszę pani antybiotyk. Proszę go brać przez dwa tygodnie.
- A co z pracą? - zapytałam, obtulając się bardziej kurtką.
- Radziłbym pozostać w domu przynajmniej przez pierwszy tydzień przyjmowania antybiotyku.
- Dobrze - do rozmowy wtrącił sie Harry. - Są jakieś inne zalecenia?
- Proszę pilnować, żeby pańska dziewczyna dużo odpoczywała, a najlepiej niech nigdzie nie wychodzi.
- Nie ma sprawy.
- Cóż, w takim razie dziękuje i życzę powrotu do zdrowia.
Opuściliśmy gabinet i ruszyliśmy do domu, po drodze wstępując do apteki, gdzie Harry kupił lekarstwa dla mnie. Gdy tylko wróciliśmy, chłopak opatulił mnie kołdrą i przez cały czas pilnował, żebym odpoczywała.

***
Tydzień minął naprawdę szybko. Harry opiekował się mną przez cały czas i praktycznie nie było czasu, żebyśmy nie byli razem. Generalnie znikał tylko wtedy, kiedy wysyłałam go do sklepu. Dzięki antybiotykowi poczułam się o niebo lepiej. Dreszcze i gorączka zniknęły, a ja przestałam czuć się słabo.
- Nadal uważam, że nie powinnaś iść do pracy - powiedział Harry, chyba po raz setny tego ranka.
- A ja wciąż ci powtarzam, że nie interesuje mnie to, co myślisz, bo i tak pójdę.
- Ale lekarz powiedział... - zaczął, ale mu przerwałam.
- Lekarz powiedział, że mam zostać w domu tydzień, a właśnie tyle czasu minęło. Więc teraz przepraszam, ale muszę cię opuścić, bo wychodzę do pracy - cmoknęłam go w policzek i wyszłam z domu.
Z powodu zakorkowanych dróg, podjechałam pod budynek 'Smith Corporation' dopiero po czterdziestu minutach. Poprawiłam kołnierzyk płaszcza i weszłam do budynku. Dziewczyna siedząca na recepcji, której imienia wciąż nie znam, posłała mi lekki uśmiech i skinęła głową, więc odpowiedziałam jej tym samy. Stukot moich obcasów rozniósł się echem po lobby, gdy podążałam do windy. Wcisnęłam przycisk i czekałam, aż winda przyjedzie. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk, oznaczający, jej przyjazd, gdy wpadł we mnie jakiś chłopak.
- Strasznie cię przepraszam, nie zauważyłem cię - zaczął się tłumaczyć, kiedy obydwoje wsiadaliśmy do windy.
Zlustrowałam go wzrokiem. Był to bardzo przystojny brunet.  Miał na sobie eleganckie czarne spodnie i białą koszulę, która opinała jego mięśnie. Posłał mi piękny uśmiech i przeczesał ręką swoje włosy.
- Pracujesz tu? - zapytał, na co pokiwałam głową - Zazdroszczę ci. Właśnie idę na rozmowę o pracę. Mam nadzieję, że mnie przyjmą. Chociaż słyszałem, że pani prezes to straszna suka.
Cóż, z ciebie straszny dupek.
- Tak w ogóle, mam na imię Luke - wyciągnął rękę w moją stronę, a ja uścisnęłam ją ze sztucznym uśmiechem - A ty?
 - Emma.
- Masz na imię tak, jak szefowa. Mam nadzieję, że one będzie chociaż w połowie tak piękna jak ty.
Gdybyś tylko wiedział z kim rozmawiasz, dupku.
Na szczęście dojechaliśmy już na ostatnie piętro, więc opuściłam chłopaka, który życzył mi miłego dnia i udałam się do gabinetu.
- Dzień dobry - powiedziała z uśmiechem Kimberly - Miło znowu widzieć panią w dobrej formie. Mam nadzieję, że czuje się pani już lepiej.
- Kimberly, ja zawsze jestem w dobrej formie. Ale jeśli chcesz, żebym poczuła się lepiej to załatw mi dużą latte i jakieś pyszne ciastko.
Ominęłam dziewczynę i weszłam do swojego biura. Zrzuciłam z siebie płaszcz i powiesiłam go na wieszaku, po czym usiadłam przy biurku i zaczęłam pracę. Po chwili Kimberly przyniosła moją kawę i oznajmiła, że przyszedł ktoś w sprawię pracy, więc powiedziałam, żeby go wpuściła. Drzwi się otworzyły, a w nich stanął Luke, którego miałam "przyjemność" poznać już wcześniej.
- Emma? A co ty robisz w gabinecie szefowej? - zapytał, wchodząc do środka pomieszczenia.
Czy on naprawdę jest taki tępy?
- Zgaduję, że nią jestem?
- Żartujesz?
- Emma Smith, prezes Smith Corporation - wyciągnęłam dłoń w jego strona, przedstawiając się.
- Ja..Ja..bo.. - chłopak zrobił się cały czerwony i zaczął się jąkać, zapewne myśląc o tym, że nazwał mnie wcześniej suką.
- Przyniosłeś CV? - zapytałam, nie chcąc drążyć tematu.
- Um...tak, proszę - podał mi dokument i usiadł na krześle naprzeciwko mnie.
Spojrzałam na nie, czytając wszystkie potrzebne dane. Luke odbył już staż w kilku firmach. Otrzymał wiele pozytywnych opinii od swoich poprzednich pracodawców. 
- Naprawdę bardzo mi przykro, proszę pani. Jeśli cię...to znaczy panią uraziłem to przepraszam. Zrozumiem, jeśli nie dostanę tej pracy.
- Gratuluję. właśnie zostałeś pracownikiem Smith Corporation. Zaczynasz od jutra - przerwałam mu, uśmiechając się.
- Na prawdę? - zapytał z niedowierzaniem.
- Tak. I mów mi Emma, skoro już zacząłeś. W końcu jesteśmy w tym samym wieku.
- Dziękuję, Postaram się nie zawieść.
- Pracę zaczynasz o dziewiątej rano. A teraz spadaj, bo mam dużo do zrobienia.

________________________________________________________________

I udało mi się w końcu dokończyć rozdział 33 :) I co myślicie? Jak wam się podoba? Wiem, jest krótki, ale nie chciałam już dłużej zwlekać.
Przy okazji chciałabym przeprosić, za to, że w rozdziale jest dużo przeskoków czasowych (wiecie: ***), ale muszę trochę przyśpieszyć akcję, bo niedługo drama! Koniec sielanki haha. 
Nie, ale tak na serio, to mam nadzieję, żę rozdział się wam spodobał i naprawdę liczę na wasze opinie w komentarzach. 
A i jeśli będzie 7/8 komentarzy to postaram się za 2 lub trzy dni dodać kolejny rozdział :) Więc wszystko w waszych rękach.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Do następnego xx