Nauczyłam się ostatnio jednej ważnej rzeczy. Jeśli twój chłopak mówi, żebyś nie wychodziła na zewnątrz z mokrymi włosami, bo się rozchorujesz, to musisz go posłuchać. Ja tego nie zrobiłam i teraz żałuję. Od wczoraj nie robiłam nic innego poza leżeniem w łóżku i smarkaniem nosa. Czułam się fatalnie. Przez katar i kaszel trudno mi się oddychało, a moje oczy były podpuchnięte.
- Potrzebujesz czegoś, kochanie? - zapytał Harry, siadając na łóżku obok mnie.
- Mógłbyś podać mi laptopa? Muszę trochę popracować.
- Nie ma mowy. Jesteś wykończona, nie będziesz pracować.
- Ale Harry - zajęczałam. - Muszę przeanalizować przychody i wydatki do poniedziałku.
- W takim razie zrobię to za ciebie - zaproponował, a ja popatrzyłam na niego zdziwiona - No co? Przez dwa lata studiowałem ekonomię i marketing.
- Ty studiowałeś? - zapytałam zaskoczona.
- Ej! Nie jestem taki głupi, jak ci się wydaję - powiedział, a ja wybuchnęłam śmiechem.
- W takim razie chodź tu i pokaż czego się nauczyłeś na tych studiach - poklepałam miejsce obok siebie, które zaraz zajął chłopak.
Wziął komputer na kolana i zaczął pracować, dostosowując się do moich wskazówek. Harry wciągnął się w wir rachunkowości, a ja czułam się naprawdę źle, więc postanowiłam się przespać, żeby się zregenerować.
***
- No no no, nieźle sobie poradziłeś - stwierdziłam, przyglądając się temu co robił Harry - Nie szukasz może pracy?
- Pytasz serio?
- Sto procent powagi - oznajmiłam szczerze. - Nie chciałbyś u mnie pracować?
- Sam nie wiem. To dobra propozycja, ale nie chcę żeby wszyscy mówili, że mam pracę, bo jestem w związku z szefową.
- Dostajesz tą pracę ze względu na to, że jesteś dobry. A poza tym jeśli ktoś będzie mówił takie rzeczy, zostanie zwolniony.
- Więc jesteś typem ostrej szefowej? Szczerze mówiąc, podnieca mnie to - powiedział, patrząc na mnie sugestywnie, za co oberwał poduszką.
- Ale teraz na poważnie, Harry. Szukam kogoś do działu rachunkowości. Mogłabym spróbować cię przyjąć i zobaczymy, jak ci pójdzie. Jeśli będziesz sobie radził, to przyjmę cię na stałe.
- Czy ja wiem. Będę się czuł, jakbyś mnie utrzymywała.
- Przecież nie będę ci dawać pieniędzy od tak. Sam na nie zapracujesz.
- Cóż, muszę to przemyśleć. Daj mi czas.
***
Obudziłam się w środku nocy cała mokra od potu. Miałam dreszcze i gęsią skórkę. Dotknęłam dłonią czoła i tak ja myślałam, było gorące
- Harry , Harry - potrząsnęłam chłopakiem, próbując go obudzić.
- Co się dzieje? - zapytał zdezorientowany - kochanie, co się dzieję?
- Ja... nie wiem. Cała się trzęsę i chyba mam gorączkę.
Chłopak zerwał się z łóżka i pobiegł na dół, po chwili wracając w termometrem. Przyłożył go do mojego czoła i przytrzymał chwilkę, po czym popatrzył na liczby i zmarszczył czoło.
- Czterdzieści i pół - powiedział zmartwiony i złapał moją dłoń - musimy jechać do szpitala.
- Ale Harry, może po prostu...
- Nie ma innej opcji - przerwał mi chłopak. - Chodzi o twoje zdrowie.
Za poleceniem mojego chłopaka wygramoliłam sie z łóżka, a on pomógł mi się ubrać w getry i ciepłą bluzę, po czym opatulił mnie w kurtkę i czapkę i zaniósł do samochodu. Dojechaliśmy do szpitala po dziesięciu minutach. Pielęgniarka pokierowała nas do izby przyjęć, gdzie po trzydziestu minutach czekania, wypełnionymi kłótniami Harry'ego z personelem, zostaliśmy przyjęcie przez lekarza.
- Więc co z nią? - zapytał mój chłopak.
- Niech się pan uspokoi - powiedział doktor i wskazał na krzesło - proszę usiąść. Pańskie chodzenie w kółko doprowadza mnie do szału.
Brunet wykonał jego polecenie, a lekarz zaczął mówić.
- Ma pani grypę - oznajmił - musiała się pani wyziębić na zewnątrz, a poza tym pani organizm potrzebuje odpoczynku. Wypiszę pani antybiotyk. Proszę go brać przez dwa tygodnie.
- A co z pracą? - zapytałam, obtulając się bardziej kurtką.
- Radziłbym pozostać w domu przynajmniej przez pierwszy tydzień przyjmowania antybiotyku.
- Dobrze - do rozmowy wtrącił sie Harry. - Są jakieś inne zalecenia?
- Proszę pilnować, żeby pańska dziewczyna dużo odpoczywała, a najlepiej niech nigdzie nie wychodzi.
- Nie ma sprawy.
- Cóż, w takim razie dziękuje i życzę powrotu do zdrowia.
Opuściliśmy gabinet i ruszyliśmy do domu, po drodze wstępując do apteki, gdzie Harry kupił lekarstwa dla mnie. Gdy tylko wróciliśmy, chłopak opatulił mnie kołdrą i przez cały czas pilnował, żebym odpoczywała.
***
Tydzień minął naprawdę szybko. Harry opiekował się mną przez cały czas i praktycznie nie było czasu, żebyśmy nie byli razem. Generalnie znikał tylko wtedy, kiedy wysyłałam go do sklepu. Dzięki antybiotykowi poczułam się o niebo lepiej. Dreszcze i gorączka zniknęły, a ja przestałam czuć się słabo.
- Nadal uważam, że nie powinnaś iść do pracy - powiedział Harry, chyba po raz setny tego ranka.
- A ja wciąż ci powtarzam, że nie interesuje mnie to, co myślisz, bo i tak pójdę.
- Ale lekarz powiedział... - zaczął, ale mu przerwałam.
- Lekarz powiedział, że mam zostać w domu tydzień, a właśnie tyle czasu minęło. Więc teraz przepraszam, ale muszę cię opuścić, bo wychodzę do pracy - cmoknęłam go w policzek i wyszłam z domu.
Z powodu zakorkowanych dróg, podjechałam pod budynek 'Smith Corporation' dopiero po czterdziestu minutach. Poprawiłam kołnierzyk płaszcza i weszłam do budynku. Dziewczyna siedząca na recepcji, której imienia wciąż nie znam, posłała mi lekki uśmiech i skinęła głową, więc odpowiedziałam jej tym samy. Stukot moich obcasów rozniósł się echem po lobby, gdy podążałam do windy. Wcisnęłam przycisk i czekałam, aż winda przyjedzie. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk, oznaczający, jej przyjazd, gdy wpadł we mnie jakiś chłopak.
- Strasznie cię przepraszam, nie zauważyłem cię - zaczął się tłumaczyć, kiedy obydwoje wsiadaliśmy do windy.
Zlustrowałam go wzrokiem. Był to bardzo przystojny brunet. Miał na sobie eleganckie czarne spodnie i białą koszulę, która opinała jego mięśnie. Posłał mi piękny uśmiech i przeczesał ręką swoje włosy.
- Pracujesz tu? - zapytał, na co pokiwałam głową - Zazdroszczę ci. Właśnie idę na rozmowę o pracę. Mam nadzieję, że mnie przyjmą. Chociaż słyszałem, że pani prezes to straszna suka.
Cóż, z ciebie straszny dupek.
- Tak w ogóle, mam na imię Luke - wyciągnął rękę w moją stronę, a ja uścisnęłam ją ze sztucznym uśmiechem - A ty?
- Emma.
- Masz na imię tak, jak szefowa. Mam nadzieję, że one będzie chociaż w połowie tak piękna jak ty.
Gdybyś tylko wiedział z kim rozmawiasz, dupku.
Na szczęście dojechaliśmy już na ostatnie piętro, więc opuściłam chłopaka, który życzył mi miłego dnia i udałam się do gabinetu.
- Dzień dobry - powiedziała z uśmiechem Kimberly - Miło znowu widzieć panią w dobrej formie. Mam nadzieję, że czuje się pani już lepiej.
- Kimberly, ja zawsze jestem w dobrej formie. Ale jeśli chcesz, żebym poczuła się lepiej to załatw mi dużą latte i jakieś pyszne ciastko.
Ominęłam dziewczynę i weszłam do swojego biura. Zrzuciłam z siebie płaszcz i powiesiłam go na wieszaku, po czym usiadłam przy biurku i zaczęłam pracę. Po chwili Kimberly przyniosła moją kawę i oznajmiła, że przyszedł ktoś w sprawię pracy, więc powiedziałam, żeby go wpuściła. Drzwi się otworzyły, a w nich stanął Luke, którego miałam "przyjemność" poznać już wcześniej.
- Emma? A co ty robisz w gabinecie szefowej? - zapytał, wchodząc do środka pomieszczenia.
Czy on naprawdę jest taki tępy?
- Zgaduję, że nią jestem?
- Żartujesz?
- Emma Smith, prezes Smith Corporation - wyciągnęłam dłoń w jego strona, przedstawiając się.
- Ja..Ja..bo.. - chłopak zrobił się cały czerwony i zaczął się jąkać, zapewne myśląc o tym, że nazwał mnie wcześniej suką.
- Przyniosłeś CV? - zapytałam, nie chcąc drążyć tematu.
- Um...tak, proszę - podał mi dokument i usiadł na krześle naprzeciwko mnie.
Spojrzałam na nie, czytając wszystkie potrzebne dane. Luke odbył już staż w kilku firmach. Otrzymał wiele pozytywnych opinii od swoich poprzednich pracodawców.
- Naprawdę bardzo mi przykro, proszę pani. Jeśli cię...to znaczy panią uraziłem to przepraszam. Zrozumiem, jeśli nie dostanę tej pracy.
- Gratuluję. właśnie zostałeś pracownikiem Smith Corporation. Zaczynasz od jutra - przerwałam mu, uśmiechając się.
- Na prawdę? - zapytał z niedowierzaniem.
- Tak. I mów mi Emma, skoro już zacząłeś. W końcu jesteśmy w tym samym wieku.
- Dziękuję, Postaram się nie zawieść.
- Pracę zaczynasz o dziewiątej rano. A teraz spadaj, bo mam dużo do zrobienia.
________________________________________________________________
I udało mi się w końcu dokończyć rozdział 33 :) I co myślicie? Jak wam się podoba? Wiem, jest krótki, ale nie chciałam już dłużej zwlekać.
Przy okazji chciałabym przeprosić, za to, że w rozdziale jest dużo przeskoków czasowych (wiecie: ***), ale muszę trochę przyśpieszyć akcję, bo niedługo drama! Koniec sielanki haha.
Nie, ale tak na serio, to mam nadzieję, żę rozdział się wam spodobał i naprawdę liczę na wasze opinie w komentarzach.
A i jeśli będzie 7/8 komentarzy to postaram się za 2 lub trzy dni dodać kolejny rozdział :) Więc wszystko w waszych rękach.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Do następnego xx
Luke jest mistrzem hahaha
OdpowiedzUsuńCoś czuję, że harry będzie zazdrosny xD
Co do przeskoków czasowych, to gdyby nie ta notka, to bym w ogóle nie zwróciła uwagi, więc jest spoko :)
No nic, do następnego :) x @luvmyleighxx
Świetny rozdział nie moge sie doczekać następnego , jak zwykle prosze o info jak sie pojawi: @osnapitzarielka
OdpowiedzUsuńświetny xx
OdpowiedzUsuńOh, supcio! Coś czuję że z Lukem coś się wydarzy xd Harry jaki opiekuńczy - słodko ♥ Czekam na next i weny życzę kotku buziaki :* @SillyDreamer_Me
OdpowiedzUsuńOki, więcj jak obiecałam - komentuję. Wiem, że podtrzymujesz ciągle to, że moje opinie są ważne etc., ale powiem ci, że to gówno prawda. Ważna jest opinia innych ludzi, bo ja czasem często grymaszę i mi trudno jest dogodzić.
OdpowiedzUsuńWięc trochę więcej o treści. Nie jest jakaś niesamowicie zaskakująca, lecz muszę ci powiedzieć, że bardzo dobrze ci idzie ze znakami interpunkcyjnymi i ortografią. Muszę stwierdzić, że prawie nie jestem ci potrzebna (ale lubię to co robię) i często zdarzają jakieś powtórki lub też literówki, więc może jednak to dobrze, że to betuję?
Jak zwykle Emma jest zawzięta, a Harry opiekuńczy haha to takie typowe. Proszę o więcej dram! Wiem, że możecie mnie za to znienawidzić, ale takich nietypowych sprzeczek, nie wiem jak to wytłumaczyć, ale lubie jak się potem godzą haha
A teraz trochę o Luku czy jak to sie do cholery odmienia (ale chyba dobrze napisałam). Podoba mi się haha wiesz, że podoba mi się jego typ. Bezpośredni, sle zarazem uroczy. Jesli nie chcesz żebym ich razem shippowała, musisz go zmienić, ale proszę, pozostaw go takim cholernie nieidealnym ideałem :')
Mam nadzieję, że będzie spina z Lukiem i Harry'm, ach, tak poproszę. I niech Emma go za to znienawidzi, że Harry jej nie ufa czy coś podobnego :') <3
Moje pomysły>>>>>>
Twoje pomysły>>>>>>>>>>>>
Ty wygrywasz!
Haha dobra kończę mis x kocham cie @nandos_bejbe
Aww jak dobrze znow sie tak podpisywać
cudny rozdział, czekam na next xx 👌
OdpowiedzUsuńCudowne x
OdpowiedzUsuń