sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 37

- Jesteś pewny, że dasz radę dojść do samochodu o kulach? - zapytałam Harry'ego, kiedy opuszczaliśmy szpitalną salę.
- Dam radę, kochanie - powiedział uspokajająco.
- Na pewno? Zawsze mogę poprosić lekarza o wózek.
- Emma, uspokój się. Nie mam pięciu lat, poradzę sobie.
Chwyciłam torbę z rzeczami chłopaka i skierowaliśmy się w stronę winy. Harry kuśtykał na jednej nodze, podpierając się kulami, a ja szłam za nim, modląc się w duchu, aby się nie przewrócił. Dotarliśmy do windy i zjechaliśmy na parter szpitala, po czym wyszliśmy z budynku.
- Zaparkowałam blisko, żebyś nie musiał daleko iść - powiedziałam, kierując się w stronę pojazdu.
- Nigdzie nie widzę twojego auta.
- Tutaj stoi - wskazałam na niedawno kupiony, czarny samochód.
- Kupiłaś pieprzonego range rovera? - zapytał, nie dowierzając.
- Na to wygląda - wzruszyłam ramionami.
- Liczę na to, że jak moja noga będzie sprawna, dasz mi się przejechać.
- Właściwie - wyciągnęłam rękę z kluczykami w jego stronę - To twój wóz. Mój jest biały i zostawiłam go pod mieszkaniem.
- Żartujesz sobie? Kupiłaś dwa range rovery?
- Tak wyszło.
- Musiałaś wydać na to majątek.
- Obydwoje wiemy, że to nie jest dla mnie wielki wydatek.
- Więc ten samochód jest mój?
- Tak - odparłam - To taki spóźniony prezent urodzinowy.
- Wystarczyłaby mi para skarpet, ale cóż, to też mogę przyjąć.
- Następnym razem odstaniesz skarpety. A teraz wsiadaj do środka, wracamy do domu. Twoja mama zatrzymała się u nas i czeka z obiadem.

Po dwudziestu minutach jazdy, podczas której Harry nie przestawał zachwycać się swoim nowym nabytkiem, dotarliśmy do domu. Cały czas asekurując chłopaka, udało nam sie wejść do środka.
- Anne, jesteśmy - zawołałam.
Kobieta jak na zawołanie pojawiła się w przedpokoju, ściskając mocno chłopaka.
- Synku, cieszę się, że wszystko z tobą dobrze.
- Ja też się cieszę, mamo. Ale mogłabyś mnie puścić? Wciąż jestem obolały.
- Oh, racja, zapomniałam - odsunęła sie od niego - Chodźcie na obiad, bo wystygnie.
Pomogłam Harry'emu zdjąć płaszcz i buty, po czym zaprowadziłam go na kanapę i podłożyłam poduszki pod jego bolącą nogą.
- Przyniosę ci tu obiad, dobrze?
- Nie jestem głodny, kochanie. Spróbuję się przespać, bo jestem strasznie zmęczony
Zostawiłam go w salonie, uprzednio całując go policzek i skierowałam się do kuchni, gdzie krzątała się Anne.
- Co z nim? - zapytała, podsuwając mi jedzenie przed nos.
- Lekarz mówił, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Kość powoli się zrasta i po trzech tygodniach będzie mógł zaczynać chodzić bez kul. Ale jego organizm jest dość osłabiony i musi dużo odpoczywać.
- Jest silny, wyjdzie z tego, w końcu to mój synek.
- Na pewno sobie poradzi.
- Chciałabym z wami jeszcze zostać i pomóc ci w opiece nad Harry'm, ale muszę wracać do Holmes Chapel. Kończy mi się wolne no i Robin za mną tęskni.
- Nie przejmuj się tym. Jakoś damy sobie radę we dwójkę. I tak już dużo nam pomogłaś.
- Tylko nie rozczulaj sie nad nim zbytnio, bo on to wykorzysta - zaśmiała się, kończąc myć naczynia.
- Tym akurat nie musisz się przejmować, nie będę spełniać jego zachcianek.
- Wiesz, Emma, dobra z ciebie dziewczyna. Cieszę się, że Harry cię ma.
- A ja się cieszę, że mam jego - odparłam, uśmiechając się na jej słowa.

***
- Emma! - Usłyszałam po raz setny wołanie Harry'ego.
- Już idę!
Wbiegłam na górę po schodach do sypialni, gdzie leżał mój chłopak.
- Tak, kochanie?
- Mogłabyś mi przynieść wody? Strasznie zaschło mi w gardle - powiedział, odrywając się od czytania gazety.
Wyszłam z pokoju i za chwilę wróciłam z czymś dla Harry'ego.
- Proszę.
- To nie jest woda.
- Punkt za spostrzegawczość. To twoje kule.
- I po co je przyniosłaś?
- Żebyś ich użył i poszedł po wodę, bo ja nie mam zamiaru być na każde twoje zawołanie.
- Nie musisz się denerwować.
- Jak mam się nie denerwować? Miałam wyjść do pracy czterdzieści minut temu, ale nie mogę, bo ciągle spełniam twoje zachcianki. Minęły już dwa tygodnie, weź się w garść i zacznij powoli przyzwyczajać się normalnego trybu życia.
- Kochanie..
- Idę do pracy, wrócę po osiemnastej.
Trzasnęłam drzwiami, ubrałam się i wyszłam z mieszkania.

***
Chwyciłam moją torebkę, pakując do niej wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i opuściłam moje biuro. To zdecydowanie nie był mój dzień. Nie dość, że pokłóciłam sie z Harry'm, to jeszcze miałam okropnie ciężki dzień w pracy. Nie miałam nawet czasu na wypicie kawy. Moje nogi niemiłosierni bolały przez całodzienne noszenie niebotycznie wysokich szpilek.
Gdy tylko dotarłam do auta, natychmiastowo ruszyłam w stronę domu. Jedyne o czym marzyłam, to długa kąpiel i ciepłe łóżko.
Przyjechałam do mieszkania o dziewiętnastej. Od progu poczułam zapach jakiejś smacznej potrawy. Rzuciłam płaszcz i buty w kąt i ruszyłam wgłąb mieszkania. Nasz salon wyglądał aktualnie jak wnętrze restauracji. Sofy zostały rozsunięte na bok, a na środku stał stolik pokryty białym obrusem i dwa krzesła. Wszędzie pozapalane były świece. To wyglądało niesamowicie. 
- Zjesz ze mną kolację, kochanie? - obok mnie pojawił się Harry ubrany w czarne spodnie i koszulę.
- Z przyjemnością - odparłam i delikatnie cmoknęłam jego usta - Więc przygotowałeś to wszystko dla mnie.
- Muszę cię trochę porozpieszczać, księżniczko. Zasługujesz na to.
Na te słowa poczułam, jakby stado motyli było w moim brzuchu i automatycznie zrobiło mi się ciepło na sercu. 
Harry odsunął dla mnie krzesło, po czym z pomocą kul poszedł po nasze dania.
- Mam nadzieję, że będzie ci smakowało - powiedział, stawiając przede mną talerz makaronu z owocami morza.
- Sam to zrobiłeś?
- A jest smaczne?
- Tak.
- Więc zrobiłem to sam.
- Co ta za okazja? - zapytałam, przełykając kolejny kęs.
- Nie ma żadnej okazji. Po prostu chcę spędzić czas z moją cudowną dziewczyną. No i w tym twoim kobiecym magazynie napisali, że dziewczyny lubią takie rzeczy.
- Czytałeś moje magazyny? - zapytałam, parskając śmiechem.
- Ej, nie śmiej się. Nie miałem co robić w domu. Poza są tam świetne artykuły - powiedział całkiem poważnie.
- Po prostu udam, że tego nie słyszałam, a twoja męskość na tym nie ucierpiała.
- Ha Ha Ha Bardzo śmieszne.
Wieczór minął nam w bardzo przyjemnej atmosferze. Harry był taki uroczy, jak nigdy, a mi naprawdę się to podobało. Jedzenie było niesamowite i sama pochłonęłam dwie porcje. Harry przygotował też deser - czekoladowy suflet, który był tak dobry, że jego smak niemal nie doprowadził mnie do orgazmu.
- Dziękuję, Harry. Wszystko było idealne.
- Tak jak ty.
- Boże, Jeśli w ten sposób podrywałeś wszystkie dziewczyny, to nie wiem dlaczego kiedykolwiek byłeś w związku.
- Myślę, że chodziło im o mojego gigantycznego kutasa.
- Nie, to na pewno nie to.
- Ej, ranisz moje ego.
- Kochanie, ja go nie ranię, Ono już dawno jest zranione - zaśmiałam się, a on posłał mi złowrogie spojrzenie.
Siedzieliśmy tak jeszcze chwilę, pijąc wino i rozmawiając. Już zapomniałam, jak cudownie jest spędzać czas na randce.
- Zatańczymy? - zapytał, kiedy z głośników zaczęłam płynąc melodia Thinking out loud - Eda Sheerana.
- Masz złamaną nogę, zapomniałeś?
- To wolny. Będziemy się po prostu kołysać.
Wstaliśmy od stołu i weszliśmy na środek salonu, gdzie było trochę wolnego miejsca. Harry objął mnie w tali, a ja zarzuciłam ręce na jego ramiona. Oparłam głowę na jego ramieniu i kołysaliśmy się w rytm muzyki.
- Kocham cię tak bardzo, że sobie tego nie wyobrażasz - szepnął do mojego ucha, a jego ciepły oddech otulał moją szyję - Przepraszam, że ostatnio byłem nie znośny, kochanie. Nie wiem, jak ze mną wytrzymałaś. Jesteś niesamowita. Codziennie dziękuje Bogu za to, że cię mam.
- Kocham cię, Harry.

________________________________________________
Wreszcie (mimo trudności) udało mi się napisać ten rozdział. Nic specjalnego sie tak naprawdę nie działo. Mimo wszystko mam nadzieję, że się wam spodoba. 
Przepraszam za zwłokę, ale naprawdę nie miałam pomysłu na ten rozdział. Pisałam go od zeszłego weekendu i nie mogłam go skończyć. Wreszcie jest. 
Może macie jakieś sugestie dotyczące tego fanfiction? Jakieś specjalne życzenia? Dajcie mi znać w komentarzach.
Pamiętajcie, że zależy mi na waszej opinii i naprawdę chcę wiedzieć co sądzicie. Napiszcie mi co sadzicie o rozdziale, bo to na prawdę motywuje.
  

~ Czytasz = Komentujesz ~



3 komentarze: