niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział 35

Wbiegłam na oddział, starając się wymijać wszystkie pielęgniarki chodzące po korytarzu. Stukot moich obcasów odbijał się echem po całym piętrze. Uwaga ludzi skupiła się na mnie, ale się tym nie przejmowałam i po prostu chciałam wiedzieć, co z moim Harry'm. Wreszcie zobaczyłam dwóch rozmawiających lekarzy.
- Harry Styles - wydyszałam, starając się unormować oddech. - W której sali leży Harry Styles?
- Proszę się uspokoić - powiedział jeden z nich, a we mnie zawrzało.
- Mam się uspokoić? Żartuje pan? Mój chłopak miał wypadek i leży w tym cholernym szpitalu, a pan karze mi się uspokoić? - wykrzyknęłam, a on nic nie odpowiedział. - Gdzie do cholery jest Harry?
- Proszę pani - położył rękę na moim ramieniu, którą natychmiast strąciłam. - Pan Styles został zoperowany. Odniósł dość duże obrażenia, jednak jego stan jest stabilny. Chłopak został wprowadzony w stan śpiączki. Czekamy aż sie obudzi.
- Jak długo może potrwać ta śpiączka?
- Nie wiemy. Wszystko zależy od odporności jego organizmu.
- Jesteście pieprzonymi lekarzami, powinniście to wiedzieć!
- Robimy co w naszej mocy - odpowiedział spokojnie.
- Czy mogę go zobaczyć?
- Cóż, nie powinienem pani tam wpuszczać.
- Błagam, tylko kilka minut, muszę go zobaczyć.
- Dobrze, proszę za mną.
Ruszyłam za doktorem wzdłuż korytarza. Sala Harry'ego znajdowała się na jego końcu. Mężczyzna otworzył drzwi i gestem pokazał, że mogę wejść do środka. Było tam tylko jedno łóżko, na którym leżał mój Harry. Podeszłam bliżej, żeby zobaczyć jak wygląda. Jego brązowe loki były niedbale ułożone na poduszce. Na twarzy miał mnóstwo zadrapań i siniaków, przez co z trudem go rozpoznałam. Na nodze miał założony gips, a na rękach widoczne były szwy, zapewne od szycia ran. Wyglądał okropnie. 
Powoli wyciągnęłam z kieszeni płaszcza drżącą dłoń i tak delikatnie jak tylko umiałam, odgarnęłam włosy z jego twarzy, starając się go nie zranić. Opuszkami palców dotknęłam jego dłoni i potarłam ją kciukiem.
- Przepraszam - wyszeptałam, czując jak gula staje mi w gardle. - Przepraszam. Tak strasznie przepraszam. Nie zasługujesz na to cierpienie, kochanie.
Spojrzałam na niego ostatni raz i bez słowa opuściłam salę. Został sam, a towarzyszyły mu tylko odgłosy szpitalnej aparatury. Wychodząc ze szpitala wręczyłam lekarzowi spory plik pieniędzy, aby zadbał o jak najlepszą opiekę dla Harry'ego, po czym opuściłam budynek.
Harry cierpi, a to tylko i wyłącznie moja wina. Boże, nie zasługuję na niego.
Po raz kolejny obudziłam się w nocy przez ten sen. Od wypadku Harry'ego śniło mi się dokładnie to samo. Co noc. Nie płakałam. Nie miałam na to siły. Mimo tego, że na samą myśl o złym stanie chłopaka łzy zbierały mi się w oczach, nie potrafiłam uronić ani jednej z nich. Nie chciałam o tym myśleć. To bolało za bardzo.
W szpitalu byłam tylko raz. W dzień wypadku. Nie odwiedziłam go ani razu od tamtego czasu. Nie byłam w stanie patrzeć na jego cierpienie. Na cierpienie, które ja spowodowałam. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że patrzenie na cierpienie najbliższych osób, sprawia nam więcej bólu niż im. Nie wiem, kto wymyślił to zdanie, ale miał stuprocentową rację. Ilekroć chciałam go odwiedzić, przed oczami pojawiała mi się jego posiniaczona twarz i wiedziałam, że nie dam rady. To było coś w rodzaju wewnętrznej blokady.
Podobno stan Harry'ego się nie zmienił. Lekarz dzwonił do mnie dwa razy, żeby poinformować mnie o zdrowiu chłopaka i o tym, że zapewnił mu specjalną opiekę. Po drugim telefonie powiedziałam, żeby już nie dzwonił. Nawet słuchanie o bólu Harry'ego było dla mnie męką. Od tamtej pory nie wiedziałam nic. Odizolowałam się od niego. Ale może to dobrze? Może gdy wreszcie wybudzi się ze śpiączki będzie szczęśliwy? Ja nie będę już jego utrapieniem. Więcej go nie zawiodę.
Musiałam znaleźć coś, co pozwoliłoby mi chociaż na chwile zapomnieć o tej mojej osobistej tragedii. Dlatego rzuciłam się w wir pracy. W prawdzie nie siedziałam w firmie, ale Kimberly codziennie dostarczała mi dokumenty do domu, żebym mogła pracować w spokoju. W zasadzie moją asystentka była jedyną osobą, z którą się kontaktowałam. Nie miałam ochoty na spotkania z innymi ludźmi. Nie teraz. Praca w domu również posiadała swoje minusy, a w zasadzie jeden, ale ogromny minus. Mieszkałam w domu Harry'ego. I to było najgorsze. Nawet gdy próbowałam zapomnieć, dookoła otaczały mnie jego rodzinne zdjęcia lub nasze wspólne fotografie. Z jednej strony chciałam się stąd jak najszybciej wynieść, ale z drugiej strony czułam, że nie mogę tego zrobić. Nie byłam gotowa na opuszczenie tego mieszkania. Głównie dlatego, że wiedziałam, że opuszczenie tego domu oznaczać będzie zostawienie Harry'ego. A tego po prostu nie mogłam zrobić.
Zalałam kubek z kawą gorącą wodą i zamieszałam swój napój. Miałam na sobie getry i oversize'ową bluzę, a moje włosy były związane w wysokiego kucyka. Nie dbałam o to, jak wyglądam, bo i tak jedyną osobą, z którą się widywałam była Kimberly, która chyba zdążyła się przyzwyczaić do mojego aktualnego 'stylu'.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek - jedenasta dwadzieścia. Cóż, Kimberly powinna przyjść dopiero za godzinę, ale widocznie przyszła wcześniej. Ruszyłam w stronę przedpokoju, żeby otworzyć drzwi. Uchyliłam je i zobaczyłam przed sobą matkę Harry'ego.
- Anne? Cześć. Co tutaj robisz? - przywitałam ją zdziwiona.
- Emma, kochanie - powiedziała, szlochając i zamknęłam mnie w szczelnym uścisku. - Byłam u Harry'ego i postanowiłam sprawdzić, jak się trzymasz - wychlipała.
- Jest dobrze - skłamała, ale widząc jej minę stwierdziłam, że to nie miało najmniejszego sensu - Kogo ja oszukuję? Jest ciężko. Nie radzę sobie, Anne.
Kobieta jeszcze raz mnie przytuliła, głaskając mnie uspokajająco po plecach. Czułam wsparcie, które dawała mi w tym uścisku.
- Odwiedzasz go? - zapytała, patrząc na mnie z troską.
- Nie, nie jestem w stanie.
- Myślę, że powinnaś to zrobić.
- Wiem, ale po prostu nie mogę. Nie po tym, co mu zrobiłam. To wszystko moja wina. Tak bardzo go zraniłam - wybuchnęłam niekontrolowanym płaczem, który zbierał się we mnie od chwili wypadku.
Odczułam pewnego rodzaju ulgę. Wszystkie emocje, które tłamsiłam w sobie, uwolniły się. Po prostu stałam, wtulając się w matkę Harry'ego i płakałam.
- Emma, kochanie, nie płacz. Harry jest silny i na pewno z tego wyjdzie. A ty musisz być silna dla niego.
- Boję się. Tak bardzo się boję, że on nie będzie chciał mnie już znać.
- On kocha cię za bardzo, żeby dać ci odejść. Poza tym wychowałam go dobrze i na pewno ci wybaczy, cokolwiek zrobiłaś.
- Obyś miała rację - westchnęłam, wycierając ostatnią łzę z policzka.
- Zawsze ją mam. A teraz weź sie w garść i jedź do niego. Harry cię potrzebuję. On walczy tylko dla ciebie.

***
Opatulona grubym szalem szłam korytarzem, prowadzącym do sali Harry'ego. Dotarłam do pomieszczenia, gdzie właśnie znajdował się lekarz. Weszłam do środka i odwiesiłam swój płaszcz na wieszak, stojący w kącie. Podeszłam do łóżka, na którym leżał Harry. Doktor spisywał coś z monitora dziwnego sprzętu, do którego podłączony był chłopak.
- Widzę, że postanowiła pani jednak przyjść - zwrócił się do mnie lekarz, przerywając swoje zajęcie.
- Tak. Co z nim?
- Stan pana Stylesa nie uległ zmianie. Wciąż jest w śpiączce, ale jego organizm walczy.
- Jest jakaś szansa, że wybudzi się w najbliższym czasie? - zapytałam z nadzieją.
- Szanse są zawsze, ale w tej sytuacji nie mogę pani nic obiecać.
- Dziękuje, doktorze.
- Gdyby miała pani jeszcze jakieś pytania, zapraszam do mojego gabinetu. A tymczasem zostawię was samych - powiedział i wyszedł.
Usiadłam na małym krześle koło szpitalnego łóżka i złapałam Harry'ego za dłoń. Niektóre rany i siniaki zdążyły się już zagoić od dnia wypadku, ale jego ciało wciąż było poranione.
- Bądź silny Harry - powiedziałam, kiedy łzy zaczęły spływać mi po policzkach - Jestem tu, kochanie. Obiecaj mi, że z tego wyjdziesz. Błagam, nie zostawiaj mnie.

______________________________________________

No i mamy rozdział 35. Nieskromnie mówiąc, strasznie mi się podoba i jestem z niego zadowolona. No może końcówka nie jest najlepsza, ale uważam, że to jeden z lepszy rozdziałów, które napisałam. Przepraszam, że jest taki krótki, ale starałam się go dodać teraz, żeby znowu nie zwlekać. Mam nadzieję, że wam również się spodobał ten rozdział i liczę na wasze komentarze.
Pisałam rozdział, zamiast przygotowywać się do próbnych, więc jak zawalę, to będzie wasza wina.


CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Do następnego xx

sobota, 29 listopada 2014

CHANGED NA WATTPADZIE

Z tego względu, że wiem, że dużo osób lubi czytać ff na wattpadzie, postanowiłam opublikować moje opowiadanie również tam.

Tu macie link: Changed na wattpadzie

Rozdziały dodaje stopniowo, więc niedługo powinny pojawić się tam już wszystkie i będziecie tam na bieżąco.

Pamiętajcie, żeby tam też zostawiać komentarze :)


Rozdział 34

*Perspektywa Harry'ego*
Pewnym krokiem przekroczyłem próg budynku Smith Corporation. Zostałem przywitany przez blondynkę w recepcji, która wydawała się być nad wyraz miła, po czy ruszyłem w stronę windy. Korzystając z wskazówek recepcjonistki, wcisnąłem numer szesnaście i czekałem, aż dojadę na górę. Usłyszałem charakterystyczny dla windy dźwięk, oznaczający osiągniecie wybranego przeze mnie piętra, więc wyszedłem, poprawiając przy tym swoją marynarkę. Zobaczyłem przy biurku młodą dziewczynę, więc postanowiłem zapytać, gdzie dokładnie jest biuro Emmy.
- Dzień dobry - powiedziała, uśmiechając się. - W czym mogę pomóc?
- Cóż, szukam biura Emmy... to znaczy pani Emmy Smith. Byłem umówiony.
- Mogę prosić pańskie nazwisko? - zapytała z uprzejmością w głosie.
- Styles.
- Oh, faktycznie. Dam znać szefowej, że już pan jest. Niech pan usiądzie i czeka.
Zająłem miejsce na jednym z foteli na korytarzu i nerwowo wystukiwałem butem rytm o podłogę. Po chwili dosiadł się do mnie jakiś chłopak. Mniej więcej w moim wieku.
- Czekasz na spotkanie z panią prezes? - zaczął ze mną rozmowę.
- Tak - odparłem szybko.
- Niezła z niej sztuka. Zadziorna i dość sukowata - powiedział, a we mnie aż zawrzało z emocji.
- Wygląda na miłą. Nie będę oceniał jej pochopnie - oznajmiłem przez zaciśnięte zęby.
- Przekonasz się. Tak w ogóle jestem Luke, a ty?
- Harry - przedstawiłem się, jednak nie uścisnąłem jego wyciągniętej do mnie dłoni.
- Więc Harry, gwarantuję ci, że spodoba ci się nasza szefowa.
- Cóż, nie wątpię w to.
- Na samą myśl o jej zgrabnym tyłku i tych pełnych ustach robię się napalony - powiedział, obleśnie oblizują wargi.
Kurwa, jesteś takim chujem Luke.
- Lepiej pilnuj swojego kutasa, bo moja dziewczyna z pewnością nie jest nim zainteresowana - powiedziałem, a jego twarz zbladła.
- Twoja KTO? Próbujesz mi powiedzieć, że Emma jest twoją pieprzoną dziewczyną?
- Tak i uwierz mi, że mój kutas jest jedynym, którym się interesuję - dodałem, a on już więcej się nie odezwał.
Kilka minut później ta sama dziewczyna, z którą wcześniej rozmawiałem, oznajmiła, że Emma czeka już na mnie w biurze, więc zabrałem swój płaszcz i wszedłem do środka. Dziewczyna stała przy oknie, rozmawiając przez telefon. Miała na sobie granatową spódniczkę, w którą włożyła białą koszulę z kołnierzykiem. Boże, wyglądała tak dobrze. Odniosłem wrażenie, że jest zdenerwowana, bo oczy zmrużyły się w charakterystyczny sposób. Najwidoczniej jeszcze mnie nie zauważyła, bo wciąż kontynuowała rozmowę. Podszedłem do niej od tyłu i objąłem ją w tali. Zacząłem składać delikatne pocałunki na jej szyi, na co dziewczyna odchyliła głowę z przyjemności.
- Muszę kończyć, panie Mitchel, proszę oddzwonić, jeśli zdecyduje się pan na naszą propozycję - powiedziała udawanym miłym głosem i skończyła rozmowę.
- Cześć kochanie - mruknąłem i  ją pocałowałem.
- Hej.
- Mam te dokumenty, o które prosiłaś, więc możesz je przejrzeć i mnie przyjąć - wyszczerzyłem się do niej głupio i podałem jej plik kartek.
- Skąd ta pewność że cię przyjmę? - uśmiechnęła się do mnie zadziornie.
- Kochasz mnie, to oczywiste.
- Nie schlebiaj sobie. Poza tym w pracy jestem przede wszystkim profesjonalistą - cmoknęła ustami w powietrzu i kontynuowała sprawdzanie dokumentów.
- Cóż, jest wielu kandydatów na to miejsce, a ty nie masz dużego doświadczenia w pracy - powiedziała kilka minut później. - Ale obydwoje wiemy, że przy tobie wymiękam i tak cię przyjmę.
- Dziękuję.
- Mam nadzieję, że będziesz profesjonalnie podchodził do tej pracy.
- To zależy - mrugnąłem do niej porozumiewawczo.
- Od czego?
- Od tego, jak bardzo nieprofesjonalne będzie pieprzenie cię na tym biurku - powiedziałem i przyciągnąłem ją da siebie.
- Myślę, że to bardzo nieprzyzwoite - wymruczała do mojego ucha i ponowiła pocałunek, wplątując ręce w moje włosy.
Wciąż się całowaliśmy, a ja powoli zacząłem rozpinać guziki od jej koszuli. Gdy tylko udało mi się rozpiąć je wszystkie, włożyłem rękę pod miseczkę jej stanika i delikatnie ścisnąłem jej pierś, drażniąc kciukiem sutek. Emma cicho jęknęła w moje usta, a ja wciąż robiłem to samo.
Nagle usłyszeliśmy, że ktoś otworzył drzwi, więc odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni. Dziewczyna odruchowo zaczęła zapinać koszulę, a ja odwróciłem się, żeby zobaczyć, kto wszedł do środka. Ujrzałem przed sobą tego irytującego bruneta.
Wspominałem już, jak bardzo nienawidzę tego frajera Luke'a?
- Ja.. uh przepraszam - zaczął się jąkać - przyjdę później. Chłopak szybko wyszedł w pomieszczenia, a my odetchnęliśmy z ulgą.
- O Boże - zaczęła lamentować - t o nie powinno się wydarzyć. On nie powinien tego zobaczyć.
- Ej kochanie, nie przejmuj sie typ dupkiem.
- A co jeśli wszystkim rozpowie? Wiadomości szybko się rozchodzą. Wszyscy będą o tym mówić.
- Uspokój się. Po pierwsze powiemy mu, żeby nikomu o tym nie wspominał, a pod drugie, nawet jeśli ktoś się o tym dowie, to co z tego? Gwarantuję ci, że większość twoich pracowników również uprawia seks, więc to nie jest nic wstydliwego.
- Masz rację, porozmawiam z Lukiem.
- A własnie! A propos Luke'a. Mogłabyś zakładać spodnie do pracy? Albo chociaż spódniczki za kolano.
- A jak to się ma do Luke'a? - zaśmiała się.
- On jest na ciebie cholernie napalony. A ty kusisz, kochanie.
- Cóż, on i tak nie ma u mnie szans.
- Mam nadzieję - powiedziałem i jeszcze raz złączyłem nasze usta.
- Koniec tych czułości. Mam pracę. A ty zaczynasz od jutra, więc dzisiaj możesz już wracać do domu.
- O której wrócisz? - zapytałem, odsuwając się od niej.
- Po siedemnastej. Możesz ugotować mi obiad, kochanie.
- Jasne.
- Więc do zobaczenia w domu - powiedziała i cmoknęła mnie w policzek.
- Do zobaczenia - ruszyłem w stronę wyjścia. - A i Emma?
- Co?
- Dzwoniłaś do tej firmy przeprowadzkowej?
- Tak.
- I jak się umówiliście?
- Mam spakować prywatne dokumenty i najważniejsze rzeczy, a oni zabiorą pozostałe rzeczy i przewiozą jutro pod twój adres.
- Świetnie. W takim razie wieczorem pojedziemy do ciebie, żebyś się spakowała.

***
*Perspektywa Emmy*
- Masz już wszystko? - zapytał Harry, siedząc na fotelu, podczas kiedy ja pakowałam rzeczy.
- Prawie. Zabiorę jeszcze zdjęcia z salonu i to wszystko - odparłam i chwyciłam kilka ramek. Wepchnęłam je do mojej małej walizki i szybko ją zasunęłam. Rozejrzałam się dookoła i sprawdziłam, czy zapakowałam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. W mieszkaniu niby były wciąż te same meble i sprzęty, ale wydawało mi się jakieś puste. Czułam się z tym trochę dziwnie. To było coś jak wewnętrzny niepokój. Zupełnie nie wiem, dlaczego go odczuwałam.
- Harry?
- Tak, kochanie?
- Myślisz, że to nie za szybko?
- Nie, myślę, że to dobry czas na wspólnie mieszkanie.
- A co jeśli to się nie uda? Wiesz jacy jesteśmy, kłócimy się prawie cały czas i czasami nie możemy ze sobą wytrzymać. Co zrobię jak się pokłócimy i wyrzucisz mnie z mieszkania? Gdzie wtedy pójdę?
- Popatrz na mnie - poprosił i usadowił mnie na swoich kolanach. - Kocham cię, tak cholernie cię kocham. Uda nam się. Ja w to wierzę i ty też powinnaś. Będziemy mieli siebie na co dzień i to tylko wzmocni nasz związek. Damy radę - powiedział i cmoknął mnie w usta.
- Damy radę, wierzę w to - powtórzyłam cicho bardziej do siebie niż do niego.
Pół godziny później zamknęłam drzwi na klucz i pojechaliśmy do domu chłopaka. Zostawiłam dom, w którym spędziłam swoje całe dzieciństwo, aby zamieszkać i żyć razem z Harry'm.

*2 tygodnie później*
- Cześć Emma - powiedział wesoło Luke, kiedy wszedł do mojego biura.
- Hej.
- Gdzie Harry?
- Ma dzisiaj wolne. Musiał zostać w domu, żeby dopilnować ostatnich spraw związanych z przewożeniem moich rzeczy.
- Oh, więc wychodzi na to, że dzisiejszy lunch jemy wspólnie - uśmiechnął się do mnie, puszczając oczko, a ja po prostu zignorowałam tą próbę podrywu.
- Cóż, skoro musimy, ale stawiasz.
- Ej! Nie płacisz mi tak dużo, żeby było mnie wstać na dwa posiłki - zaśmiał się, a ja wytknęłam mu język.
- Zawsze możesz się zwolnić - powiedziałam, starając się brzmieć poważnie.
- To gdzie jemy?
- Myślę, że subway to dobra opcja.
- W takim razie o dwunastej idziemy jeść - oznajmił zadowolony,
- Tak, a teraz wracaj do pracy, bo faktycznie będę musiała pomyśleć nad zwolnieniem cię.
- Tak jest, szefie.
Nie wiem, jak można nazwać moją relację z tym chłopakiem. Odkąd pracuje u mnie w firmie, zaprzyjaźniliśmy się i zaczęliśmy sie dogadywać naprawdę dobrze. Chociaż odnoszę wrażenie, jakby Luke chciał mnie poderwać. "Przypadkowe" dotyki, puszczanie oczka, komplementy, to co ciągle robi, a zwłaszcza gdy nie ma Harry'ego. To nie tak, że go nie lubię. Broń Boże, uwielbiam tego chłopaka, ale nie jestem w stanie zaoferować mu czegoś innego niż przyjaźni.
Czas do południa minął mi bardzo szybko. Pojawiłam się na dwóch spotkaniach, podpisałam masę dokumentów i odbierałam telefony od Harry'ego, który nie wiedział, gdzie poukładać moje rzeczy. Dokładnie minutę przed dwunastą do gabinetu wszedł Luke.
- Gotowa?
- Jasne - założyłam swój płacz i razem wyszliśmy z biura.
Subway znajdował się jakieś dziesięć minut drogi piechotą od budynku, więc poszliśmy na nogach. Po krótkim spacerze, podczas którego okropnie zmarzliśmy, dotarliśmy na miejsce. Zamówiliśmy trzydziestocentymetrowe kanapki i usiedliśmy przy stoliku w rogu sali. Jedliśmy, pijąc ciepłą herbatę i rozmawiając. Było naprawdę przyjemnie. Lubie spędzać czas z Luke'iem. Po czterdziestu minutach musieliśmy się zbierać, żeby na trzynastą być z powrotem w firmie.
Szliśmy ramie w ramie, śmiejąc się z naszych mało śmiesznych żartów i popychając się nawzajem. Kiedy dotarliśmy pod Smith Corporation przystanęliśmy na chwilę.
- Dziękuję za lunch, było naprawdę miło - powiedziałam.
- Musimy to powtórzyć. Jadę teraz do Grega, podwieźć mu te dokumenty, które mi dałaś.
- Dobra. Postaraj się wyrobić przed szesnastą, bo mamy spotkanie, na którym musisz być.
- Oczywiście.
- To do zobaczenie. Nie spóźnij się.
Chłopak pomachał mi i ruszył w stronę samochodu, ale po chwili się zatrzymał i wrócił do mnie, mówiąc pod nosem "dłużej już tak nie mogę" i wpił się w moje usta. Usiłowałam go odepchnąć, a gdy w końcu mi się to udało, Luke odbiegł, a ja usłyszałam za sobą dźwięk czegoś spadającego na ziemię. Odwróciłam się i zobaczyłam kwiaty i rozlaną kawę na chodniku oraz odbiegającego Harry'ego.
- Harry! - krzyknęłam - Harry! Poczekaj! Wszytko ci wytłumaczę!
Krzyczałam tak, dopółki nie zobaczyłam go odjeżdżającego z piskiem opon. 
- Cholera - przeklęłam pod nosem, udając się do budynku firmy - Dlaczego coś zawsze musi się spieprzyć.

***
- Panno Smith - powiedziała Kimberly, wchodząc do mojego gabinetu.
- Kimberly, mówiłam ci, żebyś odwołała wszystkie spotkania i zostawiła mnie w spokoju.
- Tu chodzi o coś ważnego.
- No dobrze - westchnęłam - mów, tylko szybko.
- Dzwonili ze szpitala, pan Styles miał wypadek.
I nawet nie wiem kiedy, moje oczy wypełniły się łzami.

_______________________________
I BUM JEST DRAMA.
Jak myślicie, z Harrym to coś poważnego? Sama się o niego martwię. 
Co myślicie o rozdziale? Podoba wam się? Według mnie jest taki sobie, ale musiałam jakoś dojść do tej dramy.
LICZĘ NA WASZ KOMENTARZE I SZCZERZE OPINIE.
Tak przy okazji to PRZEPRASZAM za zwłokę z rozdziałem, ale naprawdę mam mało czasu, a przede mną w grudniu próbne, więc muszę się przygotowywać. Postaram się dodać rozdział do dwóch tygodni, ale nie mogę tego zagwarantować. Obiecuję, że podczas przerwy świątecznej wszystko nadrobię.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Do następnego xx

piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 33

Nauczyłam się ostatnio jednej ważnej rzeczy. Jeśli twój chłopak mówi, żebyś nie wychodziła na zewnątrz z mokrymi włosami, bo się rozchorujesz, to musisz go posłuchać. Ja tego nie zrobiłam i teraz żałuję. Od wczoraj nie robiłam nic innego poza leżeniem w łóżku i smarkaniem nosa. Czułam się fatalnie. Przez katar i kaszel trudno mi się oddychało, a moje oczy były podpuchnięte.
- Potrzebujesz czegoś, kochanie?  - zapytał Harry, siadając na łóżku obok mnie.
- Mógłbyś podać mi laptopa? Muszę trochę popracować.
- Nie ma mowy. Jesteś wykończona, nie będziesz pracować.
- Ale Harry - zajęczałam. - Muszę przeanalizować przychody i wydatki do poniedziałku.
- W takim razie zrobię to za ciebie - zaproponował, a ja popatrzyłam na niego zdziwiona - No co? Przez dwa lata studiowałem ekonomię i marketing.
- Ty studiowałeś? - zapytałam zaskoczona.
- Ej! Nie jestem taki głupi, jak ci się wydaję - powiedział, a ja wybuchnęłam śmiechem.
- W takim razie chodź tu i pokaż czego się nauczyłeś na tych studiach - poklepałam miejsce obok siebie, które zaraz zajął chłopak.
Wziął komputer na kolana i zaczął pracować, dostosowując się do moich wskazówek. Harry wciągnął się w wir rachunkowości, a ja czułam się naprawdę źle, więc postanowiłam się przespać, żeby się zregenerować.

***
- No no no, nieźle sobie poradziłeś - stwierdziłam, przyglądając się temu co robił Harry - Nie szukasz może pracy?
 - Pytasz serio?
- Sto procent powagi - oznajmiłam szczerze. - Nie chciałbyś u mnie pracować?
- Sam nie wiem. To dobra propozycja, ale nie chcę żeby wszyscy mówili, że mam pracę, bo jestem w związku z szefową.
- Dostajesz tą pracę ze względu na to, że jesteś dobry. A poza tym jeśli ktoś będzie mówił takie rzeczy, zostanie zwolniony.
- Więc jesteś typem ostrej szefowej? Szczerze mówiąc, podnieca mnie to - powiedział, patrząc na mnie sugestywnie, za co oberwał poduszką.
- Ale teraz na poważnie, Harry. Szukam kogoś do działu rachunkowości. Mogłabym spróbować cię przyjąć i zobaczymy, jak ci pójdzie. Jeśli będziesz sobie radził, to przyjmę cię na stałe.
- Czy ja wiem. Będę się czuł, jakbyś mnie utrzymywała.
- Przecież nie będę ci dawać pieniędzy od tak. Sam na nie zapracujesz.
- Cóż, muszę to przemyśleć. Daj mi czas.

***
Obudziłam się w środku nocy cała mokra od potu. Miałam dreszcze i gęsią skórkę. Dotknęłam dłonią czoła i tak ja myślałam, było gorące
- Harry , Harry - potrząsnęłam chłopakiem, próbując go obudzić.
- Co się dzieje? - zapytał zdezorientowany - kochanie, co się dzieję?
- Ja... nie wiem. Cała się trzęsę i chyba mam gorączkę.
Chłopak zerwał się z łóżka i pobiegł na dół, po chwili wracając w termometrem. Przyłożył go do mojego czoła i przytrzymał chwilkę, po czym popatrzył na liczby i zmarszczył czoło.
- Czterdzieści i pół - powiedział zmartwiony i złapał moją dłoń - musimy jechać do szpitala.
- Ale Harry, może po prostu...
- Nie ma innej opcji - przerwał mi chłopak. - Chodzi o twoje zdrowie.
Za poleceniem mojego chłopaka wygramoliłam sie z łóżka, a on pomógł mi się ubrać w getry i ciepłą bluzę, po czym opatulił mnie w kurtkę i czapkę i zaniósł do samochodu. Dojechaliśmy do szpitala po dziesięciu minutach. Pielęgniarka pokierowała nas do izby przyjęć, gdzie po trzydziestu minutach czekania, wypełnionymi kłótniami Harry'ego z personelem, zostaliśmy przyjęcie przez lekarza.
- Więc co z nią? - zapytał mój chłopak.
- Niech się pan uspokoi - powiedział doktor i wskazał na krzesło - proszę usiąść. Pańskie chodzenie w kółko doprowadza mnie do szału.
Brunet wykonał jego polecenie, a lekarz zaczął mówić.
- Ma pani grypę - oznajmił - musiała się pani wyziębić na zewnątrz, a poza tym pani organizm potrzebuje odpoczynku. Wypiszę pani antybiotyk. Proszę go brać przez dwa tygodnie.
- A co z pracą? - zapytałam, obtulając się bardziej kurtką.
- Radziłbym pozostać w domu przynajmniej przez pierwszy tydzień przyjmowania antybiotyku.
- Dobrze - do rozmowy wtrącił sie Harry. - Są jakieś inne zalecenia?
- Proszę pilnować, żeby pańska dziewczyna dużo odpoczywała, a najlepiej niech nigdzie nie wychodzi.
- Nie ma sprawy.
- Cóż, w takim razie dziękuje i życzę powrotu do zdrowia.
Opuściliśmy gabinet i ruszyliśmy do domu, po drodze wstępując do apteki, gdzie Harry kupił lekarstwa dla mnie. Gdy tylko wróciliśmy, chłopak opatulił mnie kołdrą i przez cały czas pilnował, żebym odpoczywała.

***
Tydzień minął naprawdę szybko. Harry opiekował się mną przez cały czas i praktycznie nie było czasu, żebyśmy nie byli razem. Generalnie znikał tylko wtedy, kiedy wysyłałam go do sklepu. Dzięki antybiotykowi poczułam się o niebo lepiej. Dreszcze i gorączka zniknęły, a ja przestałam czuć się słabo.
- Nadal uważam, że nie powinnaś iść do pracy - powiedział Harry, chyba po raz setny tego ranka.
- A ja wciąż ci powtarzam, że nie interesuje mnie to, co myślisz, bo i tak pójdę.
- Ale lekarz powiedział... - zaczął, ale mu przerwałam.
- Lekarz powiedział, że mam zostać w domu tydzień, a właśnie tyle czasu minęło. Więc teraz przepraszam, ale muszę cię opuścić, bo wychodzę do pracy - cmoknęłam go w policzek i wyszłam z domu.
Z powodu zakorkowanych dróg, podjechałam pod budynek 'Smith Corporation' dopiero po czterdziestu minutach. Poprawiłam kołnierzyk płaszcza i weszłam do budynku. Dziewczyna siedząca na recepcji, której imienia wciąż nie znam, posłała mi lekki uśmiech i skinęła głową, więc odpowiedziałam jej tym samy. Stukot moich obcasów rozniósł się echem po lobby, gdy podążałam do windy. Wcisnęłam przycisk i czekałam, aż winda przyjedzie. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk, oznaczający, jej przyjazd, gdy wpadł we mnie jakiś chłopak.
- Strasznie cię przepraszam, nie zauważyłem cię - zaczął się tłumaczyć, kiedy obydwoje wsiadaliśmy do windy.
Zlustrowałam go wzrokiem. Był to bardzo przystojny brunet.  Miał na sobie eleganckie czarne spodnie i białą koszulę, która opinała jego mięśnie. Posłał mi piękny uśmiech i przeczesał ręką swoje włosy.
- Pracujesz tu? - zapytał, na co pokiwałam głową - Zazdroszczę ci. Właśnie idę na rozmowę o pracę. Mam nadzieję, że mnie przyjmą. Chociaż słyszałem, że pani prezes to straszna suka.
Cóż, z ciebie straszny dupek.
- Tak w ogóle, mam na imię Luke - wyciągnął rękę w moją stronę, a ja uścisnęłam ją ze sztucznym uśmiechem - A ty?
 - Emma.
- Masz na imię tak, jak szefowa. Mam nadzieję, że one będzie chociaż w połowie tak piękna jak ty.
Gdybyś tylko wiedział z kim rozmawiasz, dupku.
Na szczęście dojechaliśmy już na ostatnie piętro, więc opuściłam chłopaka, który życzył mi miłego dnia i udałam się do gabinetu.
- Dzień dobry - powiedziała z uśmiechem Kimberly - Miło znowu widzieć panią w dobrej formie. Mam nadzieję, że czuje się pani już lepiej.
- Kimberly, ja zawsze jestem w dobrej formie. Ale jeśli chcesz, żebym poczuła się lepiej to załatw mi dużą latte i jakieś pyszne ciastko.
Ominęłam dziewczynę i weszłam do swojego biura. Zrzuciłam z siebie płaszcz i powiesiłam go na wieszaku, po czym usiadłam przy biurku i zaczęłam pracę. Po chwili Kimberly przyniosła moją kawę i oznajmiła, że przyszedł ktoś w sprawię pracy, więc powiedziałam, żeby go wpuściła. Drzwi się otworzyły, a w nich stanął Luke, którego miałam "przyjemność" poznać już wcześniej.
- Emma? A co ty robisz w gabinecie szefowej? - zapytał, wchodząc do środka pomieszczenia.
Czy on naprawdę jest taki tępy?
- Zgaduję, że nią jestem?
- Żartujesz?
- Emma Smith, prezes Smith Corporation - wyciągnęłam dłoń w jego strona, przedstawiając się.
- Ja..Ja..bo.. - chłopak zrobił się cały czerwony i zaczął się jąkać, zapewne myśląc o tym, że nazwał mnie wcześniej suką.
- Przyniosłeś CV? - zapytałam, nie chcąc drążyć tematu.
- Um...tak, proszę - podał mi dokument i usiadł na krześle naprzeciwko mnie.
Spojrzałam na nie, czytając wszystkie potrzebne dane. Luke odbył już staż w kilku firmach. Otrzymał wiele pozytywnych opinii od swoich poprzednich pracodawców. 
- Naprawdę bardzo mi przykro, proszę pani. Jeśli cię...to znaczy panią uraziłem to przepraszam. Zrozumiem, jeśli nie dostanę tej pracy.
- Gratuluję. właśnie zostałeś pracownikiem Smith Corporation. Zaczynasz od jutra - przerwałam mu, uśmiechając się.
- Na prawdę? - zapytał z niedowierzaniem.
- Tak. I mów mi Emma, skoro już zacząłeś. W końcu jesteśmy w tym samym wieku.
- Dziękuję, Postaram się nie zawieść.
- Pracę zaczynasz o dziewiątej rano. A teraz spadaj, bo mam dużo do zrobienia.

________________________________________________________________

I udało mi się w końcu dokończyć rozdział 33 :) I co myślicie? Jak wam się podoba? Wiem, jest krótki, ale nie chciałam już dłużej zwlekać.
Przy okazji chciałabym przeprosić, za to, że w rozdziale jest dużo przeskoków czasowych (wiecie: ***), ale muszę trochę przyśpieszyć akcję, bo niedługo drama! Koniec sielanki haha. 
Nie, ale tak na serio, to mam nadzieję, żę rozdział się wam spodobał i naprawdę liczę na wasze opinie w komentarzach. 
A i jeśli będzie 7/8 komentarzy to postaram się za 2 lub trzy dni dodać kolejny rozdział :) Więc wszystko w waszych rękach.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Do następnego xx


sobota, 18 października 2014

Rozdział 32

PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM
Wiem, że zwlekałam z tym rozdziałem bardzo długo, bo prawie miesiąc, za co jest mi wstyd i naprawę przepraszam. Zdaję sobie sprawę z tego, że zaniedbuję tego bloga i rozdziały powinny pojawiać się znacznie częściej. Nie chodzi tu o moje lenistwo, bo gdybym miała czas, to rozdziały pojawiały by się tutaj raz na kilka dni. Ale niestety czasu mam bardzo mało. Kończę w tym roku gimnazjum, więc moim priorytetem jest nauka. Prawie codziennie po szkole mam korepetycje, a kiedy wracam do domu spędzam po cztery godziny na naukę. I uwierzcie mi, że potem nie mam już siły na nic. Dlatego czas mam tylko w weekendy, ale czasami nawet wtedy nie mogę zabrać się za pisanie, więc rozdziały są pisane zazwyczaj na komórce podczas przerw, jazdy autobusem lub na luźniejszych lekcjach.
Dlatego zastanawiam się, czy nie warto by było ZAWIESIĆ bloga na jakiś czas, bo:
a) nie dodaję rozdziałów za często (zazwyczaj raz na dwa tygodnie) i czuję, że was zawodzę
b) pod rozdziałami jest bardzo mało komentarzy i jest mi przykro, że mało osób docenia moją "twórczość"
Nie wiem jeszcze, czy zawieszę bloga czy nie. A wy co o tym myślicie?
Dajcie mi znać, a teraz zapraszam na rozdział i mam nadzieję, że się wam podoba xx
__________________________________________________________________________

- Za godzinę masz być w firmie, więc musimy się pośpieszyć. Lepiej żebyś się na spóźniła - powiedział Harry, kiedy wychodziliśmy z lotniska, ciągnąc za sobą.
- Kochanie, jestem ich szefową. Nigdy nie jestem spóźniona, po prostu oni są za wcześnie - odparłam, na co on się zaśmiał.
Wyszliśmy z budynku i skierowaliśmy się na parking, a następnie wsiedliśmy do BMW Harry'ego i odjechaliśmy.
- Więc - zaczęłam - Podobał ci się wyjazd?
- Było świetnie. Wszystko było takie luksusowe, jeździłem na snowboardzie w pieprzonych Alpach. No i oczywiście byłem tam z tobą, najlepszą dziewczyną na świecie, więc było idealnie
- Jesteś uroczy - uśmiechnęłam się - A teraz dodaj gazu, bo jeśli mam zdążyć to musimy być pod moim domem za dziesięć minut.
Przyspieszyliśmy i po piętnastu minutach wbiegłam do domu i ruszyłam do sypialni, żeby się przebrać. Rzuciłam swoje obecne ubranie w kąt i wciągnęłam na siebie rajstopy i czarną rozkloszowaną spódnicę, sięgającą przed kolano, a w nią włożyłam czerwoną koszulę w kratę. Sprawnie związałam włosy w wysokiego kucyka, zostawiając kilka wolno opadających kosmyków. Pomalowałam usta krwistą czerwoną szminką i zbiegłam na dół, żeby założyć wysokie czarne kozaki i czarny płaszcz.
- Czy ta spódnica nie jest aby za krótka do pracy? - zapytał Harry, kiedy mijałam go w drzwiach.
- Jest wystarczająco długa - powiedziałam i cmoknęłam go w usta. - Dobra, lecę do pracy. Jak będziesz wychodził, zamknij dom. Klucze są w górnej szufladzie komody. Zadzwonię, jak skończę. Kocham cię - pocałowałam go jeszcze raz, zostawiając na jego ustach ślad czerwonej szminki.
- Też cię kocham - krzyknął, kiedy wsiadałam do samochodu.

***
- Dzień dobry proszę pani - powiedziała dziewczyna, siedząca w recepcji w recepcji.
Siknęłam do niej głową i pognałam w stronę windy. Wcisnęłam guzik z numerem siedem i jazdę spędziłam na poprawianiu swojej fryzury. Gdy tylko usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi, wyszłam i udałam się do mojego biura, na którego drzwiach widniała tabliczka 'Emma Smith - prezes Smith Corporation'.
- Dzień dobry - powiedziała zdenerwowana dziewczyna - Nazywam się Kimberly Perkins i jestem pani asystentką. Jeśli będzie pani czegoś potrzebowała, proszę mnie wołać. Jestem za drzwiami pani gabinetu.
- Nie denerwuj się tak - posłałam jej pocieszający uśmiech - Nie mam zamiaru być tym typem szefa, który wyrzuca ludzi z pracy za najdrobniejszy błąd, no chyba że mnie zdenerwujesz.
Weszłam do mojego biura i usiadłam na wielkim, skórzanym fotelu, uprzednio wieszając płaszcz na wieszaku w rogu pomieszczenia.
- Kimberly! - zawołałam dziewczynę.
- Tak?
- Powiedz Gregowi, że ma się u mnie zjawić w ciągu pięciu minut i proszą o kawę. Duże karmelowe latte z łyżką cukru i do tego muffinkę z borówkami. Dzięki.
Nie musiałam długo czekać, bo po chwili na moim stoliku pojawiła się parująca kawa i ciastko, a w drzwiach stał uśmiechnięty Greg.
- Panienko Smith - uśmiechnął się i uścisnął moją dłoń.
- Greg. Miło cię widzieć.
- Zdaje się, że nie widzieliśmy się przez ponad dwa lata.
- Tak - przytaknęłam - a teraz siadaj i powiedz mi, o co chodzi. Co ta za pilne sprawy w firmie?
- Musisz podjąć decyzję w sprawie kilku kontraktów i szefowie Apple'a oczekują, że zjawisz się na spotkaniu z nimi w piątek.
- Potwierdź moją obecność. A kontrakty dostarcz mi jak najszybciej, razem z wszystkimi rachunkami z ostatnich sześciu miesięcy.
- Wszystko będzie gotowe do pięciu minut. Jeśli będzie mnie panienka potrzebować, jestem na każde wezwanie - oznajmił Greg i wyszedł.
Sięgnęłam po swoją komórkę, żeby sprawdzić, czy ktoś czasem nie dzwonił na mój prywatny numer. Na wyświetlaczu pojawiła się wiadomość od Megan, w której prosiła o szybki kontakt. Od razu wybrałam jej numer. Odebrała po trzech sygnałach.
- No witam wielką panią prezes - powiedziała na przywitanie, na co zachichotałam.
- Cześć Meg. Co tam?
- U mnie wszystko w porządku. Lepiej opowiadaj co u ciebie. Nie widziałam cię od sylwestra.
- W takim razie musimy to nadrobić. Może umówimy się na kawę lub lunch?
- Brzmi świetnie. Piątek? - zaproponowała.
- Uh w piątek nie mogę, ma spotkanie. A co powiesz na jutro?
- Widzę, że masz zajęty kalendarz. Niedługo będę musiała dzwonić miesiąc przed, żeby się umówić - zażartowała - Więc jutro? Pasuje mi. Gdzie?
- Co powiesz na tą małą kawiarnię na Trafalgar Square?
- Świetnie. Jest akurat blisko księgarni, w której pracuję. Mam przerwę na lunch o 13.
- W takim razie o 13:10 widzimy się na miejscu - oznajmiłam, nie mogąc doczekać się spotkania z przyjaciółką.
- Zgoda.
- A teraz przepraszam, ale muszę kończyć. Mam mnóstwo pracy - powiedziałam, obserwując Kimberly, która właśnie wniosła dwie sterty dokumentów do mojego biura.
- Na razie - Megan pożegnała się i rozłączyła.
Spojrzałam na teczki pełne papierów. Już na sam widok robiłam się zmęczona, a czekały mnie jeszcze długie godziny pracy. Sięgnęłam po kubek z kawą, wypijając całą jego zawartość i wzięłam się do pracy.

*Perspektywa Harry'ego*
Spojrzałem na zegarek - dwudziesta druga trzydzieści. Przetarłem dłońmi zmęczone oczy i po raz kolejny przełączyłem kanał w telewizorze. Emmy nie było już od ponad pięciu godzin, a ja zaczynałem się martwić. Bo kto normalny siedzi tyle w pracy? Zerknąłem na stół, na którym leżała przygotowana prze ze mnie kolacja, która prawdopodobnie była już zimna. Sięgnąłem po telefon i z pamięci wystukałem na klawiaturze numer mojej dziewczyny.
- Halo? - usłyszałem jej zmęczony głos w słuchawce.
- Cześć skarbie.
- Hej Harry. Coś nie tak? - zapytała, ziewając.
- Kiedy wracasz? Jest już prawie jedenasta.
- Kochanie, mam dużo pracy. Postaram się być jak najwcześniej.
- Emma, przecież słyszę, że jesteś zmęczona. Poza tym dzisiaj wróciliśmy z wyjazdu, nawet nie zdążyłaś odpocząć po podróży.
- Uwierz, chciałabym być już w domu. Jedyne o czym marze to ciepłe łóżko i ty przytulający mnie - przyznała, a ja uśmiechnąłem sie sam do siebie.
- To zostaw resztę pracy i wracaj. Już szykuję ramiona, żeby cię objąć - powiedziałem, a ona zachichotała.
- W takim razie będę w domu za około godzinę.
- Czekam na ciebie. I jedź ostrożnie.
- Oczywiście. Zawsze jeżdżę ostrożnie - przywróciłem oczami. - Widzimy się w domu.
- Pa. Kocham cię.
- Ja też cię kocham - powiedziała i sie rozłączyła.
Westchnąłem cicho i odłożyłem komórkę. Postanowiłem wrócić do oglądania telewizji. Położyłem się na sofie i przykryty kocem obserwowałem akcję, toczącą się na ekranie, aż w końcu odpłynąłem.

***
Obudziłem się, słysząc otwieranie drzwi i stuk obcasów. Światło w salonie się zaświeciło i do środek weszła Emma z podkrążonymi, zamykającymi sie oczami.
- Jestem - oznajmiła. - Przepraszam, wiem, że mówiłam, że będę za godzinę, ale musiałam załatwić jeszcze dwie ważne sprawy przed wyjściem i nim się zorientowałam była druga dwadzieścia.
Podszedłem do niej i delikatnie ją pocałowałem na powitanie.
- Nic się nie stało i tak zasnąłem. Jesteś głodna? Zrobiłem kolację, więc jeśli chcesz to ci ją przygrzeję.
- Nie dzięki. Nie mam nawet siły na jedzenie - powiedziała i opadła na kanapę, rzucając w kąt swoje kozaki.
- Poczekaj tu, przyniosę ci coś do spania.  
Poszedłem do jej sypialni i chwyciłem koszulkę, leżącą na poduszce, która okazała się być moja. Spała w mojej koszulce. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Zabrałem bluzkę na dół i wróciłem do Emmy, która zdążyła już zasnąć na kanapie. Pokręciłem głową z niezadowolenia, myśląc o tym, jak długo była w pracy, po czym wziąłem ją na ręce i zaniosłem ją do łóżka. Zdjąłem z niej spódnicę, koszulę i rajstopy, a zamiast tego założyłem jej piżamę, żeby było jej wygodniej. Ucałowałem czubek jej głowy i przykryłem nas kołdrą, po czym umieściłem Emmą w moim uścisku i oboje zasnęliśmy.

Obudziłem się przed dziesiątą, a Emma wciąż spała. Nie chciałem jej budzić, bo wiedziałem, jak bardzo jest zmęczona. Założyłem na siebie dresy, żeby nie paradować w samych bokserkach i zszedłem na dół. Nie byłem zaskoczony tym, że nie znalazłem w lodówce nic poza mlekiem. Na szczęście znałem moją dziewczynę na tyle, że wiedziałem, gdzie chowa nutellę, dżem i masło orzechowe, bez którego prawdopodobnie nie mogłaby żyć i paczkę pieczywa tostowego, które było "wiecznie świeże". Włączyłem więc toster i wrzuciłem do niego kromki. Gdy się upiekły posmarowałem je dżemem usiadłem z talerzem przed telewizorem. Gdy skończyłem przygotowałem dla Emmy dwa tosty z nutellą i masłem orzechowym oraz kubek kawy i poszedłem ją obudzić, ponieważ nie wiedziałem, czy idzie dzisiaj do pracy czy nie.
- Wstawaj - lekko nią potrząsnąłem - kochanie, jest dziesiąta trzydzieści.
- Jeszcze chwilkę - mruknęła cicho, przecierając oczy - zaraz! Która godzina?
- Dziesiąta trzydzieści - oznajmiłem jeszcze raz.
- O cholera! - krzyknęła - Miałam być w biurze o dziewiątej!
Szybko zerwała się na nogi i popędziła do łazienki, krzycząc po drodze, żebym wybrał jej elegancki, ale wygodny strój do pracy. Po chwili zastanowienia przygotowałem dla niej czarne spodnie, jasną kwiecistą koszulę i marynarkę. Przynajmniej nie założy znów tej za krótkiej spódnicy. 
Po dwudziestu minutach wyszła z łazienki w wilgotnych po myciu włosach i w gotowym makijażu, którego według mnie nie potrzebuje, ale nie miałem zamiaru się z nią o to sprzeczać, bo i tak postawiłaby na swoim. Włożyła na siebie ciuchy, które dla niej przygotowałem i cmoknęła mnie w usta.
- No no no. Muszę przyznać, że ubrałeś mnie całkiem nieźle. Pomyślę nad zatrudnieniem cię, jako mojego stylisty. 
- Nie przyzwyczajaj się. Po prostu wiedziałem, że będziesz wyglądała w tym dobrze.
- Dziękuje. Jesteś najlepszy - pocałowała mi, a mokre kosmyki jej włosów opadły na moją twarz.
Spojrzała na złoty zegarek na jej nadgarstku i zrezygnowana pokręciła głową.
- Muszę już jechać. Ale dzisiaj wrócę wcześniej, obiecuję.
- Musisz iść? Zostań ze mną, pooglądamy filmy, poprzytulamy się - włożyłem ręce pod jej marynarkę, żeby całkowicie ją objąć i przyciągnąć do siebie.
- Chciałabym, ale nie mogę. Ale może wrócisz do siebie, a ja po pracy do ciebie przyjadę? Zjemy coś dobrego.
- No dobra.
- Będę o osiemnastej - oznajmiła - A teraz na prawdę muszę wychodzić. Jestem spóźniona ponad dwie godziny.
- Wysusz włosy przed wyjściem. Nie chcę, żebyś zachorowała - upomniałem ją.
- Nie ma na to czasu, Harry. Nic mi nie będzie, przecież i tak będę siedziała w budynku.
- Niech ci będzie, ale ubierz chociaż czapkę - krzyknąłem, kiedy wychodziła z mieszkania.
- Też cie kocham - puściła mi całusa i odjechała.

***
*Perspektywa Emmy*
Jak zwykle spóźniona jechałam na umówiony lunch z Megan. W końcu udało mi się dotrzeć do małej kawiarenki, gdzie dziewczyna już na mnie czekała. Z zaczerwienionymi od mrozu policzkami weszłam do środka i przytuliłam przyjaciółkę.
- Wreszcie jesteś. Już myślałam, że nie przyjdziesz.
- Przepraszam, ale mam teraz strasznie dużo na głowię i ledwo nadążam na tym, co się dzieję - zaśmiałam się - Zamówiłaś już coś?
- Tak. Kawę i sałatkę z kurczakiem, dla ciebie też.
- Dzięki, jesteś wielka.
- Nie dziękuj, tylko opowiadaj, jak tam z Harry'm? - zapytała.
- Jest naprawdę świetnie. Spędziliśmy razem uroczy tydzień we Włoszech. Jesteśmy ze sobą bardzo blisko i on chce, żebym się do niego wprowadziła. 
- To wielka decyzja, nie sądzisz? 
- Wiem, sama się jeszcze waham. Ale Harry'emu bardzo na tym zależy - odpowiedziałam, przeżuwając moją sałatkę - W zasadzie mieszkaliśmy już razem, więc wiemy, jak to wygląda. A gdyby przestało nam się układać mam na oku nowoczesny apartament w centrum.
- W takim razie życzę wam szczęścia. 
- A twoje życie miłosne?
- Cóż... poznałam kogoś.
- Mów dalej - zachęciłam ją, na co obie zachichotałyśmy.
- Cóż on jest wspaniały. Wysoki, muskularny blondyn, a do tego uroczy i zabawny. Ma na imię Jake i jest Amerykaninem. Zawsze wiedziałam, że amerykańscy chłopcy są gorący.
- To coś poważnego?
- Byliśmy na kilku randkach i wydaje mi się, że iskrzy między nami.
- Gratuluję - powiedziałam i poczułam wibrację w kieszeni, co oznaczało, że muszę już wracać do firmy.
Pożegnałam się z Megan, która zaprosiła mnie i Harry'ego na małą imprezę, którą urządza razem z chłopakami w sobotę. Obiecałam, że się zjawimy, po czym opuściłam kawiarnię i wróciłam do firmy, gdzie popadłam w wir pracy. 

______________________________________________________________________

I mamy spóźniony 32 rozdział. Co myślicie? Jest nieco dłuższy niż zazwyczaj i mam nadzieję, że was nie zanudziłam. Naprawdę zależy mi na waszej opinii, więc zostawicie ją w komentarzu lub napiszcie do mnie na twitterze, co sądzicie :)
PRZY OKAZJI ZMIENIŁAM USER NA @niallsabae !!

Jeszcze raz przepraszam za zwłokę i jeśli mozecie dajcie znać w komentarzach, czy zawieszać bloga czy nie :)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Kocham was i do następnego xx

niedziela, 21 września 2014

Rozdział 31

- Możesz na mnie nie krzyczeć? To nie moja wina, że nauka przychodzi mi trudniej, niż tobie - powiedziałam zdenerwowana.
- To nie moja wina, że nie potrafisz utrzymać pieprzonej równowagi! - krzyknął, zwracając uwagę ludzi na stoku na nas.
- Jesteś najgorszym nauczycielem świata - wstałam z ziemi i otrzepałam tyłek ze śniegu, po czym zapięłam deskę i usiłowałam zjechać, co nawet zaczęło mi się udawać, dopóki nie upadłam na stok, uderzając się w tyłek.
Harry, gdy tylko zobaczył mnie leżąco na śniegu, podjechał do mnie i pomógł mi się podnieść.
- Nic ci nie jest, kochanie?
- Więc teraz 'kochanie'? Wydaję mi się, czy dwie minuty temu byłeś na mnie wkurzony.
- Po prostu się denerwuję - wyjaśnił. - Nie chcę, żeby stała ci się krzywda, ale powoli tracę już cierpliwość.
- Cóż, a ja powoli tracę czucie w tyłku - powiedziałam ze smutną miną.
- Jeśli o to chodzi, to wieczorem chętnie ci go rozmasuję - zaczął zabawnie poruszać brwiami, na co się zaśmiałam.
- Ale wracając do twojej nauki. Mam pomysł.
- Słucham panie "jestem mistrzem w jeździe na snowboardzie i nigdy mi nie dorównasz".
- To najdłuższa ksywka jaką w życiu słyszałem - dodał rozbawiony. - A teraz słuchaj. Mam nawą metodę. Za każdym razem, kiedy upadniesz, robię ci zdjęcie, lub nagrywam filmik, z których potem zmontuje długi film i pokażę chłopakom, a jeśli zjedziesz bez upadków dostaniesz całusa.
- To ma być nagroda dla mnie czy dla ciebie? Wiesz, zawsze mogę znaleźć sobie przystojnego instruktora, który nie będzie nagrywał upokarzających filmików.
- Nawet o tym nie myśl. Jedyny instruktor na jakiego się zgadzam to starsza kobieta, bo mężczyźni odpadają, a w sumie nie wiem, czy nie masz pociągów homoseksualnych, więc na młode dziewczyny też się nie zgadzam.
- Boże, jesteś taki zazdrosny.
- Mam o kogo być zazdrosny. A teraz dosyć gadania, czas na naukę jazdy - klasną w dłonie i ruszyliśmy w stronę wyciągu.
Harry próbował tłumaczyć i pokazywać mi wszystko powoli, tak żebym szybko załapała. Z początku było mi na prawdę trudno, bo ciągle upadałam, a Harry to nagrywał i jestem pewna, że ten jego głupawy filmik upokorzy mnie przed wszystkimi. Dodatkowo chłopak cały czas się ze mnie śmiał, co mi wcale nie pomagało. Po dwóch godzinach zaczęłam robić postępy, ponieważ podczas całego zjazdu wywróciłam się tylko raz.
- Chyba należy mi się buziak - powiedziałam dumnie, kiedy on mnie kamerował. - I wyłącz tą kamerę! Przecież się teraz się przewróciłam.
- No tak, ale muszę też nagrać twoje pierwsze sukcesy.
- Wciąż czekam na pocałunek..
- Już się robi - zsunął moje gogle na czubek głowy i zaraz to samo zrobił ze swoimi, po czym obrócił kamerę tak, że było nas widać oboje, po czym mnie pocałował.
- Jest już późno. Za godzinę zamykając stok. Zbieramy się? - zapytał, kiedy dojechaliśmy do wyciągu.
- Zjedźmy jeszcze kilka razy, dobrze?
- Widzę, że komuś tu się spodobało.
- Cóż okazało się, że jeśli umiesz jeździć, to sprawia ci to jeszcze większą frajdę.
- Kochanie, ty jeszcze nie umiesz jeździć - zaśmiał się - ty na razie zsuwasz się ze stoku.
- Bawi cię to? Nie przeginaj, skarbie - powiedziałam z nutką złości w głosie, akcentując ostatni słowo.
- Nie, wcale mnie to nie śmieszy - zaraz sie zreflektował i posłał mi przepraszający uśmiech.
- No mam nadzieję, bo pamiętaj, że to ja mam klucz do pokoju i w każdej chwili mogę go zamknąć i cię tam nie wpuścić.
- Tak więc jak już mówiłem, robisz postępy. Ale dosyć tego gadania idziemy jeździć, żeby zobaczyć jak dobrze ci idzie

***
- Jestem wykończona - powiedziałam, opadając na kanapę zaraz po wejściu do naszego apartamentu.
- Nie mam siły na nic - jęknął Harry, rzucając swoją kurtkę w kąt i przysiadł się do mnie.
- Gdyby mój tyłek umiał mówić, teraz krzyczałby z bólu. A w dodatku zamarzam.
- Nie wiem jak ty, ale ja idę wziąć ciepły prysznic. Dołączysz? - zapytał.
- Nie. Przebiorę się w coś wygodnego i idę się rozgrzać do łóżka.
- W takim razie potem tam przyjdę.
Chłopak udał się do łazienki, po drodze zgarniając czyste bokserki i dresy. Ja natomiast ruszyłam do sypialni, gdzie wciągnęłam na siebie szare dres i czarną koszulkę, po czym weszłam do łóżka i okryłam się kołdrą. Sięgnęłam po mojego laptopa i położyłam go na kolanach, odpalając go. Gdy tylko się włączył zobaczyłam nieodebrane połączenie od Zayna na skype. Postanowiłam oddzwonić, bo akurat był dostępny. Wcisnęłam guzik i po kilku sygnałach twarz mojego przyjaciela pojawiła się na ekranie.
- Hej słoneczko - powiedział radośnie.
- Słoneczko? - zdziwiona uniosłam brew.
- Wiesz istnieją dwa typy przyjaciół, Możemy mówić do siebie pieszczotliwie, albo nazywać się nawzajem sukami, więc stwierdziłem, że pierwsza opcja jest zdecydowanie lepsza.
- Zdecydowanie - zaśmiałam się
- Więc co tam? Jak tam we Włoszech?
- Jest cudownie! Nauczyłam się jeździć na snowboardzie!
- Wow gratuluje. 
- Harry ciągle się wkurza, bo nie łapie za szybko, ale idzie mi coraz lepiej.
- Oh, Więc miedzy tobą, a nim jest już okej?
- Tak! To niesamowite, jak bardzo go kocham.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwa - powiedział, słabo się uśmiechając.
- Coś nie tak? - zapytałam.
- Nie, wszystko okej - odparł. - Jak wrócisz musimy umówić się na kawę. Dawno cię nie widziałem.
- Ja ciebie też. Stęskniłam się.
- Więc kiedy wracacie?
- Za cztery dni - powiedziałam, kiedy usłyszałam otwieranie drzwi od łazienki - A teraz muszę iść. Wezmę prysznic i idę spać, bo oczy same mi się zamykają.
- To do zobaczenia - powiedział - Śpij dobrze.
- Dobranoc Zayn - rozłączyłam się i odłożyłam komputer.

*perspektywa Harry'ego*
Wyszedłem z wanny i owinąłem się ręcznikiem. Wciągnąłem na sobie bokserki i dresy. Już miałem opuścić łazienkę, kiedy usłyszałem, że Emma z kimś rozmawia.
- Hej słoneczko - usłyszałem głos Zayna i od razu złość opanowała całe moje ciało.
Słoneczko? Kurwa! Ona jest moją dziewczyną, nie jego. Dlaczego on tak do niej mówi?
Wsłuchałem się w dalszą część rozmowy. Z każdym jego słowem byłem coraz bardziej zdenerwowany.
- Dawno cię nie widziałem.
- Ja ciebie też. Stęskniłam się - powiedziała Emma, a ja miałem ochotę coś rozwalić.
Nie jestem zazdrosny. Nie jestem zazdrosny. Kurwa. Jestem cholernie zazdrosny.
Byłem wściekły i kurewsko zazdrosny. Wyszedłem z łazienki i skierowałem się do sypialni, kiedy Emma akurat odkładała laptopa. Wstała i chwyciła swoją piżamę i ruszyła do łazienki, a po drodze dała mi szybkiego buziaka, na którego nie zareagowałem. 
Położyłem się w łóżku i przymknąłem oczy, czekając aż Emma wróci.

*Perspektywa Emmy*
Kiedy się wykąpałam, wróciłam do pokoju i zobaczyłam leżącego Harry'ego z zamkniętymi oczami, ale wiedziałam, że nie śpi. Wdrapałam się na łóżko obok niego i nachyliłam się, aby złożyć na jego ustach delikatny pocałunek. Żadnej reakcji. Nic. Usiadłam na nim okrakiem i po raz kolejny go pocałowałam. Wciąż nic.
- Harry, kochanie. Wiem, że nie śpisz. Co sie dzieje? - zapytałam cicho, kładąc się na jego klatce piersiowej. - Proszę, mów do mnie - mruknęłam w jego usta - Harry?
Przez chwilę panowała cisza, kiedy on w końcu się odezwał.
- Czujesz coś do niego? - zapytał cicho, a w jego oczach widziałam smutek.
- Do kogo?
- Do Zayna.
- Nie ładnie to tak podsłuchiwać, panie Styles - powiedziałam, przytulając się do niego.
 - Czujesz coś do niego? - ponowił swoje pytanie.
- Harry, dlaczego nie rozumiesz tego, że strasznie cię kocham i nie jestem w stanie kochać kogoś innego? 
- Nazwał się swoim słoneczkiem. Powiedziałaś, że za nim tęsknisz - powiedziała jakby sam do siebie.
- Hej - chwyciłam jego twarz w dłonie i obróciłam ją tak, żeby na mnie patrzył - Ja i Zayn jesteśmy TYLKO przyjaciółmi. Tylko. A ja i ty jesteśmy parą. I na prawdę strasznie cię kocham.
- Też cię kocham - powiedział i w końcu mnie pocałował. 
Leżeliśmy tak, wtuleni w siebie, milcząc. To nie była niezręczna cisza. Było po prostu przyjemne. Oczy same mi się zamykały i powoli zasypiałam, kiedy zadzwonił mój telefon.
- Halo? - powiedziałam.
- Dobry wieczór, panienko Smith - powiedział znajomy mi głos.
- Część Greg. Czemu zawdzięczam ten telefon?
- W firmie występują niewielkie komplikację, więc dzwonię, żeby Cię poinformować o tym, że jesteś tu potrzebna.
- To coś poważnego?
- Chodzi o kilka kontraktów. które musisz zaakceptować. 
- Czy to bardzo pilne? Nie mam mnie teraz w kraju i wracam dopiero za cztery dni.
- Myślę, że możemy poczekać. Ale kiedy tylko wrócisz, skontaktuj się ze mną.
- Oczywiście.
- W takim razie do zobaczenia, panienko Smith.
- Do widzenia Greg.
Połączenie zostało przerwane, a jak powoli wypuściłam powietrze z ust.
- Kto to? - zapytał śpiącym głosem Harry.
- Greg, Jeden z pracowników firmy mojego ojca.
- Co chciał?
- Wydaje mi się, że będę musiała zacząć pracę w firmie szybciej, niż myślałam.
- Oh. W takim razie musisz solidnie wypocząć przed powrotem do domu.
- Więc dobranoc.
- Dobranoc.

_______________________________________________________________________
 I oto mamy 31 rozdział. Pewnie jesteście zaskoczeni, że jak na mnie, dodaję go dosyć szybko. Wzięłam się w garść i tak oto prezentuję wam rozdział 31.
Mam tylko nadzieję, że się wam spodoba. Na prawdę liczę na to, że zostawicie mi swoją opinię w komentarzach. Proszę.
Co wy na to? Myślicie, ze Zayn już odpuścił sobie Emmę i zadowoli się tylko przyjaźnią? Czy Harry będzie zawsze taki zazdrosny? Jak myślicie? Chętni dowiem się, co myślicie o bohaterach. Kto jest waszym ulubieńcem.


LICZĘ NA WASZE OPINIE
CZYTASZ = KOMENTUJESZ


Do następnego x